Aneksy do umów. Dodatkowe pieniądze na inwestycje

Aneksy do umów. Dodatkowe pieniądze na inwestycje

Wielokrotnie już opinia publiczna informowana była o tym, że z wykonawcami różnych inwestycji podpisywane są aneksy na dodatkowe roboty lub celowo wybierana jest w przetargu tańsza oferta, a i tak wykonawca otrzyma więcej pieniędzy. Temat ten pojawił się również w ostatnim tygodniu.

Przy każdej miejskiej inwestycji dowiadujemy się, że „projekt był źle zrobiony”, że „pojawiły się roboty dodatkowe” i że miasto po raz kolejny szafuje publicznymi pieniędzmi, choć w ogóle nie powinno dokładać ani złotówki. Radni kwestionują zasadność zamiany materiałów, podważają kompetencje urzędników i żywią podejrzenia, że w mieście jest układ na linii burmistrz-wykonawcy. Dowodów na swoje podejrzenia jednak nie przedstawiają, ograniczają się do permanentnej krytyki wyboru wykonawców i zakresu wykonywanych prac. Niemalże każda inwestycja związana jest z kontrolą różnych instytucji, które mają wykryć nieprawidłowości i ukarać winnych.

Prym w lustrowaniu zadań inwestycyjnych wiedzie komisja gospodarki gminy i infrastruktury, która wypełniając swoją funkcję nigdy nie służy jako organ wspomagający, lecz krytykujący. Podczas posiedzeń komisji wyświetlane są filmy i pokazywane zdjęcia, na których prezentowane są wszystkie mankamenty związane z daną inwestycją. Trwają wielogodzinne sądy zmierzające do przekonania opinii publicznej o bylejakości wykonawstwa. Niestety wszystkie „dowody w sprawie” prezentowane są tylko podczas trwania posiedzenia komisji i nie trafiają one w żadnej możliwej do wglądu formie dokumentu lub nagrania, by mieszkańcy mogli zapoznać się z nimi w biurze rady prosząc o udostępnienie informacji publicznej. Komisje działające przy radzie miasta również są publiczne i wszystko co się na nich odbywa podlega upublicznieniu. Jednak upubliczniane jest zazwyczaj jedynie nagranie wideo, które krąży w internecie udostępniane przez anonimowe osoby albo na stronie, której adresu przewodnicząca komisji nie chciała zdradzić, kiedy pytał ją o to radny Zbigniew Belowski.

Na posiedzeniach różnych komisji pojawia się także mieszkaniec Pionek, a zarazem przedsiębiorca, który z racji kilkudziesięcioletniego doświadczenia poddaje pod wątpliwość decyzje urzędników i dość często podpowiada, jak zrobić coś lepiej i taniej, choć nie zawsze zgodnie z obowiązującym prawem. Radni niejednokrotnie słyszeli, że ten przedsiębiorca nie wygrywa w tej kadencji przetargów, bo jest „za tani” – ostatnio wystartował w przetargu na budowę Al. Jagiellońskiej, ale jego oferta nie została wybrana, bo przewyższała inną o ponad 2,2 mln zł. A ponieważ właśnie pojawiły się „roboty dodatkowe” w tym zadaniu majątkowym, przyszła kolej na dalsze rewelacje. Te dodatkowe prace w kwocie 60 tys. zł nie dotyczą jednak samej Al. Jagiellońskiej, ale poprawienia infrastruktury w pobliżu kościoła znajdującego się w ulicy prostopadłej do nowobudowanej. To jednak sprawiło, że radni wraz z przedsiębiorcą zaczęli mocno krytykować wykonany projekt Al. Jagiellońskiej podczas posiedzenia komisji budżetu.

Moje doświadczenie 50-letnie to mówi krótko – inwestycja, która została zaprojektowana powinna być prawidłowo wykona, a nie pieniądze i pieniądze. Wy rozumcie jedno – mówił przedsiębiorca do radnych, którego cytujemy dosłownie, gdyż ostatnio uznał, że jest szkalowany w mediach. – Tu chodzi o to, że jak najwięcej dodatkowych robót i pieniądze naszych mieszkańców zniwelować, zniszczyć. Tak cały czas w tym mieście jest. Bierze się przetarg, muszą być odpowiednie dokumenty przygotowane. Kto ma te dokumenty przygotować do przetargu? (…). I tutaj, panowie radni, nie zgadzajcie się na żadne dopłaty przy kościele. To musi być zrobione. Kościół i parking przy kościele, to był wcześniej wykonany. Tylko robi się projekt taki ślepy, żeby później pan burmistrz dorzuca aby te pieniądze i dokłada, i na okrągło jest to samo. No jak może tak być? No ludzie, ja też wykonuję mając tyle lat i w różnych gminach. Boże, dają sobie radę małe gminki aż miło popatrzyć. Gmina taka Kozienice przykładem świeci.

Faktycznie ostatnio w Kozienicach wystąpił problem z dokończeniem robót budowlanych w ramach zadania Budowa Przedszkola nr 3, ponieważ gmina zmuszona była odstąpić od umowy z winy wykonawcy, który nie wykonywał budowy należycie. Po tym wykonawcy należało przeprowadzić demontaż robót budowlanych i właściwie całą inwestycję wykonać od podstaw, ponieważ to, co zostało pierwotnie zrobione było wadliwe i niezgodne z dokumentacją projektową. Ta inwestycja to również dowód na to, że osoby, które uzurpują sobie publicznie prawo do kontrolowania inwestycji w naszym mieście, powołując się na swoje „wieloletnie doświadczenie w pracach na budowach” i wytykając najmniejszy nawet błąd innym wykonawcom, sami również mają różne porażki w bagażu owego doświadczenia.

