„IRCha” w akcji. Radny Łyżwa mówi o niedomówieniach z drugiej ręki, a radny Maślanek wspomina o oszczerstwach i kłamstwach

„IRCha” w akcji. Radny Łyżwa mówi o niedomówieniach z drugiej ręki, a radny Maślanek wspomina o oszczerstwach i kłamstwach

Na łamach gazety Nad Zagożdżonką ukazał się artykuł o wdzięcznym tytule „IRCha” w akcji”, w którym burmistrz skomentował zachowanie radnych Maślanka i Łyżwy podczas transmitowanego online otwarcia ofert jakie wpłynęły w odpowiedzi na ogłoszony nieograniczony przetarg na wykonanie zadania – park Błonia przy ul. Niepodległości. Na komisji budżetu poświęcono sprawie artykułu sporo czasu, bo to zadaniem radnych był „atak” oraz „oszczerstwa i kłamstwa”.

Park miejski Błonia ma powstać w ramach kontynuacji programu Zielone Pionki. Ponieważ zgodnie z rozporządzeniem premiera urzędy wstrzymały bezpośrednią obsługę interesantów w związku z pandemią, otwarcia ofert transmitowane są online z publicznym dostępem dla wszystkich zainteresowanych, a oferenci nie są obecni w urzędzie podczas otwarcia. Radni Wojciech Maślanek i Tomasz Łyżwa postanowili jednak przyjść do urzędu w dniu 22 stycznia by uczestniczyć w czynnościach. Nie byli tylko obserwatorami, ale brali czynny udział w oglądaniu każdej z kopert w których oferenci złożyli dokumenty. Sprawdzali nawet godziny złożenia ofert w sekretariacie urzędu. Radny Tomasz Łyżwa tłumaczył 27 stycznia podczas posiedzenia komisji, że spotkał w urzędzie Wojciecha Maślanka i razem weszli do sali konferencyjnej ponieważ na mieście krążą „niesprawdzone informacje z drugiej ręki, mówiło się, że coś z tymi przetargami jest nie tak” o tym, że w urzędzie dochodzi do nieprawidłowości podczas przetargów i chciał sprawdzić czy informacja jest wiarygodna.

Wojciech Maślanek powoływał się na ustawę, która daje mu prawo do czynnego uczestniczenia w otwarciu ofert, ale nie podał nazwy ustawy ani nie przytoczył jej zapisu, który świadczyłby, że radnemu wolno uczestniczyć w czynnościach typu wnikliwego oglądania każdej z kopert. Robert Kowalczyk odniósł się w swoim tekście do zachowania radnych podczas otwarcia ofert, bo jak mówił, takie rzeczy dzieją się tylko w naszym mieście.

A co takiego stało się w piątek, jakieś nie wiem, poruszenie, nadzwyczajne wydarzenie, że dwóch radnych uczestniczyło czy było, bardziej było świadkami? – pytał 27 stycznia Wojciech Maślanek. – Panie burmistrzu Robercie Kowalczyk co się wydarzyło nie wiem, takiego niespotykanego, coś naprawdę co zasługiwało na medialny szum, że dwóch radnych, którzy wykonują mandat, mają takie ustawowe prawo, byli obecni, byli obecni czy byli świadkami otwarcia ofert w piątek ubiegły w sali konferencyjnej 107 urzędu miasta Pionki. Co takiego się wydarzyło, że podniósł pan taki szum medialny, że w gazecie Nad Zagożdżonką w wydaniu internetowym no posunął się pan, no do powiem, powiem, powiem uczciwie, do takich kłamstw, takich oszczerstw w stosunku do mojej osoby i do radnego Łyżwy? Co takiego się wydarzyło? Niech mi pan powie.

Treść artykułu „IRCHa” w akcji” dostępna jest na stronie internetowej Nad Zagożdżonką wraz z linkiem do nagrania z otwarcia ofert. O jakich kłamstwach i oszczerstwach mówił Wojciech Maślanek trudno zgadnąć, gdyż w tekście nie ma niczego, co nie wydarzyłoby się na sali podczas czynności otwarcia kopert z ofertami. Skoro kłamstwem i oszczerstwem jest to, że radni oglądali każdą kopertę i zapisywali kwoty zaproponowane przez wykonawców, to zachęcamy radnego Maślanka do obejrzenia nagrania.

Zdarzyła się taka rzecz, która chyba nigdy do tej pory w samorządach nie wystąpiła – odpowiedział Robert Kowalczyk radnemu Maślankowi. – Dwóch radnych postanowiło śledzić tok przetargu, bo nie wiem z jakich przyczyn uznaje, że coś z tymi przetargami jest źle chyba. Jeżeli jest źle, to trzeba powiadamiać odpowiednie organy, a nie oszczerczo mówić czy pisać gdzieś, że urzędnicy fałszują przetargi czy przygotowują pod konkretnych przedsiębiorców. I co się takiego stało, że pan razem z innym radnym wtargnęliście na przetarg?

