Dezinformacja na posiedzeniu. Czy znów są radni równi i równiejsi?

Dezinformacja na posiedzeniu. Czy znów są radni równi i równiejsi?

W miniony czwartek odbyło się połączone posiedzenie komisji rewizyjnej i budżetu na którym omawiano m.in. wykonanie budżetu za I półrocze 2022 r., choć właściwie bez żadnej dyskusji. Podczas spraw różnych Piotr Nowak zapytał przewodniczącego Maślanka o pismo do rady, które jest w publicznym obiegu, ale formalnie nie występuje. Jakieś pismo wpłynęło, właściwie radny Maślanek nie przekazał go żadnej z komisji, a mimo to w środę komisja infrastruktury w głównej mierze omawiała jego podstawy, a przewodnicząca Grzywacz nawet stwierdziła, że wpłynęło do rady miasta. Którędy? Trafiło do przewodniczącego Maślanka, chwilowo „utknęło”, nikomu dalej nie przekazywał, nie wzywał wnoszących do uzupełnienia braków formalnych, ale niby funkcjonuje jako oficjalny dokument.

Treść tego tajemniczego pisma ma znaczenie, bo podobno wpłynęło jakiś czas temu do burmistrza i do rady miasta wprost od zaniepokojonych mieszkańców. Jak trafiło do rady, tak utknęło, bo zgodnie z tym co przedstawiał w czwartek Wojciech Maślanek – zwrócił się o opinię prawną czy pismo nosi znamiona petycji, a ponieważ zawiera jednak błędy formalne, wnoszący muszą je uzupełnić, ale jeszcze ich o tym nie poinformował. Określenie „wpłynęło do rady miasta pismo”, nie jest tożsame ze stwierdzeniem, że wszyscy radni mieli okazję się z nim zapoznać, bo zwyczajnie o nim nawet nie wiedzieli, a już na pewno nie ma nic wspólnego z tym, że trafiło do komisji rady. Do wszystkich nie, ale jedna z nich, komisja infrastruktury, poświęciła na jego rozpatrzenie około 2 godzin na swoim środowym posiedzeniu przy udziale osób, które je wystosowały.

Omawiane na komisji infrastruktury pismo dotyczyło wzrostu kosztów ogrzewania na os. Chemiczna. Oficjalnie pismo nadal jest wyłącznie w dyspozycji przewodniczącego rady, sam twierdzi, że nikomu z radnych go nie przekazywał, ale było ono punktem obrad komisji infrastruktury.

Chciałem się odnieść do wczorajszej komisji infrastruktury i mam pytanie do pana przewodniczącego (Maślanka) czy pozostałe komisje dostaną te pisma, które zostały złożone przez grupę mieszkańców, nie wiem czy to była forma petycji, do zapoznania? – zapytał przewodniczący komisji budżetu Piotr Nowak. – Z tego co wiem, to było skierowane do rady miasta i było odczytane przez panią przewodniczącą (Grzywacz). Było skierowane do rady miasta i skierowane do pana burmistrza.

Już odpowiadam. Również skierowałem w sprawie tych dokumentów do, do naszych radców prawnych po opinię, wystąpiłem. Opinia, opinia jest taka, że na dzień dzisiejszy nie możemy traktować tych dokumentów jako petycję, gdyż muszą być usunięte braki formalne o czym, o czym wnoszących powiadomię i dopiero… – odpowiedział radny Maślanek.

To jakim prawem zostało to pismo odczytane na wczorajszym posiedzeniu komisji? – dopytywał Piotr Nowak.

Jakim prawem? Jakim prawem? No takim prawem, panie przewodniczący, że mieszkańcy przyszli na komisję – stwierdził Wojciech Maślanek. Tyle, że odczytanie oficjalnie pisma przez przewodniczącą komisji, które nie trafiło do radnych, tylko zostało zatrzymane „w szufladzie” radnego Maślanka, nie ma nic wspólnego z tym, że do urzędu przyszli mieszkańcy osiedla. Co innego, gdyby sami odczytali jego treść, omówili, a nawet zapytali czy ich sprawa została rozwiązana, rozpatrzona itp.

Piotr Nowak jest odmiennego zdania niż radny Maślanek i uważa, że skoro nie zostały spełnione wszystkie wymogi, to przewodnicząca komisji nie powinna odczytywać treści tego pisma.

