Mieszkańcy zapłacili za zaniechania i błędy poprzednich władz miasta

Mieszkańcy zapłacili za zaniechania i błędy poprzednich władz miasta

Kilka lat temu miasto Pionki otrzymało pieniądze z Funduszy Europejskich na przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu, czyli komputery dla mieszkańców wraz z dostępem do internetu. Z tej pomocy skorzystało w Pionkach wiele osób, ale wciąż toczą się postępowania sądowe i prokuratorskie dot. rozliczenia projektu. Z końcem 2020 roku kończy się program, a tym samym darmowy internet i możliwość bezpłatnego korzystania z otrzymanego sprzętu.

W połowie lipca Urząd Miasta otrzymał ostateczną decyzję z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej o naliczonej karze w wysokości 463.358,46 zł plus odsetki ok. 142 tysięcy zł. Skarbnik miasta kwotę główną zapłaciła niezwłocznie po otrzymaniu decyzji, ale jednocześnie miasto wystąpiło  o możliwość umorzenia odsetek. Pieniądze na zapłatę kary były zabezpieczone w budżecie na 2020 r., bo burmistrz i radni zdawali sobie sprawę, że zapewne przyjdzie nam zapłacić za zaniechania i celowe działania poprzednich władz miasta, czyli realizatorów projektu.

Chodzi o program unijny „Internet szansą rozwoju mieszkańców Gminy Miasta Pionki”, którego koordynatorem z ramienia urzędu był były już wiceburmistrz Stanisław Mazur, a realizację programu kontynuował po wygranych wyborach Romuald Zawodnik. W toku dochodzenia instytucje prowadzące postępowanie uznały iż w trakcie realizacji programu doszło do szeregu zaniechań powodujących naruszenie prawa i z tego powodu nałożono na miasto karę finansową.

Umowę na realizację projektu podpisano 14 marca 2011 r. Miasto pozyskało pieniądze, które w 100% pokrywały wydatki związane z utworzeniem Centrów Animacji Społeczeństwa mieszczących się w różnych instytucjach publicznych na terenie Pionek oraz na zakup komputerów z drukarkami dla mieszkańców i dostępem do internetu. Pierwszą kontrolę realizacji programu przeprowadziła Jednostka Wdrażająca Programy Europejskie w dniu 12 maja 2015 r. i stwierdziła, że doszło do naruszenia zapisów umowy. Obciążyła miasto karą z powodu naruszenia przepisów o uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców. Miasto bowiem zażądało od dostawcy komputerów 60 miesięcy gwarancji producenta by nie ponosić kosztów ewentualnej wymiany sprzętu, a to oznaczało, że nie każdy mógł przystąpić do ogłoszonego przetargu. Zdaniem kontrolujących wymaganie od oferentów takich dokumentów stanowi utrudnienie uczciwej konkurencji, albowiem uzależniło możliwość udziału oferentów od osób trzecich, czyli producenta sprzętu i jego woli wydania dokumentu gwarancji. Takie działanie może prowadzić do nieuczciwej praktyki wydania przez producenta dokumentu gwarancji tylko wybranym podmiotom w celu manipulowania przebiegiem postępowania przetargowego. Dokładnie tego samego zdania jest Krajowa Izba Odwoławcza.

Kolejne naruszenie nastąpiło w ramach „Budowy, utrzymania i administrowania siecią światłowodowo-radiową”, która kosztowała 1.699.860,00 zł. Miasto podpisując umowę z konkretnym wykonawcą naruszyło art. 30 ust. 5 Prawa zamówień publicznych ograniczając dostęp do realizacji zadania poprzez uzależnienie wyboru wykonawcy od zastosowania konkretnego sprzętu. Prawo dopuszcza rozwiązania równoznaczne, co skutkuje możliwością dopuszczenia do realizacji różnych oferentów.

Dodatkowo budowa sieci światłowodowo-radiowej, zgodnie z podpisaną umową, miała zostać zrealizowana do połowy listopada 2014 r., a dokumentem potwierdzającym wykonanie miał być końcowy protokół odbioru robót i usług. Niestety nie doszło do zrealizowania zapisów umowy, gdyż jak się okazało, wykonawca nie mógł otrzymać od miasta niezbędnych informacji potrzebnych do budowy sieci. Miasto tłumaczyło się tym, że informatyk, który takie informacje mógł przekazać, został oddelegowany do prac przy wyborach samorządowych. Oprócz niego nikt w urzędzie nie umiał pomóc. Wykonawca więc roboty przerwał nie z własnej winy. Po wyborach burmistrzem został Romuald Zawodnik i w grudniu dowiedział się, że realizacja projektu unijnego jest zagrożona i najprawdopodobniej miasto będzie musiało oddać całość dofinansowania. Podpisał więc z wykonawcą budowy sieci aneks do umowy z dniem 30 grudnia 2014 r., choć termin zakończenia realizacji już minął. Jednostka wdrażania nie przyjęła tłumaczenia iż nastąpiły nieprzewidziane okoliczności, bo wybory samorządowe są zdarzeniem przewidywalnym i przeprowadzane są w z góry określonym terminie. Jednostka wdrażania odrzuciła również argument usprawiedliwiający o oddelegowaniu informatyka do innych zadań, uznając, że był on osobą przede wszystkim odpowiedzialną za wykonanie umowy, a po stronie miasta leżało zabezpieczenie jej realizacji.

Dodatkowo okazało się, że poprzez opóźnienie w budowie sieci światłowodowo-radiowej miasto nie podpisało z mieszkańcami umów na komputery, co zostało uznane jako przykład nieprawidłowego działania, gdyż podpisując umowę o dofinansowanie, władze miasta doskonale wiedziały, że muszą wywiązać się z terminów.

