Maślanek: puste krzesła, no one aż straszyły

Maślanek: puste krzesła, no one aż straszyły

Radny Wojciech Maślanek lubi używać słów, które mają wprowadzać napięcie. Ciągle coś jest porażające, przerażające, straszne. Nawet przyłącze wody na Placu Konstytucji podobno straszy mieszkańców, a radnego straszyły puste krzesła na sesji 23 stycznia. Przy okazji radny Tomasz Łyżwa poinformował burmistrza, że ferie to są chyba dla uczniów, a nie dla pracowników.

Puste krzesła, to pokłosie nieobecności na sesji burmistrza i wiceburmistrz, skarbnik oraz mecenasa. To raptem 4 osoby, a ich nieobecność była przeraźliwa. Na sesji 14 grudnia brakowało aż 8 radnych, więc dobrze, że wśród nieobecnych był także radny Maślanek, bo inaczej byłby mocno poruszony makabrycznym widokiem upiornie wyglądających pustych krzeseł.

Panie burmistrzu, ja nie wierzę w, w zbieg okoliczności, że pod pana nieobecność jest pan na urlopie, oczywiście, ja rozumiem, że pan miał wcześniej zaplanowany, nie ma pani, nie ma pan, pani nie ma na sesji pana zastępczyni, nie ma pani skarbnik, nie ma pani sekretarz, a jeszcze chyba jest możliwość w, w, chyba, chyba przez pana upoważnieniem jakiegoś kierownika, żeby reprezentował organ wykonawczy na sesji rady miasta Pionki. Nie wiem również co się stało z panami mecenasami i z panem adwokatem, z panem radcą prawnym, no też te puste krzesła naprawdę no, no one aż straszyły, panie burmistrzu na tej sesji – stwierdził Wojciech Maślanek. I od razu trzeba wyjaśnić, że w urzędzie zatrudnionych jest dwóch panów do obsługi prawnej urzędu oraz jednostek podległych, a nie jak wynika z wypowiedzi radnego kilka osób, choć wielokrotnie już mówił o nad zatrudnieniu, które być może wynika z takiego mnożenia stanowisk.

Kiedy przewodniczący rady wyznaczył termin sesji na 23 stycznia, a zrobił to 19 stycznia, Robert Kowalczyk poinformował go tego samego dnia, że zaplanował sobie dużo wcześniej urlop wypoczynkowy i nie będzie mógł być obecny, co oczywiście nie stanowiło przeszkody, by sesję zwołać akurat na czas nieobecności. Radni kilkukrotnie podkreślali, że burmistrz jest nieobecny, nie mają komu zadać pytań, a nawet wypełnić porządku obrad, który w trzech punktach zawierał zapis „informacja burmistrza”.

Z pierwotnego porządku sesji wynikało, że radni zwołali ją po to, żeby dowiedzieć się czegoś od burmistrza i skarbnik miasta. Trudno jednak dowiedzieć się czegoś od osób, których w tym czasie nie ma, bo mają już od dłuższego czasu zaplanowane urlopy. Warto zaznaczyć, że 23 stycznia 2024 r. to czas ferii zimowych w naszym województwie. Po przebiegu sesji widać jednak, że radnym nie chodziło ani o spektakl komediowy, ani o dramat, tylko o zwykłą „ustawkę”, by zemścić się na burmistrzu za opóźnioną wypłatę diet. Jak to zrobić? Najlepiej wprowadzić do porządku nowy punkt i obniżyć burmistrzowi wynagrodzenie za pracę. Przecież tak naprawdę nie ma znaczenia, co ma do powiedzenia burmistrz Kowalczyk czy skarbnik Pietrus, ważne, żeby dokuczyć tak, aby odczuli to nie tylko burmistrz, ale również cała jego rodzina. Widać, że radnym Wioletcie Grzywacz, składającej projekt o obniżeniu wynagrodzenia burmistrzowi - przewodniczącej klubu PiS, radnej Annie Wierzyckiej, radnym Pawłowi Abramowiczowi, Krzysztofowi Bińkowskiemu, Pawłowi Kobylasowi, Wojciechowi Maślankowi, Stanisławowi Pacanowi i Tomaszowi Łyżwie, który najprawdopodobniej będzie kandydatem PiS na burmistrza  nie chodziło o żadne informacje, o dyskusję, tylko o to, żeby pokazać zazdrość, zawiść oraz że potrafią się porozumieć, aby zrobić innemu człowiekowi krzywdę. Ośmiu wyżej wymienionych radnych spotkało się na nadzwyczajnej sesji, aby podjąć tylko jedną uchwałę, dotyczącą osoby nieobecnej, nie czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia czy argumenty. Ośmiu radnych 23 stycznia 2024 r. przyszło na sesję, gdyż ustalili, że dokuczą burmistrzowi dwa miesiące przed wyborami, pozbawiając go do końca kadencji wynagrodzenia w wysokości 6.000 zł. Mogłoby to być śmieszne, gdyby nie było tragiczne. Pięć lat potrzebowało ośmiu radnych, aby zaoszczędzić w mieście 6.000 zł – oświadczył na początku wtorkowego posiedzenia burmistrz.

