Mieszkańcy os. Chemiczna na rozmowach w sprawie ciepła

Mieszkańcy os. Chemiczna na rozmowach w sprawie ciepła

W ubiegłym tygodniu mieszkańcy osiedla, które ogrzewane jest gazem ziemnym przyszli na posiedzenie komisji infrastruktury by rozmawiać na temat przejęcia kotłowni – uważają, że jeśli przestanie nią zarządzać PWKC, to centralne ogrzewania będzie kosztowało zdecydowanie taniej, gdyż wystarczy jedynie zakupić paliwo, a ciepło popłynie do kaloryferów. PWKC chętnie kotłownię odda, ale chce rozmawiać o tym z jakimś podmiotem posiadającym osobowość prawną. Na komisji padły także słowa, że najlepiej zlikwidować spółki, ponownie do życia wskrzesić zakłady budżetowe i wszyscy będą zadowoleni. To akurat pomysł jednego z radnych, który swoimi wypowiedziami udowodnił, że jednak niewiele wie o samorządzie, a już stwierdzenie, że zakład budżetowy posiada osobowość prawną – potwierdziło nikłą wiedzę na temat funkcjonowania jednostek budżetowych.

Posiedzenie komisji obfitowało w serię pytań, które choć często mocno naiwne, pozwoliły wyjaśnić mieszkańcom, że centralne ogrzewanie z kotłowni gazowej nie polega wyłącznie na tym, że zakupuje się gaz i do kaloryferów płynie ciepło. Mieszkańcy, choć z trudem, ale krok po kroku otrzymali wyjaśnienia, że PWKC nie jest tylko pośrednikiem w zakupie gazu, ale wytwórcą ciepła, administratorem całej sieci c.o. oraz konserwatorem. Dowiedzieli się również, że aby kotłownia mogła funkcjonować potrzebny jest także prąd, a i woda by się przydała, bo to nie gaz czy para jest w kaloryferach, tylko podgrzana do odpowiedniej temperatury woda.

Przez ostatnie 2 lata mieszkańcy os. Chemiczna mieli relatywnie tanie ogrzewanie. Koszt zakupu gazu na potrzeby kotłowni wynosił raptem 0,09 zł/kWh. PGNiG zaproponowała cenę w przetargu 1,16 zł/kWh, co wiązałoby się z ogromną podwyżką dla odbiorców. W drodze negocjacji udało się zbić cenę o 30 gr, ale to wciąż za dużo. Dlatego miasto wraz z PWKC zadecydowali by kupować gaz na giełdzie, bo ceny tam są zdecydowanie niższe niż zakontraktowane z PGNiG. Na mocy ustawy rządowej, mieszkańcy chronieni są dodatkowo przed podwyżkami – maksymalna cena za ogrzanie z gazu wynosi 150 zł/GJ. Jednak korzystający z kotłowni gazowej są przekonani, że jeśli przejmą kotłownię, to GJ kosztować ich będzie niewiele ponad 55 zł.

Właśnie te podwyżki ogrzewania spowodowały, że mieszkańcy korzystający z kotłowni gazowej dosłownie wyszli na ulicę, by rozmawiać o pomyśle przejęcia kotłowni w oparciu o wyliczenia, które udowodniono, że nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Wyliczenia mieszkańców podobno mają jedynie obrazować wzrost podwyżek, choć pod uwagę wzięto jedynie cenę zakupu gazu, a to zakłamuje całkowity koszt ogrzania mieszkań. Mieszkańcom właściwie nie ma co się dziwić, że mogą na wytworzeniu ciepła nie znać się wcale, ale osoby, które sprawują mandat radnego, wielokrotnie dyskutujące w tym temacie, mogłyby wykazać się większą znajomością zagadnienia lub pozwolić zabrać głos tym, którzy zajmują się c.o. na co dzień. To właśnie z braku wyjaśnień i niezrozumienia przepisów oraz kosztów, doszło do całego nieporozumienia.

