Kultura upadła na chodnik, a sport w Pionkach jest niepotrzebny

Kultura upadła na chodnik, a sport w Pionkach jest niepotrzebny

Pod takim hasłem odbyło się ostatnie posiedzenie komisji kultury, oświaty i sportu, gdzie omawiano konsekwencje przesunięć finansowych w budżecie na 2020 r., kiedy to część radnych zdecydowała żeby elegancko „poprzesuwać” środki, głównie z wynagrodzeń pracowniczych jednostek miejskich i przeznaczyć je właśnie na budowę chodników i projekty ulic. Gdzie w Pionkach po chodnikach spacerują troglodyci? Tomasz Łyżwa mówi, że w okręgu wyborczym Zbigniewa Belowskiego.

Przewodniczący komisji Kamil Panufnik poprosił radnych aby szczególnie skupili się na znacznych przesunięciach (ok. 500 tys. zł) w budżecie czego konsekwencją jest niepokój środowisk, których dotknęły, czyli przedszkoli, kultury i wydziału sportu oraz widmo braku zaplanowanych, cyklicznych imprez miejskich. Przed wyborem pomiędzy zwolnieniami pracowników, a zamknięciem od października któregoś z obiektów sportowych stanął też kierownik wydziału sportu Andrzej Iwanowski, który wcale nie krył braku zrozumienia dla takiej decyzji radnych.

Nie ukrywam, że jednym z ciekawszych określeń z jakim spotkałem się po sesji na której miały miejsce te przesunięcia, to było określenie, że „kultura upadła na chodnik, a sport jest w Pionkach niepotrzebny” – mówił Kamil Panufnik.

Uszczuplony budżet CAL

Zmiany budżetowe utrudniły nam pracę i to w dużej mierze – mówił obecny na posiedzeniu komisji dyrektor CAL Marcin Alot. – Pozwolę sobie powiedzieć o paragrafie wynagrodzeń z powodu którego, po zmniejszeniu tej kwoty, nie wiem co zrobić. Całą ekipę zwolnić w grudniu?

Odpowiedzi na tak postawione pytanie nie uzyskał, ale w trakcie dyskusji radna Wioletta Grzywacz dopytywała ile osób jest zatrudnionych w CAL i ile to jest etatów. Stanisław Pacan odpowiedział, że zgodnie z projektem CAL musi zatrudniać określoną liczbę osób, zatrudnienie ich leży w gestii dyrektora (a nie radnych miejskich) i dodatkowo w trakcie trwania projektu, co rok dyrektor przedkłada jednostce wdrażania środków unijnych pełny raport z działalności, a także z realizacji zatrudnienia. Gdyby pojawiły się jakieś niejasności, wątpliwości czy inne, to miasto otrzymałoby karę finansową. Radna Grzywacz więcej pytań na temat CAL nie miała, a wątek zatrudnienia kontynuował w dalszej części spotkania radny Tomasz Łyżwa.

Najpierw jednak dyrektor wyjaśnił wszystkim, że zabranie z budżetu CAL kwoty 178 tys. zł mocno nadwyrężyło budżet jednostki. Do zorganizowania Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki z Czarnego Krążka brakuje ok. 30 tys. zł, które zostały przesunięte na skutek wniosku złożonego przez radnego Krzysztofa Bińkowskiego.

Festiwal, to jest po prostu nasz konik – mówił Marcin Alot. – Stworzyliśmy go 5 lat temu , w tym roku mamy jubileusz. Jest zaproszony Andrzej Piaseczny, który potwierdził swoją obecność. Termin festiwalu, a rozmawiamy o gali finałowej odbędzie się 18 kwietnia i to jest sobota, a sobota jest najbardziej intratnym terminem jeśli chodzi o artystów i Andrzej Piaseczny miał na pewno kilka propozycji na ten dzień. Jeżeli to odwołał i zdecydował, że przyjedzie do nas, to naprawdę z jego strony ogromny gest. Chcę powiedzieć, że trudne są negocjacje z menadżerami artystów i żeby Andrzej Piaseczny objął honorowym patronatem nasz festiwal, to prowadziłem rozmowy z jego menadżerką 2 lata. I ten patronat mamy na zawsze i mam taką prośbę, bez względu na to, co tutaj będzie się działo w przyszłości, bo wszyscy wiemy i to jest jasne, że projekt się kończy, ja bardzo państwa proszę po tych wszystkich wysiłkach żeby ten festiwal nie ustał.

