Przedsiębiorcy z Pronitu chcieliby mieć drogę. Godzinę słuchali bezproduktywnej dyskusji radnych z burmistrzem

Przedsiębiorcy z Pronitu chcieliby mieć drogę. Godzinę słuchali bezproduktywnej dyskusji radnych z burmistrzem

4 listopada grupa przedsiębiorców z Pronitu przyszła na posiedzenie komisji gospodarki gminy i infrastruktury, by porozmawiać o realnych szansach na remont dwóch ulic – Ciepłowniczej i Celulozy. W tej sprawie składali już petycję do urzędu na początku 2021 r. i nadal oczekują na wykonanie inwestycji. Przez godzinę wysłuchiwali głównie przepychanek słownych między radnymi opozycji, a burmistrzem, by wreszcie wyjść z posiedzenia z zapewnieniem, że… radni złożą wniosek do budżetu na 2023 r. w sprawie remontów tych dróg. Tyle, że taki wniosek już był. 2 lata temu. Przy okazji wszyscy zostali oświeceni, że poziom kultury zależy od wzrostu, a radny ma przeprosić przedsiębiorców za skandaliczne zachowanie, bo… przeprosił ich za zachowanie komisji.

Podczas dyskusji, czasami dość żywiołowej i nawet dość złośliwej, dowiedzieli się, że remont, który 2 lata temu kosztowałby trzy razy mniej niż teraz, będzie kosztował pięć razy drożej. Przynajmniej tak twierdził radny Maślanek, który winę za drożyznę zrzucić na Putina i wojnę w Ukrainie. Radny Łyżwa w ogóle po raz pierwszy usłyszał iż inwestycja nie doszła do skutku, choć przecież ma dostęp do dokumentów i może sprawdzić, które inwestycje zostały wykonane. Skoro w 2021 r. droga nie została wyremontowana, to radni mogli wnieść ją ponownie do budżetu na 2022 r., ale nikt tego nie zrobił. Radna Grzywacz chciała wyjaśnień dlaczego burmistrz ogłosił tylko jeden przetarg i skąd pojawił się problem braku środków na wykonanie remontu.

Tak w skrócie chodzi o to, że grupa przedsiębiorców skierowała petycję do burmistrza i radnych w styczniu 2021 r. w sprawie remontu dróg na terenie strefy Pronit. Radny Wojciech Maślanek twierdzi, że kilkunastu przedsiębiorców, choć pod petycję podpisało się 7 firm. W tym samym miesiącu zostało zorganizowane spotkanie z przedsiębiorcami wnoszącymi petycję, na którym strony dowiedziały się, że miasto nie ma już większości udziałów w drogach na Pronicie, a burmistrz zaproponował przedsiębiorcom by oddali na rzecz miasta swoje udziały, by miasto mogło sięgnąć po środki zewnętrzne na remonty. Oczywiście mało kto zgodził się na taką propozycję, bo przecież udziały w drogach należą do przedsiębiorców i jeśli już miasto chce, to może od nich je odkupić. Jednak miasto, jako mniejszościowy udziałowiec, niekoniecznie chce kupować zdewastowane drogi, by na własny koszt (a właściwie koszt mieszkańców miasta) remontować drogi dojazdowe do prywatnych firm.

Pojawiła się i druga propozycja – miasto wyłoży 100 tys. zł na remont tych dróg z petycji, ale resztę muszą dołożyć zainteresowane strony. 100 tys. zł to około 65% finansowania przy mniejszościowym udziale, a więc zdaniem części radnych bardzo korzystna propozycja. Jednak pojawił się problem, bo po przetargu okazało się, że droga będzie kosztowała 150 tys. zł, więc 50 tys. zł muszą sfinansować przedsiębiorcy. I sprawa byłaby prawie załatwiona, ale nie wszyscy udziałowcy chcieli wydawać pieniądze i zabrakło 10 tys. zł by rozpocząć inwestycję. Dodatkowo w tzw. międzyczasie okazało się, że choć nie udało się porozumieć w kwestii 10 tys. zł, do urzędu wpłynęła faktura, by burmistrz oddał jednemu z przedsiębiorców 20 tys. zł za prace naprawcze na drodze.