Rocznie za ogrzanie 64 m mieszkania płacicie ok. 2.200 zł. Rozumiem, że państwa niepokoją sprawy związane z podniesieniem cen gazu i energii, z czym mamy niewiele wspólnego – wyjaśniał Robert Kowalczyk. – Nie widzę problemu żeby przekazać państwu dokumenty rozliczeniowe na zasadzie dostępu do informacji publicznej. Otrzymacie wgląd we wszystkie dokumenty, których zażądacie, bo działamy transparentnie i nie mamy nic do ukrycia. Mogliście zapoznać się z pismem, zresztą wypracowanym wspólnie ze spółdzielniami, my jesteśmy otwarci i czekamy z jakim podmiotem mamy uzgodnić ewentualną współpracę co do tego, żebyście mogli płacić mniej za ciepło na os. Chemiczna. My czekamy na ten podmiot.

Jednak propozycja mieszkańców brzmi jednoznacznie (zgodnie z oryginałem pisma):

  1. Przejęcie kotłowni przez odbiorców, tj. PSM, Wspólny Dom i Wspólnoty wbrew twierdzeniom zarządów tych podmiotów ma odbyć się bez powoływania dodatkowego podmiotu pośredniczącego.
  2. PSM, Wspólny Dom miałyby zawrzeć porozumienie bądź umowę o współpracy by przejąć kotłownie i sieci w zarządzanie.
  3. Porozumienie tych podmiotów określiłoby zasady ich współpracy i realizacji wobec podmiotów zewnętrznych, tj. PWKC i dostawcy gazu (np. PGNiG).
  4. Porozumienie to określałoby wszystkie kwestie związane z funkcjonowaniem kotłowni – zakup gazu, konserwacja urządzeń bieżąca obsługa, wzajemne rozliczenia.
  5. Przepisy nie zabraniają przepisania licznika gazu na wiele podmiotów (na współwłasność).
  6. Żaden z podmiotów uczestniczących nie będzie pośrednikiem wobec pozostałych uczestników – taka sytuacja wypaczyłaby sens podejmowania działań bo podmiot ten byłby sprzedawcą na podobnych zasadach co PWKC.
  7. Podmioty uczestniczące, jako przejmujące kotłownię dla celów ogrzewania zasobów własnych, korzystałyby z obniżonej stawki zakupu gazu jako odbiorcy wrażliwi.
  8. Z opłat za ogrzewanie wyeliminowane zostałyby koszty ogólnozakładowe PWKC.
  9. Usługę serwisu i konserwacji koła i i ewentualnie sieci świadczyłoby PWKC na podstawie umowy zawartej z podmiotami, które zawarły porozumienie.

Na papierze wszystko wygląda prosto i dość przejrzyście, choć nie do końca zgodnie z prawem, co próbowali wyjaśnić zebrani na posiedzeniu. Jednak ciężar dyskusji, to nie tylko kwestia wyjaśnienia zawiłości prawnych i technicznych, ale także wyjaśnienie jak działa kotłownia gazowa i sieć centralnego ogrzewania oraz dlaczego stare bloki, budowane w latach 70 i 80 mają zupełnie inną energochłonność niż nowoczesne budynki mieszkalne. Trudność wywołał także temat tego, że mieszkańcy osiedla Chemiczna nie mogą być objęci taryfą dla podmiotów wrażliwych.

Jak wyjaśniono 80% kosztów c.o. stanowi sam zakup gazu. Pozostałe koszty to: przesył gazu, abonament, zakup energii elektrycznej do pomp tłoczących, serwis, przegląd UDT, bieżące naprawy kotłowni i sieci oraz koszty obsługi, a także podatek. To wszystko wnikliwie sprawdzane jest przez Urząd Regulacji Energetyki, który zatwierdza taryfę dla mieszkańców. Spółka PWKC nie nalicza do usługi żadnej marży, bo nie jest przedsiębiorstwem nastawionym na zysk. Także temat działalności spółki by szeroko omawiany, bo mieszkańcy opierali swoje informacje na nieaktualnych już zapisach prawa handlowego.

