Mieszkańcy nie chcą rozbudowy Soudal

Mieszkańcy nie chcą rozbudowy Soudal

250 osób podpisało petycję przeciwko sprzedaży działki firmie Soudal. Wśród przeciwników działkowcy oraz mieszkańcy posesji sąsiadujących z firmą. Dyrektor Soudal mówi, że chcą działkę kupić aby posprzątać i zrobić tam staw, ale mieszkańcy wolą dziką, zieloną enklawę oddzielającą ich od zabudowań przedsiębiorstwa. Soudal chce postawić kolejne budynki i zrobić w Pionkach centrum produkcyjne, a burmistrz od miesiąca rozmawia z inwestorem, który chce budować osiedle mieszkalne.

18 lipca odbyło się spotkanie radnych z przedstawicielami urzędu oraz firmy Soudal, o której burmistrz mówi „potencjalny inwestor”. Na spotkaniu obecni byli przedstawiciele mieszkańców, którzy są przeciwni rozbudowie firmy. Usłyszeli, że ich petycję podpisały osoby, które dziś zapytane nie będą potrafiły odpowiedzieć pod czym właściwie złożyły swój podpis. Atmosfera na spotkaniu była dość napięta i strony próbowały wzajemnie przekonywać się do swoich racji. Chyba bezskutecznie, bo stanowisko mieszkańców jest określone – nie chcą mieć za oknem zakładu chemicznego.

Spotkanie rozpoczął burmistrz opowiadając historię pojawienia się firmy oraz trudnościach jakie stwarzali przeciwnicy budowy zakładu. Działka, którą zainteresowany jest inwestor to teren nazywany zielenią nieurządzoną i położona jest tuż za ogrodzeniem firmy. Znajduje się na niej ciek wodny, drzewa i bagno. Inwestor chce ten teren kupić aby go uporządkować, wyciąć drzewa, posadzić nowe i zamiast cieku – wykonać staw.

Rada podjęła uchwałę o przystąpieniu do zmiany planu zagospodarowania przestrzennego (przyp. red. w dniu 17 października 2017 r.) w zakresie tej działki. Również inwestor zainteresowany inwestycją na tej działce podjął działania zmierzające do tego żeby uzyskać dla tej działki potencjalnej inwestycji zgodę na ujęcie jej w planie specjalnej strefy ekonomicznej. Mam świadomość, że w Pionkach mamy szczególne wyczulenie na ochronę środowiska. Mamy świadomość, że mamy już czas, jest okres przedwyborczy i zawsze przy jakichś tam inwestycjach pojawiają się ludzie zainteresowani tym żeby innych nastraszyć, przestraszyć, żeby im pokazać, że władze miasta nie reprezentują właściwie interesu publicznego. Ja przypomnę, że my dla interesu publicznego zawiesiliśmy działania zmierzające do rugowania jakichkolwiek inwestycji na terenie Pronitu w zakresie przetwórstwa wszelkiego rodzaju odpadów. To są działania, które często narażały mnie osobiście na bardzo potężną odpowiedzialność, ja przyjąłem na siebie taki ciężar odpowiedzialności w interesie publicznym. W okresie referendum, kiedy go organizowano, straszono ludzi inwestycjami na terenie Pronitu w zakresie słynnych kurników. Nie ma nic piękniejszego jak wystraszyć inwestorów, a Polska jest taka mała, że na pewno jak nie znajdą miejsca w Pionkach, to już nigdzie nie znajdą. I mamy już tego niestety nieciekawe przykłady, że inwestorzy niektórzy, którzy mieli olbrzymie plany inwestycyjne w Pionkach, zmieniają kierunek działań (…). Mówi się o tym, że każdy urząd powinien być otwarty i życzliwy, przyjazny, pomagać inwestorom, różnie to bywa. W naszym mieście dla niektórych sfer, tak to powiem, uchodzi za dyshonor jak burmistrz stara się reprezentować interes publiczny pomagając przedsiębiorcom, to zaraz się pojawiają insynuacje, że to jest pewnie jakiś nieczysty interes, pewnie to burmistrz ma jakieś osobiste korzyści, takie nawet na radzie miasta padały hasła. Obrzydliwe.

Romuald Zawodnik mówił, że nawet rząd RP nie potrafi tak dbać o interes gospodarczy jak robią to kraje zachodnie, które wspierają swoje koncerny, potężne zakłady i swój interes gospodarczy, by kształtować rozwój gospodarczy swoich państw.

Firma Soudal pojawiła się w Pionkach w mojej poprzedniej kadencji na działce, która nie wzbudzała niczyjego zainteresowania, bo było to wysypisko śmieci nielegalne, które musieliśmy oczyścić. I przypomnę, że wtedy, tutaj byli radni szczególnie zainteresowani, musiałem wielokrotnie w prokuraturze zeznawać. Mierzono piasek, ważono ilości przesiewanego piasku, mierzono dół żeby wskazywać jakąś odpowiedzialność karną. Śmiałem się, że na policji w Radomiu powinienem sobie szafkę wstawić żebym tych dokumentów nie musiał nosić i żeby one sobie tam spoczywały w spokoju. Pisano pisma do ministerstwa przemysłu ówczesnego po to żeby zablokować inwestycję Soudala. Straszono ludzi, że będzie to oczywiście zakład, który będzie kopcił, smrodził, zatruwał powietrze, miał negatywny wpływ i stanowił zagrożenie dla otoczenia. Zakład ten funkcjonuje, wpisał się w panoramę życia miasta od wielu lat. Uchodzi za zakład bardzo nowoczesny będący chlubą, wizytówką podczas wizyt również zagranicznych. Daje stabilne zatrudnienie. Pracownicy są zadowoleni ponieważ nie ma żadnych zaległości w płatnościach, różne bonusy dla pracowników. Mają poczucie takiego stabilnego poczucia bezpieczeństwa również socjalnego pracując w tym zakładzie. Nie ma wątpliwości, że na mapie zagrożeń są czerwonym punktem, ponieważ mamy takie dwa zakłady, ewentualne zagrożenie na dużą skalę, to jest właśnie zakład Soudal i zakład Mesko (…). W momencie, kiedy zbliża się jakby finał wysiłków Soudala po to żeby… Powiedzmy sobie szczerze, ten koncern to jest firma, która ma w wielu krajach swoje udziały, też ma możliwości inwestycji w innych miejscach niż Pionki. Więc musimy sobie zadać pytanie czy jesteśmy zainteresowani tym żeby pomagać, czy mamy poczucie jakichś niebezpieczeństwa, zagrożeń które warto wyjaśnić po to żeby rozwiać jakieś poczucie niepokoju, czy jakieś poczucie zagrożenia.

