Kto chowa dokumenty i dlaczego radny Maślanek ignoruje pisma od Kowalczyka?

Kto chowa dokumenty i dlaczego radny Maślanek ignoruje pisma od Kowalczyka?

Sesje rady miasta zawsze odkrywają to, co niektórzy skrzętnie starają się ukryć lub wyjawiają tylko część prawdy. Podczas ostatniej, XLVI sesji mieszkańcy mieli okazję dowiedzieć się, że przewodniczący rady ignoruje pisma od burmistrza i udaje, że ich nie ma oraz, że „zapomina” odpisywać na wezwania od wojewody i innych instytucji, za to bardzo chętnie przedstawia to, co bezpośrednio może uderzyć w Roberta Kowalczyka.

30 listopada Wojciech Maślanek odczytał informację, po raz kolejny, o tym, że rzecznik dyscypliny finansów publicznych zażądał wyjaśnień dodatkowych, dotyczących Roberta Kowalczyka. Sprawą w połowie miesiąca wnikliwie zajmowały się komisje stałe rady miasta, choć część radnych uznała wówczas, że nie posiadają informacji na tematy, które wnosił rzecznik oczekujący na odpowiedź nie później niż do 16 listopada. Wojciech Maślanek ostatniego dnia listopada powiedział, że odpowiedź wysłał, ale nie podał czy wyrobił się w terminie.

Na ten temat odpowiedzi udzielił wszystkim burmistrz, który powiedział, że dzwonił do niego rzecznik z informacją, że nie otrzymał od Wojciecha Maślanka wymaganych dokumentów w wyznaczonym terminie. Robert Kowalczyk zlecił więc sekretarz miasta ich wysłanie.

–  Natomiast pan przewodniczący wysłał je dopiero niedawno – wyjaśniał burmistrz. – Zwróciłem się do pana przewodniczącego o to żeby zapoznał mnie z opinią jaką przesłał do rzecznika dyscypliny, bo ona dotyczy przecież mojej osoby, ale do dnia dzisiejszego odpowiedzi nie dostałem. Dzisiaj pan przewodniczący cytuje pismo z wczoraj, ale ode mnie dostał pismo tydzień temu i tego pisma radnym nie odczytuje i nic o nim nie mówi. Ciekawe prawda? Zresztą jest wiele ciekawych rzeczy o których warto powiedzieć, bo pan przewodniczący w swoim sprawozdaniu ich nie ujął, a myślę, że warto żebyście jako radni się z nimi zapoznali.  

Chodzi o pisma do przewodniczącego rady od Wojewody Mazowieckiego z 17 maja i z 14 lipca, na które to Wojewoda do dzisiaj odpowiedzi jeszcze nie otrzymał.

Warto byłoby żeby pan przewodniczący kopię tych pism i odpowiedzi, o ile w ogóle zostały udzielone, państwu radnym przekazał.

No panie burmistrzu zachowuje się pan naprawdę nieelegancko. Udzieliłem panu głosu, myślałem, że pan będzie merytorycznie do tej sprawy podejdzie. Informuję państwa, że pan burmistrz również się w tym momencie minął z prawem, to nie burmistrz został pan Robert Kowalczyk czy burmistrz Pionek wezwany przez rzecznika dyscypliny finansów publicznych tylko przewodniczący rady miasta Pionki – odpowiedział radny Maślanek. – Informuję panie burmistrzu, że pan publicznie, nie powiem skłamał, ale minął się z prawdą, bo to nie pan dzwonił do rzecznika dyscypliny finansów publicznych tylko sekretariat rzecznika wykonał telefon do najprawdopodobniej biura rady miasta Pionki, o czym zostałem poinformowany – Robert Kowalczyk powiedział, że rzecznik dzwonił do niego, a nie jak stwierdził radny Maślanek, burmistrz dzwonił do rzecznika. – Jeszcze raz pana informuję, że no niepotrzebnie się pan tak przejmował i wysyłał te dokumenty, dublował, bo one i tak nie były kompletne, bo nie zawierały opinii, którą przewodniczący rady wezwany był do przesłania, do wykonania najpierw i do przesłania. Jeżeli pan porusza obszar przewodniczącego rady i jego kompetencji, to ja pana informuję, że ja już i to co najmniej dwukrotnie informowałem radę miasta Pionki, że jeżeli chodzi o pisma do pana wojewody, które pan przytoczył, to chodziło o donosy. Ale tego oczywiście nie dopowiedział. Sygnaliści z rady miasta Pionki napisali donosy.

Podobnie jak sygnaliści piszący do rzecznika dyscypliny finansów publicznych o rzekomych malwersacjach burmistrza pisali donosy, choć radni elegancko nazywali je „pismem źródłowym”. Wnioskować można, że jeśli pismo dotyczy sygnalistów piszących na burmistrza, to jest to pismo źródłowe, a jeśli piszą radni na przewodniczącego – to donosy. Przewodniczący „zapomniał” jednak dodać, że tzw. sygnaliści z rady pytali wojewody o wyjaśnienie spornych kwestii co do których mają wątpliwości, a dotyczą pracy rady. Wojewoda wezwał radnego Maślanka do udzielenia odpowiedzi, ale jej nie uzyskał. Jak twierdzi Wojciech Maślanek – na donosy nie będzie odpowiadał.