– Pan burmistrz powiedział w swoim wystąpieniu, że wniosek o obniżenie wynagrodzenia, to ustawka ośmiu radnych. Yyyy panie burmistrzu, na ten wniosek o obniżenie wynagrodzenia, to sobie pan zasłużył, no między innymi nie wykonując uchwał rady miasta. A chciałbym przypomnieć, że ferie, to chyba są dla uczniów, a nie dla pracowników – stwierdził radny Tomasz Łyżwa. – A poza tym ma pan zastępcę jak pan podkreślał, która no nie zostały określone obowiązki jej, ale powinna pana zastępować. Ma pan też podległych urzędników i jeśli pana z jakiś względów nie ma i jest pan nieobecny (jeśli kogoś nie ma, to znaczy, że jest nieobecny), no to przecież ma pan zastępcę, ma pan panią sekretarz, innych, no jak powiem jeszcze raz, to jest lekceważenie rady miasta i na ten wniosek pan sobie już od dłuższego czasu zapracował, teraz niech się pan temu nie dziwi.

Robert Kowalczyk w czasie ferii zimowych przebywał na wcześniej zaplanowanym urlopie wypoczynkowym, który zapewne zaplanował biorąc pod uwagę przerwę w nauce dla uczniów ze względu na swoje dzieci i wnuki, które ferie akurat miały. Niektórych radnych może to dziwić, ale są rodzice, którzy spędzają czas z dziećmi i nawet biorą z tej okazji urlopy w pracy.

Ostatnio burmistrz usłyszał od przewodniczącego, że jest tylko gościem na sesji, a teraz radny Łyżwa chce by podczas nieobecności burmistrza był ktoś na jego zastępstwo. Poza tym warto przypomnieć, że przewodniczący rady również ma swoich zastępców, ale na sesji 14 grudnia nieobecny radny Maślanek nawet nie poinformował jednego ze swoich zastępców o swojej absencji i Stanisław Pacan nie wiedział, czy ma poprowadzić sesję, czy czekać na przybycie Wojciecha Maślanka. Ale w Pionkach od dawna obowiązują podwójne standardy.

