Maślanek „i Mazur na białym koniu wjechali do miasta? Ani koń, ani oklejony Lublin – nic nie pomoże”

Maślanek „i Mazur na białym koniu wjechali do miasta? Ani koń, ani oklejony Lublin – nic nie pomoże”

W dniu sesji (9 października) były wiceburmistrz Stanisław Mazur złożył list otwarty. Kiedyś podobne listy zamieszczał w mediach, teraz pisze bezpośrednio do urzędu, próbując przedstawić swoje zdanie. Tym razem nie zgadza się z artykułem opublikowanym w piśmie samorządowym, który oparty był na treści decyzji Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej o naliczonej karze w wysokości 463.358,46 zł plus odsetki ok. 142 tysięcy zł za program unijny Internet szansą rozwoju mieszkańców Gminy Miasta Pionki (program 8.3). Były wiceburmistrz uważa, że artykuł szkaluje jego osobę.

List Stanisława Mazura wpłynął w dniu sesji i przewodniczący Wojciech Maślanek odczytał go podczas posiedzenia. Burmistrz i radni chcieli dowiedzieć się czy będzie odczytywał tak skrupulatnie pisma od wszystkich mieszkańców, nawet jeśli wpłyną w ostatniej chwili. Niestety, odpowiedzi nie uzyskali. W trakcie odczytywania „listu” Stanisława Mazura na sali obecnych było tylko 6 radnych, a więc przewodniczący powinien przerwać obrady z powodu braku quorum, zgodnie z zapisem regulaminu, który później zacytował.

Czyta pan pismo, które dopiero dzisiaj do pana wpłynęło? – spytał burmistrz. – Dlatego, że pana doradca, pan Mazur do pana napisał? Będą sprawy różne to pan powie.

Przysłał do nas pismo przewodnie i list, i list, który, i prosił pan Stanisław Mazur o odczytanie i zapoznanie rady miasta Pionki – rozpoczął Wojciech Maślanek, bo wymianie zdań z burmistrzem. Włodzimierz Szałabaj poprosił o wyjaśnienie jaki charakter ma to pismo. – Panie radny Szałabaj, proszę w sprawach różnych, wrócimy do tematu. Odczytam, odczytam i w sprawach różnych wrócimy – ale w punkcie obrad Sprawy różne już nikt do „listu” byłego wiceburmistrza nie wracał, ponieważ Robert Kowalczyk odniósł się do niego bezpośrednio po odczytaniu treści. – Stanisław Mazur, Pionki, Radni Rady Miasta w Pionkach. W związku z ukazaniem się w piśmie samorządowym Nad Zagożdżonką, jak i w innych elektronicznych nośnikach informacji w sprawie realizowanego w ubiegłych latach programu unijnego Internet szansą rozwoju mieszkańców Gminy Miasta Pionki i powstałymi w związku z tym szeregiem niedomówień i przekłamań gdzie przejawia się i moje nazwisko zmuszony jestem wyjaśnić pewne kwestie – odczytał Wojciech Maślanek. – Sprawa jest niewątpliwie ważna, bo chodzi o zwrot niebagatelnej kwoty co obciąża obecnie budżet miasta. Według mojej wiedzy temat ten był też szeroko podnoszony przez radnych na różnych komisjach i spotkaniach. Z uwagi na to, że szereg nieprawdziwych danych przekazał burmistrz miasta w ostatnim wydaniu gazety samorządowej, więc do niego skierowałem list otwarty dementując nieprawdziwe zawarte w tym dane, jak i chciałem otworzyć pewne światło na kilka wątków związanych z realizacją tego projektu. Aby się nie powtarzać w wyjaśnieniu radnym powstałych nieprawdziwych informacji krążącym w przestrzeni medialnej uważam, że list otwarty skierowany do burmistrza będzie jednocześnie wyjaśnieniem dla radnych. W związku z powyższym zwracam się do pana przewodniczącego rady miasta aby podczas najbliższej sesji rady miasta zapoznał radnych i opinię publiczną z wyjaśnieniami skierowanymi do burmistrza miasta w formie tego listu otwartego. Kopia listu w załączeniu. W przypadku innych jeszcze niejasności z minionego okresu w tym czy innym temacie gotowy jestem zawsze udzielić informacji stosowanie do posiadanej wiedzy. Z poważaniem Stanisław Mazur.