Pomysł takiego festiwalu wiele lat temu próbował wcielić w życie Zbigniew Belowski, później w MOK próbował zrobić to Marcin Alot i ostatecznie udało się to dopiero 5 lat temu. Dyrektor CAL mówił o wartościach festiwalu dla jego uczestników oraz o tym jaki to jest prestiż dla naszego miasta, bo faktycznie przyjeżdżają do nas utalentowani młodzi ludzie z całej Polski.

W całej Polsce wiadomo o nas dzięki temu festiwalowi. 30 tys. o których mówimy, to jest taka szacowana kwota, bo to zależy teraz od tego ile będzie kosztował artysta, który zostanie zaproszony na galę finałową. I przykładowo pani Irena Santor, która dla nas zaśpiewała, to koszt jej koncertu, to było 18 tys. zł netto, była z dwoma czy trzema muzykami i to też wcale nie z całym zespołem. Andrzej Rybiński, to ok. 15-16 tys. To są tego rzędu pieniądze.

Dyrektor CAL wspomniał jeszcze o opłatach dla ZAIKS, kosztach statuetek, nagród i przede wszystkim niezależnego i prestiżowego jury w skład którego na pewno wejdzie Patrycja Kawęcka-Czerska i Szymon Wydra. Festiwal trwa 2 dni i należy zapewnić wyżywienie i nocleg dla zaproszonych gości. Do tego plakaty, gadżety, reklama w mediach itd.

Chciałem mocno zaznaczyć, że nie wyobrażam sobie żeby tego festiwalu nie było po prostu w tym roku, a terminy nas gonią, co zaznaczyłem w piśmie, bo właściwie to już jest trochę za późno. Bardzo państwa proszę o podejście naprawdę takie pozytywne do tej sprawy, tym bardziej, że tu nie chodzi o to czy CAL chce mieć festiwal, czy pan burmistrz, miasto chce mieć festiwal, po prostu robimy to wszystko dla dzieciaków, dla młodzieży. Tak jak ich wychowamy, jak ich ułożymy, to oni tutaj później siądą jako radni i będą o nas decydować, więc jeżeli pozwolimy żeby ich ulica wychowywała, no to potem zbierzemy takie plony.

W dalszej części swojej wypowiedzi mówił o tzw. promocji, czyli zadaniach jakie przejął CAL po zlikwidowanym wydziale promocji urzędu miasta. Stanisławowi Pacanowi świtała w głowie myśl, że CAL otrzymał na promocję 200 tys. zł – faktycznie w projekcie było zapisane 70 tys. zł z czego radni zabrali 50 tys., a Tomasz Łyżwa dopytywał o zatrudnionych w wydziale promocji w CAL, choć takiego wydziału tam nie ma, nie mam też osób zatrudnionych tylko do promocji. Zadania, które CAL przejął są realizowane przez pracowników należących do kadry CAL od lat. Jedynym pracownikiem, który zmienił tylko miejsce zatrudnienia jest operator i montażysta Kuriera Pionkowskiego. Od września, kiedy CAL stał się prawnym wydawcą gazety Nad Zagożdżonką została zatrudniona jedna osoba, ale na stanowisku pracownika administracji ponieważ nie zajmuje się jedynie prowadzeniem gazety. Radny Łyżwa jednak nie chciał znać zakresu obowiązków tylko wciąż dopytywał o to, że budżet CAL został tymi osobami obciążony, choć to radni w zeszłym roku decydowali o przesunięciu zadań z urzędu do CAL, dyskutowali o wielkości zatrudnienia (ale widocznie już zapomnieli) i o tym, że faktycznie dotychczasowej kadrze CAL w związku z dodatkowymi obowiązkami trzeba byłoby podnieść pensje. W sierpniu również to radni podjęli decyzję o tym, że w CAL potrzebna jest dodatkowa osoba, która odciążyłaby pozostałych pracowników z części zadań. Teraz te decyzje uwierają i chyba „za karę” w dniu 20 grudnia radni zabrali z budżetu CAL aż 178 tys. zł. Być może kierowała nimi myśl, że tyle może „kosztować ekipa promocji”, ale nie pytali na sesji ile to jest faktycznie osób, ani w jakiej wysokości są ich pensje.

