Debiut nowego przewodniczącego komisji skarg, czyli „gadanina o niczym”

Debiut nowego przewodniczącego komisji skarg, czyli „gadanina o niczym”

7 lipca komisja skarg, wniosków i petycji zajęła się rozpatrzeniem skargi mieszkańca na działalność burmistrza. Skarżący zarzuca, że Robert Kowalczyk kłamie, pomawia go, a przede wszystkim naruszył jego dobra osobiste. Podczas sesji, gdy radni dyskutowali nad skargą, burmistrz stwierdził, że skoro naruszył dobra osobiste, to najlepiej gdyby skarżący podał go do sądu w celu rozstrzygnięcia, czy faktycznie doszło do ich naruszenia.

Paweł Abramowicz, nowy przewodniczący komisji skarg rozpoczął komisję od przywitania osób zebranych na sali konferencyjnej i odczytania porządku obrad, po czym oddał głos Wojciechowi Maślankowi, który odczytał treść uchwały w sprawie przyjęcia skargi przez radę i przekazania jej do rozpatrzenia komisji oraz wydania opinii. Skarga wpłynęła do biura rady miasta 21 maja, na sesji w dniu 29 czerwca została przyjęta przez radnych, termin jej rozpatrzenia wyznaczono na 30 września z powodu „konieczności przeprowadzenia wszechstronnego postępowania wyjaśniającego, zebrania niezbędnych materiałów oraz uzyskania wyjaśnień od stron, a także w razie uzasadnionej potrzeby wyjaśnień, dokumentów“.

W związku z tym, że pana burmistrza dotyczy ta skarga, pan burmistrz jest nieobecny – mówił radny Abramowicz. – Bardzo bym prosił o przeczytanie, panie przewodniczący, pisma, które wpłynęło do rady.

Radny Maślanek odczytał pismo z 5 lipca od burmistrza w którym informuje iż ze względu na wizytę w Pionkach marszałków województwa mazowieckiego nie będzie mógł uczestniczyć w obradach komisji w dniu 7 lipca. Jako strona postępowania wyjaśniającego powinien zostać dopuszczony do głosu, ale komisja nie uwzględniła zupełnie faktu nieobecności Roberta Kowalczyka i postanowiła przeprowadzić „dochodzenie“ bez wysłuchania oraz uzyskania wyjaśnień od stron, choć w treści podjętej uchwały taki zapis figurował i odczytał go radny Maślanek.

Mieszkaniec w swojej skardze cytował fragmenty artykułu z gazety samorządowej Nad Zagożdżonką, którego autorem jest Robert Kowalczyk. Skarżący interpretował wg własnych przemyśleń niektóre ze zdań, pisząc iż wykopywane przez niego roboty na działce budowlanej nie szkodzą podnoszeniu wód gruntowych, które od lat są na tym samym poziomie, za to wszyscy powinni sobie uświadomić co mogłoby wydarzyć się, gdyby działkę kupiła firma Soudal. Stwierdził, że burmistrz Kowalczyk celowo kłamie w swoim tekście by zaszkodzić jego żonie, która jest radną. Napisał, że na swojej działce nie wyciął żadnego zdrowego drzewa, za to na działce firmy Soudal wycięto ich ok. 300 i do tego zdrowych, ale za zgodą urzędu miasta. Dodał również, że burmistrz będąc na sąsiedniej działce i widząc, że skarżący wykonuje prace porządkowe, zadzwonił do urzędników z wydziału ochrony środowiska, którzy „prawdopodobnie mieli za zadanie wykryć nieprawidłowości i ukarać mnie i moją żonę“. Podczas dyskusji okazało się, że skarżący nie zgłosił do urzędu tzw. prac porządkowych, ani nie uzyskał zgody na wycinkę – samosiejek czy chorych drzew. Twierdzi, że na swojej prywatnej działce może robić co chce w celu utrzymania jej w porządku. Napisał, że dwukrotnie na jego działce pojawili się bezprawnie urzędnicy w celu przeprowadzenia kontroli wycinki drzew i to w dzień wolny od pracy, tj. w sobotę. „Czyżby burmistrz i urzędnicy stanowili nowe prawo? Niestety sprawa na tym się nie zakończyła, w lutym br. nieoczekiwanie zostałem wezwany na komisariat policji w Pionkach i przesłuchiwany przez policję w sprawie domniemanej kradzieży drewna z własnej posesji“. Dodał także, że takie zdarzenia potwierdzają brak kompetencji oraz arogancję urzędniczą, a skargę napisał, bo jak twierdzi, ilość pomówień ze strony burmistrza wobec jego rodziny przekroczyła granice wytrzymałości. Nie zapomniał także wspomnieć o tym, że jego zdaniem gazeta samorządowa Nad Zagożdżonką jest pismem niewiarygodnym, gdyż nie wiadomo jaki ma nakład oraz materiały w niej zebrane nie są podpisywane imionami i nazwiskami autorów. Zbigniew Belowski odpowiedział mieszkańcowi, że jako prowadzący stronę internetową również nie podpisuje się pod tekstami jako autor. Skarżący nie podaje na niej także nazwiska redaktora naczelnego oraz danych redakcji, choć jest to prawny wymóg. Natomiast w Prawie prasowym nie ma żadnej wzmianki o tym, by autorzy podpisywali teksty używając do tego swoich nazwisk. Dodatkowo należy nadmienić, że gazeta samorządowa Nad Zagożdżonką wydawana jest w wersji elektronicznej i na stronie podane są wszystkie prawem wymagane dane. Wystarczy chcieć je odczytać. Mieszkaniec pisząc skargę użył słów, że gazeta samorządowa zawiera nieprawdę, pomawia radnych i inne osoby, które „znajdują się poza układem pana burmistrza“. Jeżeli faktycznie tak uważa, to ma prawo do wniesienia sprostowania, a nawet do skierowania sprawy na drogę sądową. Jednak w sądzie należałoby udowodnić swoje słowa, a nie posługiwać się wyłącznie subiektywnymi odczuciami. Każda redakcja gazety jest odpowiedzialna za to, co zostało napisane, a nie za to, co ktoś zrozumiał bądź zupełnie nie zrozumiał.