Szanowni państwo odczytam teraz list. Po raz kolejny gazeta urzędowa nazywana pismem samorządowym Nad Zagożdżonką stała się tubą propagandową wykorzystywaną przez obecne władze gdzie na czoło wysuwa się przedstawienie pasma sukcesów głównie na tle inwestycji realizowanych za miliony złotych pozyskanych, pozyskane przez poprzednika. Chociaż i tak większość z realizowanych obecnie zadań może budzić szereg zapytań i wątpliwości w wielu aspektach ich realizacji. Niezależnie od tego odbywa się w niej oczernianie i stawianie w negatywnym świetle przed opinią mieszkańców wybranych sobie osób. Tym razem chodzi o wydanie 3/375 z miesiąca września br. i dotyczy to mojej osoby w art. zatytułowanym Regulujemy zaszłości zamieszczonym na stronie nr 13, a chodzi o realizację programu unijnego 8.3. Wszystkie poruszane tam wątki nie mają wiele wspólnego ze stanem faktycznym a rzeczywistość jest zgoła odmienna. Biorąc pod uwagę, że jest to gazeta/pismo wydane przez urząd miasta, więc to pan, jako burmistrz odpowiada za zamieszczone tam materiały lub jest nawet ich autorem. Podkreślić należy, że ma pan obecnie pełen dostęp do dokumentów akt osobowych itp. i przeinaczenie rzeczywistości nie godzi się aby do tak niskich zachowań mogła posuwać się osoba piastująca najwyższą funkcję publiczną w mieście i wykorzystując przy tym publiczne środki. Może być i jest to… Być może jest to temat zastępczy dla odwrócenia uwagi od smutnej rzeczywistości z jaką spotyka się lokalna społeczność od ostatnich wyborów samorządowych podczas których obiecywał pan złote góry i normalność, jednak rzeczywistość okazała się zgoła inna i przerosła chyba możliwości w zarządzaniu miastem. Może jest to też odwróceniem uwagi od powszechnej krytyki stosowanego na niespotykaną skalę nepotyzmu w całej rozciągłości struktur samorządowych i ciągle fundowanych mieszkańcom podwyżek cen, jak nie mediów, to wywozu śmieci. Na wstępie muszę zauważyć, że artykuł ten w Nad Zagożdżonce zawiera szereg insynuacji i przekłamań celowo kierunkowych pod adresem mojej osoby w sposób zamierzony i celowy, aby to jednoznacznie odebrane zostało przez czytelników, że to wyłącznie ja jestem odpowiedzialny za częściowy zwrot dotacji w związku z realizacją projektu unijnego. Kwota zwrotu jest niebagatelna, bo sięgająca 600 tys. zł wraz z odsetkami, więc temat dość medialny aby być może swoje wątpliwe sukcesy czy ich brak zniwelować na tle wyimaginowanych innych zawinień osób trzecich. Tu trafiono pod niewłaściwy adres. Prawdą jest, że z racji powierzonego mi stanowiska zastępcy burmistrza zajmowałem się wszelkimi inwestycjami miejskimi biorąc czynny udział od fazy projektowanej do wykonawstwa, jak i realizacją projektów unijnych w tym oczywiście Internet szansą rozwoju gminy miasta Pionki. Nigdy nie byłem biernym statystą jedynie dla upajania się przypisanym tytułem do zajmowanego stanowiska i czerpaniem z tego tytułu jedynie korzyści. Przechodząc więc do meritum sprawy i rzeczywistych faktów związanych z realizacją projektu 8.3 i powiązań z moją osobą wyjaśniam: realizacja tego projektu miała niejako dwa etapu. Pierwszy obejmował wiosnę 2014 przetarg na dostawę sprzętu komputerowego i uważam, że zawarte warunki dostaw w specyfikacji z wymaganą gwarancją producenta, bo to jest tematem, było zabezpieczeniem interesu gminy na wypadek, gdyby dostawca urządzeń zniknął w międzyczasie z rynku. Materiały przetargowe były złożone do jednostki wdrażającej i nikt nie miał żadnych zastrzeżeń. Podpisana została więc umowa. Dopiero w 2015 r. podczas kontroli znaleziono punkt zaczepienia w tej sprawie. Nikt z 5 oferentów nie składał zastrzeżeń i wszyscy ten warunek spełnili przy składaniu dokumentów przetargowych.

