Coś się radnym pomieszało

Coś się radnym pomieszało

W ostatni poniedziałek zarówno przewodniczący rady Wojciech Maślanek, jak i radna Wioletta Grzywacz przeszli samych siebie podczas posiedzenia komisji infrastruktury i bezpośrednio po niej naruszając kilka ustaw jednocześnie. Skąd u Wioletty Grzywacz, przewodniczącej kluby PiS przy radzie miasta lekceważący stosunek do najważniejszych ustaw? I skąd u Wojciech Maślanka, przewodniczącego rady zapędy totalitarne by kontrolować pracowników samorządowych w trakcie wykonywania przez nich obowiązków służbowych?

Choć radny Maślanek na ostatniej sesji ogłosił wakacyjną przerwę w pracach radnych, z ewentualnym wyjątkiem na zwołanie sesji w sprawach nadzwyczajnych, to radni nie próżnują. W ubiegłym tygodniu odbyło się posiedzenie komisji skarg, gdzie rozpatrywano, a raczej próbowano rozpatrzeć skargę mieszkańca na działalność burmistrza. Niestety komisja nie zajęła stanowiska w sprawie, choć dyskusja trwała blisko 2 godziny.

W upalny poniedziałek w godzinach popołudniowych przewodnicząca komisji infrastruktury Wioletta Grzywacz zwołała terenowe posiedzenie „swojej” komisji. Bo radna nie używa nazwy komisja rady miasta, a raczej nagminnie stosuje określenie „moja komisja”.

Radna Grzywacz nie patrząc na ustawę o RODO, ustawę o ochronie danych osobowych, ustawę o samorządzie gminnym czy nawet na Konstytucję RP na środku ulicy wymaga od osób biorących udział w komisji podpisania się imieniem i nazwiskiem na liście, która w żaden sposób nie jest zabezpieczona pod kontem ochrony danych. Radna Grzywacz uważa, że na „jej komisji” wszyscy muszą wpisać się na listę, choć nie ma żadnego prawnego wymogu by tego od kogokolwiek wymagała. Co innego od członków  komisji, którzy na podstawie listy obecności mają wypłacaną dietę, a raczej z diety mają potrącaną kwotę za każdą nieobecność. Radna Wioletta Grzywacz w żaden sposób nie może pojąć, że wszelkie komisje lub sesje są dostępne dla każdego obywatela, bo uważa, że musi wiedzieć kto przychodzi i w jakim charakterze. To dość ciekawe stanowisko, gdyż jak wskazuje chociażby Konstytucja, której treść powinien znać każdy dorosły obywatel, praca radnych, jej przebieg i efekty są istotne dla mieszkańców, niezależnie od tego na ile są tym zainteresowani. Osobom chcącym aktywnie uczestniczyć w decyzjach podejmowanych w sprawie Pionek (czy innej gminy) umożliwia to już Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. W ustępie 2 w art. 61 ustawy zasadniczej mamy zagwarantowane prawo do uzyskiwania informacji, która obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu. Ta gwarancja dotyczy również prac i obrad komisji przy radzie miasta. Co ciekawe sami radni, niebędący członkami danej komisji mogą aktywnie uczestniczyć w posiedzeniach poprzez składanie wniosków czy zabieranie głosu w dyskusji. Oczywiście nie będąc członkami danej komisji, nie mają prawa udziału w głosowaniu.

Wskazana norma w sposób oczywisty dotyczy także organów samorządu terytorialnego. W przypadku gmin regulacją doprecyzowującą przepisy konstytucyjne jest art. 11b ustawy o samorządzie gminnym. Ustawodawca określił, że działalność gminy jest jawna, co obejmuje w szczególności prawo obywateli do uzyskiwania informacji, wstępu na sesje rady gminy i posiedzenia jej komisji, a także dostępu do dokumentów wynikających z wykonywania zadań publicznych, w tym protokołów posiedzeń organów gminy i komisji rady gminy. W kwestii określenia zasad dostępu do dokumentów ustawa odsyła do gminnego statutu.

Z kolei pełną definicję ustawowego terminu „prawo dostępu do informacji publicznej” określa art. 3 ustawy z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, zgodnie z którym obejmuje ono m.in. prawo dostępu do posiedzeń kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z bezpośrednich wyborów.

Zasada jawności pracy kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z bezpośredniego wyboru jest kluczowa dla systemu demokratycznego. Nie ma ona jednak bezwzględnego charakteru. Zgodnie z tym, co zostało opisane wyżej, art. 11b ustawy o samorządzie gminnym stanowi, że wszelkie ograniczenia jawności mogą wynikać wyłącznie z przepisu rangi ustawowej, zaś art. 61 ust. 3 Konstytucji RP wskazuje, że takie ograniczenie może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.

Tu przy okazji warto przyjrzeć się również przepisom ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, które chronią wizerunek osób niepublicznych, czyli nie można w dowolny sposób publikować wizerunku osób, które nie pełnią funkcji publicznych chyba, że wcześniej uzyskało się do tego zgodę, najlepiej na piśmie by nie było żadnych wątpliwości.

Radna Grzywacz jednak chce wiedzieć kto jak się nazywa, po co przyszedł na „jej komisję” i w jakim charakterze. Co więcej nie nikt inny jak przewodniczący rady Wojciech Maślanek dzwoni do dyrektora jednostki by dowiedzieć się czy ten, a ten pracownik jest na zwolnieniu lekarskim, może na urlopie, a może został oddelegowany na komisję, a jeśli tak to w jakim charakterze i po co. Nasuwa się pytanie jaka podstawa prawna upoważnia radnego Maślanka do inwigilowania pracowników samorządowych?

Pora by radni, przynajmniej niektórzy, sięgnęli do podstaw i zapoznali się z treściami wspomnianych wyżej zapisów prawa. Brak wiedzy nie zwalnia nikogo z obowiązku jego przestrzegania. I dobra rada dla Wioletty Grzywacz – w dobie pandemii nie podaje się kilku osobom tego samego długopisu bez wcześniejszej dezynfekcji by podpisywały się na liście noszonej nie wiadomo gdzie, nie zabezpieczonej przed wglądem osób postronnych itp. W urzędzie miasta działa inspektor do spraw RODO i w razie wątpliwości radni zawsze mogą zwrócić się do niego o pomoc w tej jakże ważnej kwestii.

Wielokrotnie już podczas sesji czy komisji radni łamali zapisy ustawy o ochronie danych osobowych oraz RODO. Tym razem radna chciała wymusić podpis od osoby spoza rady i w sposób lekceważący podeszła do informacji iż kolegialne posiedzenia radnych, nawet terenowe są dostępne dla każdego zainteresowanego. Radną rozśmieszyły zapisy Konstytucji RP oraz ustawy o samorządzie gminnym, gdyż najwyraźniej „jej komisja” jest ponad zapisy prawa. Niemniej nie była w stanie podać podstawy prawnej, która wskazuje na to, że gość „jej komisji” musi wpisywać się na listę obecności. Jedyną odpowiedzią z ust radnej było, że członkowie muszą, czego nikt nie kwestionuje, ale co do zbierania danych osobowych osób spoza rady Wioletta Grzywacz raczej kompetencji nie ma.

Przeczytaj również

Komentarze