Natomiast panie burmistrzu chciałbym to podkreślić bardzo mocno, po pięciu, po ponad 5 latach jednak pan, pan, panie burmistrzu nie może zrozumieć albo przyjąć ustawy o samorządzie gminnym, że to rada gminy jest organem stanowiącym i organem kontrolnym czy to poprzez komisję rewizyjną, czy to radni osobiście mogą tą kontrolę sprawować. Również radni powinni panu radzić i pomagać, i to myślę robimy. Wszyscy. Cała 15-tka. Natomiast problem polega na tym, tak myślę, że pan tych podpowiedzi w rozwiązywaniu różnych ciężkich i trudnych spraw miejskich nie chce słuchać, nie chciał pan słuchać czy też nie brał pod w ogóle pod uwagę. Znam pana zasadę: nie po to idę do przodu, żeby się cofać. Słuszna, słuszna, odważna zasada panie burmistrzu, ale nie raz, ale nie raz trzeba i wypada, i wypada posłuchać innych, bo co 16 głów, 15 radnych plus pana głowa, to nie jedna. Złych panie burmistrzu ma pan doradców. Za yyy brak yyy wiedzy chyba merytorycznej bądź nonszalancję czy nieudolność pańskich podwładnych, panie burmistrzu, bo to przecież nie pan wydaje tych decyzji, pan nie pisze tych dokumentów, pan nie sprawdza, tylko ma pan od tego pracowników podległych. Panie burmistrzu, jeżeli, jeżeli pan nie wyciągnął konsekwencji z mojego ulubionego wydziału pana kierownika Dygasa, tylko jeszcze ten, ten kierownik, ten przepraszam ten wydział się rozrósł, no wszyscy wiemy ile osób tam zostało zatrudnionych, a prezes urzędu zamówień publicznych, których tu akurat w ogóle nie wspominane są te dokumenty, stwierdził jedno, we wszystkich kontrolach postępowania w sprawie zamówień publicznych powinny być, przynajmniej w tych głównych, powinien ich pan, co zrobić panie burmistrzu? Unieważnić. I to trzeba mocno podkreślić – kontynuował radny Maślanek, ale jak unieważnić przetargi, które zostały dawno temu rozstrzygnięte, a roboty wykonane.? Co dałoby więc realnie takie unieważnienie np. dot. budowy jakiejś ulicy? Rozbiórkę? Na czyj koszt? I jaki byłby skutek dla miasta i mieszkańców oprócz dodatkowo poniesionych kosztów, bo zapewne tego chciałby radny Maślanek mówiąc, że przetarg trzeba unieważnić. Można też unieważnić dla zasady i żadnych skutków fizycznych, tylko jaki to miałoby mieć sens? Tego radny nie wyjaśnił. – U-nie-waż-nić – i można byłoby np. unieważnić teraz przetarg na wykonanie Al. Jagiellońskiej, póki jest w trakcie realizacji, a więc przed zapłatą za wykonane roboty. Zapewne sprawa znalazłby swój finał w sądzie, ale burmistrz zawsze mógłby powiedzieć, że tak mu doradziła „głowa” przewodniczącego rady. – One były przeprowadzone z naruszeniem czy też złamaniem prawa, nieprzestrzeganiem procedur, od różnych błędów, od błahych po, tu akurat jest obszar tu radnej Grzywacz, nie będę wchodził, po naprawdę ciężkie. Ale panie burmistrzu no akurat koniec kadencji myślę, że akurat dzisiaj na sesji warto było, panie burmistrzu merytorycznie przedstawić i odnieść się do tych wszystkich kontroli zleconych przez rzecznika yyy postępowań dyscypliny finansów publicznych i odnieść się. Nie skorzystał pan, ja rozumiem panie burmistrzu, ma pan do tego prawo yyy myślę, że rada miasta Pionki i mieszkańcy wyciągną z tego odpowiednie wnioski.

Tylko te główne przetargi, które chciałby unieważnić przewodniczący są już przecież wykonane, rozliczone i służą mieszkańcom. I wbrew opinii jaka panuje wśród radnych, to naprawdę niewielka część społeczeństwa tak wnikliwie śledzi, gdzie burmistrz popełnił błąd. Straszenie naruszeniami prawa, które uprawiają radni przynajmniej od 2020 r. nie przyniosło za sobą żadnych skutków w postaci aresztowań, nakazów zapłaty, rozbiórki wykonanych inwestycji. „Dobry doradca” burmistrza, Wojciech Maślanek wiedzieć powinien, kiedy przetarg można unieważnić i jakie to może pociągnąć za sobą konsekwencje.

Przeczytaj również

Komentarze