Poczucie niedostatku pewnej przyzwoitości

Ja odczuwam takie poczucie niedostatku pewnej przyzwoitości. O co chodzi? Mianowicie uważam, że jeżeli ktoś jest zaniepokojony jakimikolwiek informacjami, podejrzeniami, że coś może być nie tak, to powinien najpierw starać się pozyskać wiedzę i informację, a dopiero potem wzbudzać niepokój publiczny. Chodzenie i zbieranie podpisów, niepokojenie ludzi w momencie, kiedy się nie rozmawia z inwestorem, nie wyjaśnia się kwestii które jak się okazuje w wielu przypadkach są kłamstwem uderzającym w dobre imię przedsiębiorcy jest wysoce niestosowne. Tak jak chciałbym, ale to się nie doczekam żeby ci, którzy pisali kilka lat temu do ministra, tak samo zbierali podpisy lat temu 10 żeby zablokować inwestycje Soudala czy są w stanie przyznać się do tego i powiedzieć myliłem się, myliłem się i przepraszam – mówił Zawodnik. – To tak gwoli przyzwoitości.

Faktycznie, ogromnym nietaktem jest i brakiem elementarnej przyzwoitości opowiadanie o kimś niesprawdzonych, niepotwierdzonych, a przede wszystkim nieprawdziwych rzeczy. My ze strony Romualda Zawodnika wielokrotnie słyszeliśmy różne oszczerstwa i pomówienia, ale do tej pory nie doczekaliśmy się nawet słowa sprostowania. Ileż to insynuacji skierował pod adresem redakcji opierając się na plotkach, domysłach i często wymyślonych historiach. Żądając od kogoś przyzwoitości, trzeba też samemu zachowywać się przyzwoicie.

Studium zagospodarowania, a plan zagospodarowania

Głos zabrał Zbigniew Belowski mówiąc o tym, że faktycznie rada podjęła decyzję o konieczności zmiany zapisów planów zagospodarowania przestrzennego miasta. Zdaniem przewodniczącego punktem wyjściowym do sporządzenia takiego dokumentu nie jest to, że nagle coś komuś wyskoczyło, pojawił się ktoś kto chce zainwestować, ale spojrzenie szeroko na całe zagadnienie. Uchwała, która miała wprowadzić zapis zmieniający zagospodarowanie działki, którą zainteresowana jest firma Soudal, zwierała również zmiany przeznaczenia innych działek. Belowski mówił, o działce przy ul. Radomskiej, kiedy to radni zostali poinformowani, że trzeba zmienić zapis o przeznaczeniu, bo firma, która kupiła działkę na terenie Pronitu chce tylko wybudować sobie dojazd, czyli odlesić na szerokości 15 metrów, a w konsekwencji z mapy miasta zniknął bezpowrotnie pas zieleni na którym rosły kilkudziesięcioletnie drzewa na szerokości 50 m. Urzędniczka tłumaczyła, że skoro przedsiębiorca kupił działkę, jest jej pełnoprawnym właścicielem to nie musi już pytać o zgodę na wycinkę drzew w urzędzie miasta, ale zwraca się z tym do Lasów Państwowych. Już na wcześniejszych komisjach była mowa, że sprzedając tak działki zalesione z terenu miasta poznikają wartościowe drzewa. W przypadku działki przy ul. Wspólnej pojawia się ten sam problem. Inwestor tłumaczył, że drzewa tam rosnące są stare i wkrótce same pousychają, a oni je wytną, posadzą nowe, zagospodarują ten teren. Nie będą na nim stawiać żadnych magazynów, choć taka informacja pojawiła się wśród mieszkańców, ale dyrektor firmy twierdzi, że to nieprawda, bo owszem, powstaną magazyny, ale na terenie, który już dzisiaj do nich należy, a ten który zamierzają kupić chcą chronić. Przy okazji poinformował zebranych, że mieszkańcy sąsiadujący z firmą zrobili sobie śmietnik z tego miejsca i choć nie wyrzucają tam odpadów z domów, to są tam puste butelki, a cały ciek jest skażony i grozi niebezpieczeństwem ekologicznym. W tej chwili jest to teren należący do miasta i jeżeli faktycznie jest to prawda, a powtórzył to również Romuald Zawodnik, to służby miejskie mają problem.

Na takich spotkaniach pojawia się problem z definicją studium zagospodarowania przestrzennego, a miejscowym planem zagospodarowania. Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego jest dokumentem planistycznym określającym politykę zagospodarowania przestrzennego miasta dla jej całego obszaru. Natomiast miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego odnosi się do mniejszych obszarów i dokładnie określa sposób ich zagospodarowania. Studium to jeden dokument, a planów może być kilka, bo miasto Pionki, ale też inne miasta i gminy, jest podzielane na kilka obszarów. Nie dla każdego obszaru istnieje plan zagospodarowania, a samo studium właśnie jest w trakcie tworzenia.

Nie mamy planów miejscowych dla całego miasta – mówił Zawodnik. – Stopniowo je uzupełniamy. Dotyczy to 5 fragmentów Pronitu. W tej chwili przystąpiliśmy np. do opracowywania szczegółowego planu zagospodarowania dla działek między ul. Partyzantów, ul. Aleje Lipowe, ul. Królewską i ul. Chemiczną.

Nie można budować typowo

Dyrektor Soudal Tomasz Osiński wraz z Jackiem Malczewskim, projektantem zajmującym się przygotowaniem koncepcji zagospodarowania terenu firmy, opowiedzieli o samej firmie, jej początkach, działalności na rzecz lokalnej społeczności, o zatrudnionych 114 pracownikach z czego 70% stanowią kobiety, 70% wszystkich zatrudnionych to załoga, która pracuje w firmie od momentu jej powstania na terenie Pionek. Była też mowa o gazach sprężonych wykorzystywanych w produkcji, które mogą stanowić zagrożenie i dlatego firma wpisana jest w rejestry jako ta o wysokim ryzyku powstania poważnej awarii przemysłowej. Soudal przez 10 lat istnienia na lokalnym rynku wpłacił do kasy miasta ok. 4,2 mln zł, które zdaniem dyrektora zostały wykorzystane na inwestycje miejskie, rozbudowę oraz „kwestie socjalne”.

