Radni szkalowani w mediach samorządowych?

Radni szkalowani w mediach samorządowych?

Podczas XXXI sesji rady miasta, która miała być sesją dotyczącą przyjęcia projektu budżetu na rok 2021, poruszono wiele tematów zanim omówione zostały projekty poszczególnych uchwał. Przewodniczący Wojciech Maślanek powiedział, że gazeta samorządowa “osiągnęła poziom rynsztoka”. Sam w minionej kadencji za podobną inwektywę podał do sądu poprzedniego burmistrza miasta, kiedy ten nazwał siedzibę stowarzyszenia “meliną”. Wojciech Maślanek na ostatniej sesji wiele też mówił o kulturze, także tej osobistej odnosząc się do zachowań radnych. Niektórych radnych. Na zadawane pytania odpowiadał, że “ostrzega przed wygłaszaniem pomówień”. 

Dyskusję na temat gazety samorządowej rozpoczął radny Krzysztof Bińkowski:

Zostałem wywołany przez pana burmistrza, bo on podpisał się pod artykułem w czasopiśmie, nie wiem jak to nazwać, Nad Zagożdżonką – mówił radny. – W związku z tym, że pan burmistrz szkaluje i nastaje na moją osobę, bo to co robi artykuł w numerze 4/375 Zagożdżonki, zwracam panu, panie burmistrzu po raz pierwszy i ostatni uwagę o zaniechanie tego typu działań odnośnie mojej osoby. Na szczęście żyjemy w kraju w którym nikt i nic nie stoi ponad prawem, a za naruszenie dóbr osobistych istnieje paragraf i konsekwencje prawne, których doświadczyli panie burmistrzu jeszcze więksi niż pan. Mimo wszystko ja wciąż wierzę w pana i w pana wybitną drużynę, że wytrwacie do końca kadencji i zaczniecie działać na rzecz mieszkańców, ale bez intryg i niegodnych zachowań.

Jako kolejny głos w dyskusji zabrał radny Paweł Abramowicz, który z uwagi iż siedział niedaleko mównicy przygotowanej dla radnych, również jak radny Bińkowski mówił z miejsca. Mównica została przygotowana specjalnie na potrzeby wykonania transkrypcji, która jest wymagana ze względu na konieczność dostępności posiedzeń dla osób niedosłyszących i niedowidzących. Sekretarz miasta przed rozpoczęciem sesji prosiła radnych, by zabierali głos korzystając z mównicy, z uwagi na koszty przygotowania transkrypcji, czyli spisania słowo słowo tego, co mówią radni. Niemniej radni, a przynajmniej część radnych nie korzystała z możliwości wypowiadania się do mikrofonu, choć mieli świadomość iż brak wyraźnego dźwięku podnosi koszty przygotowania transkrypcji.

Pozwolę sobie szanowną radę poinformować i osoby reprezentujące na tej sali organ wykonawczy o pewnej bardzo ważnej kwestii o której pewnie sporo osób niestety zapomina – mówił radny Abramowicz. – Otóż szanowni państwo chciałbym poinformować, że rada miejska pod żadnym pozorem nie jest instytucją podległą panu burmistrzowi, ale zgodnie z art. 18a ust. 1 ustawy o samorządzie gminnym rada gminy kontroluje działalność burmistrza lub wójta, gminnych jednostek organizacyjnych oraz jednostek pomocniczych gminy. Natomiast art. 30 ust. 3 mówi o tym, że w realizacji zadań własnych gminy wójt lub burmistrz podlega wyłącznie radzie gminy. I nie może być szanowni państwo w samorządzie takiej sytuacji, że radni mają obowiązek za wszelką cenę praktycznie popierać wszelkie uchwały czy propozycje burmistrza, no bo gdyby ewentualnie zdarzyła się taka sytuacja, że radni odrzuciliby w głosowaniu pewne propozycje, to od razu mogliby być w mediach rzekomo niezależnych stawiani w bardzo złym świetle przed mieszkańcami i niestety, ale muszę to stwierdzić, jak kolega tutaj Krzysztof, szykanowani. Jako radny chciałbym sprzeciwić się tego typu i podobnym działaniom wobec radnych i uważam, że są to działania skrajnie szkodliwe dla miasta, które nie powinny nigdy mieć miejsca w cywilizowanym państwie prawa ponieważ szanowni państwo my, radni zostaliśmy wybrani przez naszych wyborców, jesteśmy zobowiązani do reprezentowania właśnie ich interesów i postulatów, i będziemy te postulaty realizować.