Ja już raz publicznie powiedziałem, ja na donosy proszę pana mogę ustosunkować się i odpowiedzieć, a mogę również nie odpowiadać – stwierdził radny Maślanek. Niemniej Czytelnikom należy się pewne wyjaśnienie – radny Maślanek nie miał „odpowiadać na donos”, ale udzielić odpowiedzi na pytania wojewody. Dodać też należy, że donos skierowany do rzecznika dyscypliny finansów publicznych „odgrzewany” jest przez przewodniczącego na każdym spotkaniu radnych, bo jest ważny – dotyczy Roberta Kowalczyka, który może naruszył dyscyplinę finansów, a może nie, wciąż sprawę wyjaśnia rzecznik, niemniej warto o tym przypominać żeby mieszkańcom utrwalił się jeden słuszny przekaz – rzecznik chce wyjaśnień, bo Kowalczyk naruszył dyscyplinę. Tego zdania jest radny Zbigniew Belowski.

Ale jak pan jest taki ciekawy, to informuje pana, że organ nadzoru, pan Wojewoda Mazowiecki otrzymał już odpowiedź i niepotrzebna tu jest pana jakby, jakby dodatkowa uwaga albo troska – kontynuował radny Maślanek. – Niech pan burmistrz zajmie się, radzę panu, jako organ wykonawczy swoimi prerogatywami i pozostawi radę miasta Pionki naprawdę w spokoju, panie burmistrzu, bo ja akurat panu powiedziałem, że jeżeli przewodniczący rady miasta Pionki czegoś nie wyśle, a jeżeli nawet chodzi o ten termin, który pan tutaj mi tak publicznie próbował przywołać czy dołożyć chciał mi pan, to informuję pana, że w czasie tych 14 dni to jeden dzień to było ustawowo wolne od pracy, czyli 11-ty szanowny panie i drugi 12-ty pana zarządzeniem, który pan urzędowi miasta Pionki zafundował dzień wolny.

W ciągu 14 dni w których rzecznik oczekiwał na odpowiedź ze strony przewodniczącego, tylko dwa z nich były wolne od pracy dla urzędników, ale był to powód dla którego Wojciech Maślanek nie odpisał na wezwanie rzecznika, a „zafundowany” dzień wolny wynika z kodeksu pracy, którego zapisy burmistrz respektować musi.

Radny Maślanek dopowiedział, że opinię o wywiązaniu się z obowiązków służbowych przez burmistrza wykonał i przesłał, ale nie dopowiedział kiedy, a przecież rzecznik wskazał przewodniczącemu konkretny termin.

Jeżeli chce się pan naprawdę tak, nie wiem, pan bardzo ciekawy jest tej opinii proszę złożyć taki, taki wniosek, taki wniosek bądź radny niech złoży taki wniosek – przekonywał radny Maślanek, choć przecież burmistrz mówił, że złożył wniosek tydzień przed sesją, ale odpowiedzi nie uzyskał. Opinii przewodniczącego nie znają również radni miejscy, przynajmniej niektórzy, choć wszystkich wezwał radny Maślanek na połączoną komisję by pomogli mu w podjęciu decyzji odnośnie opinii. Uznał zapewne, że skoro nie wszyscy radni chcieli mu pomóc, to teraz nie wszyscy muszą znać jej treść.

Panie burmistrzu informuję pana, że złożył pan takie pismo – kontynuował radny Maślanek po tym jak burmistrz po raz kolejny poprosił o przekazanie opinii na swój temat. – Złożył pan. Ja mam ustawowy termin i naprawdę tego terminu dochowam, panie burmistrzu.

Na takie stwierdzenie o dochowaniu terminu, Robert Kowalczyk stwierdził, że jednak blisko 3 lata pracy w radzie, nie poświadcza zachowywania ustawowych terminów przez przewodniczącego. Nawet jeśli chodzi o udzielanie odpowiedzi organom nadzoru, a co dopiero odpowiedzi na wniosek burmistrza z którym przewodniczącemu rady jest nie po drodze.

Skoro pisma radnych do wojewody Wojciech Maślanek nazywa donosami, to Robert Kowalczyk poinformował radnych, że nikt inny jak przewodniczący rady napisał taki donos na niego również do wojewody w grudniu ubiegłego roku. Na swój donos radny Maślanek nawet otrzymał odpowiedź od wojewody, ale widocznie nie była taka jakiej się spodziewał, więc nie zapoznał pozostałych radnych z pismem, choć wpłynęło już blisko rok temu.

Panie burmistrzu, ale ja panu nie udzieliłem głosu – przerywał radny Maślanek i dopowiedział, że szkoda iż wojewoda nie dopatrzył się w  „informacji od przewodniczącego” żadnych uchybień. W ciągu zaledwie kilku minut radny Maślanek zmienił zdanie na temat „donosów” radnych do wojewody. Pisze przewodniczący na burmistrza, jest to informacja, pisze radny na przewodniczącego – ewidentny donos.