Nie ma nic szkodliwego w naszej produkcji, nie ma substancji toksycznych, nie ma substancji niebezpiecznych chemicznie – mówił dyrektor, a jedyne czego mogą obawiać się mieszkańcy, to właśnie mieszaniny gazów sprężonych, ale są one podobno tak samo niebezpieczne jak stacje paliw na terenie miasta, które znajdują się w pobliżu bloków mieszkalnych czy instytucji. – Zakład nasz jest postrzegany jako zakład chemiczny, natomiast z chemią mamy tyle wspólnego, że mieszamy, komponujemy różne składniki, które w wyniku tego mieszania dają finalny produkt (…). Każdy biznes powinien przynosić zyski i nasza produkcja te zyski zapewnia. Ale oprócz zysków są też i koszty. I podstawowym kosztem jaki nasza firma ponosi to są podatki, również do miasta (…). Jesteśmy firmą, która daje możliwość łatwiejszego funkcjonowania miasta niż gdyby takich podmiotów nie było. Dzisiaj podatki są związane z powierzchniami, które eksploatujemy, bo jest to ok. 8 000 m² budynku i prawie 4,5 ha gruntu. Ten teren chcielibyśmy rozbudować, chcielibyśmy rozwinąć przenosząc część produkcji z innych naszych lokalizacji właśnie do Pionek po to, żeby mieć jedno centrum produkcyjne, jedno centrum magazynowe i ograniczyć w ten sposób zarówno koszty funkcjonowania, jak i koszty logistyczne. Dzisiejsze powierzchnie chcielibyśmy rozbudować o jeszcze 12 000 m² (…). Soudal to także inwestycje w środowisko. Już na poziomie pierwszego zakładu przygotowaliśmy już bardzo systemy chroniące zarówno środowisko, jak i zapewniające bezpieczeństwo funkcjonowania w tym szczególnie mocno rozwinięty system przeciwpożarowy (…). Dzisiaj rozmawiamy o koncepcji rozbudowy firmy. To jest jedna z wielu możliwości i już na tym poziomie, kiedy my jeszcze nie podjęliśmy decyzji o tym czy będziemy dalej w Pionkach wydawać pieniądze już zaczynają się protesty. Wydaje mi się, że jest po spowodowane informacjami, które nie do końca są podparte jakimiś racjonalnymi przykładami albo brakiem informacji i tworzeniem sobie wizji, które przekazywane z ust do ust rosną do jakiejś katastrofalnej wizji firmy, która będzie stanowiła przyszłą bombę ekologiczną albo miejsce szczególnego zagrożenia. Ja chętnie odpowiem na pytania, ale muszę je usłyszeć. Ja dzisiaj tylko słyszę, że chodzą osoby, zbierają podpisy, są zaniepokojone, nie chcą fabryki. Tylko pytanie czego tak naprawdę nie chcą te osoby? Bo to co my chcemy zrobić w niewielkim stopniu zmieni obecny kształt oraz formę naszego funkcjonowania. Zwiększy się być może skala, ale zakładamy rozbudowę w miejscu, które dzisiaj jest terenem totalnie nieatrakcyjnym. Jest bagno, śmietnisko. Teren, który nie nadaje się dla typowego inwestora do zagospodarowania. Zleciłem wykonanie opinii geotechnicznej i tam tak naprawdę nie ma na czym budować. Jest to miejsce jedyne, które możemy jeszcze przeznaczyć na rozbudowę. Nie mogę tam budować typowo, tak jak pan Kowalski, który zleca firmie wykonanie fundamentów i stawia budynek. Żeby móc tam budować teren nośny jest tam na 14 metrach.

Jestem u siebie i nie wyłączę telefonu

Do dyskusji wtrącił się jeden z mieszkańców sąsiadujących z fabryką, właściciel firmy zatrudniającej ok. 50 osób. Chciał wiedzieć dlaczego w takim razie Soudal chce budować na tym terenie skoro dyrektor mówi, że tam nie ma gdzie budować.

Uprzejmie pana proszę, każdy będzie mówił po kolei. Nie będziemy sobie wchodzić w słowa – zwrócił uwagę mieszkańcowi burmistrz. Na prośbę aby Romuald Zawodnik wyłączył telefon, który dzwonił co jakiś czas i przeszkadzał w rozmowie, odpowiedział: – Jestem u siebie. Jestem w godzinach pracy służbowej. Ja muszę odbierać telefony, które są istotne dla funkcji, którą sprawuję. Jeżeli panu to przeszkadza, to bardzo mi przykro. Nie wyłączę. Przed chwilą dzwonił jeden wykonawca, drugi wykonawca. Ja się spotykam do 21-szej. I zasada jest jeszcze taka, że jak ja jestem u kogoś, to najwyżej proszę o coś, a nie próbuję dyktować komuś. Co by nie powiedzieć, na prośbę radnych, pani burmistrz mi przekazała, że ja jestem organizatorem tego spotkania i dlatego zasady tej rozmowy, spotkania, może ktoś być nieusatysfakcjonowany, to je powtórzymy, zmienimy, ale uprzejmie proszę o to żebyśmy rozmawiali tak jak trzeba, a nie jak przekupki na targu, czyli nie wchodzimy sobie w słowo, nie dogadujemy sobie, bo to nie jest element kultury, a mam nadzieję, że pan też jest na takim poziomie, że będziemy rozmawiać tak jak trzeba.

Firma planuje rozbudowę od dawna

Dyrektor Osiński mówił, że już ponad rok temu spotkał się z mieszkańcem, który wtrącił się dyskusji i próbował go przekonać co do słuszności planów rozbudowy. Inny przedsiębiorca, również mieszkaniec terenu sąsiadującego z Soudal, mówił o tym, że jakiś czas temu wystąpił do miasta z propozycją zakupu działki na której znajduje się teren zielony. Otrzymał odpowiedź negatywną z uzasadnieniem, że teren nie może zostać sprzedany gdyż jest to obszar Natura 2000 i znajdują się tam cieki wodne.

W dniu dzisiejszym zastanawiam się dlaczego Soudal może wykupić, a ja, jako prywatny przedsiębiorca mam zakaz?

Jeżeli to było 6 lat temu, to państwo macie świadomość, że to nie ten burmistrz – odpowiedział Zawodnik. – Ja na ten temat nie wiem. Mogę zbadać jakie były przesłanki, dokumenty, bo ja ich nie wydawałem i decyzji nie podejmowałem.

W dniu dzisiejszym również jestem chętny zakupić ten grunt. Tak samo jak Soudal, pewnie znajdą się i inni chętni. W dniu dzisiejszym jestem w stanie wyłożyć pieniądze na zakup.

Burmistrz odpowiedział, że w Pionkach nie sprzedaje się gruntów na zasadach preferencyjnych. Ogłoszony zostanie przetarg na zakup i wszyscy chętni będą mogli wziąć w nim udział.

Danuta Zygadło wyjaśniła, że za zgodą radnych, przedsiębiorca może wykupić nieruchomość bez przetargu jeżeli dzierżawi ją 10 lat.

I jeszcze kiedy jest nieruchomość w strefie, kiedy jest na polepszenie i nie stanowi samodzielnej działki, czyli na polepszenie warunków bez przetargu. I w przypadku, kiedy nieruchomość jest w strefie jest to przetarg ograniczony dla podmiotów działających w strefie.

Ze słów kierowniczki Wydziału Gospodarowania Mieniem Gminy wynika, że firma Soudal może być jedynym podmiotem dopuszczonym do zakupu działki. Burmistrz zakomunikował, że każdy przedsiębiorca ma prawo do jednakowego traktowania.

Jeżeli państwo chcecie zainwestować w strefie ekonomicznej, to uprzejmie informuję, że inwestor, który ma działkę w strefie ekonomicznej akurat ogłosił chęć jej sprzedaży w mieście Pionki. Uprzejmie proszę zainwestować, kupcie tę działkę, zainwestujcie i tak samo będziecie zwolnieni (przyp. red. z podatku dochodowego). Takie są zasady.

Tomasz Osiński dopowiedział, że inni przedsiębiorcy mogą wystąpić o przyłączenie do specjalnej strefy ekonomicznej i uzyskać pozwolenie na działalność.