To, że myśmy przesunęli, to nic. Jest zrobione w tej chwili jakieś wielkie halo – wyjaśniał Stanisław Pacan. – No przesunęliśmy rzeczywiście, rada mogła – przesunęła. Może faktycznie źle zrobiła, że przesunęła, ale nie róbmy z tego jakiegoś wielkiego halo. Przecież te pieniądze przesunięte nigdzie nie zniknęły, myśmy ich nie zdefraudowali. Póki co proszę działać żeby festiwal mógł normalnie zafunkcjonować.

I tu do dyskusji włączyli się Zbigniew Belowski i burmistrz, tłumacząc, że dyrektorowi CAL nie wolno swobodnie przesuwać ani dysponować pieniędzmi na inne zadania niż ma wyznaczone w budżecie, bo obowiązuje go dyscyplina finansów publicznych. Pieniądze z wydziału promocji w kwocie 200 tys. zł, o której wspominał Stanisław Pacan, zostały przeniesione z budżetu miasta do CAL w 2019 r., ale na działalność CAL, a nie na promocję. W tym roku budżetowym radni hojną ręką przeznaczyli na promowanie różnych imprez oraz przede wszystkim na tzw. umowy promocyjne, m.in. z Rafałem Grabowskim, KS Proch na drużynę seniorów, PTS drużyny siatkarskie młodzieży i innymi, kwotę zawrotną, bo aż 27 tys. zł na cały rok.

Będzie pan słuchał teraz opowieści wujków dobra rada, jak to pomożemy w tej sprawie – mówił Zbigniew Belowski. – Otóż jak już powszechnie wiadomo, bo już całe miasto o tym dyskutuje, że popełniono błąd polegający na naruszeniu stabilności podstawowych instytucji w mieście z zakresu kultury, sportu i oświaty. I proszę się nie spodziewać, i nie wierzyć opowieściom radnych, że my tylko przesunęliśmy, na szczęście nie brałem w tym udziału, ale mój głos by nie zdecydował przy tej większości, która była, że będzie można to naprawić. Ja uważam, że rada nie będzie w stanie wygospodarować w tej chwili, radni nie odpuszczą, krótko mówiąc swoich popularnych już chodniczków. I w tej chwili sytuacja będzie wyglądała tak, że instytucje miejskie będą się po prostu pogrążać. Ja to obserwuję od ponad roku czasu, że niestety, ale moi koledzy w radzie nie mają, część, nie mówię, że wszyscy, nie mają w ogóle chęci wspierać działalności kulturalnej czy niektórych innych działań, które nie są inwestycją w potencjał ludzki. Natomiast, bo to już jest powszechna rzecz, że w momencie w którym brakuje pieniędzy, to najczęściej zaczyna się od tych, którzy nie mogą się obronić. Ja nie wiem jak to się stało, że radni podejmując taką decyzję nie zastanowili się nad jedną rzeczą, że są w każdej instytucji koszty stałe, które są niepodważalne, a to jest przede wszystkim kwestia zatrudnienia i widzę, że tutaj obsesyjnie to pytanie się pojawia ze strony różnych radnych – ile osób jest zatrudnionych i ile zarabiają. W Pionkach w instytucjach miejskich nie ma przerostu zatrudnienia, bo to można bardzo łatwo udowodnić i nie ma przerostu wysokości płac, bo te pieniądze, które są wypłacane pracownikom w naszych instytucjach w porównaniu z innymi okolicznymi miejscowościami są żenująco niskie. I myśmy do tego przywykli, że jeszcze z tego da się oskrobać. Takie podchodzenie stawia w sytuacji upokorzenia tych pracowników, którzy pracują świątek, piątek i niedziela, nie ma wolnych weekendów, nie ma wolnych sobót, nie ma wolnych świąt nawet tych najważniejszych, bo oni i w Nowy Rok i inne święta zawsze pracują. Nie jestem optymistą, że to wszystko się poskłada do końca, bo gdzieś musi puścić i gdzieś puści, bo budżet tego nie wytrzyma krótko mówiąc. Moim zdaniem to potwierdza historia, to potwierdzają badania, że niestety niektóre inwestycje w sensie materialnym w odróżnieniu od inwestycji w ducha, w poczucie tożsamości, w pewien rozwój intelektualny i emocjonalny przynoszą taki efekt, że po ładnych chodnikach chodzą troglodyci niestety i to jest coraz bardziej widoczne w skali całego kraju (…). Po prostu musimy sobie zdawać sprawę, że ten rok będzie karkołomny i tutaj dobre rady i obiecanki niewiele będą skutkować. Nie widzę dobrze tego roku, a jak ten się posypie, to już się będzie pruło dalej.