Radni podjęli długą dyskusję nad treścią skargi, choć od samego początku część z nich mówiła, że komisja nie jest od oceniania tego czy burmistrz naruszył dobre imię skarżącego i to powinien ustalić sąd. Wojciech Maślanek i Paweł Abramowicz zgodnie twierdzili, że ustawa o samorządzie gminnym daje komisji kompetencje do rozpatrywania skarg kierowanych przez mieszkańców. Nie potrafili odpowiedzieć na pytanie radnego Belowskiego jakich narzędzi użyje komisja skarg, by zweryfikować i ocenić czy faktycznie doszło do naruszenia cudzych dóbr. Zbigniew Belowski dodał, że w związku z tym iż burmistrz jest stroną w sprawie skargi, to wypadałoby aby uczestniczył w posiedzeniu. Skoro poinformował pisemnie, że w dniu planowanego posiedzenia jego obecność nie będzie możliwa z uwagi na wizytę w mieście marszałka i wicemarszałka, to przewodniczący komisji powinien wyznaczyć inny termin posiedzenia, by faktycznie rzetelnie i obiektywnie ocenić skargę.

Jeszcze raz chciałbym mocno podkreślić, nie może być dalej takiej sytuacji, że burmistrz, jako osoba, która sprawuje najwyższą funkcję w mieście używa takich środków – jako pierwszy głos w dyskusji zabrał radny Maślanek. – A takimi środkami są właśnie media samorządowe, czyli nasze, wspólne za które my płacimy. Gazeta samorządowa Nad Zagożdżonką powinna, jak wcześniej służyć mieszkańcom jako czasopismo, gazeta informacyjna gdzie mieszkańcy mogliby się zapoznać z dobrymi sprawami, które udały się samorządowi, z wydarzeniami, z informacjami na temat, na yyy na temat miasta. Tak jak to miało wcześniej. Ja pamiętam tą Zagożdżonkę w wersji jeszcze papierowej. Taki papier był kredowy, kredowy, gdzie ona była kolportowana po całym mieście i mieszkańcy chętnie po nią sięgali, ona wtedy była płatna, bo nie wiem czy akurat pamiętacie. Ona była wtedy płatna i tam naprawdę rzetelnie były przedstawione życie miasta, było przedstawione życie miasta. Natomiast jako rady rady miasta Pionki kategorycznie nie zgadzam się żeby to czasopismo w takim wydaniu jak to ma miejsce w tej kadencji uderzało w mieszkańca, mieszkańców, radnych, bo w każdej do tej pory, w każdym wydaniu, w każdym, nie boję się tego stwierdzić jest dużo nieprawdy, dużo manipulacji i dużo pomówień. Dotknęło to kilku radnych. Nie wiem dlaczego z jednej strony część radnych jest informowana o danym wydaniu Nad Zagożdżonki i może zamieścić swój artykuł czy podzielić się z mieszkańcami jakimiś swoimi osiągnięciami jeżeli chodzi o samorząd. Natomiast nie do wszystkich ta informacja, a już na pewno do biura rady miasta Pionki nie dociera taka informacja o planowanym wydaniu czy też, czy też żeby mógł radny przekazać informację żeby zechcieli czy podzielić się z mieszkańcami i, i coś zamieścić w, w kolejnym wydaniu. Natomiast wrócę do sprawy, no nie może być, jeszcze raz podkreślę, by burmistrz miasta wykorzystywał samorządową gazetę do, no nie wiem, do walki z mieszkańcem, nie wiem jak to w ogóle nazwać, walki, przedstawia, mieszkaniec wyraźnie przedstawia w skardze, dementuje te sprawy, które jego dotknęły i przedstawia fakty w moim przekonaniu, w moim przekonaniu skarga, mieszkaniec, który złożył skargę do organu, który został przez ustawodawcę powołany do komisji skarg, wniosków i petycji yyyyy powinna być uznana, mimo że nie jestem członkiem, ale to jest moja tylko opinia, za zasadną żeby rada miasta przyjmując, a mam nadzieję, że w konsekwencji rada miasta podejmie taką uchwałę, którą będę zobowiązany przygotować czy ona będzie zasadna, czy ona będzie bezzasadna na yyy na kolejną sesję rady miasta Pionki, uzna ją za zasadną i wyraźnie, wyraźne to będzie sygnał i znak dla burmistrza żeby więcej do takich sytuacji nie dochodziło, bo nam nie są takie sytuacje potrzebne. Mi jest naprawdę wstyd, że my jako radni musimy zajmować się takimi sprawami, o czym mówiłem na sesji, nigdy nie powinniśmy zajmować się takimi sprawami (...).