To nie jest wiedza tajemna – mówił. I faktycznie SSE to specjalne obszary rozsiane po całej Polsce, w których przedsiębiorcy mogą prowadzić swój biznes na preferencyjnych zasadach i korzystać ze zwolnień z podatku dochodowego wygenerowanego z działalności w strefie. Rząd tworzy tego typu strefy, by przyciągnąć do Polski inwestorów. Prezydent podpisał już ustawę, która kładzie kres SSE. Teraz cały kraj, a nie jak dotąd 0,08% powierzchni, to specjalne strefy. Dotychczasowe SSE, choć przez 24 lata przyniosły pozytywne skutki, to jednak okazały się niewystarczającym instrumentem oddziaływania na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Godzina dyskusji bez poznania koncepcji

Po blisko 60 minutach coraz bardziej nerwowej dyskusji, projektant Jacek Malczewski wreszcie zaproponował przedstawienie koncepcji jaką przygotował, ale z omówieniem rysunku musiał jeszcze poczekać.

W tej chwili zaczyna się przepychanka. Nie chcemy się kłócić z nikim. Chcemy przedstawić nasze problemy, wysłuchać ewentualnych kontrargumentów, przedstawić argumenty, które naszym zdaniem są właśnie dla społeczności bardzo atrakcyjne.

Projektant zatrudniony do sporządzenia planów zagospodarowania oraz wykonania studium zagospodarowania wyjaśnił, że kiedy jego firma otrzymała zlecenie od urzędu na wykonania planu, okazało się, że są pewne nieścisłości.

Rada pozostawiła te nieścisłości jako pretekst do ewentualnego uchylenia planów, gdyby on został opracowany. Gdyby nie to, to dalej byśmy procedowali ten plan normalnym trybem. Zostałyby zebrane wnioski od mieszkańców, od organów uzgadniających i opiniujących, byłyby najpierw rozpatrzone przez burmistrza, sporządzony by został projekt planu z kompletnymi zapisami, czyli wszyscy mogliby się dowiedzieć co faktycznie jest w planie zapisane (…). Uchwałą o przystąpieniu do planu jest objęty tylko fragment, gdzie nie ma jeszcze w tej chwili zakładu Soudal tylko jest dopiero zainteresowany zakupem tej działki. Tam nie może zostać zlokalizowane żadne przedsięwzięcie, bo inaczej plan nie zostałby uzgodniony i nie mógłby dalej być procedowany. Więc jeżeli nawet Soudal ma jakieś plany związane z tym żeby tam lokalizować jakieś przedsięwzięcia, to nie będzie to możliwe.

Soudal nie chce na bagnie niczego lokalizować. Chce rozwijać swoją firmę na terenie którym dysponuje dzisiaj, a działkę chce kupić żeby zrobić tam porządek. Zdaniem projektanta, ten brak możliwości wpisania w planie zagospodarowania inwestycji grożącej awarią przemysłową powinna na tym etapie zakończyć jakąkolwiek dyskusję na ten temat. Ale mieszkańcy chcą dyskutować, bo nie zgadzają się z tym, aby firma rozbudowała swoją fabrykę w odległości raptem 30 metrów od ich okien. Owszem, teren zielony pozostanie terenem zielonym, ale zniknie strefa trawników na terenie zakładu oraz parkingi, a fabryka przybliży się do zabudowań mieszkalnych. Nikt nie chce mieć widoku na ścianę zakładu.

To wy przyszliście do nas, a nie my do was – argumentują mieszkańcy, którzy od dziesiątek lat mieszkają w tej okolicy. Nie chcą wycinki drzew, która naturalnie osłania ich od dwóch firm zlokalizowanych przy ul. Wspólnej. – Te firmy są na górce i wszystkie zanieczyszczenia z wiatrami od zachodu będą przenosiły się na nasze posesje. Państwo macie bardzo piękne plany na ten teren.

Osiński porównał chęć zakupu tego terenu do zakupu używanego samochodu przy zakupie którego nikt nie chce się na inwestycji przejechać. Dlatego właśnie przygotowali koncepcję zagospodarowania działki, która dzisiaj jest oznaczona na planach jako zieleń nieurządzona, a Soudal sprawdza co może dzisiaj nabyć od miasta.

Gotowy plan zostaje wyłożony do publicznej oceny i wtedy wszyscy obywatele mają prawo zgłosić do niego uwagi – kontynuował projektant zatrudniony w UM. – Uwagi są rozpatrywane przez burmistrza. Jeżeli burmistrz nie uwzględni tych uwag, pani uwagi, że pani chce żeby tam był teren zielony, jeżeli burmistrz tego nie uwzględni, to plan, który jest przedkładany radzie miasta musi być poprzedzony uchwałą, znaczy głosowaniem przez radnych, którzy podtrzymują lub odrzucają rozstrzygnięcie burmistrza w sprawie nieuwzględnienia pani uwagi. I to radni będą decydować czy ten plan zostanie w końcu uchwalony, czy nie zostanie uchwalony.

Nowe osiedle w Pionkach

Romuald Zawodnik mówił o problemach związanych z nieaktualnym studium zagospodarowania, czyli planem dotyczącym zagospodarowania przestrzennego całego miasta.

Fragmenty miasta poddajemy procedurze opracowania planu miejscowego bądź zmiany planu zagospodarowania miejscowego stosownie do potrzeb, które się pojawiają. Bo jeżeli pojawia się inwestor, który na danej działce coś chce wybudować i np. ja od miesiąca w sposób bardzo intensywny pracuję z inwestorem, który chce wybudować osiedle w mieście i szuka działki, gdzie wolno wybudować osiedle z blokami dwu czy trzypiętrowymi. Jeżeli nie ma takiego miejsca, a my jako społeczność jesteśmy zainteresowani tym żeby liczba mieszkańców w mieście się zmieniała, bo tu pan dyrektor nie powiedział o jednej rzeczy, że oprócz podatków, które wpływają do nas z nieruchomości, pół miliona to jest jedna lub dwie solidne ulice, no chyba, że jest niestety jeszcze deszczówka, to nawet i tego nie starczy. Natomiast oprócz tego miasto ma dochody potężne z PITu, to znaczy z podatków, które każdy z nas płaci. Dotyczy to oczywiście mieszkańców, którzy mieszkają w danej gminie. Tu mamy problem dlatego, że coraz więcej mieszkańców nawet z miasta Pionki buduje swoje domy w gminie Pionki, więc nawet jak taka osoba pracuje w Soudalu, to podatek PIT płaci gminie Pionki. Dlatego jesteśmy zainteresowani żeby w naszym mieście były nie tylko inwestycje z których mamy podatek z nieruchomości, ale również żeby coraz więcej mieszkańców miasta Pionki przybywało w wieku produkcyjnym dlatego, że ich PIT bez względu na to czy pracują w Warszawie czy w Pionkach, zasila budżet naszego miasta.

Radny Stanisław Pacan mówił o tym, że mamy konflikt interesu, bo z jednej strony mamy zakład produkcyjny, a z drugiej całe osiedle mieszkańców, którzy są podatnikami i którzy chcą bezpiecznie mieszkać w swoich domach.