Do słów radnego Belowskiego o chodnikach odniósł się radny Bińkowski, który przypomniał, że w zeszłej kadencji też radni przesuwali środki na remonty chodników i nic takiego wielkiego się nie stało z budżetem. Szkoda tylko, że radni poprzedniej kadencji zasiadający nadal w radzie miasta zapomnieli, że nie przesuwali ich z wynagrodzeń i że ubiegłe lata to chociażby sprzedaż mienia miejskiego na kwotę 12,5 mln zł, co już się nie powtórzy i np. zwrot pieniędzy do kasy miasta od spółki PWKC ponad 3 mln zł. Radny Bińkowski uspokajał, że nie ma możliwości żeby nauczyciele nie otrzymali swoich wypłat, bo jak twierdzi – nigdy w historii tego miasta nie było takiej sytuacji, że nauczyciele nie otrzymali pensji. Na ten temat więcej do powiedzenia miały nauczycielki przedszkoli, które przyszły na spotkanie z radnymi w ubiegłym tygodniu i opowiadały o tym jak otrzymywały pieniądze na raty lub wcale, jak nie były płacone za nich świadczenia ZUS, a nawet o tym, że jeden z burmistrzów namawiał dyrektorki aby wypłacały pensje pracownikom z ich funduszu socjalnego. I dlatego po takich doświadczeniach decyzja radnych wywołała u nich uzasadniony niepokój. Jedna z dyrektorek przedszkola powiedziała, że jeszcze nigdy w historii tego miasta nie było tak żeby radni zabierali pieniądze nauczycielom, to zawsze była domena raczej burmistrzów.

Radnemu Łyżwie nie spodobały się wypowiedzi Zbigniewa Belowskiego, bo były za długie.

Panie radny Łyżwa, ja panu coś powiem – odpowiedział Zbigniew Belowski. – Nie chciałem tego nigdy panu mówić, ale wydaje mi się, że warto czasem posłuchać nawet trochę dłużej jeżeli ktoś mówi z sensem, bo ja czasami niestety jestem zmuszony słuchać pana długich wypowiedzi bez sensu.

Pan się wypowiada bardzo szczegółowo i rozwlekle na temat budżetu – odpowiedział radny Łyżwa. – Jeżeli dobrze pamiętam, to w pracach nad budżetem pan nie uczestniczył i w sesji budżetowej też pan nie uczestniczył. Jeśli się mylę, to proszę mnie sprostować. Teraz nas jakby pan poucza dlaczego takie rzeczy, a nie inne rzeczy żeśmy przegłosowali. To jest raz. I poprzednio pan użył takiego sformułowania, troglo… jak to? Może pan powtórzyć?

Radny Belowski nie chciał wracać do tematu, ani dyskutować z radnym Łyżwą. Specjalnie dla radnego Tomasza Łyżwy wyjaśniamy, że troglodyta, to człowiek nieokrzesany, prymitywny, nieumiejący się zachować lub po prostu – jaskiniowiec.

Że będą chodzili po chodnikach, bo tak chyba będzie się składało, że będą chodzili, tylko z pana okręgu z którego pan startował, to te chodniki to już pan tam ma, a w innych okręgach, w innych częściach Pionek tych chodników nie ma – odpowiedział radny i zaczął drążyć temat zatrudnienia w CAL w ramach wydziału promocji, by usłyszeć od Roberta Kowalczyka pytanie – ile osób było zatrudnionych w wydziale promocji w poprzedniej kadencji radnego Łyżwy. Tego radny nie wiedział, bo stwierdził, że wiedzieć nie musi, bo nie jest burmistrzem.