Prezes spółki wyjaśniał mieszkańcom np. że PWKC, jak sama nazwa wskazuje jest przedsiębiorstwem ciepłowniczym, które ma zawartą kompleksową umowę z dostawcami paliw, a poza tym ma również koncesję na produkcję ciepła, która jest wymagana dla tego typu działalności. Objaśniał na podstawie jakich danych prezes URE zatwierdza taryfy dla PWKC oraz to, że w całej Polsce w ciągu ostatnich 2 lat rosły ceny gazu, a w Pionkach utrzymywana była stała cena, bo tak wynikało z kontraktu zawartego przez PWKC z PGNiG.

PWKC chce przekazać kotłownię, ale nie ma komu

Dlatego też działamy żeby było jak najtaniej, nie mamy tutaj żadnych marż-zysków i dlatego nie jesteśmy przeciwni temu, żeby ktoś kto kupiłby taniej gaz, żeby ciepło było tańsze, żebyśmy mogli w jakiś sposób przekazać tę kotłownię – mówił prezes PWKC Robert Pyryt. – My znaleźliśmy drogę prawną, tylko musimy zacząć rozmawiać z kimś, kto reprezentuje w sposób prawny taki podmiot. Bo teraz z kim mamy rozmawiać?

Tyle, że mieszkańcy twierdzą iż taki podmiot nie jest im do niczego potrzebny, bo podpiszą indywidualne umowy z PGNiG na dostawy gazu do kotłowni gazowej, bo przecież prawo tego nie wyklucza. Podpisać mogą, ale kto miałby wytwarzać to ciepło i jak je rozliczyć pomiędzy mieszkańców, bo nie da się, jak sugerowała jedna z mieszkanek, by np. Pionkowska Spółdzielnia Mieszkaniowa kupiła gaz i refakturowała jego zakup na pozostałych członków porozumienia, bo ktoś przecież poniesie koszt choćby samego wytworzenia ciepła i jak je zaksięgować i rozliczyć? Kto więc wystawiłby fakturę dla mieszkańców? – odpowiedź była bardzo prosta – nikt. Kolejna osoba chciałaby by gaz kupowała PSM, a całą resztą zajmowało się PWKC w ramach umowy porozumienia. Prezes PSM wyjaśniał, że nie podejmie ryzyka zakupu gazu dla wszystkich bloków na os. Chemiczna na koszt mieszkańców swojej spółdzielni (wszystkich mieszkających w zasobach PSM na terenie miasta), bo liczy się z tym, że nagle może okazać się, że wspólnoty i druga spółdzielnia (padła propozycja ze strony mieszkańców, by ich wtedy odciąć od ciepła skoro nie zapłacą) nie zbiorą pieniędzy w terminie by zapłacić do PGNiG i wówczas całe osiedle zostanie odcięte od ciepła. Stąd m.in. konieczność przekazania ciepłowni jakiemuś konkretnemu podmiotowi, który zajmie się dostawą ciepła kompleksowo, a nie na zasadzie, że ci kupią gaz, a inni zapłacą za energię elektryczną. A kto poniesienie koszt gdyby wystąpiła konieczność napraw? Dziś to wszystko jest zmartwieniem PWKC, które zostało powołane po to, by wypełniać zadania własne gminy, m.in. dostarczać ciepło do mieszkań.

A może by tak donieść na PWKC?

Jeden z obecnych na spotkaniu mieszkańców poinformował, że przez dwa dni próbował dodzwonić się Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta: „jak najbardziej chcą się tą sprawą zająć, ale muszą mieć pismo. Z chęcią wejdą, ale jest okres wejścia, na sprawdzenie całej dokumentacji i całości, jest ok. 2-3 miesiące. To co mi podali, to jednak zgłosić o niegospodarność do NIKu. Bo być może chodzi o niegospodarność. Wtedy oni mają prawo 5 lat do tyłu”. I dodał, że „jakby miasto się dobrze zachowywało, to nikt by nie donosił”. A chciał donieść, bo uważa, że podniesienie ceny za c.o. po 2 latach, to tylko z powodu niegospodarności, choć w tym czasie wzrosły choćby ceny surowców i energii elektrycznej, czyli składowych kosztów wytworzenia ciepła, a wszelkie „naciągane” koszty i tak wykryłby Urząd Regulacji Energetyki.