Nie wiem w jakim zakresie przedsiębiorcy zajmują się drogami na terenie Pronitu dlatego, że w żadnym przypadku nie zostaliśmy powiadomieni, jako jeden ze współwłaścicieli o tym, że dana droga jest w tym czasie naprawiana po to żebyśmy mogli zobaczyć przynajmniej jaki jest zakres tych prac i czy faktycznie te prace są wykonywane – mówił na komisji Robert Kowalczyk. – Jeden z przedsiębiorców przysyła faktury na różnego rodzaju sumy za naprawę tych dróg. Uważamy, że nie powinno to mieć miejsca dlatego, że jesteśmy wszyscy współwłaścicielami tych dróg i powinniśmy się traktować na tyle poważnie, że jeżeli mamy coś zrobić, to zróbmy to wspólnie. Miasto przeznacza określone sumy na utrzymanie dróg w mieście i utrzymujemy również drogi na Pronicie, chociaż już od ponad roku nie jesteśmy większościowym właścicielem tych dróg.

Burmistrz dodał, że drogi na Pronicie są dla niego ważne, bo przecież z tego terenu płyną do budżetu pieniądze z podatków. Ponieważ nie udało się porozumieć w sprawie „składki” na remont, postanowił złożyć wniosek do rządowego programu Polski Ład o dofinansowanie na kwotę 15 mln zł. Za takie pieniądze można byłoby wyremontować wszystkie drogi na tym terenie. Wniosek nie uzyskał akceptacji, bo przecież jak miasto może wnosić o dofinansowanie inwestycji skoro nie jest to w 100% jego teren. Gdyby przedsiębiorcy zdecydowali się na oddanie swoich udziałów, na Pronicie trwałaby duża inwestycja. Niestety do tego nie doszło.

Dziś przedsiębiorcy również chcieliby by inwestycja doszła do skutku i chcieliby wiedzieć jakie są realne szanse na jej wykonanie. Chcieli również dowiedzieć się konkretów, a wzięli dział w dyskusji, która właściwie do niczego konstruktywnego nie doprowadziła, za to mieli okazję przekonać się jakie debaty rozgrywają się pomiędzy burmistrzem a radnymi opozycji. Bo najważniejsze było ile razy spółka ekoPionki dokonywała bieżących napraw i czy gdzieś spisane są te naprawy, dlaczego radni nie wiedzieli, że z drogą jest problem, czemu burmistrz nie powiedział radnym, że przedsiębiorcom zabrakło pieniędzy i dlaczego miasto nie chce robić drogi, która nie jest jego własnością. Ważnym wątkiem okazało się również kiedy wpłynęła petycja czy kiedy odbyło się spotkanie, ale te kwestie raczej mało interesowały przedsiębiorców, za to radni mieli kolejną okazję by zarzucać pracownikom urzędu oraz burmistrzowi, że mogli działać, ale nie chcieli, bo nie mieli dobrej woli. Temat złożenia wniosku do Polskiego Ładu i powody odrzucenia przeszły jakby bez echa. To, że miasto chciało dołożyć więcej pieniędzy niż wynikałoby to z udziału również nie było kwestionowane, choć powinno, za to zadawano pytania dlaczego burmistrz nie dołożył jeszcze więcej.

Myślę, że tutaj mówimy o rzeczach, które już się wydarzyły. Tutaj pani przewodnicząca (radna Grzywacz) pyta o remonty, a to naszych przedsiębiorców, nieładnie mówiąc, to nie obchodzi – mówił Dawid Jaroszek. – Zajmijmy się przyszłością i tym, jak ta droga dalej będzie wyglądała. I może to spotkanie poprowadźmy właśnie w tym kierunku, nie mówmy o tym co było i jak było, ale o tym co będzie.