Radna Anna Wierzycka dodała, że burmistrz ma ostatnio dziwny sposób przekazywania informacji mieszkańcom. Jak stwierdziła, zauważyła iż nie ma znaczenia czy burmistrz umieszcza informacje w prasie, w mediach czy też ostatnio na wiacie śmietnikowej. Zaapelowała by burmistrz i radni szanowali się nawzajem oraz mieszkańców, którzy ich wybrali.

Oni liczą na nasze głosy i poprawę wizerunku naszego miasta, na poprawę też atmosfery w radzie – mówiła radna Wierzycka. – Informacje zawarte w gazecie Nad Zagożdżonką nie mają też nic wspólnego z prawdą. Sama osobiście ich nie czytam, natomiast dochodzą do mnie informacje gdzie ludzie którzy mnie znają, a przedstawia pan mój wizerunek jakby w innej osobie, w innej postaci, a ja na swój wizerunek pracuję latami, na nazwisko nie po to żeby pan szkalował moje nazwisko w mediach czy też w prasie, a tym bardziej posługiwał się nieprawdą. I wypraszam sobie takie inwektywy jakie pan teraz zrobił.

Radna, która przyznaje, że nie czyta gazety samorządowej wie, że wszystko co tam zostało zamieszczone jest nieprawdą oraz, że burmistrz znieważa ją słownie na łamach gazety. Serdecznie zachęcamy radną Wierzycką do przeczytania pisma samorządowego w celu zapoznania się z jego treścią. Za każdą inwektywę, o ile takową znajdzie, może śmiało wystąpić z żądaniem przeprosin, a każdą nieprawdziwą informację zawsze można sprostować.

Dawid Jaroszek przypomniał radnym, że sekretarz miasta prosiła wszystkich by podchodzili do mównicy by wyrazić swój głos. Po jego wystąpieniu głos zabrała radna Wioletta Grzywacz – z miejsca przy którym siedziała.

Panie burmistrzu chciałabym zadać krótkie pytanie, będę mówić głośno, uważam że jest koronawirus i podchodzenie takie tego typu do mównicy nie jest wskazane (przyp. red. każdorazowo po wystąpieniu mównica była dezynfekowana). Ja siebie słyszę, myślę że pan burmistrz mnie słyszy. Mam krótkie pytania, więc myślę, że nie będzie… Panie burmistrzu, chciałabym przede wszystkim zapytać pana kto zapłaci za wywieszanie naszych nazwisk na wiatach śmietnikowych, bo z tego co słyszałam, to spółka ekoPionki wywieszała te informacje na wiatach śmietnikowych, to jest po pierwsze. Yyy po drugie chciałabym zapytać pana yyy o drużynę dwa. Czy mógłby pan przybliżyć radnym co to jest za drużyna, czym się zajmuje i czy te stanowiska, które są przez pana yyy tutaj powołane… – burmistrz przerwał radnej dopytując o jaką drużynę chodzi. – Drużynę dwa. Zarządzenie wydał pan 10 lutego.

“Drużyna DWA”, to nazwa pochodząca z zarządzenia Wojewody dotyczącego konieczności powołania cyt. “drużyny wykrywania i alarmowania, zwanej dalej DWA (skrót od Drużyna Wykrywania i Alarmowania) zgodnie z możliwościami i potrzebami” w sprawie alarmowania ludności o zagrożeniach na terenie gminy. Takie “drużyny” powstały w każdej gminie i są to specjalne powołane grupy spośród pracowników samorządowych, którzy na wypadek nagłego zdarzenia losowego będą koordynowały przekazywanie informacji o zagrożeniu oraz zaleceniach mieszkańcom. Taka “drużyna” to nic innego jak sztab kryzysowy, który zbierał się w naszym mieście kiedy np. wybuchł pożar na Pronicie czy pojawiło się zagrożenie na początku pandemii koronawirusa, czyli osoby powołane zarządzeniem burmistrza.