Chodzi o to, żeby znaleźć jakoś podmiot, który będzie mógł taniej kupić gaz. I na tym trzeba się skupić jeżeli państwo chcą to zrobić – tłumaczył ponownie prezes PWKC. – Więc pytanie brzmi: jak można taniej kupić gaz w PGNiG? Bo my już pisaliśmy takie pismo w czerwcu, o którym pan burmistrz wspomniał, podpisaliśmy się wszyscy pod tym, opisaliśmy jaka jest sytuacja, że tak naprawdę my jesteśmy spółką, ale prowadzimy w zasadzie działalność bez różnicy jakbyśmy byli spółdzielnią, bo działamy dla mieszkańców i żeby tak nas uznali, bo to sprzedawca decyduje jak nas zakwalifikuje.

Mieszkańcy zastanawiają się czy nie można odwołać się gdzieś od decyzji PGNiG, a nawet chcieliby zebrać podpisy i wnieść sprzeciw do wyliczonej taryfy do URE. Burmistrz starał im się wytłumaczyć, że stroną dla URE nie są mieszkańcy, tylko spółka miejska. Odwołanie nic nie da, ale powiedział też, że skoro mieszkańcy chcą spróbować takiej ewentualności, to nie ma co do tego żadnych zastrzeżeń. Dariusz Dolega z PWKC odpowiedział, że takie odwołanie najlepiej byłoby skierować do rządu, bo wszystkie zwolnienia, dofinansowania oraz ustawy dotyczące dopłat wyszły przecież od strony rządowej.

Ale proszę bez takich komentarzy, dobrze? – skwitowała dygresję przewodnicząca komisji Wioletta Grzywacz z klubu PiS.

Otrzymaliśmy pismo, które jest odmowne – odpowiedział na pomysł mieszkańców prezes PWKC. – Wyjaśnione jest dlaczego nie możemy (być zaliczeni do podmiotów wrażliwych). Rozmawialiśmy też z PGNiG. To jest prosta sprawa – napisane jest w ustawie, że może być spółdzielnia, wspólnota, kilka podmiotów innych określonych, a my jesteśmy spółką. Oni sprawdzają prosto – po NIP, jesteś spółką – nie dostaniesz zwolnienia. Jesteś spółdzielnią – masz tańszą cenę. I tu wracamy do głównego problemu.

Propozycja mieszkańców, by zakupem gazu zajęła się np. Pionkowska Spółdzielnia Mieszkaniowa, jest również mało realna, bo PSM nie jest jedynym odbiorcą ciepła z kotłowni gazowej na os. Chemiczna. Są jeszcze dwa inne podmioty (spółdzielnia i wspólnota), którym PSM musiałaby sprzedać – albo ciepło, albo gaz – ale nie ma uprawnień do sprzedaży gazu i koncesji do produkcji ciepła. Mieszkańcy chcieliby więc aby każdy z podmiotów podpisał odrębną umowę z PGNiG, ale pojawia się ponownie problem rozliczenia ciepła, bo dziś z PGNiG umowę ma PWKC, które gaz kupuje, produkuje z niego ciepło i dostarcza do poszczególnych bloków. Każdy blok ma własny licznik ciepła, na podstawie którego spółdzielnie i wspólnoty otrzymują faktury za zużyte ciepło, a nie jak twierdzą mieszkańcy – za dostarczony gaz.