Gazeta samorządowa Nad Zagożdżonką w obydwu swoich wersjach zamieszcza takie same artykuły, z czego w wersji papierowej jest ich znacznie mniej niż w elektronicznej z uwagi na częstotliwość wydawania w papierze oraz koszty. Radny Maślanek, w naszej subiektywnej ocenie (a jako redakcja również mamy prawo do wyrażania własnego zdania i ocen), naruszył świadomie dobre imię gazety mówiąc, że teraz jest nierzetelna, nie służy mieszkańcom, nie informuje o wydarzeniach, sukcesach, ważnych i dobrych sprawach. Nie jest też wydawana na papierze kredowym, nie jest płatna, nie jest kolportowana po całym mieście. Faktycznie, gazeta w wersji papierowej wydawana jest na papierze gorszej jakości, jest bezpłatna i przede wszystkim jej nakład jest niewspółmiernie mniejszy niż dawniej, kiedy nie było mediów internetowych.

Ciekawostką zupełną jest stwierdzenie radnego Maślanka, że biuro rady miasta nie jest informowane, że gazeta ma zostać wydana. W tej kadencji Nad Zagożdżonką w papierze pojawia się raz na pół roku. Radni, którzy chcą podzielić się z mieszkańcami ważną informacją sami kontaktują się z redakcją z prośbą o zamieszczenie tekstu w najbliższym wydaniu. Jedni radni mogą, inni chcą być informowani drogą oficjalną. Radny Maślanek jeśli chce coś ważnego przekazać mieszkańcom ma do dyspozycji również elektroniczną wersję gazety, ale jakoś do tej pory nie podjął próby skontaktowania się z wydawcą czy redaktorem naczelnym. W sumie twierdzi, że gazeta jest nierzetelna, więc tym bardziej może dziwić fakt, że sam publicznie stwierdza, że część radnych chciałaby coś zamieścić, ale nie może. Uznać to można za manipulację opinią publiczną, a już stwierdzenie, że gazeta pomawia i pisze nieprawdę to jawne naruszenie prawa. Pora poinformować radnego Maślanka, że ma prawo zwrócić się do redakcji gazety samorządowej o zamieszczenie sprostowania treści z którą się nie zgadza, ale sprostowania zgodnego z wytycznymi ustawy Prawo prasowe.

Wojciech Maślanek uznał jeszcze, że szkoda iż Robert Kowalczyk „nie znalazł dzisiaj czasu“, a treść pisma burmistrza o powodzie nieobecności na komisji, pozostawił do oceny radnym. Widocznie dla radnego Maślanka wizyta władz województwa mazowieckiego, to zbyt błahy powód by można było przedłożyć ją nad posiedzenie komisji radnych miejskich. Dodał, że skoro mieszkaniec w swojej skardze napisał, że w Nad Zagożdżonką są same kłamstwa, manipulacje i pomówienia, to skarga jest jak najbardziej zasadna.

Każdy rodzaj przekazu informacji w wolnym kraju jest dopuszczalny i nie widzę żadnego nietaktu ani błędu ze strony burmistrza miasta, który zajął i opublikował swoje stanowisko w lokalnych mediach – na zarzuty radnego Maślanka odpowiedział Zbigniew Belowski. – Miał do tego prawo i uważam, że nic złego się nie stało. Miał również podstawy widocznie, i to jest kwestia do sprawdzenia żeby wyrazić taki, a nie inny pogląd, bo mówiąc szczerze, ja obserwując działkę o której mowa, również stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że sposób zagospodarowania tej przestrzeni za pomocą kolejnych wysypów gruzu i piachu prowadzi do niczego innego, jak do zniszczenia tego drzewostanu, który tam jest. I jeżeli ktoś argumentuje, że w ten sposób chce uratować tą przestrzeń, to ja mu nie wierzę, bo to jest ewidentne działanie, które doprowadzi do wylesienia tego terenu i zagospodarowania w sposób inny. To jest moja opinia.

Zwrócił uwagę na fakt, że skoro burmistrz przedstawia powód swojej nieobecności na komisji, to jej przewodniczący winien jest przełożyć termin zwołania posiedzenia.

Ponieważ jak przeczytał w uzasadnieniu prawnym, komisja ma prawo czy obowiązek nawet, zbadania sprawy w sposób obiektywny. Pytam, kto z państwa, członków komisji ma doświadczenie bądź prawne kwalifikacje do takiego zbadania, bo tu chodzi po prostu o pewnego rodzaju śledztwo, bo tak to wygląda – dodał radny Belowski. – Uważam, że rozpatrywanie tego typu skarg obywateli przez komisję nie powinno mieć miejsca z prostego powodu, jeżeli obywatel czuje się poszkodowany w sensie moralnym czy jakimkolwiek innym przez urzędnika podległego burmistrzowi, to kieruje pismo do burmistrza bądź do instancji administracyjnej. W tym wypadku jedyną drogą rozwiązania tego problemu jest skarga cywilna do sądu ze strony osoby, która uznaje siebie za pomówioną i rozpatrzenie tego problemu w procesie cywilnym.

Dopowiedział, że zna intencje całej sprawy, bo głównie chodzi o to żeby komisja „wydała werdykt jakby zaplanowany, że pan burmistrz jest łobuzem“ i skierowała sprawę do rady w której „rzeczone osoby mają nadzieję“, że rada przychyli się do takiego stanowiska, co w konsekwencji ma doprowadzić do podważenia autorytetu burmistrza i prowadzić do pisania skarg do wojewody.

Sprawa jest czysta, ewidentna i nie budząca żadnych wątpliwości – stwierdził i oznajmił, że z powodu uzasadnionej nieobecności burmistrza, przewodniczący komisji powinien zamknąć posiedzenie i wyznaczyć nowy termin. – Ale decyzja powinna być jedna - obywatel ma prawo złożyć skargę zarówno drogą administracyjną, jak i sądową, natomiast ta komisja moim zdaniem nie ma kompetencji do oceny tego typu.