Przyszli mieszkańcy, mogli złożyć ustnie swoje zastrzeżenia i ja tego nie neguję. Natomiast uważam, że pani przewodnicząca w tym momencie złamała prawo, bo to pismo skierowane jako petycja, nie spełniało wymogów petycji kierowanej do urzędu czy do rady miasta. Takie jest moje zdanie. Jedna komisja może dostać pismo, a druga komisja nie może? Bo ja gdybym otrzymał takie pismo, to chciałbym dzisiaj na posiedzeniu porozmawiać na jego temat.

Należy zacząć od tego, że pismo, niezależnie czy spełniało wszystkie formalności jako petycja, czy było zwykłym pismem, to było ono skierowane do rady miasta, czyli do wiadomości wszystkich radnych. Nie tylko przewodniczącej komisji, która zapoznała wszystkich zgromadzonych na posiedzeniu o jego treści.

No ok, akurat pozwolisz Piotrze, że nie zgodzę się tutaj. W czym jest problem? Naprawdę, no ludzie – bagatelizował radny Maślanek, który po raz kolejny zlekceważył radnych ukrywając przed nimi pismo i pozwalając wybranej komisji upubliczniać treść. Ale tu nie chodzi o treść pisma, o problem mieszkańców, tylko o fakt, że radni nie są w ogóle informowani, że jacyś mieszkańcy zwrócili się do nich o zajęcie stanowiska, wsparcie w rozwiązaniu problemu etc. Przewodniczący pismo przyjął, uznał po opinii prawnika, że nie jest to petycja, kiedyś poinformuje składających, że jeśli chcą, to muszą uzupełnić braki i schował je do słynnej szuflady do której już nie jedno pismo zostało odłożone w ramach zapomnienia. Oficjalnie więc pisma nie ma, nie jest w obiegu, ale mieszkańcy chcą rozmawiać, przyszli do urzędu, na komisję nawet, więc zdaniem niektórych radnych można je odczytać publicznie i uznać za formalny dokument. Jeśli jest oficjalne, to mieszkańcy oczekują, że radni wiedzą dokładnie o co chodzi w temacie z którym się zwrócili o pomoc. Okazuje się, że jednak oficjalnie to nikt nic nie wie chyba, że został potraktowany jako wyróżniony radny przez przewodniczącego. To chyba jedyny taki przewodniczący rady w całej Polsce, który jednoosobowo decyduje o pracy wszystkich radnych, o pismach, które radni mogą przeczytać czy którymi mogą zająć się poszczególne komisje. – Ale Piotrze, uczestniczyłeś w tych zebraniach, w niedzielę prawda (przyp. red. zebranie mieszkańców na os. Chemiczna), uczestniczyłeś w tych zebraniach. Doskonale jesteś poinformowany o czymś i podnosisz, że twoja koleżanka z klubu Prawa i Sprawiedliwości odczytała łamiąc prawo? No nie rozumiem tego, naprawdę.

Jeśli koleżanka z klubu PiS, to odczytać publicznie może wszystko? I po co radny Nowak w ogóle cokolwiek sugeruje, skoro wie o co chodzi? O co chodzi z problemem mieszkańców os. Chemiczna wiedzą wszyscy, ale tu nie o sam problem chodzi, tylko o wybiórczy sposób traktowania poszczególnych komisji, indywidualnych radnych. Jeśli jakieś pismo oficjalnie nie wpłynęło do komisji, to nie można ona zająć stanowiska czy podjąć pracy w temacie. Takie są procedury. Przynajmniej takie powinny być.

Jeśli jest odczytywane na jednej komisji, to powinno też trafić do pozostałych – wyjaśniał radnemu Maślankowi przewodniczący komisji budżetu. Wojciech Maślanek rezolutnie stwierdził: „myślę, że powinieneś to zaskarżyć do sądu i dochodzić praw w sądzie”.

Byłem 6 listopada przy tężni i tam było powiedziane przez grupę mieszkańców, że to trafi na komisję 16 (listopada) i że będzie procedowane – kontynuował Piotr Nowak. – O to mi chodzi. Tak to stwierdzili mieszkańcy, czyli pewne rzeczy są robione poza radą, trafia do odpowiednich komisji, natomiast nie trafia do reszty. I są to słowa wypowiedziane przez osobę, która była wczoraj na posiedzeniu. I skąd wtedy miały taką informację, że 16 listopada będzie to omawiane?