Radny Jaroszek przypomniał, że na spotkaniu z przedsiębiorcami w 2021 r. była przecież mowa, by wszystkie strony partycypowały w kosztach inwestycji, bo faktycznie miasto nie jest już większościowym udziałowcem dróg i zgodnie z prawem nie może w 100% finansować remontów. Okazało się, że w jednym odcinku drogi ma jednak ponad 99% udziałów i przedsiębiorca chce, by właśnie ten kawałek wykonano. Z takim rozwiązaniem nie zgadza się jednak burmistrz, który uważa iż by osiągnąć jakikolwiek efekt należy wykonywać remonty po kolei. Zaczęto od ul. Przemysłowej, która również została wykonana przy partycypacji kosztów, później wykonano kolejną część drogi i następne miały być te, przy których nie doszło do porozumienia między przedsiębiorcami. Ominięcie tego odcinka, a wykonanie kolejnego, bo tam miasto ma większe udziały, odrobinę mija się z celem, bo po środku wyremontowanej drogi pozostanie nadal część zdewastowana.

Do dyskusji włączył się radny Maślanek, który „przypomniał” wszystkim historię petycji oraz miał pytania do burmistrza w kwestii tego, co już zostało omówione i wyjaśnione. Ale przecież na ten sam temat można mówić wielokrotnie, bo radni spotkali się żeby dyskutować, a że ciągle o tym samym, to już dla niektórych nie ma znaczenia. Jednak wypowiedź radnego Maślanka nie była bezowocna, bo stwierdził:

I słuchajcie, to nie są samochody tylko osobowe z jedną osobą, ale to są samochody TIRy obciążone i tam ta nośność musi się polepszyć. No ja już nie mówię o względach bezpieczeństwa, bo jaka to jest wizytówka firmy gdzie, nie wiem, kontrahent jakiś przyjeżdża z Polski i za przeproszeniem, no musi się odbijać od dołów, prawda? Ale z drugiej strony jeszcze jedno należy podkreślić, wtedy, wtedy po tamtych cenach w 2021 r. wykonalibyśmy, ja mówię skromnie w tej chwili, trzy razy taniej tą inwestycję niezbędną, a teraz myślę, że pięciokrotnie będziemy musieli zapłacić za nią. No inflacja oczywiście, ceny, wojnę mamy.

Radny Maślanek chciał wiedzieć również dlaczego ta inwestycja nie została wykonana skoro w budżecie zabezpieczono na ten cel 100 tys. zł:

Tylko mnie nie zadowala, jak to pan burmistrz powiedział, że ktoś tam, jeden przedsiębiorca nie chciał coś tam się dołożyć, wyłożyć coś. Panie burmistrzu, miasto ma tam udziały większościowe i my chyba, my chyba, my chyba nie tutaj, nie musimy, nie musimy chyba prosić jakiegoś przedsiębiorcy żeby dołożył, nie wiem, tysiąc złotych, dwa tysiące, 5 tysięcy, tylko dysponujemy budżetem 90 mln i chyba, chyba taką inwestycję czy taki remont, bo to jest remont generalnie, chyba powinniśmy wykonać. Panie burmistrzu, proszę o udzielenie odpowiedzi w tej chwili.

Robert Kowalczyk odpowiedział, że przecież mówił już o wszystkim o co pyta ponownie radny – były pieniądze w budżecie z przeznaczeniem na współfinansowanie remontów tych dróg, przetarg został ogłoszony, przedsiębiorcy mieli dołożyć 50 tys. zł, ale nie zebrali między sobą tej kwoty i dlatego roboty nie doszły do skutku. Na pytanie radnego Wąsika dlaczego nie udało się zorganizować brakującej kwoty, konkretna odpowiedź ze strony przedsiębiorców nie padła, za to pojawiło się stwierdzenie, że skoro już te pieniądze w budżecie były, to mógł burmistrz zrobić ten kawałek w którym miasto ma większościowy udział.