Dodał, że jest sprawa, która jego osobiście dotyczy i nie zamierza kierować skargi do komisji, tylko wystąpi na drogę sądową. Chodzi o skargę napisaną przez innego mieszkańca, pełną pomówień, którą radny Maślanek odczytał na ostatniej sesji, a radny Belowski zapowiedział, że przeciwko takim oszczerstwom skieruje wniosek do sądu, ale w tej chwili prawnicy przygotowują się również do sporządzenia pozwu przeciwko Wojciechowi Maślankowi, który publicznie do kamer odczytał nieuzasadniony „paszkiwil swojego kolegi“ oparty na emocjach i odczuciach obywatela. Przypomniał jak jedna z mieszkanek skierowała skargę przeciwko radnemu Maślankowi, ale on jej nawet nie odczytał, bo „musiałby poczytać o sobie“ i sam uznał, że radnego nie ocenia komisja tylko wyborcy. Podczas ostatniej sesji również wśród projektów uchwał znalazła się skarga mieszkanki m. in. na radnego Maślanka, który także nie odczytał z niej ani słowa, za to celebrował każdy wyraz ze skargi na burmistrza czy komisję kultury. Zbigniew Belowski dodał, że akurat skardze na Roberta Kowalczyka nadaje się „wymiar wyjątkowy ze względu na uprzywilejowanie tej sprawy (...) i chodzi o pewien efekt polityczny“.

Skarżący wyjaśnił, że jego działka jest budowlana, a prace które na niej wykonuje mają spowodować przywrócenie jej ładnego wyglądu żeby pokazać mieszkańcom, że za niewielkie pieniądze można zrobić drugie Zielone Pionki, a nie za miliony. Dodatkowo stwierdził, że kupując działkę nie miał zamiaru wycinać żadnego drzewa, tylko uporządkować teren, ale sam wcześniej przyznał, że wycinał samosiejki i nie wyciął zdrowych drzew. Ze słów Zbigniewa Belowskiego wynika jednak, że na działce wysypywany jest gruz zawierający wapń, więc raczej chodzi o odpad budowlany.

Jak burmistrz może nas opisywać i to z imienia i nazwiska? I to są medialne kłamstwa – stwierdził skarżący. W artykule było wymienione nazwisko, ale radnej miejskiej, która jest osobą publiczną. Mówił o tym, że burmistrz przyczynił się do zgłoszenia na policję, że właściciel działki ukradł sam sobie drzewo. Nie chciał jednak odpowiedzieć na pytania czego dokładnie dotyczyło przesłuchanie.

Radny Belowski dodał, że miasto zrobiło błąd nie sprzedając całej tej działki firmie Soudal, która już w poprzedniej kadencji przedstawiała plany zagospodarowania, łącznie z rozbudową magazynów oraz zbiornikiem wodnym i barierą zieleni pomiędzy zakładem a zabudowaniami mieszkalnymi.

Fakt stwierdzony dziś przez pana (skarżącego), że jest to działka budowlana w 100% mnie przekonuje co do intencji tych działań, które tam się odbywają – spuentował radny Belowski.

Tomasz Łyżwa chciał wiedzieć dlaczego komisja ma nie zajmować się tą sprawą i w takim razie do kogo taka skarga powinna być skierowana. Uznał również, że komisja jest po to by pracowała. Zbigniew Belowski zwrócił się do Pawła Abramowicza z pytaniem w jaki sposób chce przeprowadzić czynności wyjaśniające wszystkie aspekty tej sprawy.

Chciałbym państwu radnym zacytować art. 18 b o samorządzie gminnym, który mówi, że rada gminy rozpatruje skargi na wójta, wnioski oraz petycje składane przez obywateli. W tym celu powołuje komisję skarg, wniosków i petycji – odczytał przewodniczący komisji, choć nie o to pytał go radny Belowski.

Paweł Kobylas złożył wniosek o powołanie eksperta, który pomoże komisji zbadać czy treść artykułu faktycznie narusza dobre imię skarżącego, bo na razie jest rozmowa o subiektywnych odczuciach mieszkańca. Rozpoczęła się wymiana zdań, że komisja nie może powoływać ekspertów, choć nigdzie indziej jak na stronie skarżącego pojawił się tekst o komisji rewizyjnej, która przeprowadzając kontrolę wydatków na wydobycie nitrocelulozy nie zasięgnęła opinii ekspertów. Raz eksperci są więc niezbędni i o tym pisze sam skarżący (lub jakaś osoba za jego wiedzą), a jeśli już chodzi o jego sprawę, to opozycyjni burmistrzowi radni stanowczo stwierdzają, że ekspert zupełnie nie jest potrzebny. Tu opinia Zbigniewa Belowskiego, że członkowie rady już wydali werdykt w sprawie i tylko czekają by komisja wydała pomyślą po ich linii opinię, a później radni podjęli uchwałę, że burmistrz jest winny jest chyba jak najbardziej prawdziwa. Radny Kobylas uzasadniał swój wniosek, że jako członek komisji chce odnieść się do faktycznego stanu rzeczy, a nie opierać swojej decyzji wyłącznie na stwierdzeniu, że mieszkaniec odczytał treść artykułu i zrozumiał go po swojemu, a teraz składa skargę na autora, bo wydaje mu się, że został pomówiony.