Ponieważ temat „donosu” radnego Maślanka do wojewody stał się dość niewygodny, bo nagle wszyscy dowiedzieli się, że Wojciech Maślanek pisze do organów nadzoru pisma na burmistrza, przewodniczący rady stwierdził, że to sprawa sprzed roku, specjalnie wyciągnięta przez Roberta Kowalczyka. W ciągu tego samego posiedzenia nie nikt inny jak sam radny Maślanek i chociażby radny Stanisław Pacan „wyciągali” jeszcze starsze sprawy i nie widzieli w tym nic niewłaściwego. Radny Krzysztof Bińkowski wszelkie donosy skwitował krótko – niebawem jakiś sygnalista doniesie do organów nadzoru, że Robert Kowalczyk będąc uczniem VIII klasy ciągnął koleżankę za warkocze.

O znikających pismach w szufladach biurka przewodniczącego rady, miejscy radni informują właściwie od początku kadencji. O tym, że Wojciech Maślanek nie ma w zwyczaju odpisywania na wezwania czy pisma od organów nadzoru – zarówno mówią radni, ale informuje o tym także chociażby rzecznik dyscypliny finansów publicznych. Teraz Robert Kowalczyk złożył wniosek do przewodniczącego o przekazanie opinii na swój temat, ale tydzień to za mało na skserowanie kilku kartek. Kiedy natomiast urzędnicy i burmistrz nie udzielają odpowiedzi na pisma chociażby radnej Wioletty Grzywacz, która wyznacza konkretny czas oczekiwania na odpowiedź, np. do jutra do godz. 12:00, wymagającą zebrania i skserowania wielu dokumentów – wówczas jest to celowe zagranie aby utrudnić pracę radnej. Wszystko więc zależy od tego kto wyznacza termin, kto ma udzielić odpowiedzi i czy donos dotyczy burmistrza czy przewodniczącego. Zależy też kto jest autorem pisma, bo jeśli przewodniczący, to jest informacja, jeśli radny, to już donos. Trudno nie odnieść wrażenia, że prawie od początku 2019 roku trwa nieustanne „grillowanie Kowalczyka” ku uciesze jego oponentów. Liczne donosy, czy „pisma od sygnalistów” na temat nieprawidłowości, naruszeń, domniemywań kierowane są do różnych instytucji, co powoduje, że urzędnicy miejscy zmagają się z udzielaniem odpowiedzi i przygotowywaniem dokumentów do kontroli, a inne samorządy niechętnie podejmują pracę z miastem Pionki. Tylko właściwie czemu to ma służyć? Dyskredytacji Roberta Kowalczyka, udowodnieniem, że jest „słabym burmistrzem”, czy robieniem na złość wszystkim mieszkańcom? Podczas sesji Krzysztof Bińkowski, ale także Zbigniew Belowski czy Grzegorz Wąsik stwierdzili, że nie jest żadną tajemnicą kto stoi za donosami na burmistrza, bo osoba pisząca do różnych organów ma informacje oraz wiedzę o której tzw. zwykły mieszkaniec nie ma pojęcia. Komisja rewizyjna zarekomendowała by Robert Kowalczyk wystąpił o ujawnienie personaliów „sygnalisty” w celu obrony swojego dobrego imienia przed sądem. Dopóki to nie nastąpi, sygnalista zasłaniając się wolnością słowa, będzie słał pomówienia gdzie to tylko możliwe. Ale nie po to, by skontrolować pracę Roberta Kowalczyka, ale wyłącznie po to by mu dokuczyć i oczernić w oczach mieszkańców, którzy interesują się pracą samorządu. Przecież każdy donos czy każda skarga na burmistrza odczytywane są głośno i wyraźnie na sesjach lub komisjach. Niemniej nie należy zapominać, że z takimi samymi problemami wiązała się praca poprzedniego burmistrza, który publicznie oświadczał, że „jeszcze jeden donos, a zamknę stadion”. Widocznie taki już urok tego miasta, że niektórzy zamiast rozmawiać wolą „uprzejmie donosić”.

To nie pierwszy już raz, kiedy rzecznik dyscypliny finansów publicznych żąda od radnych wyjaśnień. I nie chodzi wyłącznie o Roberta Kowalczyka, bo podobny sygnał trafił do RIO w 2015 r. i dotyczył Marka Janeczka. Wówczas rzecznik również chciał znać wysokość zarobków, opinię o sposobie wywiązywania się z obowiązków służbowych oraz informację czy burmistrz był karany za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Ówczesny przewodniczący napisał do rzecznika, że nie jest kompetentny by wydać opinię nt. wywiązywania się z obowiązków służbowych przez burmistrza Marka Janeczka i wskazał jako osobę, która jest w stanie to ocenić, byłego zastępcę, czyli Stanisława Mazura. Na podstawie zebranych dokumentów, wyjaśnień oraz informacji rzecznik dyscypliny uznał, że Marek Janeczek nie dopuścił się naruszenia dyscypliny finansów publicznych. Sprawy podobne, wymagane dokumenty właściwie identyczne, tylko nie wiadomo jeszcze czy finał również będzie podobny.

Przeczytaj również

Komentarze