– Ten zakład od tego osiedla oddziela jakaś enklawa tej zieleni, która w tej chwili jest planowana pod wycinkę i zbliżenie się zakładu pod okna mieszkańców (…). Może mi ktoś teraz zarzucać, ale podjęliśmy tę uchwałę w październiku, bo była to zbitka trzech różnych elementów (przyp. red. działki przy ul. Wspólnej, działki przy ul. Radomskiej oraz działki przy ul. Garszwo gdzie miało powstać schronisko na miarę XXI wieku). Kto wtedy panie burmistrzu wstał i powiedział: ja zanim tę uchwałę napisałem, to już z Soudalem rozmawiałem, że oni chcą tę działkę kupić i dlatego chcemy ten teren przekształcić z terenów zielonych pod przemysłowe i Soudal się rozbuduje? Nikt nie wstał i nikt tego nie powiedział. Uczciwie można było nas poinformować i wtedy moglibyśmy w ogóle rozmawiać o tym czy ten teren przekształcać w teren przemysłowy, i dzisiaj nie byłoby żadnej rozmowy. Tamta uchwała też miała nie być pewna, pani Danusia mówiła, że to wstępna uchwała, a dzisiaj co mamy? Wycięty las i nic nie możemy z tym zrobić. Teraz to samo, niby wstępna uchwała, a Soudal ma już gotowe plany, wydali na to pieniądze i co zrobimy? Mam żal do pana, panie burmistrzu, do pracowników, ja się do tego przyznaję, że zostałem wprowadzony w błąd.

Ponieważ burmistrz nie życzył sobie aby ktokolwiek przerywał mu wypowiedzi, sam nie stosował się do swoich zasad i radny Pacan zwrócił mu uwagę, ale bezskutecznie:

Proszę przynieść mi te uchwały z uzasadnieniem i pokażę panu, żeby mi pan nie mówił, że został wprowadzony w błąd. Rada nie była w żaden błąd wprowadzana. Ja sobie nie życzę tego. Nie wchodzę w słowo, ale proszę mi przynieść te dokumenty.

Dyrektor Soudal stwierdził, że nie „ugadał” się z burmistrzem w tej sprawie, a są jedynie zainteresowani rozbudową. Nikt im terenu nie obiecał i będą startowali w przetargu.

Ja uważam, i jest to moje prywatne zadanie, że zanim pan burmistrz położył nam uchwałę, to prawdopodobnie byliście już dogadani – twierdził radny.

Obydwaj panowie, Osiński i Zawodnik stwierdzili, że radny ich pomawia. A burmistrz przekrzykując radnego mówił, że stanowisko radnego Pacana wynika z okresu przedwyborczego.

To proszę mnie tu nie wciskać w jakieś niedoinformowanie, w ukrywanie, bo pan mnie pomawia w ten sposób, a ja udowodnię panu, że pan wiedział! Jak pan nie chciał wiedzieć, to i dzisiaj pan nie może wiedzieć.

Radny Pacan chciał coś dodać, ale zaraz został zakrzyczany żeby nie przeszkadzał, bo burmistrz mu nie przerywał wypowiedzi, choć akurat głos miał właśnie radny, któremu burmistrz przerwał.

Proszę nie pomawiać mnie, moich urzędników, że pan był wprowadzany w błąd. Czytam! To ja czytam! – krzyczał Romuald Zawodnik. – Jak pan nie ma, to ja mam dwie pary okularów, używam, pożyczę panu obie naraz! Mam akurat nie te do czytania, ale odczytam. Ja odczytam, bo to pan miał przed oczami, a pan kłamie! Ja przeczytam i każdy osądzi czy był pan doinformowany czy nie! Proszę posłuchać.

Faktycznie burmistrz oczytał ten fragment uzasadnienia uchwały, który stanowił o konieczności zmiany planu dotyczącego tej konkretnej działki: część działki1461/210 będąca przedmiotem opracowania oznaczona jest symbolem ZN w celu zagospodarowania tego terenu uwolnienia go pod inwestycje, konieczne jest opracowanie nowego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Z uwagi na sąsiedztwo terenów przemysłowo-usługowych teren ma znaczny potencjał rozwojowy, który powinien być wsparty ustaleniami planu.

Jeżeli to jest dla pana niedoinformowanie lub jest to niejasne, to jeszcze trzy razy to przeczytam – mówił Zawodnik do radnego Pacana. – Nikt z nikim nie jest ugadany. Miasto po zmianie planu może, nie musi, przeznaczyć tą działkę do sprzedaży i każdy zainteresowany może ją nabyć pod inwestycję.

Panowie nie mogli dojść do porozumienia w kwestii tego, dlaczego Soudal ma już kolejną gotową koncepcję na tę działkę. Skoro miasto nie chce jej sprzedać, to skąd plany firmy na to co chce tam zrobić? W odpowiedzi padło, że koncepcja nie jest planem, bo nikt nie może zrobić planu zagospodarowania terenu, który do niego nie należy, a ta konkretna koncepcja jest drugą wersją, ale później okazało się, że w zasadzie już dziewiątą.

Wreszcie koncepcja zagospodarowania kawałka działki

Przewodniczący rady wyraził jasno swoje stanowisko – nie chce aby z mapy Pionek znikały tereny zielone tylko dlatego, że ktoś je chce kupić i zagospodarować po swojemu. W Pionkach powinien powstać plan na którym zostaną zaznaczone obszary zielone tzw. nienaruszalne. Belowskiego nie przekona żaden biznes do tego, aby stosując wszelkie dopuszczalne obejścia przepisów, likwidować tereny zielone. Przytoczył przykład ul. Radomskiej, jako elementu wprowadzającego radnych w błąd. Miały zniknąć tylko drzewa, które uniemożliwiały wybudowanie dojazdu do firmy, a w konsekwencji zniknął las. Teraz urzędnicy tłumaczą, że radni wyrazili zgodę na sprzedaż i miastu nic do tego co na niej robi przedsiębiorca i jak porozumiał się z Lasami Państwowymi w kwestii wycinki wszystkich drzew.

To właśnie przewodniczący poinformował, że firma Soudal chce najprawdopodobniej stawiać nowe budynki na palach, bo przecież teren tam nie nadaje się do typowej zabudowy z uwagi na bagno i cieki wodne. Jeśli faktycznie firma chce zadbać o ten teren, to przecież może wspólnie z miastem oczyścić go i pozostawić go w jak najbardziej naturalnej formie. To uspokoiłoby mieszkańców i dało im gwarancję, że za ogrodzeniem posesji nie powstanie magazyn ani hala produkcyjna.

Ludzie nie życzą sobie żeby pod oknami wyrosło im cokolwiek poza drzewami i ja to rozumiem – mówił Belowski i dodał, że będzie namawiał pozostałych radnych aby przychylili się do jego stanowiska, a jeśli Soudal chce zakupić jakąkolwiek działkę, to miasto ma dużą ofertę w innej lokalizacji. Ta sporna działka zostanie najprawdopodobniej przedstawiona radzie miasta jako teren, który poprawi funkcjonowanie zakładu i wystawiony na sprzedaż w trybie bezprzetargowym.

Szczycimy się tym, że Pionki to zielone miasto. To jest bzdura, Pionki były zielonym miastem – mówił Belowski odnosząc się do kwestii wycinania okazałych drzew na całym terenie miasta.

Spotkanie praktycznie już dobiegało końca, dyskusja przerodziła się w słowne przepychanki i każda strona chciała wyartykułować swoje racje, gdy wreszcie firma Soudal pokazała pomysł na zagospodarowanie działki, którą chce kupić.