Ale przekazał pan obowiązki z wydziału promocji do CAL? – dopytywał burmistrz. – Przekazał pan.

Radny Łyżwa chciał wiedzieć jak dyrektor CAL radził sobie zanim zatrudnił osoby w tzw. promocji i usłyszał, że wcześniej nie było zadań związanych z promocją w CAL. Poza tym zawsze sobie musiał radzić, nawet jak nie miał głównego specjalisty do spraw imprez, to też nie oznaczało, że żadnych imprez w CALu nie można było zorganizować. W takich instytucjach po prostu dyrektorzy muszą sobie zawsze jakoś radzić.

To nie chodzi o to żeby tych ludzi zabierać i pracy innym dodawać – wyjaśniał Marcin Alot. – Bo tak jak pan Belowski powiedział, że kiedyś budżet pęknie i kiedyś organizacja pęknie. Nie pokonamy jakiegoś problemu, bo w ten sposób jeżeli będziemy zabierać instytucji, to po prostu kiedyś się zatrzymamy i kiedyś czegoś nie wykonamy.

Radny Łyżwa dopytywał dalej, że osoby zatrudnione przecież nie pracują charytatywnie.

Przeznacza pan jakieś środki na ich pensje i wtedy budżet jest uszczuplony, tak? – pytał radny. To zupełnie jak z budżetem miasta i dietami radnych, którzy też przecież nie pracują charytatywnie i budżet „uszczuplają” rocznie o kwotę ok. 245 tys. zł na diety za pracę na rzecz miasta i mieszkańców.

Ale ja tych osób potrzebuję do pracy – mówił dyrektor CAL. – Wcześniej nie miałem promocji, nie miałem Kuriera, nie miałem Nad Zagożdżonką.

Ale pan powiedział, że cały wydział promocji został przesunięty – twierdził radny Łyżwa.

Praca całego wydziału – odpowiedział radnemu burmistrz. – Pytam pana ile osób pracowało w wydziale promocji urzędu? Panie Tomku, niech pan powie, bo ja wtedy nie pracowałem tutaj.

Komisja rewizyjna tej kadencji badała wydatki zlikwidowanego wydziału promocji dokładnie rok temu i z dokumentów wynika, że koszty osobowe w roku 2018 zlikwidowanego 7-osobowego wydziału wynosiły 291 514,28 zł, a dodatkowe wydatki na tzw. działania promocyjne szeroko rozumiane wyniosły w sumie 354 669,73 zł. Prowadzenie gazety „Nad Zagożdżonką” (kiedyś wydawcą była Miejska Biblioteka Publiczna), to były głównie koszty osobowe, które w zeszłym roku wyniosły ponad 51 tys. zł plus zakup domeny internetowej.

Radny Włodzimierz Szałabaj odpowiedział na wcześniejsze pytanie Tomasza Łyżwy, a właściwie stwierdzenie, że radny Belowski tutaj teraz poucza, choć nie brał udziału w pracach nad budżetem – nie tylko radny Belowski nie brał w nich udziału, byli też inni radni, którzy nie uczestniczyli w pracach komisji finansów, a jednak na sesji składali wnioski o zabranie środków na budowę chodników.

Z pełną premedytacją nie zwracam się do kolegi radnego Tomasza, starając się unikać dyskusji jednostronnej – mówił Zbigniew Belowski. – Nadal potwierdzam, że pan pewnych rzeczy nie rozumie i chyba pan nie zrozumie. Powiem panu jedną rzecz, wprost panu powiem, ja nie muszę uczestniczyć w komisji budżetowej z dwóch powodów – miałem dostęp do projektu i umiem porównać go z efektami przyjętego budżetu. I nie trudno jest wymyślić, w oparciu o te dwie rzeczy i patrząc na system głosowania, że sprawa wywalenia budżetu była ukartowana. I co do tego nie mam cienia wątpliwości. Głupi nie jestem, trochę wiedzy i doświadczenia mam i jakoś sobie z tym radzę.

Radny Paweł Kobylas, który był obecny na spotkaniu nauczycieli i rodziców z miejskich przedszkoli powiedział radnym, że nie rozumieją jednej, podstawowej rzeczy – zabrali pieniądze z wynagrodzeń, choć mogli z każdego innego działu.