Drużyna dwa, tak się nazywa ta drużyna i chciałabym żeby pan przybliżył radnym czym zajmuje się ta drużyna i czy te stanowiska będą płatne dodatkowo. Jak to, jak to wygląda – dopytywała radna Grzywacz. Pytanie może i słuszne, choć wystarczyło zapoznać się z zarządzeniem Wojewody Mazowieckiego (lub każdego innego), ponieważ jest to wymóg ustawowy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej oraz rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie szczegółowego zakresu działania Szefa Obrony Cywilnej Kraju, szefów obrony cywilnej województw, powiatów i gmin oraz rozporządzenia w sprawie wykrywania skażeń i powiadamiania o ich występowaniu. W zarządzeniu można przeczytać jeszcze o drużynach obsługi i napraw, drużynach wykrywania i alarmowania, drużynach samego wykrywania czy radiowych i telewizyjnych drużynach alarmowania. Dodatkowo opisane są zasady dotyczące zakresu powołania “drużyny DWA”.

Ja teraz zabiorę głos, pozwolicie państwo, że w tym momencie ja zabiorę głos – rozpoczął swoje wystąpienie Wojciech Maślanek. – W nawiązaniu do mojego przedmówcy, kolegi Krzysztofa Bińkowskiego, wspomniałem przed świętami Bożego Narodzenia o wzajemnym szacunku, pan również przy życzeniach składając nam życzenia i mieszkańcom, apelował o wzajemny szacunek. No do tej pory z przykrością stwierdzam, że jest brak tego szacunku. Brak jest tego szacunku, bo w tym momencie gazeta samorządowa Nad Zagożdżonką za pośrednictwem, no do tej pory nie wiem kto ją, kto, kto za nią de facto odpowiada, ale będę kierował do pana burmistrza oczywiście swoje uwagi, bo pan pod niektórymi artykułami się podpisał panie burmistrzu. Poziom tej gazety w tej chwili sięga rynsztoka. Naprawdę z całą odpowiedzialnością to szanowna, wysoka rado mówię, bo ilość pomówień, ilość ataków na radę miasta Pionki, przedstawiania jakichś herezji, no naprawdę poraża, poraża. Proszę panie burmistrzu zaniechać takich praktyk, a osoba, osobę, która, aaa od osoby, która pisze, która redaguje wyciągnąć konsekwencje. Nie może być tak szanowni państwo, że kilku radnych jest zapraszana do współpracy, gdzie zawiera swoje artykuły i dobrze powiem, jeżeli radni wykonują coś na rzecz mieszkańców, chwała im za to, bardzo dobrze. No ale muszą o tym wiedzieć wszyscy. Muszą wiedzieć o tym wszyscy, bo nie wiem czy koleżanka Wierzycka, czy koleżanka Grzywacz, czy kolega Bińkowski również nie chciałby zamieścić jakiegoś artykułu czy krótkiej informacji. Ale panie burmistrzu proszę i apeluję w tym miejscu na początku roku o zaprzestanie takich działań, bo one do niczego dobrego nie prowadzą. Zostaliśmy wybrani przez mieszkańców jako organ stanowiący i pan, jako organ wykonawczy i czy to się komuś podoba czy nie musimy współpracować, ale jak można współpracować jeżeli pan burmistrz na komisji u koleżanki Iwony Wydmuch mówi do mnie, zwraca się do mnie czy, czy określa mnie w ten sposób, że ma do mnie czy na moją osobę awersję. No panie burmistrzu, niegrzecznie czy niekulturalnie i naprawdę powiem pan nikomu łaski nie robi, pan musi współpracować, jeszcze raz podkreślam i takie określenia proszę albo wśród znajomych, przyjaciół czy w zaciszu gabinetu, a nie na komisji stałej rady miasta Pionki.