My chcemy uregulować ciek wodny, oczyścić, zalesić, zrobić zagospodarowane rozlewisko, które będzie ładnie wyglądało z zewnątrz. Dzisiaj szanowni państwo, którzy tam mieszkacie, którzy tam wysypujecie śmieci – sugerował Osiński twierdząc, że nikt specjalnie nie przywozi tam przecież śmieci, a więc te, które tam są to wina mieszkańców. Ale i mieszkańcy, a także radna Śmietanka mówili, że nie ma tam śmieci, bo miasto sprząta ten teren. – Tam chcemy stworzyć zieloną enklawę, która się będzie dobrze kojarzyła z naszym zakładem. Ale krzyk jest o coś czego państwo nie widzieli, nie znacie i nie rozumiecie, więc po co jest ta dyskusja?

Ten okres przedwyborczy, możecie zaprzeczać ile chcecie, cały czas się manifestuje chociażby w słowach – mówił Romuald Zawodnik. – Tutaj pan przewodniczący powiedział, że go oszukano (przyp. red. Belowskiemu chodziło o sprzedaż działki przy ul. Radomskiej), w domyśle pewnie burmistrz pana oszukał. Pani Danusia wyjaśnia, że uchwała rady nie miała nic wspólnego z wycinką drzew. Może to pana przekonuje bądź nie, ale chciałbym żeby pan nie używał słów, które mogą kogoś obrazić. Druga rzecz, która pokazuje, że to ma charakter przedwyborczy. A dlaczego? Ano dlatego, że z pana ust (przyp. red. Zbigniewa Belowskiego) wynikałoby, że to burmistrz ma jakieś niecne plany i zakusy przeciwko społeczeństwu. To państwo radni głosowaliście o zmianę planu przeznaczenia działki. I pan przewodniczący to głosował, czytał to, pan to podpisał własnoręcznym podpisem i pieczątką przewodniczący rady miasta. Chcę to powiedzieć jasno, bo to jest bardzo łatwo zrzucać na kogoś odpowiedzialność. Akurat ta odpowiedzialność jest odpowiedzialnością rady miasta. Rada miasta podjęła określoną decyzję na podstawie której miasto zleciło opracowanie dokumentu, podjęcie procedury całej.

Bagno zagrożeniem ekologicznym dla mieszkańców

Po prawie dwugodzinnej już dyskusji do głosu wreszcie został dopuszczony Jacek Malczewski, który mówił, że teren, którym jest zainteresowana firma jest silnie nawodniony ze znajdującego się tam niewielkiego zbiornika wody, a oprócz tego bagno zasilane jest przez kolektor ø 400 wód deszczowych z terenów zamieszkałych.

Stan tego obszaru jest na tyle niepokojący, że on może stanowić właśnie dla mieszkańców już w niedługim czasie zagrożenie. To trzeba oczyścić, przywrócić walory środowiskowe i walory estetyczne. Jak można tego dokonać? Nie inaczej tylko tworząc tam regularny zbiornik wodny. Oczywiście jest tam wydzielona działka drogowa, ale z tego co wiem mieszkańcy nie bardzo chcieli tam mieć drogę, ten pas 15 m i tam również rosną drzewa. Część tych drzew rośnie na tzw. suchym gruncie, ale większość rośnie w obszarze stale nawodnionym. Stale nawodnionym, bo tam są budowane takie przeszkody terenowe, takie zapory żeby ta woda się tam utrzymywała. Czy dobrze? Wydaje mi się, że fajnie, że tam jest ta woda, ona nam się podoba tylko żeby to była woda, a nie gnijący ściek. Teren ten porastają w 95% olchy. Olcha jest drzewem typowo bagiennym. Ja konsultowałem sprawę ze specjalistą dendrologiem. Mogę państwu powiedzieć, że większość tych drzew, ich wiek biologiczny niestety już się kończy. Możemy wskazać te drzewa, które z całą pewnością w najbliższym dziesięcioleciu po prostu już będą musiały uschnąć. W jaki sposób się takie tereny rekultywuje? Dokonuje się nowych nasadzeń żeby ten teren w dalszym ciągu mógł być terenem zielonym. Jakie my mamy pomysły? Chcemy uregulować ten kawałek bardzo nieregularnego cieku wodnego, żeby to był ciek, który nie będzie przyjmował śmieci po prostu i tuż przy drodze, przy ul. Wspólnej wybudowanie zbiornika wodnego obsadzonego zielenią, który by był identyczny funkcjonalnie i środowiskowo z tym co jest w tej chwili.

Projektant mówił, że aby to wszystko uregulować, to firma musi pozbyć się części istniejącego drzewostanu. Drzewa mają nie rosnąć na bagnie, ale wokół stawu.

Taka jest nasza intencja przy okazji rozbudowy, gdzie większość tej rozbudowy odbędzie się na działce inwestora. Mamy dużą rezerwę terenu zielonego, który będzie przeznaczony na inwestycję. To jest nasz trawnik. I tutaj czy państwo będziecie oponować czy nie, to najprawdopodobniej inwestor będzie chciał przedstawić urzędowi takie plany, bo to jest jego teren.

Takie zakłady jak Soudal czy Mesko, a więc zakłady o podwyższonym ryzyku awarii przemysłowej muszą posiadać tereny izolacyjne, czyli zielone. Skoro więc Soudal chce rozbudować zakład na działce, której jest właścicielem musi zadbać o odpowiedni pas izolacyjny. Stąd też być może pomysł kupienia działki na której znajduje się od dziesięcioleci zwyczajne bagno porośnięte olszyną. Dotychczasowy obowiązkowy pas izolacyjny zostanie przeznaczony na rozbudowę fabryki.

Firma nie chce degradować zielonej działki, ale chce ją ładnie zagospodarować ponieważ przepisy wymagają pasa zieleni o odpowiedniej szerokości na działce należącej do zakładu. Nowoczesna firma nie może więc sobie pozwolić na posiadanie na swoim terenie dzikiego bagna i stąd pomysł przekształcenia go w staw. Nikt jednak głośno nie mówił o tym, że działka pomiędzy zakładem a osiedlem stanie się terenem izolacyjnym.

Chcemy żeby ona była i pod względem ekologicznym poprawna, i pod względem estetycznym poprawna, a jeszcze dodatkowo żeby przynosiła miastu jakiś efekt wizualny. To jest cała nasza intencja – powiedział projektant firmy Soudal. – Proszę się nie obawiać nie jest to projekt gotowy, są to schematy i powstały wyłącznie po to żeby inwestor, firma Soudal zobaczyła co mogłaby na tym terenie zrobić. Oczywiście uwzględniłem od razu w tych schematach właśnie podejście, wydaje mi się, że poprawne do ochronienia funkcji tego terenu. Wydaje mi się, że inwestor jest skłonny wybudować tę swoją inwestycję właśnie w sposób żeby ona była atrakcyjna dla mieszkańców.