Rozmawiamy dzisiaj o kotłowni gazowej, ale chcę żebyście państwo wiedzieli, że za chwilę być może przyjdą np. mieszkańcy ul. Słowackiego, którzy ogrzewani są węglem i powiedzą: przepraszam panie burmistrzu, dlaczego pan kupuje węgiel po 1500 zł i sprzedaje mieszkańcom (indywidualnym – rządowa gwarancja) za niecałe 2 tys. zł, a do kotłowni kupuje po 2.200 zł. To my też chcemy węgiel po 1.500. I tu niestety są takie sytuacje, że niektórzy odbiorcy są traktowani lepiej. I być może to dobrze, bo mieszkańców również nie stać na ten węgiel. Ale my kupujemy węgiel drożej, niektórzy kupują taniej. I identycznie jest z gazem. Państwo (rząd) wybrało taką grupę odbiorców, którym funduje tańszy gaz, funduje tańszy węgiel. My też nie jesteśmy na straconej pozycji, bo też mamy określone dopłaty, o czym wiecie, bo was informowaliśmy. My się kierujemy ustawami, które wychodzą z sejmu i staramy się je realizować.

PWKC ma zarobić na rekompensacie?

Skoro mowa o dopłatach, to mieszkańcy chcieli dowiedzieć się jaką PWKC będzie otrzymywać rekompensatę kiedy ciepło będzie droższe niż w tym roku – bo podobno PWKC ma dostać pieniądze do ceny, która jest zapisana w ustawie, czyli 150 zł/GJ (w przypadku gazu). Rekompensata jednak to nie żadna dopłata, a wyrównanie poniesionej straty w przypadku, gdy sprzedaż ciepła jest wyższa niż zapisana w ustawie. Najprościej – jeżeli PWKC wyprodukuje ciepło z gazu za 100 zł/GJ, to nie otrzyma nic, jeśli natomiast za 250 zł/GJ (sprawdzi to URE), to wówczas należy jej się rekompensata w wysokości 100 zł/GJ, ale… prezes PWKC informuje, że we wnioskach o wypłatę rekompensaty jest zapis, że środki zostaną wypłacone o ile będą dostępne w budżecie państwa.

Długa, bo prawie dwugodzinna dyskusja niewiele wniosła, bo część mieszkańców nadal uważa, że ciepło z gazu, to nic innego jak bezpośrednie połączenie rurki z gazem z kaloryferem i niepotrzebnie płacą PWKC za wytwarzanie ciepła. Mieszkańcy bloków ogrzewanych węglem mogą również postanowić odejść od ogrzewania z PWKC, bo wystarczy, że do kaloryferów nasypią węgla i gotowe. Nie wiedzieć czemu mieszkańcy pomijają w produkcji ciepła samą kotłownię, traktując ją chyba jako magazyn gazu. Sugerowanych rozwiązań było kilka, ale żadne nie daje możliwości prawnych obejścia systemu, a na naciąganie prawa nikt sobie jednak nie pozwoli. Po dyskusji i wyjaśnieniach nadal nie było zrozumienia, przynajmniej od części mieszkańców, którzy mechanizm zakupu gazu i wytworzenia ciepła pojmują na swój sposób.  Chcieliby kupić chleb, ale piekarzowi zapłacić jedynie za mąkę. Mogą ewentualnie zgodzić się na procentowy udział w kosztach wody, ale za pozostałe składniki chleba oraz koszty wypieku płacić nie chcą, gdyż uważają, że są zbędne.

Prezesi spółdzielni mieszkaniowych chcieli poznać „tajemnicę” tak niskich kosztów ogrzania mieszkania, które przedstawiła jedna z mieszkanek. Miały to być jedynie wyliczenia poglądowe, ale przedstawione publicznie doprowadziły do tego, że spora część mieszkańców uznała iż są oszukiwani, bo zamiast 3,50 zł/m2 c.o. powinni płacić 1,05 zł, bo tak zostało to przedstawione. Wyszło na to, że różnica w cenie, to marża PWKC, a przecież spółka nie ma żadnej marży za sprzedaż ciepła. Dlatego tak chętnie chce oddać komuś kotłownię gazową, bo dla nich to żaden zysk.

