Podwyżki za odbiór odpadów nie będzie. Ostentacyjny protest radnego Abramowicza

Podwyżki za odbiór odpadów nie będzie. Ostentacyjny protest radnego Abramowicza

Burmistrz złożył we wrześniu projekt uchwały dotyczący podwyżki opłat za odbiór odpadów komunalnych. Dopiero 17 października radni miejscy spotkali się na sesji by omówić zasadność proponowanych zmian, które niestety miałyby uderzyć mieszkańców po kieszeni. Z góry wiadomo, że podwyżka i tak nie pokryje kosztów gospodarki odpadami, ale miała na celu zmniejszenie dopłat do śmieci z kasy miasta. Wśród radnych tacy, którzy rozumieją zasadność podniesienia ceny oraz tacy, którzy dbając o portfele mieszkańców i nie chcą słyszeć, że przy wzroście cen wszystkiego, głównie energii, gazu, ciepła, które poniekąd zafundował wszystkim rząd, miasto obciąży mieszkańców dodatkowymi wzrostami opłat. Radny Paweł Abramowicz prosto do kamer porwał projekt uchwały dotyczący zmiany stawki. Teatralny pokaz radnego oklaskiwała radna Wioletta Grzywacz i przewodniczący Maślanek jakoś nie zwrócił uwagi, by zachowywała się poważnie.

Oczywiście dyskusja nad zasadnością proponowanej nowej stawki trwała jak zwykle długo i jej przebieg przedstawimy w odrębnym artykule, ale warto zwrócić uwagę na kilka drobnych faktów. Kiedy podczas sesji absolutoryjnej kierownicy wydziałów i dyrektorzy jednostek podległych brawami dziękowali radnym za docenienie ich pracy, przewodniczący Maślanek upominał ich słowami: „nie jesteśmy w kinie, w teatrze tylko, tylko naprawdę, ani na przedstawieniu jakimś zewnętrznym, tylko naprawdę proszę o powagę, bo naprawdę, naprawdę będziecie państwo mieli czas na gratulacje, ogłoszę przerwę na brawa. Naprawdę proszę o powagę”, kiedy klaszczą na sesji radni, szczególnie radni z grupy wspierającej, przewodniczący Maślanek nie komentuje „niepoważnego zachowania”.

Kiedy radni z klubu PiS wygłaszają peany na temat rządu, choć nijak ich wypowiedzi mają się do treści omawianych uchwał, przewodniczący Maślanek słucha z uwagą i nie przerywa. Za to niemal zawsze wtrąca „proszę mówić na temat” nawet wówczas, gdy skarbnik miasta próbuje wyjaśnić radnym, że jakaś ich decyzja będzie miała negatywne skutki dla budżetu. Radni sprzyjający burmistrzowi wolą czasem wcale nie zabierać głosu w dyskusji, bo wiedzą, że ich wypowiedź i tak zostanie uznana za nietematyczną. Na poniedziałkowej sesji nawet Robert Kowalczyk stwierdził, że w debacie nad projektem uchwały, radni zbyt daleko odbiegli od tematu – mówili na temat polityki rządu, inflacji, wojny w Ukrainie, budowie szpitala, którego rząd PO i powiat rządzony przez PSL nie wybudowali, a za PiS jednak budują. Radni posunęli się również do stwierdzenia, że 4 zł podwyżki za odbiór odpadów to tak drastyczny skok, że mieszkańcy zostaną narażeni na odmówienie sobie zakupu jedzenia, czasem na cały miesiąc, bo zapłacą o 300 zł więcej. Trudno czasem znaleźć sens w tych wypowiedziach, bo radni dość często w emocjach chcą powiedzieć wszystko co mają do powiedzenia na dany temat w krótkim czasie, gdyż nie wiadomo kiedy ich wypowiedź może zostać przerwana.

Niemniej najbardziej widowiskowe było zachowania radnego Pawła Abramowicza. Można śmiało nazwać go pionierem dziwnych zachowań, bo do tej pory, przez lata odkąd istnieje Riposta Pionki, żaden radny miejski nie rwał projektów uchwał na sesji, nie rzucał nimi i nie kazał burmistrzowi wyrzucać do pojemników z napisem papier, czyli tam gdzie ich miejsce. Widocznie taki pokaz siły wydał się radnemu adekwatny do sytuacji, bo jako dbający o wydatki mieszkańców nie zgadza się przecież z zaproponowaną podwyżką.