Minister Funduszy i Polityki Regionalnej w dniu 13 lipca 2020 r. wydał ostateczną decyzję w sprawie różnych odwołań w sprawie nałożonych na miasto Pionki kar za program 8.3: „12 maja 2015 r. Centrum Projektów Polska Cyfrowa przeprowadziła u Beneficjenta kontrolę ex-post umowy z dnia 14 kwietnia 2014 r. na kwotę 880 060,08 zł pn. „Dostawa sprzętu komputerowego do Centrum Animacji Społeczeństwa w Pionkach”, zawartej z Econnect Group Sp. z o.o.” – czytamy w uzasadnieniu do decyzji ministra i dalej: „W wyniku podjętych czynności CPPC stwierdziło naruszenie art.25 ust.1 ustawy prawo zamówień publicznych przy zawieraniu ww. umowy i nałożyło korektę finansową w wysokości 5%. W ocenie organu I instancji Beneficjent nie przeprowadził postępowania o udzielnie ww. zamówienia w sposób zapewniający zachowanie uczciwej konkurencji, równego traktowania wykonawców oraz w sposób przejrzysty zgodnie z wymogami prawa zamówień publicznych, ponieważ zamawiający w dokumencie „Opis przedmiotu zamówienia” wymagał od oferentów przedstawienia „gwarancji minimum 60 miesięcy, w tym co najmniej 36 m-cy gwarancji producenta door-to-door (wymagane dołączenie oświadczenia producenta). W ocenie organu I instancji poprzez wymaganie od oferentów ww. dokumentu zamawiający uzależnił udział w postępowaniu od dobrej woli osoby trzeciej, na którą w tym zakresie nikt nie mógł wywrzeć wpływu. Poprzez ustanowienie takiego wymogu Beneficjent dopuścił się naruszenia uczciwej konkurencji ponieważ ww. dokument nie jest niezbędny do przeprowadzenia postępowania zgodnie z art.25 ust.1 prawa zamówień publicznych”. Stanowisko CPPC ma poparcie w orzeczeniach Krajowej Izby Odwoławczej.

– To samo dotyczy budowy sieci światłowodowej, gdzie absolutnie nie było żadnych ograniczeń ilości oferentów gdyż i w tym przypadku chodziło o zabezpieczanie jakości urządzeń z najwyższej półki – przewodniczący rady kontynuował odczytywanie pisma Stanisława Mazura, który odnosił się do ostatecznej decyzji ministra od której odwołanie nie przysługuje i miasto musi oddać ponad 600 tys. zł. – Jednak nieprawdą jest, że cyt. z Nad Zagożdżonki „dokładnie tego samego dnia (zdania) jest Krajowa Izba Odwoławcza”. Jest to nieprawdą, bo Krajowa Izba Odwoławcza tego przypadku nie rozpatrywała i żadnego orzeczenia w tej sprawie nie wydała.

Tego konkretnego przypadku oczywiście KIO nie rozpatrywała, ale w dniu 31 maja 2010 r. wyraziła swoje stanowisko orzekając dokładnie to, na czym CPPC oparło swoją decyzję, czyli: „wymaganie od oferentów tego rodzaju dokumentów stanowi utrudnienie uczciwej konkurencji, a jednocześnie nie jest dokumentem niezbędnym do przeprowadzenia postępowania”. Orzeczenie KIO zacytował w uzasadnieniu decyzji ministra FiPR.

