Kobylas do Maślanka: pisze pan nieprawdę do wojewody, czyli historia różnych pism o których radni nie są informowani przez przewodniczącego

Kobylas do Maślanka: pisze pan nieprawdę do wojewody, czyli historia różnych pism o których radni nie są informowani przez przewodniczącego

Podczas XVII sesji rady miasta odbyła się burzliwa dyskusja na temat przekazywania dokumentów radnym, a właściwie nieprzekazywania. Wojciech Maślanek stwierdził, że to on będzie „decydował, które z pism przekazuje do kogo”. W efekcie długiej dyskusji przewodniczący stwierdził, że burmistrz powinien powołać komisję i przeprowadzić dochodzenie w sprawie tego, gdzie zniknął dokument, który przekazał do ekoPionki. Kiedy w maju Wojciech Maślanek poinformował o uchyleniu Programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi powiedział, że prezes ekoPionki osobiście odebrała ten dokument. Teraz twierdzi, że prezes ekoPionki na 100% wiedziała o dokumencie, ale czemu nie odebrała, tego nie wie, bo przekazał go pracownikowi biura rady miasta.

Chciałem poinformować wysoką radę, a przede wszystkim pana burmistrza, że otrzymałem, do rady miasta wpłynęło pismo od wojewody z dnia 29 kwietnia w sprawie rozstrzygnięcia nadzorczego i stwierdzenia nieważności uchwały z dn. 27 marca 2019 r. Bezpośrednio po otrzymaniu tego pisma skierowałem to pismo do pani prezes ekoPionki, która była odpowiedzialna za i była autorem uchylonej uchwały – wyjaśniał przewodniczący na sesji w dniu 20 grudnia. – I tu szanowni państwo zachodzi pytanie na jakiej podstawie pani prezes wydatkuje środki przeznaczone na, chyba w kwocie 120 tys. jak pamiętam z budżetu, jeżeli uchwała została uchylona?

Burmistrz odpowiedział, że faktycznie uchwałę wojewoda uchylił, ale o tym fakcie zarówno on, jak i prezes ekoPionki dowiedzieli się z lokalnych mediów.

Ja bardzo bym prosił pana przewodniczącego żeby dał mi kopię pokwitowania przez mnie albo przez panią prezes ekoPionek tej uchwały, która przyszła od wojewody, że my mieliśmy informację o tym, że została uchylona – odpowiedział burmistrz. – Dowiedzieliśmy się o tym z pionkowskich mediów. Ściągnęliśmy sobie od wojewody decyzję o uchyleniu, ale już było po terminie do zaskarżenia.

Padły tu, padły naprawdę no ciężkie jakieś nie wiem zarzuty w stosunku do mojej osoby – stwierdził Wojciech Maślanek. – Panie burmistrzu naprawdę, powiem tylko tyle, pismo ja, to jest moja akredytacja, dzień po wpływie pisma od wojewody do biura rady. Ja dekretuję, przekazuję do pracownika biura rady miasta Pionki, za którego to pan odpowiada, bo to jest pana pracownik. Natomiast jeżeli chodzi o to, to tylko ten pracownik prowadzi i obsługuje biuro. To proszę, mogę również wyjaśnić, ale zapewniam pana, że pani prezes ekoPionki Dorota Sadurska wiedziała na 100%, a dlaczego nie odebrała, to trzeba już wyjaśnić z panią prezes.

Burmistrz chciał wiedzieć kto przekazał prezes ekoPionki pismo akredytowane przez przewodniczącego i usłyszał w odpowiedzi, że biuro rady miasta, ale przed chwilą sam przewodniczący powiedział, że prezes wiedziała, ale nie odebrała, czyli raczej nikt nie przekazał pisma skoro nie zostało odebrane.

Wtedy pracownikiem była pani Anna K…a i pani Beata M…..a – mówił przewodniczący. – Proszę powołać komisję, proszę przeprowadzić dochodzenie.

Kolejna sprawa zaginięcia dokumentów dotyczyła pisma od wojewody z dnia 12 sierpnia w sprawie mandatów trzech radnych. Podczas sesji wszyscy dowiedzieli się, że przewodniczący decyduje w jednej osobie o tym, które dokumenty przekazuje radnym i co w ich imieniu odpisuje do wojewody bez wcześniejszego uzgodnienie z radnymi.

Wyjaśnianie miało pójść gładko, ale kilka niewygodnych pytań zadał burmistrz, a radny Kobylas poprosił o ponowne odczytanie fragmentu pierwszej odpowiedzi do wojewody. Wojciech Maślanek odczytał swoje pismo podobno wysłane 29 sierpnia: „po przeprowadzeniu rozmów i wysłuchaniu wyjaśnień pana Włodzimierza Szałabaja, pana Grzegorza Wąsika, pana Piotra Nowaka radni miasta Pionki, jak również Rada Miasta Pionki nie stwierdzili naruszenia ustawy o samorządzie gminnym”.

A kiedy rada miasta na ten temat rozmawiała? Bo pan napisał, że rada miasta nie stwierdziła i radni nie stwierdzili? – zapytał Paweł Kobylas, który we wrześniu dopytywał przewodniczącego o pismo od wojewody, które podobno przyszło do rady miasta i nikt o nim nie wie. I we wrześniu Wojciech Maślanek odpowiedział, że radni mogą przychodzi i dopytywać czy są jakieś dokumenty do wglądu i że na pismo wojewody już odpisał.

Panie, panie, panie radny, odpowiadam jeszcze raz. Udzieliłem takiego, takiej odpowiedzi i przygotowałem na dzisiejszą sesję projekty uchwał – odpowiedział przewodniczący na pytanie radnego Kobylasa.