Kierownik wydziału inwestycji próbował wyjaśnić uczestnikom dyskusji, że miasto nie może inwestować środków z budżetu tam, gdzie nie ma 100% udziałów, bo nie pozwala na to prawo. Może jednak partycypować w kosztach, nawet z większym udziałem, ale pod warunkiem, że zostanie podpisane porozumienie z którego będzie wynikało, że strony zobowiązują się do współfinansowania i w jakiej wysokości. Od lat takie porozumienia sprawdzają się w różnych częściach miasta, a w tym przypadku jakoś nie można się dogadać, ale podobno to wyłącznie z braku dobrej woli ze strony burmistrza, który – zdaniem radnej Grzywacz – mógł ogłosić kolejne przetargi, aż uzyskana cena byłaby satysfakcjonująca lub:

Mogliśmy dodać jakąś część tych pieniędzy do wtedy brakującej kwoty, bo to nie był wtedy problem – przekonywała radna.

To pani radna, proszę mi powiedzieć, kiedy pani złożyła wniosek jako przewodnicząca komisji infrastruktury, dotyczący dróg na Pronicie? – zapytał Robert Kowalczyk i usłyszał, że „rozmawiamy teraz na temat konkretnej sprawy, którą mamy w tej chwili do rozwiązania”. A prawda jest taka, że ani komisja, ani żaden radny nie składali nigdy takiego wniosku.

Rozpoczęło się gdybanie ze strony radnego Łyżwy, że jeśli zabrakło 10 tys. zł, to można było dołożyć, że burmistrzowi powinno zależeć na przedsiębiorcach z Pronitu, bo płacą podatki, że jakby nie zwalniał niektórych przedsiębiorców z płacenia podatków, to miałby te 10 tys. zł i mógłby dołożyć. Burmistrz zapytał więc kogo konkretnie zwolnił z podatku, ale radny Tomasz Łyżwa „nie chciał strzelać” i nie udzielił odpowiedzi, za to zaczął dopytywać czy nikogo burmistrz nie zwalniał. Dalej mówił, że wnioskowany przez niego chodnik na Boh. Studzianek mógłby już dawno być zrobiony i to za niewielkie środki, bo były pieniądze w budżecie, ale burmistrz go nie wykonał, tylko podzielił realizację na etapy i teraz trzeba będzie płacić drożej.

Wtedy myśmy zagwarantowali 100 tys., może ten chodnik by kosztował więcej, a ile kosztował do tej pory? Jeszcze nie został zrobiony, jeszcze został jeden odcinek. Będzie to robione 3 lata i będzie to kosztowało przynajmniej trzy razy drożej – stwierdził radny, a kierownik wydziału inwestycji wyjaśnił, że skoro na remont całego chodnika wycenionego na 300 tys. zł, rada zabezpiecza w budżecie tylko 100 tys. zł, to nikogo nie powinno dziwić, że jest wykonywany etapami. Nie można przecież rozpocząć inwestycji bez zabezpieczonych w pełni środków w budżecie, a takich przecież nie było, co zresztą przyznał sam radny Łyżwa.

Przedsiębiorcy dalej słuchali o tym, że burmistrz poza radą rozmawiał o remoncie dróg, że radni właściwie o niczym nie wiedzieli i nie mieli nawet pojęcia, że jest jakiś problem. Ale wiedzieli, że petycja wpłynęła, że jednak problem z drogami jest, że przedsiębiorcy zobowiązali się do partycypacji w kosztach. Reszty nie sprawdzali przez 2 lata, a teraz dziwią się, że przedsiębiorcy przyszli w tej samej sprawie co w styczniu 2021 roku.

