„Nie dopinam się” – kabaret Agat jak zawsze przyciągnął tłumy

„Nie dopinam się” – kabaret Agat jak zawsze przyciągnął tłumy

20 listopada sala widowiskowa Miejskiego Ośrodka Kultury przy ul. Zakładowej 5 pękała w szwach. Grupa kabaretowa Agat, to gwarancja świetniej zabawy, więc chętnych do zobaczenia kolejnego spektaklu jak zwykle nie brakowało.

Spektakl „Nie dopinam się”, to jak zwykle satyra na samych siebie. Bo pomimo tego, jak bardzo staralibyśmy się być idealnie, to zawsze gdzieś coś odstaje, coś uwiera, a i charaktery nasze, często złote… bo ciężkie.

Panie z kabaretu Agat zaserwowały swoim sympatykom prawdziwą terapeutyczną dawkę wspaniałej zabawy. Widzowie z uśmiechami na twarzy przebrnęli przez życie niejednego z nas. Dowiedzieliśmy się skąd biorą się dzieci, jak to jest w narzeczeństwie i 30 lat po ślubie. Synowe i teściowe to całkiem fajne kobiety, kiedy… jeszcze nie są rodziną, bo już później to bywa różnie. Jedna zostaje starą jędzą, a druga diablicą. I tak zawsze najlepszy pozostaje teść z którym można wypić piwo przy grillu.

Kobiety znane są z tego, że zawsze są na jakieś diecie, mniej lub bardziej skutecznej. Zazwyczaj nie jedzą po 18-tej, ale nigdy nie wiadomo w której strefie czasowej. U nich słowo „nie”, wcale nie oznacza zaprzeczenia, bo czasem bywa, że „nie”, to właściwie znaczy „tak”. Uwielbią wraz z koleżankami zakładać grupy wsparcia, np. „Jesteśmy gotowe żeby nie być kwadratowe” i ćwiczyć aerobik by osiągnąć wymarzoną figurę. Nie zawsze udaje się osiągnąć sukces, ale źle jest dopiero wtedy, kiedy kupuje się hula-hop i niestety pasuje. Kiedy zdrowie szwankuje, najlepiej udać się do lekarza i wyjawić, gdzie boli. A boli wszędzie, ale z wizyty można wyjść zadowolonym, bo lekarz był od siedmiu boleści. Najlepszą diagnozę stawia, i to całkiem za darmo, sprzedawca koszul, który wyjawi od czego w uszach szumi. Na wiele bolączek cielesnych związanych z wieloletnim pożyciem małżeńskim, najlepsze jest sanatorium. Tyle, że żona twierdzi, że w okolicy Pionek same uzdrowiska, a i na zabiegi można dojechać rowerem do Garbatki czy Augustowa. Po trzeciej pięćdziesiątce kobiety z sanatorium od razu są ładniejsze, choć najładniejsze bywają te, które pochodzą z najbliższego uzdrowiska, czyli z Jedlni Zdrój – ALE to są BABKI.

Duża dawka śmiechu, kunszt gry aktorskiej, pokazów wokalnych, a nawet tanecznych. Kto przybył na dzisiejszy spektakl na pewno nie wyszedł zawiedziony, a i humor miał zdecydowanie lepszy.

Kabaret Agat to grupa wiecznie młodych, energicznych, kreatywnych i tryskających dobrym humorem trochę bardziej dorosłych Pionkowian – wyjątkowe pań: Teresa Chmura, Elżbieta Olejarz, Teresa Smal, Alicja Zając, Grażyna Gola i Halina Skiba i pana Janusza Kaca, który nie dość, że pięknie gra na gitarze, to jego głos wprowadza w nostalgiczny nastrój. Brawurowe aktorstwo i nawiązanie do najlepszych tradycji kabaretu, to wielka sztuka artystycznej jazdy bez trzymanki po wyboistej drodze lokalnej rzeczywistości i codzienności.

Spektakl zakończył się owacjami na stojąco i podziękowaniem ze strony widzów wspólnym śpiewem i tańcem, do których zachęciła wszystkich kierownik całego zamieszania – Teresa Chmura.

Przeczytaj również

Komentarze