Ale pan to napisał w sierpniu. I napisał, że radni. Gdzie i kiedy rada miasta to stwierdziła? Albo pan pisze prawdę do wojewody, albo nieprawdę – kontynuował radny. – Dlaczego pan w tym piśmie (29 sierpnia) używa, że rada miasta po przeprowadzeniu, skoro rada miasta niczego nie przeprowadziła? W tym jest problem, przeprowadził to pan, Wojciech Maślanek, przewodniczący.

Pan powinien napisać: ja, przewodniczący – dodał burmistrz.

Kilku innych radnych też stwierdziło, że w sierpniu o piśmie nawet nie wiedzieli, więc jak mogli w ogóle cokolwiek przeprowadzić i cokolwiek ustalić skoro cała sprawa ujrzała światło dzienne dopiero po drugim wezwaniu od wojewody, który domaga się stanowiska radnych, bo skoro przeprowadzili wyjaśnienia i nie stwierdzili naruszenia, to oznacza, że podjęli w sierpniu uchwałę w tej sprawie i wojewoda prosi o jej przesłanie. Uchwały nie było, bo projekty uchwał w sprawie mandatów radnych pojawiły się na sesji dopiero w dniu 20 grudnia.

Podczas wyjaśniania przebiegu wymiany korespondencji z wojewodą okazało się, że np. odpowiedź Wojciecha Maślanka z dnia 29 sierpnia dotarła do wojewody dopiero 13 września.

Przepraszam bardzo, pan poprosił żółwia o wysłanie tego listu? – zapytał Kamil Panufnik. – Czy to był jednak list polecony?

Panie radny Panufnik, organ nadzoru nie kwestionował odpowiedzi i procedury – upierał się przewodniczący, a Robert Kowalczyk zaznaczył, że chyba raczej zakwestionował skoro wysłał kolejne pismo ze wskazówkami co rada miasta powinna zrobić w tej sprawie.

Właśnie zakwestionował, bo nam pan to przeczytał – mówił burmistrz. – Bo pana pouczył, bo powinien pan powołać komisję stosowną, zwołać radę. Po prostu ukrywał pan to i jeszcze pan pisze, że niezwłoczne czynności pan podjął od 12 sierpnia do dzisiaj? Ma pan w porządku obrad taki punkt Informacja przewodniczącego. I co pan zrobił od 12 sierpnia żeby poinformować radnych o piśmie od wojewody?

Panie burmistrzu, powinien się pan zająć panią prezes ekoPionki i uchyloną uchwałą – odpowiedział Maślanek.

Włodzimierz Szałabaj zaznaczył, że wojewoda zwrócił się do rady miasta, a nie wyłącznie do samego przewodniczącego i wskazał ją jako pilną.

I nie należało tej sprawy trzymać przez wiele tygodni, wysłać lakoniczną odpowiedź. Powołuje się pan, że przeprowadził pan ze mną rozmowę. No ja akurat z panem takiej rozmowy nie przeprowadzałem – mówił radny, ale dodał, że sprawa dotyczy jego dawnego członkostwa w Tele-Pion, gdzie prezesem stowarzyszenia był właśnie Wojciech Maślanek, a więc znał temat. – W następnym piśmie organ nadzoru, czyli z biura prawnego organu nadzoru przychodzi pismo, które nas poucza, że mamy zebrać dokumenty, przeprowadzić czynności wyjaśniające, by zająć stosowne stanowisko w formie uchwały. No i wypadałoby przeprowadzić czynności wyjaśniające, a takie czynności jakie pan wojewoda w tym drugim piśmie wskazał, nie zostały przeprowadzone.

To akurat pana interpretacja, także ja się z nią nie zgadzam – odpowiedział przewodniczący.

Jaka interpretacja? – wtrącił się burmistrz. – Napisał pan do wojewody, że przeprowadzał pan czynności wyjaśniające, a potem, że dopiero przeprowadzi czynności. To przeprowadził pan te czynności czy nie przeprowadził? Kto kłamie? Niech pan się przyzna wreszcie.

Wojciech Maślanek wyjaśnił, że konsultował to wszystko z wieloma prawnikami i przeczytał mnóstwo literatury na ten temat. Chciał aby sprawą wyjaśnienia sytuacji zajęła się komisja rewizyjna, jak to się odbywa w innych gminach, ale w skład naszej komisji wchodzą akurat radni, których sprawa dotyczy i komisja nie miałaby quorum i nie mogłaby przeprowadzić czynności.

Zawsze pan mógł powołać nową komisję do zbadania tej sprawy żebyśmy mieli wszyscy jasny obraz i wiedzielibyśmy jak mamy głosować – odpowiedział Paweł Kobylas, bo radni sprawę znają jedynie z treści uzasadnienia, które podpisał przewodniczący i nie ma pod nim parafki radcy prawnego. – I tak jak pan zawsze podkreślał, radny ma zawsze głosować z pełną świadomością i podejmować decyzje z pełną wiedzą.

Panie radny, udzieliłem odpowiedzi. Może pan zgłosić skargę do pana wojewody w przedmiotowej sprawie. Informuję pana i pouczam pana, że ma pan takie prawo – odpowiedział Wojciech Maślanek.

Nie musi mnie pan pouczać – odparł radny Kobylas.

Sprawa jest poważna i jej przebieg budzi wiele niejasności. Dlatego niewykluczone jest, że nie pozostanie bez echa. Radni podjęli decyzję o niewygaszaniu mandatów Włodzimierzowi Szałabajowi, Grzegorzowi Wąsikowi i Piotrowi Nowakowi, ale ostateczna decyzja i tak należy do wojewody, który po zapoznaniu się z grudniowymi uchwałami oraz dokumentami wyjaśniającymi podejmie ostateczną decyzję.

Przeczytaj również

Komentarze