Nie byłoby tej całej dyskusji, jaka jest w tym momencie i tłumaczenia komuś, że potem im przesuniemy. Mogliście ich po prostu nie przesuwać z płac. Wy po prostu dążyliście do tego żeby zmniejszyć zatrudnienie w CAL, w MOK, w przedszkolach, w obiektach sportowych.

Radny Łyżwa bronił się mówiąc, że przecież w CAL czy przedszkolach zwiększyło się zatrudnienie, a to przecież są koszty. Tomasz Łyżwa był na spotkaniu ze środowiskiem przedszkolnym i słyszał o tym, że przedszkola pracują dłużej, posiadają dodatkowe oddziały, bo zwiększyła się liczba dzieci, a nowy oddział, to zawsze nowi opiekunowie.

Powiem dlaczego ja zagłosowałem za tym przesunięciem o którym wnioskował pan Stanisław – mówił radny Łyżwa na spotkaniu z nauczycielami w dniu 28 stycznia br. – Powiem tak, nie miałem pełnej wiedzy ja, jako ja, zaufałem panu Stanisławowi. Jeszcze nie jest wiadomo czy pan się pomylił. Dostaliśmy tu szczegółowe wyliczenia z lat poprzednich i ja nie miałem okazji się przyjrzeć tak szczegółowo, ale zauważyłem, że w tym roku jest 4 etaty więcej w przedszkolu nr 1 i chyba 4 etaty w przedszkolu nr 3 – i usłyszał wtedy od rodziców, że oni myśleli iż radni zanim cokolwiek przegłosują, to sprawdzają każdą złotówkę, a także uzasadnienie jej wydatkowania, a nie opierają się na zaufaniu lub przekonaniu, że „wydaje im się”, że coś jest przeszacowane i że przede wszystkim posiadają pełną wiedzę w zakresie składowych budżetu miasta. I wydawałoby się, że do posiedzenia komisji kultury radni wyciągnęli jakieś wnioski ze spotkania z nauczycielami, ale najwyraźniej nadal najważniejszym problemem jest kto pracuje, jak się nazywa, ile zarabia i dlaczego tak dużo, bo to wszystko koszty, koszty i jeszcze raz koszty, a w budżecie brakuje na chodniki, bo miasto wydaje na pensje, na kulturę, oświatę, na sport itd.

Z budżetu CAL finansowane są również różne przedsięwzięcia organizowane chociażby przez stowarzyszenia. Na posiedzeniu komisji była prezes stowarzyszenia Kontrast, która nie może w tym roku zorganizować Dnia Kobiet, bo w budżecie CAL zabrakło 10 tys. zł na ten cel. Pani Irena w dużej mierze finansuje to dość prestiżowe wydarzenia dla pionkowskich kobiet z własnych pieniędzy, ale co roku pomaga jej w organizacji także dyrektor Alot, który teraz musiał odmówić.

Również obecny na posiedzeniu prezes OSP Pionki chciał uzyskać pomoc CAL w organizacji 95-lecia OSP. Ich budżet stopniał po ostatniej akcji gaśniczej na składowisku odpadów firmy Bomax.

Nie wiem czy państwo zdają sobie sprawę do czego tak naprawdę służy OSP? – pytał prezes. – Bo każdemu generalnie, że ochotnicza straż pożarna, to jest od gaszenia pożarów i ratowania mienia i życia ludzkiego, tylko jeszcze w dodatkowej działalności jest wychowanie młodzieży i jej ukierunkowanie, nauka poprzez sport, nauka ratowania życia, różnego rodzaju wycieczki czy też zawody sportowe, tj. piłka nożna, halowa czy inne. Młodzież do nas przychodzi i jest coraz bardziej dumna z tego, że może pokazać się na arenie miasta. W ubiegłym roku było ok. 70 wyjazdów na rzecz miasta, to są wyjazdy, jak to mówi młodzież za free, bo za to nie ma pieniędzy, to jest poświęcenie swojego wolnego czasu. Poświęcają ten swój wolny czas żeby zabezpieczyć ludność, np. na imprezach miejskich (…). Budżet mamy jednoznaczny i dobrze jest jak nic się nie dzieje, a ostatnie działania w firmie Bomax wyczyściły nas. Zwracam się z prośbą, jako prezes OSP Pionki do państwa o przychylność i podjęcie decyzji o przesunięciu jakiś środków finansowych na organizację tego 95-lecia.

