Ponad 4 godziny dyskusji na komisji infrastruktury

Ponad 4 godziny dyskusji na komisji infrastruktury

Radni miejscy rzadko spotykają się na posiedzeniach komisji by dyskutować o sprawach ważnych dla miasta oraz mieszkańców. Zazwyczaj posiedzenia odbywają się przed planowanymi sesjami i tematy dotyczą złożonych projektów uchwał. Tym razem było podobnie, choć w pierwszej kolejności rozpatrywane było pismo jednej z mieszkanek Pionek, która nie zgadza się z zaprojektowanym studium uwarunkowań i kierunkami zagospodarowania przestrzennego miasta Pionki. Mowa też była o gwarancji dla PWKC na zaciągnięcie kredytu oraz wzroście opłat za odpady komunalne. Dyskusja zajęła radnym ponad 4 godziny i właściwie niewiele z niej wynika, bo iluż radnych, tyle zdań w każdym temacie.

W pierwszej kolejności radni zajęli się omówieniem pisma jakie wpłynęło do biura rady od jednej z mieszkanek, która nie zgadza się by studium weszło w życie z takimi zapisami, jakie zaproponowali projektanci. W skrócie chodzi o to, że mieszkanka nie wierzy iż miasto wykorzystało wszystkie możliwe instrumenty by odwoływać się do Wód Polskich i Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w sprawie decyzji o pomniejszenie jej działki. Sama działka ma 5500m2, ale zgodnie ze studium z 2003 r. pod zabudowę można przeznaczyć tylko 1500 m2. Nowy dokument pozwala na zabudowę 3000 m2, ale właścicielka nie rozumie dlaczego nie można przeznaczyć 4000m2. Instytucje, które wydają decyzje w tej sprawie uznały, że część terenu to tzw. teren zalewowy w dolinie rzeki Zagożdżonki, a sporne 1000 m2 to korytarz ekologiczny dla siedlisk ptaków. Właścicielka twierdzi, że działka jest w jej rodzinie od 100 lat i nigdy rzeka Zagożdżonka nie wylała, więc tylko traci swój majątek na rzecz terenów zalewowych. Dodatkowo nie godzi się z decyzją GDOŚ i RDOŚ o przeznaczeniu części terenu na korytarz ekologiczny. Nie są to jednak decyzje miasta, ale instytucji wyższego rzędu i choć miasto próbowało odwoływać się od podjętych decyzji (na prośbę właścicielki działki), to uwagi nie uzyskały akceptacji. Niemniej miasto, wychodząc naprzeciw uwagom mieszkanki, zapisało w projekcie zwiększenie terenu pod zabudowę na tej konkretnej działce. Właścicielka chciałaby aby radni wstrzymali uchwalenie studium i ponownie zwrócili się do Wód Polskich i GDOŚ o wydanie innej decyzji, bardziej dla niej korzystnej. Tłumaczyła iż traci część swojego majątku i nie może w żaden sposób sprzedać tej działki. A sprzedaż jest dla niej priorytetem gdyż sytuacja rodzinna zmusza ją do podjęcia decyzji o pozbyciu się nieruchomości, ale po uchwaleniu nowego studium nadal nie uzyska możliwości zabudowy na obszarze 5500m2. Jednocześnie zgadza się z tym, że jeśli trzeba wyznaczyć teren zalewowy, to wyjścia nie ma, ale zgodnie z mapami powodziowymi jest to raptem 1500m2. Pozostaje więc 4000m2, które mogłaby sprzedać jako teren budowlany. Zgodnie z nowym studium ma tylko 3000m2 na sprzedaż jako działkę budowlaną. Urzędnicy próbowali przekonać mieszkankę, że na nowym studium i tak zyskuje więcej terenu, a te sporne 1000m2  oraz teren zalewowy można zapisać jako teren biologicznoczynny nie tracąc już na reszcie powierzchni, bo posiadając nawet 5500m2 terenu nie będzie ich mogła w całości zabudować.

Spór został nierozstrzygnięty, choć dyskusja trwała bardzo długo. Radny Wojciech Maślanek stwierdził, że rada nie miała okazji zapoznać się z dokumentami dotyczącymi projektu studium. Podobnie uznała radna Grzywacz, która dodała, że radni nie wiedzą kiedy miasto wykłada jakieś plany do wglądu. O tym, że wyłożono dwukrotnie projekt studium urząd informował na stronie miasta, na tablicach ogłoszeń oraz na BIP. Niektórzy mieszkańcy przyszli by złożyć swoje uwagi, w  tym także właścicielka działki, więc także radni mogli ogłoszenie przeczytać i zapoznać się z pełną dokumentacją.