Szanowni panowie, bardzo przepraszam za zaistniałą sytuację w imieniu komisji gminy i infrastruktury… – zaczął radny Jaroszek, ale przerwała mu radna Grzywacz wtrącając, że jest przewodniczącą, a radny Łyżwa dodał, że Dawid Jaroszek to może przepraszać za siebie, a nie za komisję. Dla wyjaśnienia – Dawid Jaroszek jest członkiem tejże komisji, a zarazem jej wiceprzewodniczącym. – Już tłumaczę dlaczego przepraszam. Kiedy, pani przewodnicząca, komisja gminy i infrastruktury była na terenie Pronitu?

Radna Grzywacz odpowiedziała, że osobiście była tam w zeszłym tygodniu, ale Dawid Jaroszek pytał o wyjazdowe posiedzenie całej komisji, a nie wizytę jednego z jej członków.

Nigdy, bo nie zaszła taka potrzeba i o tym panowie powinniście wiedzieć – kontynuował radny Jaroszek i dodał, że sam dość często jest na terenie Pronitu i wie w jakim stanie są tam drogi. Zapewnił przedsiębiorców, że burmistrz i rada zadbają o te drogi, bo jest przekonany, że przewodnicząca komisji infrastruktury na pewno złoży wniosek do budżetu o wykonanie niezbędnych remontów. – Powiem panom więcej, przekazaliśmy niedawno 1 mln zł na poczet szpitala… – tu wtrącił się radny Maślanek, że mówienie o szpitalu jest nie na temat i niech przewodnicząca zwróci radnemu uwagę. – Milion złotych przekazaliśmy na szpital, który i tak by powstał bez tego miliona, natomiast na drogi śmiało mogliśmy z tego miliona właśnie przekazać, żeby tego tematu w ogóle nie było. Dlatego moja propozycja jest taka, my jako komisja, a pani jako przewodnicząca z pewnością się pod tym podpisze, wybierzemy się na teren Pronitu, zobaczymy jaki jest stan tych konkretnych dróg właśnie po to, by komisja mogła to zobaczyć i w dalszej kolejności zrobimy to, o czym mówił pan burmistrz, czyli będzie wniosek do budżetu, zapewne jeszcze niejedno takie spotkanie się odbędzie, by uzgodnić coś konkretnego. Dlatego, że panowie musicie stąd wyjść z konkretnymi faktami, a nie wysłuchiwać tutaj o podatkach, o chodnikach i o rzeczach, które na dobrą sprawę z pewnością panów nie interesują.

Wioletta Grzywacz poczuła się zobowiązana do zabrania głosu, bo jak uznała „tutaj były zarzuty pod moim adresem”.

Przede wszystkim ja jestem przewodniczącą komisji – stwierdziła. – Ale komisja ma również członków, prawda? – ma, aż sześcioro: Grzywacz, Jaroszek, Maślanek, Łyżwa, Kobylas i Wąsik. – I żeby powstał jakikolwiek wniosek i żebym ja mogła zgłosić się z tym wnioskiem do pana burmistrza, trzeba ten wniosek przegłosować, prawda? I czy pan Dawid Jaroszek taki wniosek złożył skoro jest na terenie Pronitu bardzo często, bo pan Dawid Jaroszek powinien taki wniosek złożyć. Nie będziemy sobie tutaj robić personalnych wycieczek i chciałabym to zakończyć, bo mogłabym to jeszcze pociągnąć dalej i powiedzieć więcej.

Żeby wniosek do budżetu trafił na ręce burmistrza, musi go złożyć komisja, która oprócz Dawida Jaroszka, ma jeszcze 5 innych członków i każdy z nich mógł wystąpić do komisji z wnioskiem by drogi na Pronicie zrobić, ale nikt tego nie zrobił, a komisja faktycznie nie była na tym terenie by zapoznać się ze stanem dróg.