Wojciech Maślanek tłumaczył, że nie wtargnęli na przetarg, kulturalnie weszli, bo chcieli być po prostu świadkami.

Dlaczego porównuje nas pan do jakiejś komunistycznej organizacji? – dopytywał radny Maślanek. – Pod tym artykułem się pan podpisał.

Robert Kowalczyk stwierdził, że nie porównuje radnego Maślanka do komunistycznej organizacji, a pod artykułem podpisał się, bo nie wstydzi się swojego nazwiska i nie uznaje anonimowego publikowania treści gdziekolwiek. Wojciech Maślanek od razu dopytał czy burmistrz sugeruje, że gdzieś anonimowo coś zamieszcza, bo on zawsze się podpisuje pod tym co pisze, czym wywołał śmiech na sali. Radni najwyraźniej nie wierzą w brak anonimowości Wojciecha Maślanka w publikacjach treści, głównie internetowych.

Włodzimierz Szałabaj podpowiedział radnym, że jeśli przewodniczący ma uwagi lub wątpliwości dotyczące pracy organu wykonawczego, to powinien zwołać sesję, ogłosić swoje wątpliwości, powołać komisję doraźną wśród radnych i skontrolować działania do których zachodzi podejrzenie o nieprawidłowościach.

Panowie, wy nie byliście świadkami. Specjalnie oglądałem wczoraj nagranie i powiem szczerze, byłem zdziwiony zachowaniem waszym – mówił radny Szałabaj. – Bierzecie koperty do ręki, kontrolujecie to, nie jesteście osobami uprawnionymi do posiadania tych dokumentów. Ja się dziwię panu, panie radny Tomaszu, bo panu przewodniczącemu to się w ogóle nie dziwię, że bierze pan te koperty, ogląda czy przyszły Pocztą, czy nie zostały rozerwane. Szanowni panowie, to nie przystoi radnym. To jest naprawdę śmiech.

Nie rozumiem tych insynuacji w tym artykule w Nad Zagożdżonką w wersji internetowej, w którym nas pan powołuje do komisji robotniczo-chłopskiej – głos zabrał drugi ze świadków, czyli radny Łyżwa. – Nie wiem, pochodzenia chłopskiego się nie wstydzę, bo moi rodzice mieszkali na wsi, także ja powiem tak, dlaczego ja tam poszedłem. Na mieście od jakiegoś czasu, są to niesprawdzone informacje z drugiej ręki, mówiło się, że coś z tymi przetargami jest nie tak. No i ja poczułem, że jako radny chciałbym sprawdzić czy rzeczywiście ktoś, kto powiela takie niesprawdzone informacje ma ku temu podstawy, czy rzeczywiście jest coś nie tak i dlatego się wybrałem. Był akurat też radny Maślanek i myśmy uczestniczyli. Do dokumentów żeśmy się nie dotykali, nawet koperty pani nam udostępniła żebyśmy zobaczyli czy są zamknięte.

Inspektor wydziału inwestycji, która przeprowadzała otwarcie ofert nie udostępniła kopert z własnej woli, bo na nagraniu doskonale widać i słychać, że radny Maślanek przewieszając się przez stół i zwraca się słowami „czy możemy te oferty?” jednocześnie wyciągając po nie rękę.

Radnego Łyżwę dziwi, że komisja była tylko jednoosobowa, bo myślał, że na sali będzie więcej osób.

Myślałem, że przeprowadzą otwarcie ofert, a myśmy byli tylko obserwatorami – tłumaczył się radny Łyżwa. – I nie rozumiem pana artykułu, który pan napisał, gdzie mnie pan wymienił, no porównując do członków IRCHa itd. No ja, no myślałem, że się pan ucieszy, że my jesteśmy na tej komisji i jakby uwiarygadniamy, to co się tam dzieje. I była transmisja. Panie burmistrzu, co jest na rzeczy, coś żeśmy zrobili nie tak? No bo nie wiem, teraz się tak zastanawiam, że coś jest na rzeczy, że coś, coś nie tak jest, ale co?

Radni mogli obserwować otwarcie kopert, choć nie byli oferentami ani przedstawicielami oferentów, bo w innych gminach tylko konkretne osoby biorą udział w tych czynnościach, ale jako obserwatorzy bądź świadkowie mogli biernie przyglądać się pracy komisji. To co mówił radny Łyżwa odnośnie „na mieście od jakiegoś czasu, są to niesprawdzone informacje z drugiej ręki, mówiło się, że coś z tymi przetargami jest nie tak”, to już nie tylko niepotwierdzona niczym informacja, ale rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, co jest niezgodne z prawem i podlega karze. Burmistrz dodał, że nigdy nie włącza się w żadne rozstrzygnięcia przetargów, na co radny Łyżwa stwierdził, że wierzy na słowo, bo nie ma innego wyjścia.