Jakieś przytoczone z 2010 r. orzeczenie kontrolujących nie mają nic wspólnego z sytuacją zaistniałą, a dotyczącą projektu 8.3 realizowanego w Pionkach – twierdzi Stanisław Mazur w swoim „liście”, krytykując zdanie ministra i dyrektora departamentu innowacji i rozwoju. – To właśnie Krajowa Izba Odwoławcza lub sąd administracyjny może wydać prawomocne i wiążące stanowisko w tej konkretnej sprawie. Biorąc pod uwagę ciągłość władzy, to pana rolą jest obecnie dochodzić przed sądem administracyjnym w imieniu miasta korzystnego rozstrzygnięcia w tym wywołanym sporze. Proponuję ze zrozumieniem podejść do decyzji wydanej w tej sprawie w lipcu tego roku przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej – a decyzja jest jednoznaczna: miasto musi oddać pieniądze za naruszenie przepisów prawa zamówień publicznych przy realizacji zamówienia na które Beneficjent otrzymał dofinansowanie ze środków unijnych. – Jest jednak i drugi temat naliczania, naliczenia kar i zwrotu ponad 400 tys. z tytułu nieterminowego wykonania zadań w 2014 r. jako drugi etap całego projektu 8.3, co też w tym artykule usiłuje się odpowiedzialność zrzucić na moją osobę jak wynika z jego treści. Pragnę więc wyjaśnić, że po wykonaniu pierwszego etapu tj. po wyposażeniu pracowni komputerowych w jednostkach oświatowych w drugiej połowie 2014 r. przystąpiono do budowy sieci światłowodowej z pełnym wyposażeniem w urządzenia sieciowe. W lipcu 2014 r. podpisana została umowa na realizacje drugiego etapu i przystąpiono do jego realizacji z terminem zakończenia do 20 listopada 2014 r. Rozpoczęte roboty budowy kilkunastu kilometrów sieci światłowodowych plus szereg urządzeń końcowych z doprowadzeniem do niemal wszystkich obiektów użyteczności publicznej przebiegały bez żadnych zakłóceń. Odbyło się to oczywiście pod moim nadzorem w imieniu burmistrza z pełnym udziałem pracowników urzędu wg określonych i przypisanych zakresów rzeczowych realizowanego projektu. Tu należy też podkreślić, że to nie ja byłem koordynatorem całości projektu z ramienia beneficjenta. W świetle zawartej umowy na dotację tych środków z władzą wdrażającą środki europejskie, więc tu też jest podana duża nieścisłość w gazecie Nad Zagożdżonką. Z dniem 30 września 2014 r. decyzją burmistrza miasta wysłany zostałem na długi, przymusowy urlop zaległy, chociaż do końca taka konieczność nie zachodziła, wbrew mojej woli, mając świadomość, że był to nieodpowiedni termin pod wieloma względami. Praktycznie moja rola w nadzorowaniu tego zadania, jak i pełnienia innych obowiązków z racji zajmowanego stanowiska, zakończyła się z dnia na dzień. Można nawet powiedzieć, że z godziny na godzinę. Tym samym odsunięty zostałem więc od zajmowania się i wykonywania wszelkich zadań w urzędzie. Praktycznie to z dniem 29 września 2014 r. zakończyła się też definitywnie moja praca w urzędzie miasta. Nie miałem już żadnego wpływu i dostępności do dokumentów urzędowych, a tym bardziej do podejmowania jakichkolwiek decyzji w tej, czy w innych sprawach. Do wyborów samorządowych przebywałem na przymusowym urlopie i następnie odwołany zostałem ze stanowiska przez nowego burmistrza. Nie miałem więc wpływu na realizację drugiego etapu zadania z programu 8.3 przez większy okres wykonywania robót, jak i rozliczenie tej umowy z wykonawcą. Nie mówiąc o rozliczeniu całego projektu z Cyfryzacja Polska, co przypadło dopiero na 2015 r. To, że realizacja projektu po moim odejściu potoczyła się tak, a nie inaczej nie mnie obecnie wnikać i analizować, przy czym powstałych nieprawidłowości gdyż mnie już fizycznie nie było i nie brałem w tym udziału z przyczyn od siebie niezależnych. Ponad to pragnę podkreślić, że nie było mi wiadome aby do ostatniego dnia mojej obecności w pracy ze strony zamawiającego, czyli urzędu miasta były jakiekolwiek zaniedbania i okoliczności wskazujące na niemożliwość dotrzymania terminu umownego przez wykonawcę. Wszystkie uzgodnienia i problemy z wykonawcą były na bieżąco rozwiązywane tak, aby nie było nawet dnia poślizgu. Także przewijająca się obecnie w dyskusji sprawa rzekomego oddelegowania informatyka do obsługi wyborów samorządowych w ogóle nie miała miejsca.