Myślę, że te słowa powinien pan wygłosić do przewodniczącej komisji gminy i infrastruktury, która jest pana koleżanką z klubu PiS rady miasta Pionki. No i wszystko, no. Naprawdę – to jedyna odpowiedź skonstruowana przez Wojciecha Maślanka, która chyba powinna zamknąć dyskusję, gdyż przynależność do klubu rozwiewa wszelkie wątpliwości dlaczego jedni nad pismem procedują, a drudzy dowiadują się o nim gdzieś poza radą, na ulicznym spotkaniu w niedzielne popołudnie.

Petycja wpłynęła do rady miasta. Pan przewodniczący zamówił opinię prawną. I teraz jest pytanie, czy przewodnicząca komisji została o tej opinii poinformowana i skąd wzięła tę petycję? – próbował usystematyzować Grzegorz Wąsik, przewodniczący komisji rewizyjnej. – Bo ja jej w teczce nie mam? Ani jako przewodniczący komisji, ani jako radny.

Ale Piotr, ale Grzegorz, Grzegorz, to przewodniczący rady dekretuje pisma i dopóki ja nie skieruje do twojej komisji, to nie będziesz miał – stwierdził radny Maślanek.

A zostało zadekretowane do komisji infrastruktury? – która to przecież pismem wnikliwie się zajęła, zaproszono nawet na posiedzenie mieszkańców i debatowano w temacie ok. 2 godzin.

Radny Maślanek stwierdził, że nie dekretował tego pisma. Skąd więc przewodnicząca komisji otrzymała ten dokument skoro przewodniczący rady nie przekazywał go nikomu? Radny Kobylas stwierdził, że może dostała od mieszkańców. Skoro od mieszkańców do komisji, to radna musi je zarejestrować w biurze rady żeby mogło być oficjalnie rozpatrywane.

Pismo pochodziło od mieszkańców i dotyczyło tego, że w związku z podwyżką cen gazu stawki za c.o. na osiedlu ogrzewanym z kotłowni gazowej ulegną podwyższeniu o 120%. Mieszkańcy chcą przejąć kotłownię, choć nie mają pomysłu na jakich zasadach, bo uważają, że sami będą taniej kupować gaz, a i eksploatacja sieci oraz jej utrzymanie nie wpłynie na koszty c.o. Burmistrz wyraził wstępną zgodę, że kotłownię gazową PWKC przekaże do użytkowania innemu podmiotowi, ale niech mieszkańcy wskażą ten podmiot. I tu pojawił się problem niezrozumienia pomiędzy mieszkańcami, a spółką PWKC, spółdzielniami mieszkaniowymi oraz burmistrzem, brak zrozumienia tego co wpływa na koszty ogrzewania, bo nie jest to tylko sam zakup paliwa, choć mieszkańcy uważają nawet, że są w stanie kupić go taniej niż gwarantuje ustawa w sprawie maksymalnych jego cen. Problem jest dość zawiły, rozmawiano o nim długo, padały różne propozycje, a nawet zarzuty i jest to temat na oddzielny artykuł.

Podczas dyskusji radnych z przewodniczącym i tak nie dowiedziano się dlaczego radna Grzywacz rozpoczynając drugą część komisji infrastruktury w dniu 16 listopada odczytała:

Zwrócili się mieszkańcy z osiedla Chemiczna z pismem do rady miasta. Ja odczytam to pismo żebyśmy wiedzieli nad czym będziemy dyskutować – i tylko o to chodziło przewodniczącym komisji budżetu i rewizyjnej. Pismo do rady miasta, które leży w szufladzie przewodniczącego, do żadnej komisji nie przekazane, odczytywane jest oficjalnie jako to, którym komisja infrastruktury będzie się zajmować. Jednym słowem – w obiegu dokumentów dla radnych pisma nie ma, ale jest procedowane przez komisję Wioletty Grzywacz. A jeśli komuś nie podoba się, że jedni mogą, a drudzy nie, to niech sobie idzie do sądu po sprawiedliwość.

 

Prace w komisjach, dyskusje i lekceważenie oficjalnego obiegu dokumentów zakrawają coraz częściej o jakąś farsę. Szkoda tylko, że ciągle są jacyś mieszkańcy, których wykorzystuje się głównie w celu zaostrzania różnego rodzaju konfliktów na lokalnej scence politycznej.

Przeczytaj również

Komentarze