W toku dochodzenia uznano, że miasto Pionki przy realizacji projektu unijnego naruszyło przepisy prawa zamówień publicznych i musi zwrócić część dofinansowania. Uznano, że charakter tych nieprawidłowości narusza przepisy krajowe oraz wspólnotowe. Poprzedni burmistrz podejmował próby odwołania się od decyzji, ale niestety Minister Funduszy i Polityki Regionalnej podtrzymał decyzję Centrum Projektów Polska Cyfrowa (jednostka wdrażania środków unijnych) i nakazał zwrot prawie 600 tys. zł. Taka kwota dla budżetu miasta jest niebagatelna, gdyż stanowi spory uszczerbek w finansach. Miasto karę musiało zapłacić, ale jednocześnie prawnicy analizują czy jest możliwość odzyskania tych pieniędzy od osób, które dopuściły się naruszeń przy realizacji projektu. Chodzi tu głównie o koordynatora, czyli byłego wiceburmistrza, który za sprawowanie nadzoru nad wykonaniem projektu pobierał dodatkowe wynagrodzenie roczne w wysokości ponad 24 tys. zł.

Przewodniczący rady Wojciech Maślanek mówił na sesji rady w dniu 2 września 2020 r., że osoby, które naruszyły realizację unijnego projektu, winny ponieść konsekwencje, włącznie ze zwrotem pieniędzy, które zostały już zapłacone.

Radni miejscy odbyli również spotkanie z burmistrzem i rozmawiali na temat programu 8.3, podczas którego miejski prawnik poinformował, że sprawa nie jest jeszcze zakończona. Związany tajemnicą zawodową nie mógł ujawnić szczegółów postępowania, ale radni dowiedzieli się, że miasto złożyło obszerną skargę na decyzję ministra funduszy i być może istnieje szansa, iż sąd uzna, że nałożona kara może ulec zwrotowi w całości, bądź w części.

W tym projekcie odbyły się dwie kontrole. Pierwsza kontrola zarzuciła przekroczenie uprawnień dotyczących zamówień publicznych i narzuciła korektę 5%. Ze względu na różnego rodzaju niesnaski przyjechała druga kontrola, która uznała, że nie podpisano aneksu, nie podpisano umów z mieszkańcami i zasada jest taka, że nie łączy się, nie sumuje się korekt, tylko nakłada się jedną, najwyższą 25% – wyjaśniał radnym Robert Kowalczyk, bo sprawa programu 8.3 nie wszystkim jest znana.

Jednocześnie burmistrz poinformował, że cała sprawa nie jest jeszcze zakończona, bo wkrótce przed sądem staną odpowiedzialni za realizację projektu.

Okazuje się, że toczy się nadal sprawa karna. Wróciła do pierwszej instancji, co prawda została rozdzielona między oskarżonych – mówi Robert Kowalczyk. – Najgorsza sytuacja to jest z tym niepodpisaniem aneksu. Ktoś był odpowiedzialny, kto powinien ten aneks przed końcem kadencji podpisać, a go nie podpisał.

Aneks do umowy powinien zostać podpisany przed końcem 2014 r., czyli kiedy burmistrzem był jeszcze Marek Janeczek, a realizację projektu koordynował jego zastępca. Aneks do umowy podpisał dopiero Romuald Zawodnik, ale już po terminie. Jednostka wdrażania mogła domagać się zwrotu całej kwoty jaką otrzymało miasto, ale poprzestała na nałożeniu kary według taryfikatora.

Radny Grzegorz Wąsik dopytywał dlaczego nikt nie podpisał aneksu, kiedy był na to czas, bo nie jest w stanie zrozumieć jak można było dopuścić do takiego zaniedbania ze strony odpowiedzialnych za realizację programu.

Różne są, różne są wersje – odpowiedział Wojciech Maślanek. – Jedni mówią, że wybory, ktoś został oddelegowany do wyborów, drudzy mówią, jedni mówią, że na urlopie osoba przebywała. Tam, tam były 3 osoby główne w tym projekcie, to był pan Szwabowicz, informatyk, tylko nie wiem który, no i wiceburmistrz Mazur, prawda? To były te 3 osoby.

Radny Maślanek dopytywał jeszcze burmistrza o sprawę karną, która nadal się toczy, bo z jego informacji wynika, że „sprawa utknęła w prokuraturze”. Usłyszał, że wróciła do I instancji.

Rozumiem, rozumiem panie burmistrzu, że jeszcze, jeszcze zależy od rozstrzygnięcia sądu karnego, wyroku, wtedy dopiero czy możemy równolegle złożyć również do tej samej sprawy żądanie zwrotu tej sprawy, którą gmina poniosła? – pytał Wojciech Maślanek, który uważa, że osoby odpowiedzialne za to, że miasto musiało z własnych pieniędzy oddać za ich zaniechania, powinny te pieniądze zwrócić mieszkańcom. W tej chwili jeszcze nie wiadomo czy miasto poczeka na wyrok sądu w sprawie karnej, czy wystąpi odrębnie o zwrot blisko 500 tys. zł od osób, które dopuściły się uchybień.

Robert Kowalczyk poinformował też radnych, że projekt unijny właśnie dobiega końca. Każdy mieszkaniec, który będzie chciał zostawić sobie komputer jaki otrzymał od miasta, będzie musiał dokonać symbolicznej wpłaty 100 zł. Komputer wraz z drukarką będzie też można oddać właścicielowi, czyli urzędowi miasta. Warunek jest jeden – sprzęt musi być sprawny. Również z końcem roku wygasa usługa darmowego internetu. Mieszkańcy będą mogli indywidulanie kontynuować umowy z dostawcą i ponosić koszty dostępu.

Przeczytaj również

Komentarze