Szanowni państwo, ja serdecznie przepraszam za skandaliczne zachowanie i pana burmistrza, ale najbardziej za arogancję pana radnego Dawida Jaroszka. Panie radny, proszę się zachowywać godnie, jak przystało na mandat radnego rady miasta Pionki. Od tego jest pani przewodnicząca, pan nie musi za panią przewodniczącą komisji nikogo przepraszać – stwierdził Wojciech Maślanek. – Panie radny Jaroszek, apeluję do pana żeby pan przeprosił mieszkańców, przedsiębiorców za pana skandaliczne zachowanie, a wygłosił to, panowie przedsiębiorcy radny, równolegle podwładny pana burmistrza, pracownik miejskiej spółki.

Radny Maślanek nie wyjaśnił jednak na czym polegała owa „arogancja”, ale chyba z samego faktu przeproszenia, a może z ujawnienia, że komisja nie interesowała się drogami na Pronicie, ale może też z tego, że wiceprzewodniczący komisji ośmielił się zabrać głos choć jest pracownikiem PWKC, a to pewnie dyskwalifikuje go by w ogóle móc mówić do przedsiębiorców, którzy już od blisko godziny przysłuchiwali się przedziwnej dyskusji, a nadal nie dowiedzieli się niczego konkretnego w sprawie z którą przyszli, za to dowiedzieli się z ust radnego Maślanka, że burmistrz powinien wykazać się „odrobiną kultury, bo jak piszą internauci, jaki wzrost, taki poziom”. Na co Robert Kowalczyk odpowiedział, że „zna tych internautów, to są bojówki radnego Maślanka”.

Po sprowadzeniu dyskusji do poziomu debaty niemającej nic wspólnego z drogami na Pronicie, jeden z przedsiębiorców stwierdził:

Jako głos trochę studzący atmosferę, bo my chcielibyśmy drodzy państwo, naprawdę merytorycznie porozmawiać. I tylko i wyłącznie merytorycznie. Ustalić co mamy zrobić, ile my, jako przedsiębiorcy mamy dołożyć, ustalić plan działania i tylko to nas tak naprawdę, jako przedsiębiorców interesuje. Skupmy się na tym.

Burmistrz odpowiedział, że w tej chwili trudno cokolwiek ustalić, bo miasto jeszcze nie ma projektu budżetu na przyszły rok, a dodatkowo już prowadzone są rozmowy i najprawdopodobniej trzeba będzie w pierwszej kolejności wykonać drogę do fabryki Mesko, która produkuje materiały niebezpieczne i wozi je niewyremontowaną ulicą. Ile na ten cel będzie potrzeba i kiedy, na razie nie wiadomo, ale miasto musi być gotowe na partycypowanie w kosztach ze względu na bezpieczeństwo mieszkańców. Przedsiębiorcy jednak obawiają się, że ich droga będzie kosztowała dwa razy drożej niż wynikało z pierwszego przetargu, bo ceny rosną i nawet mają szacunki, że teraz to będzie już 300 tys. zł. Kierownik wydziału inwestycji nie zgodził się z takimi przypuszczeniami, bo miasto stale wykonuje jakieś roboty drogowe i wcale te ceny aż tak drastycznie nie wzrosły. Za metr chodnika dziś płaci się 90 zł, na wiosnę było 70, a rok temu 110 zł. Dodał również, że miasto nie wykona ulic Ciepłowniczej i Celulozy tylko na swój koszt, bo nie jest 100% udziałowcem, a poza tym trudno będzie porozumieć się ze wszystkim właścicielami drogi (a jest ich 24), bo niektórych firm zupełnie nie interesuje ten remont.

Do dyskusji wtrącił się ponownie radny Tomasz Łyżwa:

Mam taką propozycję, jeśli jest dobra wola i są jakby, dogadamy się, to ile razy do inwestycji jeśli przetarg pójdzie taniej, to pieniądze zostaną proporcjonalnie przedsiębiorcom. Jeśli pójdzie drożej, już nie raz żeśmy dokładali do inwestycji, czy do Alej czy coś, można zawsze zrobić aneks jeśli się nie zmieścimy w tej kwocie. Czy jest dobra wola? Jeśli jest dogadanie się, to są kwestie nieraz kilku tysięcy złotych.