Wyszliśmy z emisji CO2

Była również mowa o tym, że nareszcie udało się wyjść z konieczności handlu emisjami CO2, które wpływały znacząco na koszty wytworzenia ciepła. Za ubiegły rok trzeba zapłacić 10 mln zł. Firma Mesko wybudowała własną kotłownię, co pozwoliło im zrezygnować z ciepła z PWKC, a samej spółce obniżyć moc i przestać płacić za emisję CO2. Zdaniem radnych opozycyjnych to żaden sukces, tylko ogromna strata dla spółki. Prezes PWKC pytał jaka to strata, skoro mają teraz niższe koszty. Bez żalu rozwiązano umowę z Mesko, bo i tak PWKC na cieple nie zarabia (rozlicza tylko koszty), a teraz przynajmniej wszyscy odbiorcy nie muszą płacić dodatkowo w taryfie za CO2.

Radna Wioletta Grzywacz dopowiedziała, że od usług PWKC  odszedł jeszcze szpital, ale na pytanie burmistrza, kiedy szpital uruchomił własną ciepłownię, nie odpowiedziała. Wszyscy dowiedzieli się natomiast, że ZOZ jak nie płacił za dostarczone ciepło, tak nadal nie płaci, co generuje straty po stronie PWKC, które ciepło dostarcza (podobnie jak wodę i odprowadzenie ścieków).

Do dyskusji wtrącił się Grzegorz Wąsik, który chciał wyjaśnić mieszkańcom, że oprócz zakupu samego gazu, na cenę ciepła wpływ mają również inne czynniki i chciał omówić wyliczenia mieszkanki z których wynika, że jeśli kupią gaz po preferencyjnej cenie 0,20 zł (obecnie jest 0,09 zł), to ceny za ogrzanie 64 m mieszkania powinny spaść nawet o 500 zł, co uznał za „totalną bzdurę”. Sugestie radnego Wąsika nie spodobały się przewodniczącej, więc zarządziła przerwę po której głos oddała radnemu Maślankowi, który przepraszał za zachowanie „niektórych”, mając na myśli radnych, burmistrza czy przedstawicieli PWKC.

Radny Maślenek opowiada...

Ja będę zabierał głos tylko w obszarze miasta, bo obszar waszych spółdzielni czy wspólnot, to wy jako członkowie możecie sami na walnych zebraniach rozwiązać. Ja będę poruszał się tylko od strony miasta. Otóż pan burmistrz chciał żeby, żeby, żeby pani przewodnicząca powiedziała, których to on stracił, stracił potężnych odbiorców. Ano panie burmistrzu już proszę. Stracił pan największego odbiorcę ciepła jakim jest Mesko, państwowa firma i państwowe przedsiębiorstwo – największym odbiorcą ciepła w Pionkach są bez wątpienia mieszkańcy, a więc spółdzielnie oraz wspólnoty, chyba, że przewodniczącemu chodziło o największą firmę, która korzystała z usług PWKC. – I stracił pan szpital, które jest drugie co do wielkości, czyli ZOZ – budynki ZOZ przy ul. Sienkiewicza oraz Harcerskiej nadal są ogrzewana z sieci miejskiej, podobnie jak nieruchomość przy ul. Niepodległości. – To tutaj panie burmistrzu należą się przeprosiny.

Burmistrz chciał więc dowiedzieć się czy szpital już uruchomił swoją kotłownię, ale radny Maślanek odpowiedział tylko „proszę mi nie przeszkadzać”. Odpowiedź powinna być przecząca, ale skoro mowa jest o stracie, to nie można teraz odpowiedzieć, że ZOZ dopiero zrezygnuje z usług miejskiej spółki jak uruchomi własne ogrzewanie.

Ja wiem, że porażki bolą – kontynuował radny Maślanek. – Jeszcze raz podtrzymuję, pan jako właściciel, to no trzeba się przyznać do porażki spółki miejskiej PWKC, którą pan tak podnosi, bo jak panu wygodniej jest, że pan jest właścicielem spółki i tu proszę, proszę, proszę pana zabezpiecza pan najtańsze ciepło, oczywiście to też jest kłamstwo panie burmistrzu. A jeżeli znowu chodzi o straty miejskiej spółki PWKC w kwocie chyba bodajże ponad 4 mln zł, to już pan odsuwa i już pan właścicielem nie jest, bo jest niewygodny temat.