No ja zdecydowanie jestem tu przeciwny wnioskowi kolegi Pawła gdyż wyraźnie, wyraźnie ustawodawca w artykule 18 b powołał, powołał do życia instytucję jaką jest komisja skarg, wniosków i petycji – stwierdził radny Maślanek. – Moim zdaniem komisja ma obowiązek wykonać uchwałę rady miasta, przeprowadzić postępowanie, opinię. Natomiast no, panie Pawle, językoznawcę żeby powoływać, językoznawcę, językoznawcę żeby stwierdził co? Jestem przeciwny wnioskowi jako niedorzeczny i absurdalny.

Zbigniew Belowski apelował do radnych, by wreszcie zrozumieli, że o pomówieniu lub jego braku decyduje sąd, a nie komisja składająca się z radnych miejskich, czyli osób przypadkowych, nie posiadających żadnych narzędzi czy kwalifikacji by stwierdzić naruszenie dóbr osobistych. Co innego gdyby skarga dotyczyła działalności burmistrza w zakresie złamania prawa np. naruszenia uchwały podjętej przez radę – tu faktycznie komisja może stwierdzić, że prawo zostało złamane. Natomiast w kwestii odczuć mieszkańca, czy wyważania tego co napisał burmistrz, a co skarżący uznał za naruszenie, sprawę powinien rozstrzygnąć sąd.

Bo trudno komukolwiek odczytać lub zrozumieć prywatne intencje osoby, która poczuła się urażona. Jedyną drogą jest rozprawa sądowa i obiektywny sąd może zająć w tej kwestii stanowisko.

Radna Anna Wierzycka uznała, wysłuchując argumentów, że burmistrz „uprawia w mieście prywatę wykorzystując do tego stanowisko“ i „sprawa ma być zamieciona pod dywan“. Rozprawa sądowa oraz ewentualny wyrok nie jest „zamiataniem pod dywan“ jak się radnej wydaje, a rozstrzygnięciem prawnym sporu pomiędzy burmistrzem a skarżącym. Zdaniem radnej burmistrz może obrażać i pomawiać, a druga strona ma „siedzieć cicho“. Jednak „strona obrażona“ może skorzystać z ustawy Prawo prasowe lub z kodeksu cywilnego, jednak w tym konkretnym przypadku nie skorzystała z żadnej z tych możliwości tylko wybrała skargę do radnych. W kwestii wydania opinii o tym czy skarżący ma rację, czy jednak jej nie ma, głos ma także radna Wierzycka, która stwierdza, że pozew do sądu jest „zamiataniem pod dywan“.

Uważam, że głosując w tej, że tak powiem słusznej skardze mieszkańca powinniśmy dać temu kres – stwierdziła. – To jest szkalowanie. Gazeta służy temu, że tak albo aha, ktoś głosuje, ktoś jest ze mną, jest przy mnie, to dobra, damy mu tutaj stronkę i niech pisze artykuł, będziemy pisać o rzeźbach, będziemy pisać o różnych rzeczach, bo to jest fajne, bo on jest przy mnie, natomiast jak ktoś jest dalej oszkalujmy go, oszpećmy go, on jest ten zły, on jest niedobry. Ja nie zauważyłam w radzie miasta, żeby ktokolwiek z radnych w obecnej kadencji działał na szkodę tego miasta i działał na niekorzyść. I uważam, że ta skarga jest słuszna i powinniśmy za nią zagłosować, i może tym oto sposobem pan burmistrz zakończy wojnę z radnymi, którzy są mu niewygodni.

Na pytanie Włodzimierza Szałabaja czy skarżący zgłosił do urzędu planowane prace porządkowe związane z wycinką drzew i krzewów oraz czy gruz budowlany, który tam został zwieziony nie jest odpadem budowlanym, skarżący odpowiedział, że raptem zwiózł 2 wywrotki gruzu i 4-5 wywrotek ziemi, jest to jego sprawa, a radni „lepiej niech się zainteresują jaki mają syf w swoim mieście“. Żona skarżącego dodała, że to co zostało zwiezione nie ma zupełnie związku ze sprawą. A jednak treść tekstu burmistrza o który toczy się bój, dotyczył właśnie „zwożenia, kopania, przesypywania“.

Dlatego ta skarga wpłynęła, taka a nie inna, bo ja sobie nie pozwolę na takie postępowania burmistrza jakie są obecnie, że jestem w mediach gdzieś szkalowany, ja i rodzina, przedstawiając po sąsiednich gminach i innych instytucjach jaki to ja jestem niewygodny, łącznie z żoną. I niestety sobie nie pozwolę na takie zachowanie jakie jest. Panu burmistrzowi to nie przystoi – odpowiedział właściciel działki, nie udzielając wyjaśnień na zadane pytania.

Zbigniew Belowski mówił o tym, że zwożąc na działkę gruz porozbiórkowy z zawartością wapnia, za pół roku, rok okaże się, że olchy zwyczajnie uschły i bez problemy skarżący uzyska zgodę z urzędu na ich wycięcie. W konsekwencji teren zielony, o który walczyła radna, stanie się miejscem na którym być może wybudowany zostanie jakiś obiekt. Jak dodał, właśnie o tym pisał burmistrz w swoim artykule. Skierowanie sprawy do sądu o rzekome pomówienie spowoduje lawinę wyjaśnień, przedstawiania dowodów przez obydwie strony oraz powołania ekspertów, którzy stwierdzą która strona miała rację. Z tym zdaniem nie zgadza się skarżący, który stwierdził, że jutro opublikuje „ciekawy artykuł pomawiający część radnych i co mi zrobicie?“. Zbigniew Belowski odpowiedział, że poda go do sądu, bo nawet anonimowe wpisy w końcu przestają być anonimowe. Dodał, że w minionej kadencji „anonimowe trolle“ odczuły konsekwencje pomawiających wpisów. Wojciech Maślanek uznał, że to było w kadencji 2010-2014, kiedy to ukarany został były wiceburmistrz miasta, ale w kadencji 2014-2018 ten sam los spotkał pewnego mieszkańca, któremu wydawało się, że wyrażanie własnego zdania jest krytyką, a nie szkalowaniem i pomawianiem.