Miasto może dołożyć do wspomnianych Al. Lipowych, bo jest to w 100% własność miejska, za to do drogi na Pronicie, gdzie jest kilkudziesięciu nawet właścicieli dołożyć już nie może. Nie może też pokryć w całości kosztów remontów dróg w których nie ma pełnego udziału, ani dokładać kolejnych kwot, bo pozostałym udziałowcom zabrakło czy „dobrej woli”, czy też pieniędzy, a często nawet zainteresowania.

No i ponownie rozpoczęła się dyskusja radnych, a dlaczego do miejskich dróg miasto może dokładać, a do sprywatyzowanych to już nie, i ile właściwie udziałów mają poszczególne firmy, które są współwłaścicielami drogi, która nie jest miejska. A może gdyby burmistrz ogłosił kolejny przetarg i kolejny, i jeszcze następny to byłoby taniej i właściwie dlaczego nie ogłosił, i dlaczego nie dołożył skoro przedsiębiorcom zabrakło. Przedsiębiorcy zmęczeni taką debatą, zapytali czy istnieje prawna możliwość by miasto mogło obciążyć wszystkich współwłaścicieli obowiązkową opłatą i w ten sposób zebrać potrzebne pieniądze. Okazuje się, że nie, ale wszyscy współwłaściciele wraz z miastem mogą stworzyć strukturę prawną i utworzyć wspólny budżet do którego każdy wpłacałby pieniądze i wszyscy decydowaliby, który odcinek remontu trzeba wykonać w pierwszej kolejności. Zebranie jednak wszystkich w ramach takiego „konsorcjum” nie jest jednak możliwe, bo nie każdy będzie chciał i pojawi się ten sam problem, co przy zbieraniu brakującej kwoty w 2021 r. Można też wystarać się o środki zewnętrzne, ale pod warunkiem, że miasto otrzyma udziały od przedsiębiorców, co również nie jest możliwe, bo taka propozycja też już była. Pojawiła się również taka, by tych, którzy chcą partycypować w kosztach zwolnić z podatków i wtedy będą mogli dołożyć więcej, ale tu pojawia się kolejny problem, bo przecież mieszkańcy spółdzielni i wspólnot dokładają się do remontu miejskich chodników, a nikt ich z płacenia podatków jednak nie zwalnia. Zdaniem radnej Grzywacz, lepiej jest jednak zrobić drogi na Pronicie, bo przedsiębiorcy płacą podatki, a z chodników żadnych podatków przecież nie ma.

W dalszej części posiedzenia komisji, kiedy przedsiębiorcy opuścili już salę, a radni formułowali wnioski do przyszłorocznego budżetu, m.in. również ten dotyczący remontu ul. Ciepłowniczej i Celulozy, głosowali również nad propozycją wykonania chodnika przy Boh. Studzianek. Chodnika z którego przecież i tak nie ma podatków, a dodatkowo nie jest on w 100% własnością miasta, a radni nawet o tym nie wiedzieli, ale chcą żeby był wykonany. Wpisali go do wniosku do budżetu bez zapytania właściciela czy w ogóle będzie mógł partycypować w kosztach wykonania, bo przecież miasto w całości go nie wykona skoro nie wolno mu inwestować środków na nie swoim terenie. Wyszło więc na to, że z godzinnej dyskusji niektórzy radni nie wyciągnęli żadnych wniosków na przyszłość. Ale jak stwierdził radny Tomasz Łyżwa „wiadomo, że propozycje do budżetu robi pan burmistrz i on jakby przedstawia nam propozycje całego budżetu, ale żeby mógł nam coś zaproponować, no to musimy mu też złożyć wnioski”.

Przeczytaj również

Komentarze