Dyrektor Osiński zapytał przedsiębiorców, którzy deklarowali chęć zakupu tego gruntu czy też podejmą się takiego kosztownego wyzwania. I tu odpowiedzi padły jasne, że tak, ale koncepcja zagospodarowania tego terenu będzie inna. Teren zielony, to nie tylko staw z nasadzeniami, ale również park ogólnodostępny dla wszystkich, a jeśli faktycznie obecni na sali przedsiębiorcy i zarazem mieszkańcy osiedla za Soudalem mogliby przystąpić do przetargu na zakup tego gruntu, to chcieliby stworzyć park linowy z prawdziwego zdarzenia. No i ten pomysł nie spodobał się Romualdowi Zawodnikowi, który przypomniał wszystkim, że chce taki park zbudować nad stawem w ramach projektu Zielone Pionki, a prywatny park linowy byłby konkurencją dla miejskiego.

Słuchając tak pana wypowiedzi, to myślę sobie, że jakiś dobry święty Mikołaj chce zrobić piękny obszar – skomentował omówienie schematu (koncepcji) jeden z pionkowskich przedsiębiorców.

Nie odszczekuj się

Oprócz głównej dyskusji na temat działki przy ul. Wspólnej i planów z nią związanych, radni rozmawiali pomiędzy sobą na poboczne tematy, np. dzwoniących telefonów burmistrza i radnej Śmietanki. Radna na komentarz Wojciecha Maślanka w tym temacie odpowiedziała:

Nie odszczekuj się, nie odszczekuj. Do ciebie mówię.

To tak a propos kulturalnych zachowań o które prosił burmistrz. Spotkanie to miało charakter otwarty i w swojej formule zbliżone było do posiedzeń komisji stałych rady miasta, choć tym razem w mocno okrojonym składzie, bo radnych było niewielu: Zbigniew Belowski, Kazimierz Myśliwiec, Elżbieta Śmietanka, Ewa Figurska, Stanisław Pacan i Wojciech Maślanek.

Mieszkańcy mają głos

Przez około 15 minut wszyscy obecni na spotkaniu prowadzili rozognioną dyskusję pomiędzy sobą. Wreszcie udało się dojść do głosu mieszkańcowi, który przez 2 godziny chciał zapytać dlaczego Soudal tak bardzo upiera się aby zakupić tę konkretną działkę, kiedy po drugiej stronie ul. Wspólnej znajduje się duża działka na sprzedaż na suchym terenie. Wystarczy ją wyrównywać i stawiać budynki. Dyrektor zakładu odpowiedział, że chce mieć wszystkie budynki na tym terenie na którym jest obecnie i dla nich inna lokalizacja, nawet po drugiej stronie ulicy, będzie niedogodnością związaną z logistyką wewnętrzną firmy.

Cieszę się, że jest Soudal. W pewnym momencie jak się zakład pojawił było trochę zamieszania, że będą zanieczyszczenia. Nie wiem czy są, bo nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować – mówił mieszkaniec. – Zdarza się i to było wielokrotnie obserwowane, że jak przyjdzie jesień albo wczesna wiosna, nie ma listowia w tych drzewach, to te drzewa robią się żółte. Nie wiem czy to za przyczyną Soudala czy drugiej firmy…

Wypowiedź przerwała radna Elżbieta Śmietanka mówiąc, że to wina pylących sosen. Akurat sosny i świerki pylą w maju.

Dyrektor firmy mówił, że gdyby mogli to budowaliby na działce na której znajdują się garaże a dalej ogródki działkowe, ale nie mogą, bo to nie ich teren i nie jest wystawiony na sprzedaż. I pewnie nigdy nie będzie, bo jest to teren należący do Skarbu Państwa, a użytkownikami wieczystymi są od lat prywatne osoby. Kiedyś te tereny należały do firmy Chemomontaż, która miała tam swoją bazę transportową, a dalsze tereny przeznaczyła na ogródki rekreacyjne dla swoich pracowników.

Mieszkam tam od 50 lat. Od 40 lat biegam po tych olszynach i doskonale wiem gdzie ten teren się zapada. Mamy tam cieki wodne, nawet nie wiedziałem, że tam jest kolektor, ale są tam jeszcze inne, które spływają od strony zakładów i od strony ul. Zwoleńskiej i Krótkiej. Za moim mieszkaniem jest takie zaniżenie terenu, które zabezpiecza mieszkańców posesji przed zalaniem. W tym zagłębieniu naturalnym, który jest tam od bardzo dawna, kiedyś tam był staw, gromadzi się woda, która spływa od ul. Kochanowskiego, ul. Łąkowej i ul. Polnej. Kilka lat temu miasto wezwało mojego tatę, bo ktoś zatkał rurę i woda zalewała piwnice domów i straż pożarna wypompowywała wodę.

Mieszkaniec mówił też o tym, że ta woda będzie tam spływała, bo takie jest ukształtowanie tego terenu, a drzewa, które za 10 lat będą same usychały, to nic nowego, bo one tam rosną od dawna, same upadają, same się wysiewają i naturalnie rekultywują.

Fajnie gdyby ten zakład rozbudowywał się kawałek tylko, ale jak pan tu pokazywał na mapie, to ten pas zieleni jaki pozostanie, to będzie raptem 15 m. To tak nie na bogato, parę drzew. Po drugiej stronie ulicy, do samej rzeki jest kawał terenu nieużywanego, niepodmokłego. Można to lekko ubić i wyrównać, i można budować. Zostawiamy ten teren zielony i wszyscy są szczęśliwi.

Nie da się pół karuzeli wybudować po jednej stronie drogi, a drugie pół po drugiej – wtrącił projektant z firmy Soudal.

Mieszkaniec przekonywał, że jeżeli firma podniesie ten teren gdzie dziś jest bagno, to wody opadowe oraz naturalne cieki zaleją nie tylko mieszkańców tej okolicy, ale także samą firmę.

Dziwię się firmie, która chce sobie robić trudniej niż łatwiej. Wolałbym przejechać przez tę drogę niż stwarzać sobie takie problemy. Nawet jeśli pan postawi separatory czy ścianki jak przy autostradzie, to czy chciałby pan mieszkać przy ścianie fabryki?

Dyskusja nie przekonała ani dyrektora, ani burmistrza, który jednak stwierdził, że do dnia 31 lipca czeka na zgłoszenia od mieszkańców i działkowców czego faktycznie się obawiają ze strony firmy. Zobowiązał się do przekazania dyrektorowi firmy zestawienia zbiorczego argumentów przeciwko rozbudowie, które wypłyną od mieszkańców Pionek.

Mieszkanka próbowała przekonać obecnych, że Soudal kupując działkę wiedział doskonale jaki jest to teren i co znajduje się w pobliżu, a teraz chce rozbudowywać zakład za ogrodzeniami prywatnych posesji. Ale jej argumentację przerwał burmistrz, który sam prosił żeby sobie wzajemnie wypowiedzi nie przerywać.

Natomiast mówienie gdzie by pan sobie wybudował gdyby był właścicielem, a pani to by sobie w innym miejscu całkowicie wybudowała, to są dywagacje. Jak sobie zgromadzicie odpowiedni majątek, to podejmiemy… Ktokolwiek działkę kupuje ma prawo budować na własnym w odpowiedniej odległości od innych – mówił Zawodnik. – Więc nie można mówić, że to jest tuż obok pani, bo to nie jest tuż obok pani, bo to jest nieprawda.