Gdyby radny przeczytał dokładnie raport o stanie miasta, to dowiedziałby się z niego skąd pochodzi starta spółki PWKC w wysokości 4,4, mln zł. Nigdy też na żadnym oficjalnym spotkaniu nie padło ze strony burmistrza, że nie jest właścicielem spółki, która w 100% jest jednak własnością miasta, więc raczej trudno wypierać się własności, ale za to padło, że burmistrz nie jest prezesem, bo faktycznie nie jest. Najwyraźniej dla radnego Maślanka te dwie funkcje są tożsame.

Mówił tu pan mieszkańcom, że wy już w lipcu czy czerwcu spotykaliście się z odbiorcami, czyli ze spółdzielniami mieszkaniowymi, ze wspólnotami, co tu zrobić panie burmistrzu, wiedząc jaka jest inflacja, jakie są kierunki rządu, jak cena gazu szybuje do góry. To dlaczego wtedy pan, panie burmistrzu nie sięgnął  do pomysłu, ze mną oczywiście ustalanego, bo tego się nie wstydzę, z 2016, 2017 aż na 2018 skończywszy, jak to było panie burmistrzu? Co? Likwidacja spółek miejskich. Ano teraz, panie burmistrzu, gdyby pan był konsekwentny, gdyby pan podjął decyzje o likwidacji spółki i stworzeniu proszę znowu ponownie przedsiębiorstwa miejskiego, które ma osobowość prawną, który jest, który na zasadzie proszę, proszę, proszę pana np. wcześniejszego zakładu usług komunalnych, które, które, które to ma osobowość prawną, prawną, a które to by było objęte rządową właśnie gwarancją dopłaty i zamrożeniu stawek, panie burmistrzu.

Zakład komunalny został przekształcony w spółkę ekoPionki dopiero w trakcie roku 2018, a więc wychodzi na to, że radny chciał w 2016 r. likwidować Przedsiębiorstwo Wodno Kanalizacyjno Ciepłownicze. Jego zdaniem zakłady budżetowe mają podobno osobowość prawną, co podkreślał kilkukrotnie, choć zupełnie nie ma racji – warto przed zabraniem głosu zajrzeć choćby do Wikipedii.

Nie ma prawa funkcjonować dwa podmioty w mieście, które przynoszą straty, czyli miejskie spółki. To jest bardzo proste rozwiązanie. Likwidujemy i po problemie – twierdzi radny Maślanek.

Żeby zlikwidować spółki, to trzeba je rozwiązać, czyli zwolnić pracowników. Nawet przekształcając je ponownie w zakłady komunalne, trzeba i tak zwolnić wszystkich pracowników oraz ewentualnie zatrudnić w nowej jednostce. Sam proces przekształcenia trwa kilka miesięcy, o czym radny powinien doskonale wiedzieć, bo to za jego kadencji w radzie miasta MZUK przekształcano w spółkę. Wojciech Maślanek był jednym z dwóch radnych, którzy głosowali przeciwko temu rozwiązaniu. Zgodnie z prawem w mieście mogą funkcjonować dwie i więcej spółek realizujących zadania własne gminy. Należałoby powiedzieć, że choć faktycznie spółki przynoszą starty, to czym są spowodowane – PWKC w wyniku rosnących kosztów za emisję CO2 (których już płacić nie będzie), a ekoPionki choć wykazuje zysk bilansowy brutto, to ma stratę na poziomie niecałych 30 tys. zł rocznie. Jest to wynik bilansowy, obciążony kosztami amortyzacji dodatniej wartości firmy, która powstała przy przekształcaniu zakładu budżetowego w spółkę. Przy takim przekształceniu kapitał zakładowy spółki ekoPionki został pokryty majątkiem w wartości początkowej bez uwzględnienia jego amortyzacji. Faktycznie jednak spółka otrzymała majątek zamortyzowany w 90% z obowiązkiem amortyzowania powstałej w ten sposób dodatniej wartości firmy. Wartość tej amortyzacji rocznie wynosi ponad 580 tys. zł. Po odjęciu amortyzacji wynik finansowy jaki spółka osiągnęła ze swojej działalności gospodarczej w ubiegłym roku wyniósł 595.266,95 zł. Spółka zakończy obciążanie amortyzacją w marcu 2023 r. Nie są to dane ściśle tajne, raczej ogólnodostępne, ale nie każdy chce poszukać, a radni powinni jednak podawać prawdę, którą doskonale znają, bo informacje te są im przekazywane przynajmniej dwukrotnie w ciągu roku, nawet na piśmie.