Jednak w decyzji Ministra Funduszy i Polityki Regionalnej wątek oddelegowania informatyka jest wyraźnie wyodrębniony, gdyż takiego argumentu użyto odwołując się od decyzji o nałożeniu kary. Zdaniem Organu I Instancji okoliczność oddelegowania informatyka do prac przy wyborach samorządowych i przesunięcie tym samym realizacji projektu, nie mogą zostać zakwalifikowane jako uzasadniona przyczyna przesunięcia terminu realizacji umowy, albowiem zapisy umowy mówią o okolicznościach niemożliwych do przewidzenia, do których wyborów samorządowych zaliczyć nie można. MFiPR podkreśla jednocześnie, że brak podpisania o czasie umów z mieszkańcami, którzy mieli dostać komputery stanowi jedynie o niestaranności w działaniu zamawiającego przy realizacji projektu. Ogłoszenie na dostawę 386 komputerów wraz z drukarkami pojawiło się na stronie BIP UM na początku sierpnia 2014 r.

Odnośnie otrzymanego wynagrodzenia w moim przypadku, co również jest podniesione w pana artykule w sposób wyolbrzymiony, wyjaśniam że otrzymywałem dodatek specjalny do wynagrodzenia podstawowego w wysokości 973 zł brutto miesięcznie przy rozszerzonych zadaniach, a nie jak wynika z pana artykułu prawie 25 tys. zł rocznie. Czy to pomyłka matematyczna, czy celowe mataczenie faktami? Ponadto dodatek ten pokrywany był z puli dotacji po to, aby nie obciążać funduszu płac urzędu i innych pracowników urzędu przy realizowanym, dotowanym wniosku były znaczne oszczędności i wszyscy pracownicy, około 8 osób, którzy brali udział nawet w minimalnym zakresie według przydzielonych zadań, mogli z tego skorzystać. Na takie wydatki była przewidziana określona część dotacji. Niewykorzystane środki należałoby zwrócić. Czy pan jako burmistrz nie wypłaca obecnie swoim podwładnym różnego rodzaju dodatki specjalne do pensji chociaż trudno byłoby w wielu przypadkach może doszukać się logicznego uzasadnienia. Jestem przekonany, że gdybym do końca realizacji robót projektu 8.3 miał możliwość nadzorowania tego zadania z rozliczeniem włącznie, to nie doszłoby do takiego finału aby powstało zagrożenie zwrotu przyznanych środków unijnych, tym bardziej dofinansowanych w 100% z zewnątrz, i tym bardziej, że w ich pozyskaniu w takiej wysokości był i mój jakiś skromny udział.

Z programu unijnego Internet szansą rozwoju skorzystały niemalże wszystkie gminy w Polsce. Aby otrzymać pieniądze wystarczyło złożyć wniosek.

Przez kilka lat realizacji różnych inwestycji w mieście, za kilkadziesiąt w sumie milionów zł, nigdy nie było sytuacji, aby miasto zwracało jakiekolwiek środki czy płaciło kary umowne w zakresie realizowanych zadań gminy, gdzie wiązało się to z moją odpowiedzialnością, moją decyzyjnością z racji pełnionej funkcji – odczytywał Wojciech Maślanek, a Robert Kowalczyk odnosząc się do „listu” Stanisława Mazura przedstawił wyrok sądu świadczący, że jednak miasto musiało zwrócić ok. 70 tys. zł za inwestycję prowadzoną w budynku Kasyna. – Jeśli jednak zaistniały sporadyczne, drobne nieporozumienia np. z wykonawcami, to ja brałem odpowiedzialność za wszystko i nigdy nie przerzucałem jej na podległych pracowników, gdy były nawet przesłanki wskazujące na odpowiedzialność innych. Jednak w odniesieniu do tego zadania, gdy mnie już praktycznie nie było w urzędzie, gdyż byłem pozbawiony czynnego świadczenia pracy i nie miałem żadnego wpływu na przebieg realizacji umowy, nie mogę za to podnosić odpowiedzialności. Ponad 6 lat nie jestem związany z urzędem i nie pozwolę sobie aby dalej przypisywano bezpodstawnie moje nazwisko do spraw niezawinionych. Być może zależy tu komuś na osiągnięciu własnych celów lub satysfakcji, a tym bardziej gdyby za tym stały osoby o wątpliwej swojej wiarygodności na forum publicznym.