Urzędnicy oraz radni mówią, że działka jest sprzątana, a projektant mówi, że wyrzucane są tam stare szmaty, butelki, krzesła. Kiedy mieszkańcy robili tam zdjęcia kilkanaście dni temu przygotowując petycję, na działce tej nie było śmieci o których wspominają przedstawiciele Soudal.

My nawet na swoim terenie mamy mnóstwo śmieci w gruncie – mówił dyrektor. – Ostatnio jak inwestowałem w parkingi to wiecie państwo jakie śmieci wyciągaliśmy? To są odpady komunalne z cmentarza. Ja się tylko modliłem żebyśmy szczątków ludzkich nie wykopali, bo znicze i tabliczki nawet z nazwiskami były co chwila wyciągane. My kupowaliśmy ten teren jako oczyszczony.

Mieszkańcy do rozbudowy zakładu podchodzą bardzo emocjonalnie, co podkreśliła pomysłodawczyni petycji przeciwko inwestycji. Oni tam mieszkają od dziesiątków lat i tam znajduje się dorobek ich życia. Przedstawiciele firmy tylko tam pracują i zupełnie inaczej patrzą na ten problem. Petycję podpisało 250 osób, a to przecież tylko część mieszkańców i działkowców, i chyba jest to sygnał dla firmy, że rozbudowa zakładu niekoniecznie wszystkim się tak podoba jakby sobie tego życzyli przedstawiciele Soudal i urzędnicy.

Mieszkańcy nie wiedzą co podpisywali

Jeżeli pani mówi mi o 250 podpisach, to ja każdą z tych osób byłbym chętny zapytać pod czym się pan, pani podpisała? – mówił burmistrz. – Żeby tam było nawet 500 podpisów w sytuacji, kiedy ci ludzie są, przepraszam, że to powiem, ale taka jest sytuacja, nie wiedzą pod czym się podpisują. Bo tych planów, ja je dzisiaj pierwszy raz widziałem, a pani je widziała tydzień temu, miesiąc temu? Bądźmy poważni, chyba że jesteśmy niepoważni? Jak ktoś się pofatygował, to niech się pofatyguje po tych 250 osobach i poprosi je żeby powiedzieli zdanie, dwa, trzy, pięć czego się obawiają w związku z potencjalną inwestycją bardzo poważnego inwestora, sprawdzonego, który na śmieciowisku, który dzisiaj byłby jednym z miejsc wstydliwych dla miasta, wybudował piękny zakład. Nie tylko piękny, bo jest nowoczesna technologia, ale estetycznie piękny.

Lekceważy pan 250 osób, które podpisały petycję – mówił radny Maślanek. Wśród tych osób są działkowcy, którzy na terenie na którym znajduje się dziś Soudal mieli studnię głębinową z czystą wodą. Firma zobowiązała się do wybudowania nowej studni, ale miejsce w którym powstała nie leży w pobliżu naturalnego źródła, a sama studnia jest płytka. Poza tym bezpośrednie sąsiedztwo dwóch dużych zakładów produkcyjnych nie służy już rekreacji na tym terenie. Hałas, zapach powietrza i pyły uniemożliwiają działkowcom odpoczynek i uprawę ogródków. Narzekają, że chorują rośliny, po opadach deszczu na liściach osadzają się drobiny tłuszczu, pojawiają się dziwne naloty, których nie tak dawno jeszcze nie było, a niektórzy mają działki od samego momentu ich powstania (blisko 40 lat). Wtedy to były tylko niewielkie poletka na żółtym piasku, a dzisiaj pięknie zagospodarowane ogródki, które nie tylko pozwalają na posiadanie własnych, choć niewielkich upraw, ale także służą jako miejsce odpoczynku dla całych rodzin.

Burmistrz przekonywał radnych, którzy przecież zostali wybrani jako przedstawiciele mieszkańców i w ich imieniu podejmują decyzję, że taki inwestor, który zasila budżet miasta kwotą ok. 500 tys. zł rocznie, a to przecież wybudowana jedna ulica. Tuż obok działki Soudal jest też wydzielona działka pod budowę ulicy, która teraz w naturalny sposób oddziela prywatne posesje od firmy i być może kiedyś ta ulica powstanie. A jeśli kiedyś zostanie wybudowana ulica Łąkowa z infrastrukturą deszczową, to najprawdopodobniej uspokoiłoby to zalewanie posesji o których wspominał mieszkaniec.

To jest kwestia decyzji. Nic na siłę. Już się w tym mieście niektórzy nauczyli, że jak jest protest w jednym miejscu, to my idziemy inwestować w inne. Zaczekają sobie 5 czy 10 lat, czy 15. Jak się tu nie da, to budujemy ulicę w innym miejscu. I dzisiaj mieszkańcy ul. Kozienickiej, którzy nie chcieli wycinki starych, zdegradowanych drzew po jednej stronie ulicy i nasadzeń ładnych, to dzisiaj mówią panie burmistrzu trzeba było nas bardziej przekonywać, bo dzisiaj mielibyśmy tak samo piękną tą ulicę jak po drugiej stronie jezdni. Nic na siłę proszę państwa. Ktoś nie chce się przesunąć z ogrodzeniem o metr i cała inwestycja bierze w łeb, to jej nie robimy, idziemy w inne miejsce. To jest nasza rzecz wewnętrzna jak szybko miasto nasze modernizujemy w trosce o nas wszystkich, o komfort mieszkania w naszym mieście. Natomiast uprzejmie państwa proszę żebyśmy w stosunku do inwestorów, którzy nie tylko wpłacają podatki, ale tak naprawdę zapewniają pewien spokój wielu rodzinom dając zatrudnienie, żebyśmy z większym wyczuciem podchodzili i żeby dyskusje nie przekraczały granic merytorycznej wymiany argumentów. Chcę powiedzieć, że tak jak my mamy protesty na jednej ulicy, to idziemy robić inną, tak inwestor znajdzie sobie inne miejsce żeby zainwestować.

Na koniec tej interesującej dyskusji odbyła się lekka licytacja. Przedsiębiorca, który jest najbliższym sąsiadem Soudala i zatrudnia 48 pracowników (Soudal 114 osób) usłyszał, że w pod koniec zeszłego roku, właściwie za resztki z budżetu burmistrz wykonał mu drogę. Oczywiście połowę tej inwestycji sfinansował przedsiębiorca, ale gdyby się nie upomniał o tę kwestię, to wyszłoby, że burmistrz zrobił całość. Szkoda, że Romuald Zawodnik nie podkreślił, że połowę inwestycji pokrył z finansów miasta, czyli pieniędzy mieszkańców, również tych pochodzących od tego właśnie przedsiębiorcy.

Jak to się stało panie dyrektorze, że jeszcze nie macie działki, decyzji nie ma żadnych z miasta, a wy już macie gotowe wszystko? – pytał radny Stanisław Pacan, ale oficjalna część spotkania już dobiegła końca.

A jak koniec, to wszyscy rozeszli się i nikt nawet nie dyskutował o działce przy ul. Garszwo, gdzie miało stanąć schronisko, ani o działce przy ul. Radomskiej, a przecież tego też miało dotyczyć zorganizowane spotkanie, bo przecież firma wynajęta przez urząd ma dokonać zmiany planów zagospodarowania dla trzech obszarów.

Przeczytaj również

Komentarze