I ja w ogóle nie chcę słyszeć o żadnych dodatkowych pieniądzach na zrobienie zjazdów jakichś – kontynuował przedsiębiorca z Pionek. – To muszą być zrobione, bo droga i parking przy kościele to jest ileś lat, ileś lat jest, to nie powstało wczoraj. A tu dlaczego szubko, spieszy się pan burmistrz, żeby szybko jak najwięcej wypchać tych pieniędzy dodatkowych. Bo przecież robię, to podjęłem decyzję, moje ryzyko jest. Moje ryzyko, nikt mnie się nie pyta.

Przedsiębiorca ten wielokrotnie już podkreślał, że jak wygrywa jakiś przetarg na roboty budowlane, to robi wszystko, żeby zmieścić się w pieniądzach na które podpisał umowę. Jego ryzykiem i strata są wszelkie ewentualne odstępstwa od projektu czy roboty, które wyniknęły niespodziewanie w trakcie wykonywania prac i których nie dało się wcześniej przewidzieć. Przedstawia siebie zawsze w świetle innych wykonawców, którzy aneksują umowy, jako osobę, która na aneks nigdy by sobie nie pozwoliła, bo jak mówi „trza mieć godność, honor i ambicje”.

W tę narracje wszedł również radny Wojciech Maślanek, który korzystając z wiedzy przedsiębiorcy i traktując go właściwie jako swego montera od inwestycji, krytykuje wykonywane projekty miejskie i dokładnie pieniędzy z budżetu miasta na dodatkowe prace, nawet takie, które w ogóle nie były przedmiotem projektu, ale wyniknęły w trakcie trwania inwestycji – jak roboty przy kościele NMP, ale nie od strony budowanej drogi, tylko tej już wybudowanej wcześniej. Prace mają polegać na wykonaniu dłuższego zjazdu dla karawanu i poprowadzenia chodnika bliżej ogrodzenia kościelnego. Radny już wyrokuje, że choć inwestycja ma kosztować ok. 6,3 mln zł (dofinansowanie zewnętrzne 6 mln zł), to zapewne roboty dodatkowe dopełnią kwoty nawet i 9 mln zł.

Ponieważ radni do społu z przedsiębiorcą nieustannie podkreślają, że tylko dwóch wykonawców lokalnych ma ciągle aneksowe umowy i dopłacane pieniądze, to burmistrz podczas ostatniej komisji budżetu i finansów uzupełnił te dane.

Pan budował ulicę Fabryczną – mówił o przedsiębiorcy z 50-letnim doświadczeniem. – Państwo radni przeznaczyli na jeden aneks 98 tys. zł, na drugi aneks 198 tys. zł, a na trzeci aneks 37 tys. zł. I to był super projekt? Tylko, że jak się bierze pieniądze, to uważa się, że jest ok, a jak bierze kto inny pieniądze, bo jest taka potrzeba, to już nie jest ok.

Teraz winny jest projektant, który podobno „właśnie tak projektuje, żeby później dokładać i wyciągać pieniądze”.

– Ja wykonywałem to jako obywatel tego miasta i chciałem zrobić to uczciwie i dobrze. I wykonałem to. To było błoto, nie błoto, ten projekt się do niczego nie nadawał, który był zrobiony. A to taki szantaż cały czas był pod tym względem, bo ten człowiek projektował i bubel zrobił, a ja wykonałem wtedy według swojego doświadczenia – i podkreślił, że droga jest już kilka lat, a nawet pas zieleni jest ładny, a przy urzędzie w parku ciągle coś jest nie tak z nawierzchnią. – To jest skandal, to powinno być rozebrane i z powrotem, gdzie było 800 tys. dołożone. To się tak szanuje państwowe pieniądze? A ja walczyłem i robiłem po swojemu.

Wojciech Maślanek stanął więc w obronie aneksów do umowy na wykonanie ulicy Fabrycznej w Pionkach:

No to znowu pan nie powiedział do końca prawdy. To pan, panie burmistrzu, my dokładaliśmy aneksy, dwa aneksy czy jeden aneks, bo pan obiecał tym ludziom (mieszkańcom), obiecał pan te zjazdy, których pan wcześniej, wszyscy pamiętają, nie chciał pan wykonać, bo. I to jest, i to jest i to jest ten jeden aneks.

Zjazdy faktycznie były wykonywane na sam koniec budowy ul. Fabrycznej i kosztowały 37 tys. zł, bo okazało się w projekcie wykonanym w poprzedniej kadencji nie dopatrzono się tego, że wyprofilowanie drogi spowoduje nawet kilkudziesięciocentymetrową różnicę między ulicą a zjazdem do istniejących już posesji. Mieszkańcy przychodzili na posiedzenia komisji i wnioskowali o poprawienie im zjazdów, bo nie mogą wydostać się ani wjechać samochodem na własne podwórko. Burmistrz obiecał, że zostanie to jak najszybciej naprawione.

Jak widać super projektów nie ma, bo nawet w domu planując prace remontowe do wykonania, szacując koszty i czas, nie zawsze da się wszystko dokładnie zaplanować, bo może okazać się, że mimo dokładnych wyliczeń zabrakło jednak farby albo odpadł kawałek ściany przy wymianie szafek kuchennych. Można nie pokrywać dodatkowych kosztów i zrobić remont jedynie w części, bo wydaliśmy już wszystkie zaplanowane pieniądze. Będzie nowe, ale niedomalowane lub wyszczerbione. I tak radni właśnie woleliby wykonywać inwestycje miejskie, które często polegają na modernizacji bardzo starej infrastruktury, która kryje wiele niespodzianek niemożliwych do przewidzenia podczas planowania.

Przeczytaj również