Stanisław Mazur poczuł się urażony, że miasto ośmieliło się poinformować opinię publiczną o tym, że z kasy miasta oddało ponad 600 tys. zł za uchybienia przy realizacji projektu. Były wiceburmistrz zażądał sprostowania, choć nie przedstawił jego treści i nie wiadomo co właściwie ma ono zawierać. Zgodnie z art. 31a Prawo prasowe ust.6 „Tekst sprostowania nie może przekraczać dwukrotnej objętości fragmentu materiału prasowego, którego dotyczy, ani zajmować więcej niż dwukrotność czasu antenowego, jaki zajmował dany fragment przekazu”. List Stanisława Mazura zdecydowanie przekracza swoją objętością nie tylko fragmenty artykułu do których się odnosi, ale nawet całą jego treść.

W związku z zaistniałą sytuacją przedstawienia w negatywnym, nieprawdziwym świetle mojej osoby w piśmie urzędowym urzędu miasta nr 3/375 Nad Zagożdżonką żądam od pana sprostowania podanych publicznie nieprawdziwych informacji pod moim adresem poprzez uwzględnienie faktów jakie przedstawiłem w niniejszym liście. Sprostowania te proszę zamieścić w najbliższym wydaniu gazetowym i elektronicznym pisma Nad Zagożdżonką czcionką tej samej wielkości co ten szkalujący mnie artykuł. W przeciwnym razie będę zmuszony dochodzić naruszenia dóbr osobistych na drodze prawnej. Stanisław Mazur. Ile nas jest? 1, 2, 3, 4, 5, 6. Szanowni państwo zarządzam krótką przerwę, bo nie mamy quorum i nie możemy w tej chwili kontynuować.

Brak quorum

Właściwie przez dłuższy czas na sali nie było odpowiedniej liczby radnych. Aby obrady mogły być kontynuowane powinno być 8 osób, jednak przewodniczący zaczytany w „list” chyba nie zauważył tego drobnego szczegółu, a pozostali na sali radni nie zwrócili na to uwagi.

Chciałbym się odnieść do tej sytuacji, która wynikła 10 minut temu. Chciałbym zapoznać państwa radnych z §14 regulaminu rady miasta Pionki. Paragraf 14: w celu stwierdzenia quorum przewodniczący rady w trakcie obrad może zarządzić ponowne sprawdzenie listy obecności. Ust. 2: w przypadku braku quorum w trakcie posiedzenia przewodniczący rady przerywa obrady i wyznacza nowy termin posiedzenia na tej, w tej, tej samej sesji – odczytał Wojciech Maślanek swoje obowiązki radnym. Jednak nie zastosował się do regulaminu i nie przerwał odczytywania listu choć radnych ubywało. – Naprawdę proszę przestrzegać i stosować się do regulaminu. Panie burmistrzu wyjątkowo w moim punkcie (punkt obrad Informacja przewodniczącego) oddaję panu głos.

Kpina i żart z radnych i mieszkańców

Szanowni państwo radni, ale przede wszystkim drodzy mieszkańcy, bo to co się przed chwilą stało, to moim zdaniem zakrawa na jakąś kpinę i żart nie tylko z radnych, ale również z mieszkańców – stwierdził Robert Kowalczyk. – Artykuł jaki został zamieszczony w naszym piśmie samorządowym Nad Zagożdżonką dotyczy sprawy, która zapewne powinna zbulwersować wszystkich naszych mieszkańców, bo wszyscy zapłaciliśmy ponad 600 tys. zł za to, że ktoś może był na urlopie, może pracował przy wyborach, może czegoś nie dopatrzył, ale niestety pełnił bardzo ważną funkcję w tym mieście i był odpowiedzialny za realizację zadań inwestycyjnych i powinien te zadania wykonywać jak najlepiej z poszanowaniem każdego grosza, czy to jest grosz miejski, czy to jest grosz zdobyty z funduszy unijnych, czy skarbu państwa. Niestety tak się nie stało i miasto w tym roku musiało zapłacić ponad 600 tys. zł za to, że ktoś nie dopilnował spraw miasta, do czego był powołany. Decyzja ministra funduszy i polityki regionalnej, którą państwo dostaliście, mówi jasno dlaczego miastu zabrano 25% z tego projektu. Jasno mówi dlaczego zabrano. I to jest ponad 400 tys. i to są pieniądze z tego, co miasto uzyskało na ten projekt, przypomnę projekt Internet szansą rozwoju i 140 tys., które niedawno z panią skarbnik również musieliśmy zapłacić (…). Jeżeli nam się uda wygrać w postępowaniach, które wszczęliśmy, to i tak nam te pieniądze zwrócą, natomiast nam odsetki nie biegną. Staramy się to robić z panią skarbnik tak, żeby miasto jak najmniej na tym ucierpiało. Ale przecież jest prawomocna decyzja ministra FiPR, która mówi kto tutaj zawinił i co zrobił, i dostaliście to państwo. I dzisiaj czytacie list, bo ktoś się obruszył tym, co napisaliśmy w gazecie Nad Zagożdżonką. Chcę państwu powiedzieć, że dopełniliśmy wszelkiej staranności, zapoznając się ze wszelkimi dokumentami żeby ten artykuł był solidny, rzeczowy i dotarł do jak największej liczby naszych mieszkańców żeby pokazać jakie były błędy i niedociągnięcia w poprzednich latach.