I tak na myśl przychodzi pewna sesja z listopada ubiegłego roku, kiedy to szybko i właściwie bezszelestnie radni głosowali podwyżki m.in. swoich diet. Żaden z nich nie rwał projektu uchwały, nie wyrażał swojego głębokiego niezadowolenia, że z budżetu miasta, a więc pieniędzy wszystkich mieszkańców, wzrosną znacząco uposażenia. Oczywiście wszystko zgodnie z prawem i niemal w maksymalnej wysokości jaką przewidywała ustawa.

Jednogłośnie radni zagłosowali za przyjęciem nowych stawek swoich diet w wysokości:

  • przewodniczącemu rady z 1.900 zł do kwoty 3.200 zł (Wojciech Maślanek),
  • wiceprzewodniczącemu z 1.500 zł do kwoty 2.500 zł (Stanisław Pacan i Tomasz Łyżwa),
  • przewodniczącemu komisji stałej z 1.300 zł do kwoty 2.100 zł (Paweł Abramowicz, Piotr Nowak, Grzegorz Wąsik, Kamil Panufnik, Wioletta Grzywacz i Iwona Wydmuch),
  • zastępcy przewodniczącego komisji z 1.100 zł do kwoty 1.800 zł (Krzysztof Bińkowski, Anna Wierzycka i Dawid Jaroszek),
  • członka komisji z 1.000 zł do kwoty 1.700 zł (Zbigniew Belowski, Włodzimierz Szałabaj i Paweł Kobylas),
  • radnego niepełniącego żadnej funkcji lub niebędącego członkiem żadnej komisji – 1.200 zł.

Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach mówi, że rada miasta zobligowana jest do określenia stawki opłaty za gospodarowanie odpadami oraz, że opłata ta musi pokrywać koszty całego systemu gospodarowania. W Pionkach nie pokrywa, miasto w ciągu tylko tej kadencji dołożyło z budżetu prawie 3 mln zł do śmieci, ale to nie przekonuje radnych, bo nikt przecież podwyżek nie lubi. No chyba, że są to wyłącznie podwyżki wynagrodzeń czy pobieranych diet. Dodatkowo coraz mniej czasu do kolejnych wyborów, więc pora najwyższa przypomnieć mieszkańcom kto zły, a kto jest dobry.

Z jednej strony wszyscy cieszymy się, że podwyżkę opłaty za śmieci radni w ostateczności odrzucili – przynajmniej ten jeden wydatek nie wzrośnie. Z drugiej trzeba mieć świadomość, że do śmieci kolejny rok z rzędu trzeba dopłacić, bo albo ktoś nam do Pionek te śmieci podrzuca, albo wytwarzamy ich na tyle dużo, że nigdy nie zbilansujemy wydatków, albo… miasto zbyt delikatnie „kontroluje i karze” nieuczciwych mieszkańców, którzy oszukują w składanych deklaracjach. Z danych przedstawianych przez wydział komunalny jasno wynika, że aby opłaty od mieszkańców mogły pokryć koszty odbioru śmieci w Pionkach, bez konieczności dopłaty z budżetu miasta, ale z uwzględnieniem inflacji, to od osoby powinniśmy płacić nawet 29 zł przy odpadach segregowanych. Jednak po drodze był wzrost cen na składowisku, znaczący wzrost cen paliw, a w przyszłym roku dwa razy wzrośnie najniższa krajowa, czyli znów koszty odbioru powinny wzrosnąć.

Pozostaje mieć nadzieję, że jednak w ostatnim kwartale tego roku, ale i w pierwszym przyszłego, tych śmieci będziemy mieli mniej, bo prezes partii rządzącej publicznie pozwolił w tych trudnych czasach palić wszystkim, byle nie oponami, by ogrzać domy. Powietrze może będzie szkodliwe, ale za to śmieci będzie mniej w naszych wiatach. Będzie ich również mniej, bo zaczynamy kupować coraz rozsądniej i to nie ze względu na ochronę planety, ale ze względu na ciągle rosnące ceny artykułów spożywczych. Bez podwyżki stawki za śmieci, ale za to z mniejszą ilością odpadów mamy szansę „zbilansować system”.

Przeczytaj również

Komentarze