Oburzenie Wojciecha Maślanka choć zrozumiałe, bo nikt nie chciałby żeby ktokolwiek mówił, że ma “do jego osoby awersję”, nijak ma się do jego własnej wypowiedzi w której apeluje o wzajemny szacunek przy jednoczesnym wyrażaniu się na temat gazety samorządowej, że poziom jej sięgnął rynsztoka. Takie ogólne określenia są niejasne, bo nie wiadomo czy Wojciech Maślanek mówi o “poziomie rynsztoka” odnosząc się do obszernego artykułu o działalności charytatywnej mieszkańców miasta, być może określa w ten sposób tekst o zagrożeniu wybuchem nitrocelulozy, inwestycjach miejskich, o utrudnieniach w pracy radnych z powodu pandemii koronawirusa i ograniczeniach z tym związanych? Ostatni numer Nad Zagożdżonką, to również informacje o remoncie WTZ, OSP, pieniądzach na inwestycje zaplanowanych w nowym roku budżetowym, szkole w pandemii, inwestycjach nad Stawem Górnym, Złotych Godach naszych seniorów. Skoro te artykuły “osiągnęły poziom rynsztoka”, to gratulujemy przewodniczącemu szacunku i pełnego kultury podejścia do spraw miasta i działań jego mieszkańców. Zachęcamy do odwiedzenia internetowego wydania gazety Nad Zagożdżonką w nowej odsłonie oraz przeczytania wydania papierowego dla wyrobienia sobie własnej opinii na jej temat.

Zbigniew Belowski wyjaśnił radnym, że aby zamieścić artykuł w gazecie, trzeba przede wszystkim najpierw go napisać i przesłać do redakcji, a dopiero później ewentualnie skarżyć się, że nie został opublikowany.

Wyczuwam tutaj taką dziwną zawiesinę, która będzie psuć krew w tej radzie. Zdawajcie sobie państwo sprawę, że takie boksowanie...dzisiaj to się czułem zażenowany, grono dorosłych ludzi, którzy się publicznie skarżą, że ktoś im zrobił kuku, albo pogroził palcem, albo nie dał napisać. Jeżeli ktoś chce napisać, to wysyła napisany gotowy artykuł do Nad Zagożdżonką i on powinien być opublikowany, a jeżeli nie jest, to wtedy rozpoczyna się interwencję. To jest normalna droga – mówił radny Belowski i dodał, że ponieważ jest pesymistą, to widzi, że do końca kadencji spokoju w tej radzie już nie będzie z powodu zarzewia konfliktu w zachowaniu i postawie niektórych osób wie doskonale, że jest im to na rękę, i nie tylko im, żeby nie panował w radzie spokój i żeby nie było go na linii rada-burmistrz.

Paweł Kobylas zapytał radnych będących także w składzie rady poprzedniej kadencji, czy bez żadnych problemów publikowali artykuły w gazecie Nad Zagożdżonką. Krzysztof Bińkowski odpowiedział, że tak, choć w minionej kadencji gazeta samorządowa w wersji papierowej nie była w ogóle wydawana, a w archiwum wydania elektronicznego próżno szukać artykułów autorstwa radnych z lat 2014-2018.

Kamil Panufnik podziękował publicznie za możliwość opublikowania w gazecie samorządowej artykułu o różnego rodzaju akcjach społecznych prowadzonych na terenie miasta.