Przewodniczący rady zwrócił się do zgromadzonych na sali, by stanęli na miejscu skarżącego i wyobrazili sobie, że ich ktoś pomawia i o nich pisze. Nie trafił z tym argumentem, bo przecież wszystkich obecnych na sali anonimowe (póki co) trolle hejtują każdego dnia na wszystkie możliwe sposoby, które trudno nazwać krytyką.

Radna Wierzycka odniosła się do słów Zbigniewa Belowskiego nt. skierowania przez skarżącego sprawy do sądu.

Otóż może zmieńmy tok myślenia w tej radzie ponieważ jesteśmy tutaj w innym celu niż oskarżając się wzajemnie idąc na ścieżkę sądową, tylko byśmy potrafili zrobić coś pozytywnego dla tego miasta, zostawić dobry ślad po sobie stosując dialog między sobą, bo mówię, pisząc i szkalując na siebie, a później najlepiej żeby druga siedziała cicho albo po cichu złożyła pozew sądowy i wtargnęła na drogę sądową, to nie jest rozwiązanie żadnego konfliktu ponieważ on trwa w radzie miasta, nie jest tutaj dobrze i nie będzie. Proszę tutaj państwa radnych żebyśmy, mówię, zakończyli tą debatę dzisiejszą, zagłosowali za zasadnością skargi, którą złożył mieszkaniec i ma do tego prawo.

Paweł Kobylas wyjaśnił radnej, że w Pionkach funkcjonują różne media i nikt nikomu nie zabrania odnieść się w nich do tego z czym się nie zgadza. Przecież nikt nikomu nie zabrania wypowiadać się publicznie podpisując się swoim imieniem i nazwiskiem, a nie obrażając anonimowo. Dodał, że także radni mogą zwoływać konferencje prasowe na których odniosą się do tego, co stanowi dla nich problem czy jest źródłem konfliktu. Jednak w naszym mieście od wielu lat utarło się, że najlepiej oczernić kogoś anonimowo, zasłaniając się prawem do wolności wypowiedzi. Jednak pomiędzy wolnym słowem, dopuszczalną krytyką, a pomówieniem jest bardzo cienka linia i każdy powinien brać odpowiedzialność za słowa które wypowiada lub wypisuje. Radna Anna Wierzycka stwierdziła, że przecież apeluje do obydwu stron żeby ze sobą rozmawiały, a nie szkalowały siebie nawzajem. Dodała, że aby zaprzestać wzajemnego szkalowania i pomawiania, to trzeba właśnie zacząć od burmistrza.

Takich spotkać 15 radnych nie ma, jest sesja. Nie zwołuje pan burmistrz takich spotkań z radnymi, tylko jeśli zwołuje to części radnych – mówiła radna, a Paweł Kobylas dodał, że przecież dokładnie tak samo postępuje przewodniczący rady. – No właśnie, a dobrze byłoby żebyśmy się spotykali wszyscy razem i byłoby lepiej. Ja uważam, że my potrafimy ze sobą dyskutować, potrafimy rozmawiać i potrafimy znaleźć wspólne, dobre rozwiązania.

Radny Maślanek zasugerował Pawłowi Kobylasowi by wycofał swój wniosek o powołanie eksperta, bo jest on bezzasadny, gdyż jak stwierdził, on rozumie co jest napisane w skardze, co burmistrz napisał w artykule i co jest zapisane w podjętej uchwale. Poza tym trzeba wskazać źródło finansowania takiego eksperta.

No proszę bardzo, kto zapłaci za takiego językoznawcę? – pytał radny Maślanek, by w odpowiedzi usłyszeć, że może niech najpierw radni przystąpią do głosowania wniosku, a jeśli przejdzie wtedy wskazane zostanie źródło finansowania. – Nie ma czegoś takiego jak wniosek formalny o powołanie językoznawcy – upierał się radny Maślanek, choć radny Kobylas składał wniosek, a to przewodniczący komisji Paweł Abramowicz nazwał go wnioskiem formalnym, jak później wyjaśniał pytał tylko czy jest to wniosek, czy raczej wniosek formalny.

Tomasz Łyżwa zastanawiał się co miałby ze skargą zrobić językoznawca, może wskazać błędy językowe? Jednak chyba wszyscy wiedzą, że językoznawcy nie zajmują się jedynie wskazywaniem błędów gramatycznych. Lingwistyka to dość szeroka dziedzina.

Rozpoczęła się dyskusja na temat głosowania złożonego wniosku. Wojciech Maślanek uważał, że głosowanie takiego wniosku jest błędem, wniosek jest bezzasadny. Krzysztof Bińkowski przypomniał, że przecież nie nikt inni, a właśnie m. in. radny Maślanek zarzucał przewodniczącemu komisji kultury, że nie poddał kiedyś wniosku pod głosowanie tylko zarządził przerwę w obradach, a teraz sam nie chce by radni podjęli pod głosowanie wniosek o powołanie eksperta. Komisja podczas głosowania odrzuciła jednak wniosek o pomoc językoznawcy czy faktycznie tekst burmistrza naruszył dobre imię skarżącego.