Kiedy prezes PWKC wyjaśniał zebranym, że odejście Mesko, to plus dla wszystkich mieszkańców, bo nie ma już dodatkowych opłat obciążających wysokość taryfy za c.o. oraz o mechanizmie odejścia w przyszłości ZOZ od dalszego korzystania z usług PWKC w zakresie ciepła (koszty straty ciepła na potrzeby szpitala rozłożyłyby się pomiędzy wszystkich odbiorców), radny Maślanek stwierdził, że „nikt tu nie przyszedł polemizować w tych tematach". Okazało się, że to co twierdził przewodniczący rady odrobinę odbiega od faktów, a w niektórych momentach nawet całkowicie. Temat chciał rozszerzyć Dariusz Dolega z PWKC, który doskonale pamięta jak powstało dawne OWKC i jak zostało przekształcone w PWKC. Głos zabrała mu jednak przewodnicząca komisji Wioletta Grzywacz, a radny Maślanek nawet stwierdził, że pracownik PWKC nie może wypowiadać się na komisji, bo nie jest mieszkańcem miasta. Obydwoje radnych odsyłamy do zapisów Konstytucji RP oraz ustawy o samorządzie gminnym. Te dwa dokumenty w bardzo klarowny sposób wyjaśniają, że jednak Dariusz Dolega głos zabrać mógł, ale zostało mu to uniemożliwione ogłoszeniem kolejnej przerwy, po której przewodnicząca komisji z klubu PiS oświadczyła, że całkowicie odbiera mu głos i wolała by mówili jej klubowi koledzy oraz przewodniczący rady. Przynajmniej była gwarancja, że nie zaburzą przekazu do mieszkańców, a co mógł niewątpliwie zrobić Dariusz Dolega wyjaśniając zbyt dużo i udowadniając, że jednak niektórzy radni biorący udział w posiedzeniu racji zupełnie nie mają. Ale i tak wszyscy dowiedzieli się, że zakłady budżetowe nie posiadają żadnej osobowości prawnej i bez różnicy czy to będzie zakład budżetowy czy spółka, wysokość taryfy i tak będzie ustalana przez URE. OWKC również miało ciepło taryfowane.

Na koniec dwugodzinnego spotkania mieszkańcy poprosili o zapewnienie, że otrzymają wgląd w dokumenty z których wyliczana jest im opłata za c.o. (choć dokładne rozliczenia otrzymują również na koniec sezonu grzewczego, kiedy na podstawie zużycia ciepła i wpłaconych zaliczek wypłacana jest nadwyżka).

Akredytacja dziennikarska tam, gdzie jej nie potrzeba

Radna Grzywacz w podsumowaniu tej części komisji stwierdziła, że były w tym roku dwa spotkania ze spółkami i nie otrzymała na nie akredytacji dziennikarskiej, by mieszkańcy mogli zapoznać się ze stanem faktycznym. Pierwsze spotkanie, to coroczne spotkanie przedstawicieli spółek z radnymi miejskimi, które zawsze odbywa się bez udziału mediów, bo omawiane są na nim budżety oraz sprawy bieżące. A drugie wspomniane spotkanie, zapowiedziane już w czerwcu, odbyło się 12 września 2022 r. w MOK ul. Radomska 1 i było otwarte dla wszystkich, także dla dziennikarzy bez konieczności jakiejkolwiek akredytacji. Te media, które uczestniczyły w spotkaniu, zdały na swoich stronach relacje. W portalu Riposta Pionki można ją przeczytać w artykule Ciepło w mieście poważnym tematem dyskusji.

Przeczytaj również

Komentarze