Co się stanie jeśli radni odrzucą studium zagospodarowania dla całego miasta? Osoby oczekujące na jego zmiany by rozpocząć inwestycje nie będą mogły ich wykonać, a samo miasto straci pieniądze, które wydało na przygotowanie planu, natomiast cały dokument trzeba będzie wykonać od nowa. Druga opcja jest taka by wstrzymać uchwalenie studium, ponownie zwrócić się do Wód Polskich oraz GDOŚ i RDOŚ o wydanie decyzji w sprawie jednej działki, ale skoro już raz zapadła decyzja (od której odwoływał się już burmistrz), to najprawdopodobniej nikt jej nie zmieni na inną. Procedura ponownego odwołania będzie trwała minimum 4 miesiące i nie gwarantuje poprawy na korzyść mieszkanki. Dodatkowo jeśli radni nie przyjmą nowego studium, to nadal będzie obowiązywało to z 2003 r., a więc dokument mniej korzystny dla właścicielki działki.

Poręczenie dla PWKC

Kolejnym tematem w dyskusji było poręczenie kredytu dla spółki PWKC. Miasto, jako właściciel musi zapisać w uchwale budżetowej kwotę 1 mln zł jako gwarancję zabezpieczenia kredytu, który spółka chce zaciągnąć na zakup emisji CO2. Kwota kredytu to 4 mln zł, a spółka bierze go pod zastaw swojego majątku. Miasto nie musi wydatkować wspomnianego miliona, ale „zamrozić” go do końca roku budżetowego jako ewentualne zabezpieczenie.

Radni rozpoczęli dyskusję w tej sprawie poruszając kwestię budowy 5 kotłowni gazowych na terenie miasta. Z dyskusji wynika, że spółka posiada już projekt na budowę, pozwolenia, ma podpisane umowy na przyłącze i od strony merytorycznej wniosek o dofinansowanie przez NFOŚiGW przeszedł weryfikację. W tej chwili PWKC oczekuje tylko na podpisanie umowy dofinansowania. Jeśli NFOŚ przyzna pieniądze, to spółka ogłosi przetarg na budowę pierwszych kotłowni. Niestety z niewiadomych przyczyn NFOŚiGW jeszcze takiej umowy nie przygotował. PWKC czekając na decyzję nadal ogrzewa miasto kotłem węglowym i musi brać udział w handlu emisjami. W tym roku kalendarzowym musi je kupić za kwotę ok. 11 mln zł, w ubiegłym roku było to ok. 5 mln zł, a w latach wcześniejszych emisja kosztowała ok. 2 mln zł rocznie. Wzrost cen za emisję odbija się na finansach spółki, która nie jest już w stanie z własnych pieniędzy płacić coraz to wyższych cen i stąd konieczność zaciągnięcia kredytu. Jeśli PWKC nie wykupi emisji, to w konsekwencji zapłaci podwójnie – karę za brak emisji i konieczność ich kupienia. Zamiast 98 euro za tonę, zapłaci 198 euro. Część radnych jest zdania, że spółce należy pomóc, bo wykonuje ona usługi leżące w obowiązku gminy, część twierdzi, że spółka jest w fatalnej kondycji finansowej i potrzebuje kredytu, bo sobie nie radzi.

Wśród gorącej wymiany zdań padło stwierdzenie z ust radnego Maślanka, że spółka musi zarabiać, bo do tego została powołana, a zyskami musi dzielić się z miastem. Prezes PWKC wyjaśniał, że w statucie spółki wyraźnie jest zapisane iż spółka ma zapewnić dostawy ciepła oraz wody dla mieszkańców, a nie działać w celach zarobkowych. Gdyby miała zarabiać na swojej działalności, musiałoby to robić kosztem mieszkańców, a co za tym idzie podnieść ceny za centralne ogrzewanie o ok. 600% by móc „zarobić” na emisję.

Oczywiście opłat za emisję można uniknąć budując kotłownie gazowe, ale pojawia się kolejny problem – czy inwestowanie w ciepło z gazu będzie opłacalne skoro jego ceny też idą mocno w górę? Próbowano na ten temat dyskutować, nawet omówiono niektóre zagadnienia, ale dyskusję przerwała przewodnicząca komisji radna Grzywacz twierdząc, że nie ma co wplątywać polityki rządowej do rozmowy o poręczeniu kredytu dla spółki miejskiej. W ferworze dyskusji udało się jednak wykrzesać stwierdzenie, że pieniądze z emisji powinny być wydatkowane na inwestycje umożliwiające wycofanie się z ogrzewania węglem, a nie być „przejadane” i że nie są to pieniądze, które „wpływają do unii”, tylko do budżetu państwa.

Podczas opiniowania projektu uchwały budżetowej z zapisem dot. poręczenia kredytu dla PWKC radny Maślanek był przeciwny pomysłowi, radna Grzywacz wstrzymała się od głosu, a pozostali radni z komisji poparli propozycję burmistrza, bo „zamrożenie” w budżecie 1 mln zł z wolnych środków jest mniej bolesne niż płacenie kar za brak prawa do emisji CO2.