Z satysfakcją wielką pan przewodniczący przeczytał list byłego wiceburmistrza miasta Pionki, który pisze, że nigdy nie było takich sytuacji jak ta. No to proszę bardzo. Wyrok w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej Sąd Okręgowy w Lublinie IX Wydział Gospodarczy z powództwa przedsiębiorcy. Jest to apelacja już od wyroku Sądu Rejonowego w Radomiu. Zasądza na rzecz przedsiębiorcy 69 tys. zł plus koszty za realizację zadania Centrum Aktywności Lokalnej w Pionkach. Tak się prowadziło inwestycje. Wyrok z 2013 r. Wpłata z końcem roku 2013 lub początkiem 2014. 69 tys. za niedociągnięcia w inwestycji i niezapłacenie przedsiębiorcy. A dzisiaj co robimy w CAL w Pionkach? Projektujemy dach nad CALem, bo kto nie dopilnował inwestycji. Dlaczego ten dach nie nadaje się do użytkowania? Możemy oczywiście się spierać, ale róbmy to mądrze i róbmy to tak żeby to nie było ze szkodą dla naszego miasta. Natomiast to, co pan przewodniczący tutaj dzisiaj zrobił, to jest wsadzanie kija w mrowisko, to jest szukanie konfliktów w radzie, to jest szukanie nie wiem czego. I co, chciałbym pan żeby z powrotem pan i pan Mazur na białym koniu wjechali do miasta? Ja myślę, że ani koń, ani oklejony Lublin – nic nie pomoże.

Czytelnikom, którzy nie wiedzą o jakim oklejonym Lublinie wspomniał burmistrz, wyjaśniamy, że chodzi o samochód dostawczy Daewoo Lublin widziany na ulicach miasta przed wyborami samorządowymi w 2018 r., który oklejony był materiałami przeciwko urzędującemu wówczas burmistrzowi. Kierowcą tego pojazdu był autor „listu”.

Wojciech Maślanek nie chciał odnieść się do słów Roberta Kowalczyka, stwierdzając, że odczytał list, bo taki jest jego obowiązek.

Prośbę spełniłem. Myślę, że wszyscy mogą sobie teraz przeanalizować i wyciągnąć wnioski – zakończył swoją wypowiedź przewodniczący. Radni na ten temat już rozmawiali podczas spotkania z burmistrzem na którym zostali zapoznani z treścią decyzji ministra, a Wojciech Maślanek poprosił aby burmistrz dostarczył kopię decyzji do biura rady żeby wszyscy radni mogli zapoznać się z jej uzasadnieniem. Na kilkunastu stronach zastępca dyrektora departamentu DIR wyjaśnia cały przebieg sprawy i proces kontrolny wraz z wnioskami. Minister podjął ostateczną decyzję w sprawie na mocy której miasto musiało oddać ponad 600 tys. zł z kasy miasta zarówno za realizację projektu przed wyborami samorządowymi w 2014 r., jak i za decyzje podjęte już po wyborach przez kolejne władze miejskie. W tym temacie odbędzie się jeszcze sprawa karna przeciwko dwóm osobom, którym postawiono zarzuty i sprawy dotyczące zwrotu pieniędzy.

Przeczytaj również

Komentarze