Panie burmistrzu, nie rozumiem, ale w normalnym trybie jest znacznie więcej osób przy otwieraniu kopert. W tej chwili no ze względu na pandemię nie ma, zazwyczaj jest przedstawiciel firmy, która składa ofertę przy otwieraniu kopert i ja nie rozumiem dlaczego nasza obecność przy otwieraniu tych kopert tak pana denerwuje? – pytał Tomasz Łyżwa. Robert Kowalczyk odpowiedział, że nie denerwuje go obecność radnych, ale zdziwiła i dlatego wyraził to w swoim artykule. – Ja w dobrej wierze poszedłem sprawdzić czy te pogłoski są prawdziwe – kontynuował tłumaczenie radny, ale burmistrz w dobrą wiarę radnych jakoś nie chciał uwierzyć i powiedział, że radny Łyżwa poszedł by udowodnić jakąś tezę, ale nie wyszło.

Ale ja nie napisałem artykułu. Ja naprawdę nie jestem totalną opozycją, co głosuje w czambuł wszystko co pan zgłosił, czego dowodem są głosowania dużo rzeczy – mówił dalej radny Łyżwa. – Ale czy ja po uczestnictwie w tym otwarciu kopert napisałem jakiś artykuł, coś, miałem jakieś zastrzeżenia, nie odniosłem się do tego w żaden sposób. Po prostu uważam, że radny ma prawo uczestniczyć w tym i ja nie rozumiem skąd taka agresja pańska, dbając o finanse miasta czy są wydawane zgodnie z obowiązującymi normami i nie ma tu jakichś niejasnych niedomówień, które się na mieście pokazały. Ja nie rozumiem pańskiej napaści na moją osobę i na kolegi. Po prostu no tylko tyle.

Radna Wioletta Grzywacz zapytała o zamknięty urząd w październiku, kiedy otwierane były oferty na ul. Wiśniową, Dziewiątego, Słowackiego i Krzywą. Robert Kowalczyk odpowiedział, że otwarcie odbyło się w poniedziałek, a 3 dni wcześniej, czyli w piątek wprowadzono w powiecie radomskim dodatkowe obostrzenia, co spowodowało, że burmistrz podjął decyzję o zamknięciu urzędu dla osób z zewnątrz zgodnie z wytycznymi.

Nigdy nie wiemy ile będzie ofert złożonych i skąd przyjadą oferenci. Popełniłbym najprawdopodobniej wykroczenie na które nie chciałem się narażać – wyjaśnił. Chodziło o zapewnienie odpowiedniej odległości pomiędzy osobami oraz dopuszczalną ilość osób na 1 m2.

To pan popełnił wykroczenie powiem szczerze – odpowiedziała radna, a burmistrz dodał, że doskonale rozumie intencje radnej i pozostałych osób, które powielają pewne określenia i kierują je do różnych instytucji w celu skontrolowania jego decyzji. Radna Grzywacz stwierdziła, że ma nadzieję, że odpowiednie organa skontrolują skutecznie burmistrza.

Dawid Jaroszek zapytał radnych Łyżwy i Maślanka jakie negatywne mają opinie z otwarcia ofert. Wojciech Maślanek stwierdził, że był tylko świadkiem otwarcia, choć faktycznie dotykał nadesłanych dokumentów, a więc brał czynny udział w pracach komisji. Zarówno Wojciech Maślanek, jak i Tomasz Łyżwa odpowiedzieli, że nie zauważyli żadnych negatywów, a radny Łyżwa dodał, że nie zauważył żadnych negatywnych działań, choć zdziwił go skład komisji.

Tych swoich, że tak powiem zdziwień i jakichś negatywnych odczuć nigdzie nie publikowałem, nie powtarzałem pod swoim nazwiskiem, ani nie pod swoim. To tyle.

Może uzupełnię – wtrącił radny Maślanek. – Działań członka komisji w osobie pani Sylwii Zawodnik. Żeby było to, żeby dokładnie wybrzmiało.

Włodzimierz Szałabaj na koniec dyskusji zwrócił radnym uwagę, że sprawują nadzór a nie kontrolę, a podczas otwarcia ofert uczestniczyli w czynnościach jakby mieli do tego jakiekolwiek kompetencje.

Intrygujące jest wasze zachowanie (…). Uczestniczyliście poza radą i nie wiem czy wpisaliście swój udział w czynnościach do protokołu? – dodał, a radny Łyżwa stwierdził, że skoro Włodzimierz Szałabaj ma jakieś zastrzeżenia co do obecności radnych podczas otwarcia ofert, to niech poinformuje o tym odpowiednie organa.

Radca prawny Piotr Liberski w klarowny sposób tłumaczy uprawnienia radnych: „Radny może obserwować pracę komisji konkursowych (np. konkursów na stanowiska, postępowań związanych z rozstrzyganiem zamówień publicznych oraz innych form realizacji zadań m.in. urzędu)”. O tym właśnie była cała dyskusja. Radni obserwować jak najbardziej mogli, ale uczestniczyć w pracach komisji już nie.

Przeczytaj również

Komentarze