Radny Łyżwa chciał uzasadnić fakt, że komisja skarg jak najbardziej powinna rozstrzygać w sprawie domniemanego naruszenia dóbr, bo przecież rozstrzygała w sprawie wygaszenia mandatów trzech radnych. Nie zauważył jednak różnicy w obydwu porównywanych kwestiach. Przy wygaszaniu mandatów rada miasta miała zbadać, czy nie zachodzi naruszenie ustawy o samorządzie gminnym. Nikt nie pytał jak się radnym wydaje, czy prezesi spółdzielni i członek stowarzyszenia powinni pełnić dalej swoje mandaty. W dalszej części mówił, że sam nie składa skargi na burmistrza, choć podobno pojawiła się wypowiedź Roberta Kowalczyka, że radny Łyżwa powinien brać udział w negocjacjach pomiędzy spółką PWKC, a SPZZOZ, który ma dług wobec miejskiej spółki na ok. 770 tys. zł. Wypowiedź Roberta Kowalczyka dotyczyła raczej tego, że radny Łyżwa, jako radny miejski powinien bardziej dbać o interes miasta, a nie interes powiatu radomskiego czy lobbować by PWKC umorzyło długi szpitala. Radny Łyżwa stwierdził, że burmistrz mówił o tym, że to radny powinien się zająć negocjacjami i jego zdaniem jest to pomówienie.

Może powinienem iść z tym do sądu, ale nie mam czasu (...). Ale czarka się przebrała i ktoś w końcu się wziął za to – mówił radny Łyżwa. Językoznawca zapewne zwróciłby tutaj uwagę, że czarka może się przepełnić, a przebrać może się miarka, ale być może był to skrót myślowy radnego. – To będzie, że tak powiem jakaś żółta kartka dla burmistrza żeby się liczył z zachowaniem, żeby szanował no ludzi innych, po prostu i nie kłamał, bo czasem kłamie.

Radny Piotr Nowak podsumował posiedzenie komisji oraz długą dyskusję twierdząc, że właściwie to nie wie o czym toczy się debata. I faktycznie, radni dyskutowali na dziesiątki tematów zupełnie niezwiązanych ze skargą.

Ja rozumiem, że komisja skarg i wniosków, to zajmuje się wtedy skargami, gdyby np. skarżący napisał, że burmistrz złamał procedurę, bo wprowadził urzędników na jego działkę niezgodnie z prawem i to było niezgodne z takim, a takim artykułem. Zgadzam się z radnym Belowskim, że jedynym rozwiązaniem jest skierowanie zarzutów na drogę sądową, bo trudno nam to oceniać jako radnym. Oczywiście możemy się ze skargą zgadzać lub nie, natomiast my nie mamy kompetencji żeby oceniać czy zostały naruszone dobra skarżącego, czy nie. My nie jesteśmy do tego powołani i nie mamy podstawy prawnej do oceny tego typu skargi. Proszę wskazać mi podstawę prawną, na podstawie której mamy ocenić, że burmistrz naruszył pana dobra. Ja się mogę z panem zgadzać w 100%, ale my, jako radni mamy to ocenić pod kątem obowiązującego prawa. W tej skardze poruszanych jest kilka tematów - pana naruszenie dóbr osobistych i funkcjonowanie artykułu w Nad Zagożdżonką. Powinniśmy się więc skupić na tych dwóch tematach, a my skaczemy po różnych i z tej dyskusji nic nie wynika. Jeżeli pan się czuje urażony, to trzeba iść do sądu, bo to sąd jest instytucją, która to rozstrzyga.

Grzegorz Wąsik również uznał, że śledząc dyskusję nie usłyszał niczego konkretnego. Kiedy radni zajmowali się sprawą wygaszenia mandatów podane były konkretne artykuły, które mogły zostać naruszone, natomiast w tym przypadku jest podane, że burmistrz nakłamał.

Teraz komisja ma merytorycznie rozpatrzeć czy coś jest kłamstwem, czy nie jest. Jakie my mamy do tego kompetencje? Sąd w takich sprawach powołuje biegłego żeby rozstrzygnął czy to jest prawda, czy fałsz. Natomiast w tym momencie, to jest taka gadanina o niczym. Ja bym chciał usłyszeć konkrety, punkt po punkcie rozpatrywanym i komisja ustala, że to jest prawdą, a to jest kłamstwem. Jestem też ciekawy uzasadnienia, bo w uzasadnieniu musi być podane jakie zostały złamane paragrafy. Dlatego, że ktoś tak napisał, to jeszcze o niczym nie świadczy. Musi być konkret, co zostało złamane, jaki paragraf, jakie prawo i ja bym chciał usłyszeć od komisji tego typu konkrety. Natomiast jeśli ich nie usłyszę, to się zgadzam z radnym Belowskim, że jest to sprawa dla sądu. Sąd na podstawie opinii rzeczoznawcy rozpatrzy czy opisane fakty zaszły i czy są prawdziwe.

Dodał, że nikt inny jak skarżący opublikował na swojej stronie, że komisja rewizyjna rozpatrywała kontrolę wydobycia nitrocelulozy bez powołania ekspertów. Teraz, kiedy padł wniosek o powołanie eksperta, część radnych odrzuca wniosek, bo uznaje go za bezzasadny. Grzegorz Wąsik mówi, że czuje się pomówiony stwierdzeniem iż działał bez ekspertów, a jednak nie pisze skarg i nie składa pozwu do sądu, choć nie zgadza się z twierdzeniem niewiadomego autora na stronie administrowanej przez skarżącego.