Cieszę się, że mój artykuł w tej gazecie zaistniał. Państwo mają chyba problemy ze ścieżką jak można coś w tej gazecie stworzyć – i opowiedział o tym co sam zrobił, kiedy chciał przekazać mieszkańcom informacje, czyli poszedł do burmistrza i przedstawił swój pomysł na artykuł. – Atak na artykuły Nad Zagożdżonką uważam za całkowicie niezasadny. Nad Zagożdżonka to jest jedna strona medalu. Mamy w Pionkach strony hejterskie i jakoś nikt z państwa nie wspomina o lokalnych forach, gdzie hejt szczególnie na burmistrza i na osoby z rady, związane z jego osobą, wylewa się w ilościach hektolitrów. Tutaj pierwsze pytanie do pana przewodniczącego, pan przewodniczący kiedyś podczas rozmowy ze mną, z innymi radnymi użył takiego określenia w kontekście jakiegoś nieprzychylnego artykułu na pana osobę, powiedział pan coś takiego: moi ludzie już to skontrowali. Dlatego też, korzystając z okazji chciałbym zapytać czy pana ludzie, nie wiem czy pan, to jest pytanie, czy pan, czy pana ludzie nadal kontrują, nadal w jakiś sposób sterują tymi wszystkimi atakami na drugą stronę rady miasta? I tutaj chciałbym żeby pan zajął stanowisko. Dlaczego pytam? Pan dzisiaj przedstawił stanowisko rzecznika dyscypliny finansów, orzeczenie sądu w sprawie pisma pana Szałabaja, ja o tych pismach wiedziałem bardzo szybko ponieważ te pisma w sumie tego samego dnia pojawiły się w internecie na tzw. stronach lokalnych. I teraz pytanie kolejne czy te pisma, nie wiem, pan w jakiś sposób udostępnia komuś robiąc zdjęcie tak żeby jak najszybciej trafiły na stronę o której wspominam? Czy pan tym steruje, czy to właśnie są ci pana ludzie? Tutaj pan jeszcze użył takiego określenia w kontekście burmistrza, że ma awersję do pana osoby i uznał to za wystąpienie niekulturalne z którym się nie zgadza. Nie kto inny jak pan na komisji 22 grudnia zwrócił się pan do mnie z określeniem, cytuję “proszę wytrzeć sobie pianę z ust” i jakoś wtedy nie miał pan z tym problemu, natomiast poczuł się urażony tym, co burmistrz skierował w pana stronę. Tak, że hipokryzja - duży level. Gratuluję. Jeżeli ma pan problem z tym co jest kierowane do siebie, to rachunek sumienia proszę zacząć od swojej osoby.

Panie radny, jeżeli chodzi o jakiś portal, takich słów portal pan...jakiś portal, gdzie są zamieszczane jakieś informacje czy jakieś pisma, które mi pan zarzuca, że jakieś zdjęcia robię – odpowiedział Wojciech Maślanek. – Niech pan uważa, bo to są pomówienia. A o informacje na temat tego portalu, no to proszę się zgłosić, droga jest bardzo prosta, do administratora tego portalu. To jest prosta sprawa. Natomiast poziomu pańskiej wypowiedzi naprawdę nie będę komentował, bo naprawdę, no na pewno poziom, poziom na pewno pan nie prezentuje komisji kultury, którą jeszcze pan przewodniczy szanowny panie. To tak tylko, tak tylko w kwestii udzielenia odpowiedzi, szanowny panie.

Kamil Panufnik pytał Wojciecha Maślanka o kwestię pojawiania się w internecie różnych pism adresowanych do rady miasta, zanim radni w ogóle otrzymają do nich dostęp. Przewodniczący rady, jako osoba odpowiedzialna za organizację pracy radnych miejskich winien wyjaśnić skąd “przecieki” pism. Skoro pisma kierowane do rady miasta najpierw trafiają do internetu, a dopiero później do adresatów, to faktycznie radny ma prawo zapytać kto je udostępnia. Wiele z pism, które pojawiły się na różnych forach, profilach czy mediach były adresowane do burmistrza miasta oraz poprzez przewodniczącego – do radnych. Pisma nieprzychylne burmistrzowi pojawiały się nawet w dniu ich wpłynięcia do urzędu, więc radny Panufnik poprosił publicznie o wyjaśnienie. Odpowiedzi nie uzyskał, za to usłyszał, że jego pytania to pomówienia.

Radni miejscy, przynajmniej niektórzy twierdzą, że nie wiedzą gdzie mieści się redakcja gazety samorządowej, kto jest wydawcą, kto redaktorem, nie czytują, ale wiedzą, że pisana jest tylko nieprawda i są w niej obrażani i szkalowani. Za to inni chwalą i jak chociażby radny Grzegorz Wąsik publicznie podczas sesji poprosił, by na łamach wszystkich lokalnych mediów, także Nad Zagożdżonki pojawiły się informacje dotyczące programu Czyste Powietrze, aby informacja jak najszerzej dotarła do mieszkańców naszego miasta.

Przeczytaj również

Komentarze