Który obiekt sportowy zamknąć przed mieszkańcami?

Muszę z przykrością powiedzieć, że to co się stało z paragrafem wynagrodzenia pracowników, bo to są etaty przecież, a nie jakieś inne, to jest po prostu chyba jakieś nieporozumienie proszę państwa – mówił kierownik wydziału sportu Andrzej Iwanowski, któremu radni uszczuplili wydatki na płace o 100 tys. zł. – Opierając się na danych księgowych, nie bujając w obłokach, to wygląda na to, że ok. 2,5 etatu nam po prostu zabrano w tym roku. Chciałem tylko dodać, że mnie, tak jak pana dyrektora Alota obowiązuje dyscyplina finansów publicznych i przestrzeganie wszystkich wydatków w paragrafach, a ponieważ ten wydział, którym kieruje jest ogromnym wydziałem, którego budżet opiewa na kwotę ponad 2,2 mln zł, to po prostu zabraknie mi tych pieniędzy na podstawowe świadczenia, czyli po prostu na pensje dla 2 i pół pracownika. Proste wyliczenia z tego wynikają, że wydatki na płace mojego wydziału, nikogo nie zatrudniłem, na ten rok za styczeń to jest 66 700 zł i razy 12, to daje nam kwotę 800 400 zł. To jest proste wyliczenie. Tutaj do tego, tak się złożyło i to było wyliczone w projekcie budżetu, że potrzeba dodatkowo, bo 3 pracowników odchodzi w tym roku na emeryturę i jest to kwota zaplanowana w budżecie 75 tys. zł. Do tego należy dodać nagrody jubileuszowe dla pracowników obecnie zatrudnionych, żadnych nowych, kwota 36 tys. zł. W miesiącu lipcu wraca pracownica z urlopu wychowawczego i szacuję na kwotę 22-25 tys. zł jej płace do końca roku i wraca inspektor też po urlopie wychowawczym, wraca troszkę wcześniej i jej płaca, to jest ok. 30 tys. zł. Razem to wszystko daje nam kwotę ok. 145 tys. zł. Dodając to tutaj do kwoty, którą państwo wyasygnowali na płace, etatowe płace, nie oceniając tego budżetu w całości, bo tu jest mniej, tu jest więcej, będę oszczędzał, ale to nie jest materia ludzka, to są zakupy materiałów, jakieś remonty, inne nasze działania, które tutaj są naprawdę wielorakie i działające na wielu płaszczyznach, powoduje to, że w budżecie miasta brakuje pieniędzy na zatrudnienie pracowników. Możemy się spotkać z taką okolicznością w tym mieście, że w miesiącu październiku będę stał przed dylematem co mam zamknąć, czy basen, czy halę sportową, czy lodowisko. To są wyliczenia księgowe, bo ja się na nich opieram, a nie na moich jakiś tam wydumanych fantasmagoriach. Dojdziemy do takiego momentu, bo państwa ta uchwała nie będzie dotyczyła, tylko ja muszę zadbać o to żeby ci pracownicy, którzy mają swoje godziny otrzymali swoje wynagrodzenia, a oni tego wynagrodzenia mogą nie otrzymać już w miesiącu listopadzie, bo ja mam ścisłe wyliczenia księgowe. Proszę państwa żebyście podeszli do tego tylko w taki sposób żebym mógł zapewnić, bez żadnych podwyżek, bez niczego takiego, mógł zapewnić płace pracownikom tym, którzy aktualnie pracują. Ktoś z państwa może powiedzieć, że zabraliśmy tylko 100 tys., a ja sobie wyliczyłem, że to może być ok. 141-145 tys. Natomiast jakbym miał te 100 tys. zł, byście państwo tego nie zabierali, to może bym sobie poradził.