Ale to nie ma związku ze skargą – odpowiedział radny Maślanek. – Ja krótko i myślę, że kończymy dyskusję. Ja do kolegów Grzegorza i Piotra. Zdumiony jestem kolegów diametralnym zmian, zmianą stanowiska, przecież przypomnę, że koledzy na XL sesji głosowali za i kierowali tą skargę do komisji skarg, wniosków i petycji, więc jeszcze raz pytam czy koledzy zmienili w tym momencie zdanie? Przypominam, że będzie mieli jeszcze jedną szansę do wyrażenia swojego zdania na sesji, kiedy będzie taki projekt uchwały w tym, w tym, w tym zakresie.

Piotr Nowak odpowiedział, że jest za tym by komisja rozpatrywała tego typu skargi, tylko chciałby żeby komisja wypracowała konkretne stanowisko i wyraziła jednoznacznie, które paragrafy prawne naruszył w tym przypadku burmistrz, bo na razie to radni dyskutują wyłącznie o odczuciach skarżącego i innych tematach, a konkretów nie widać. Chciałby również zapoznać się z uzasadnieniem, a nie poddawać pod dyskusję subiektywne oceny poszczególnych radnych. 

Kolego Piotrze, skarga była już odczytywana dwukrotnie, dwukrotnie. Skarżący wyjaśnił punkty i podał. Podał stan rzeczywisty, rzeczywisty i zestawił to z artykułem, i zestawił to z artykułem – odpowiedział radny Maślanek. – Ja nie wiem, no, ja nie wiem jakie jeszcze kolega chce mieć nie wiem argumenty czy paragrafy w tym zakresie?

Piotr Nowak powtórzył, że chciałby znać dokładnie w którym punkcie burmistrz naruszył prawo, a nie sugerować się domniemaniami skarżącego i jego odczuciami po przeczytaniu artykuły. Poza tym podniósł kwestię tego, że wypowiedziała się tylko jedna strona, na co radny Maślanek odpowiedział, że „no tej drugiej strony nie ma“.

Głosowałem na sesji za przekazaniem skargi do komisji, bo oczekiwałem na konkrety. Po to tutaj przyszedłem, żeby usłyszeć konkrety – wyjaśnił radny Wąsik. – Jakie prawo, w jakiej kwestii, w jakim paragrafie, co zostało złamane, gdzie są kłamstwa, co jest prawdą, a co oszustwem. Natomiast tutaj czegoś takiego nie ma.

Zbigniew Belowski dodał, że komisja nie jest w stanie obiektywnie ocenić sytuacji, a więc najlepiej jeśli sprawą zajmie się sąd, który w razie wątpliwości powoła ekspertów i to sąd oceni czy zostało naruszone prawo.

Tutaj widzę ogromną chęć wprowadzenia zamieszania w pracę rady, w pracę burmistrza. Niestety tak to widzę po tej zajadłości i po tej determinacji żeby doprowadzić do tego, że my tu pokażemy. Ludzie, to nie jest droga. Jedyną drogą jaka jest, to skarżący kieruje sprawę do sądu, a komisja może stwierdzić, że nie jesteśmy kompetentni do oceny tej sytuacji i taki powinien być wniosek komisji, żeby nie było kolejnego, publicznego wstydu.

Skarżący nadal dopytywał po co więc powołana została ta komisja skoro burmistrz publicznie może wypowiadać to co chce, a on jako mieszkaniec już nie. Zbigniew Belowski odpowiedział, że przecież skarżący pisze to co chce, na co ten odparł, że to nie jest tematem dyskusji.

Jest mi bardzo przykro, że pan przewodniczący komisji nie dostosował terminu spotkania tak, by obecny był również pan burmistrz – stwierdził na koniec Paweł Kobylas. – Nie wiem jak zagłosujemy, bo moim zdaniem omawiamy tutaj sprawę, gdzie jedna strona się wypowiada, a druga jest nieobecna. Skarga jest bardzo ważna, ale żeby pan burmistrz mógł się bronić, bo to on jest autorem tego artykułu i powinien dzisiaj tutaj być, a pan przewodniczący powinien zrobić wszystko żeby burmistrz był na tej komisji.

Czyli przesunąć komisję, tak? – dopytał Paweł Abramowicz, a Paweł Kobylas wyjaśnił, że zwołując posiedzenie w tej sprawie, przewodniczący powinien poinformować stronę, czyli burmistrza, a z tego co wie, wizyty marszałków anonsowane dużo wcześniej.

Radna Grzywacz z przekąsem uznała, że w takim razie dla burmistrza widocznie wizyta marszałka jest ważniejsza niż posiedzenie komisji. Nikt więcej nie chciał już zabrać głosu, więc przewodniczący komisji przeszedł do głosowania nad zasadnością skargi, choć komisja nie wyjaśniła sprawy, nie wysłuchała stron i nie przeprowadziła wnikliwej oceny skargi.

Kto z państwa jest za tym żeby skarga mieszkańca na działalność burmistrza jest zasadna? – zapytał radnych Paweł Abramowicz. Radna Wierzycka i radny Abramowicz uznali, że jest zasadna, radni Kobylas i Bińkowski, że nie jest, a radna Wydmuch wstrzymała się od głosu w tej sprawie. W zaistniałej sytuacji komisja skarg, wniosków i petycji nie wydała żadnej opinii na temat zasadności skargi. Teraz na najbliższej sesji powinien pojawić się projekt uchwały w sprawie skargi, a raczej naruszenia dobrego imienia skarżącego, a radni wydadzą werdykt w sprawie czy Robert Kowalczyk jest winny, czy raczej nie.

Przeczytaj również

Komentarze