Przebieg dyskusji na temat kredytu dla PWKC to materiał na odrębny artykuł, który zostanie opublikowany już wkrótce.

Więcej za śmieci?

Kolejny projekt uchwały omawiany przez radnych dotyczył zwiększenia opłaty za odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych. Obecnie opłata wynosi 21 zł/os za odpady segregowane i 42 zł/os za niesegregowane. Nowa propozycja to wzrost o 7 zł by móc zbilansować gospodarkę odpadami i dopłacać z kasy miasta możliwie jak najmniej pod koniec roku. Radni nie zgadzają się ze wzrostem opłat, choć część z nich rozumie powiększenie kosztów wynikających ze wzrostu cen paliw, kosztów pracowniczych, opłat za składowanie odpadów. Dyskutowali na temat deklaracji składanych przez mieszkańców i problemie wynikającym z tego, że deklaracje nie zgadzają się ze stanem faktycznym liczby osób zamieszkujących dane gospodarstwo. Urzędnicy wyjaśniali, że starają się kontrolować liczbę faktycznie zamieszkujących poprzez weryfikację u administratorów oraz w wyniku informacji jakie dostarczają mieszkańcy. W ubiegłym roku wysłali 117 wezwań do poprawienia deklaracji i „zyskali” 88 dodatkowych osób w systemie. Wynika z tego, że mieszkańcy w celu zaoszczędzenia pieniędzy nie podają prawdy w składanych dokumentach, a to skutkuje tym iż za niepłacących zapłacą wszyscy, którzy rzetelnie wypełniają deklaracje i ponoszą koszty zgodnie ze stanem faktycznym.

Z przedstawionych dokumentów wynika również, że z roku na rok zwiększa się liczba odpadów jakie odbierane są od mieszkańców, choć liczba osób spada. Podczas dyskusji wyciągnięto dwa wnioski: albo mieszkańcy Pionek produkują coraz więcej śmieci, albo wytwarzają je ci, których podobno nie ma w naszym mieście.

Radni przeanalizowali również wzrost cen na przestrzeni ostatnich lat. Z dokumentów wynika, że odbiór niektórych frakcji odpadów wzrósł o kilkaset procent w stosunku do roku poprzedniego i bardziej opłaca się oddawać odpady zmieszane niż wyselekcjonowane. Dyskusja toczyła się wokół tego czy miastu nie opłaca się oddawać np. szkło bezpośrednio do huty i zarabiać na tym, niż płacić na wysypisku za to, że szkło zostało odebrane. Tu pojawił się problem budowy sortowni, która przygotowałaby odpady szklane na potrzeby takiej huty i co w konsekwencji bardziej opłaca się miastu.

Do konsensusu jednak nie udało się dojść i na koniec dyskusji radni wydali opinię o proponowanym wzroście stawek za odbiór odpadów – nikt nie był za, przeciwni byli radni: Maślanek, Wąsik, Grzywacz i Łyżwa, a radni: Kobylas i Jaroszek wstrzymali się od głosu. Część dalsza dyskusji odbędzie się w środę podczas sesji na której radni będą musieli podjąć ostateczną decyzję. Burmistrz wyjaśnił jednak, że i tak za odbiór śmieci zapłacą mieszkańcy, bo albo pokryją to w comiesięcznej opłacie, albo z budżetu miasta, przez co trzeba będzie zrezygnować z finansowania równie ważnych dla mieszkańców np. drobnych inwestycji jak budowa chodnika, parkingu czy dopłaty do wyjazdu dzieci.

W dniu jutrzejszym, 22 lutego zbierze się komisja budżetu by podjąć dyskusję o projektach uchwał przygotowanych na środową sesję. Niewykluczone, że niektóre tematy ponownie będą omawiane.

Radni z komisji infrastruktury zgodni byli jedynie w temacie, by wreszcie na Pronicie ponazywać poszczególne ulice. Przez lata funkcjonował jeden ZTS Pronit z adresem Zakładowa 7, ale po upadku zakładów na tym terenie rozpoczęły funkcjonowanie różne przedsiębiorstwa, które nadal mają zbiorczy adres, co często przysparza różnego rodzaju problemów. Stąd więc propozycja by ulicom przebiegającym przez dawny Pronit nadać odrębne nazwy i tak już wkrótce miasto Pionki wzbogaci się o 15 ulic: Pronitowską, Transportową, Łączności, Metalową, Melaminy, Narzędziową, Celulozy, Ciepłowniczą, Jana Prota, Czarnego Prochu, Amunicji, Wystrzałową, Poligonową, Kowala, Śrutową, a ulice Węglowa i Przemysłowa zmienią swój przebieg.

Przeczytaj również

Komentarze