Panie kierowniku, my przesuwamy. My nic nikomu nie zabraliśmy. Są środki w budżecie, tylko są przesunięte – odpowiedział Wojciech Maślanek, a Zbigniew Belowski odpowiedział, że skoro są zdjęte z jednego paragrafu, to są zabrane do innego paragrafu. I żeby to lepiej zobrazować, to najłatwiej na przykładzie konta w banku. Pani pracująca w banku „przesuwa” z konta jednego klienta (bez jego wiedzy) 100 tys. zł na konto innego klienta. Pieniądze są nadal w banku, nikt ich nie wydał, jedynie je przesunął, ale nie wiedzieć czemu klient z „uszczuplonym” kontem ma pretensje, że oto z jego konta ktoś zabrał pieniądze.

Pieniądze dla KS Proch Pionki

Na posiedzeniu komisji obecny był też przedstawiciel KS Proch, który próbował wyjaśnić radnym, że ich decyzja, to brak pieniędzy dla klubu, który gra w IV lidze, a to wiąże się ze zwiększonymi kosztami. Usłyszał od Stanisława Pacana, że miasto dało przecież klubowi obiekt z którego ma ciągnąć zyski i taka była umowa pomiędzy radnymi i byłym burmistrzem, że klub zarabia na swoje utrzymanie z obiektu na stadionie i spłaca jeszcze za to środki z LGD na wyposażenie siłowni.

Kończy się wam w 2022 r. – mówił radny Pacan. – Z obiektu ma czerpać zyski na działalność statutową. Czy im to starczy na B klasę czy na II ligę, jest stowarzyszenie, jest zarząd, są członkowie i sobie decydują na co ich stać. I wtedy żeśmy powiedzieli, że już nie będzie wiszenia na klamce u pana burmistrza, jak było rok, 2 lata, 3 lata temu, że siedzieli wszyscy żeby burmistrz dał temu 5, temu 10 i takie prośby były. Po prostu daliśmy obiekt i takie były ustalenia, że już z promocji klub sportowy nie będzie otrzymywał więcej. Ja tak bynajmniej tak to pamiętam (…). Jeżeli zarząd uważa, że stać was na IV ligę, to sobie organizujcie IV ligę. Macie do dyspozycji cały obiekt, w tej chwili spłacacie pożyczkę, ale jak już nie będzie spłacać i już cały obiekt, te wszystkie dochody będzie mieć, a miasto na rzecz utrzymania tego obiektu jeszcze zatrudnia 11 osób i my to wszystko opłacamy.

O zatrudnienie osób na stadionie miejskim znów pytała radna Wioletta Grzywacz:

Ja mam takie pytanie czy wydział sportu dalej będzie obsługiwał stadion miejski? Cały czas te same osoby, te kilka osób będzie obsługiwało dalej?

Tak, oczywiście, bo dalej jest umowa, którą jest związany KS Proch z jednostką, która udzieliła dotacji na zadanie – mówił Andrzej Iwanowski.

No właśnie – stwierdziła radna, a Zbigniew Belowski zapytał jak sobie to niby radni wyobrażają, że miasto zerwie teraz umowę, zapłaci karę i odda dotację żeby nie zatrudniać ludzi.

Ja chciałbym panią zapytać do czego zmierzają te pytania ile jest osób zatrudnionych? – pytał radny Belowski, a radna Grzywacz odpowiedziała, że zadaje je, bo jest nowy rok budżetowy, bo ma prawo do zadawania takich pytań. Kiedy radny Belowski zaproponował aby w planie pracy komisji zaznaczyć analizę finansową reformy oświaty w naszym mieście, bo mieszkańcy chcieliby wiedzieć ile kosztowała z budżetu miasta, to na wpisanie takiego punktu nie zgodzili się Wioletta Grzywacz i Tomasz Łyżwa, który dodatkowo zapytał co da taka analiza, skoro pieniądze zostały już wydane i po co o tym mówić, a skoro Zbigniew Belowski chce coś zamanifestować, to są różne formy protestu i jak ktoś się nie zgadza, to może iść z transparentem pod Sejm.

Myślę, że mieliśmy ciekawą dyskusję w kwestii kultury i sportu – powiedział na zakończenie Kamil Panufnik. – Na koniec dwa słowa – uważam, że warto inwestować nie tylko w kulturę, ale i sport, niezależnie od tego jakiej grupy wiekowej dotyczy ta dziedzina. Uważam, że nie powinniśmy być obojętni dlatego, że kultura i sport od zawsze i zawsze powinny uczestniczyć w życiu każdego.

Przeczytaj również

Komentarze