Radni znów chcieli złożyć wniosek sami do siebie. Komisja z udziałem przedsiębiorcy w sprawie odcięcia dostaw wody

Radni znów chcieli złożyć wniosek sami do siebie. Komisja z udziałem przedsiębiorcy w sprawie odcięcia dostaw wody

W dniu 27 sierpnia, po raz pierwszy od rozpoczęcia wakacji odbyło się tak długie posiedzenie komisji. Komisja infrastruktury trwała prawie 3 godziny i toczyła się na niej dyskusja czy firma Soudal ma prawo zlikwidować przyłącze do sieci wodociągowej swojego sąsiada i dlaczego PWKC nie chce pomóc lokalnemu przedsiębiorcy. Radna Grzywacz chciała zawnioskować do członków komisji, której przewodniczący o zapewnienie dostaw wody do prywatnego przedsiębiorcy. Przy okazji radni dowiedzieli się, że cała procedura trwa od maja i z dniem 1 września Soudal likwiduje przyłącze znajdujące się na jego terenie, a właściciele „odcinanej” firmy nie pytali skąd taka decyzja.

Do rady miasta wpłynęło jakiś czas temu pismo od przedsiębiorcy w sprawie problemu z dostawą wody. Z treści pisma wynika, że wybudowane przez niego przyłącze do sieci (1997 r.) zostało przekazane gminie miasta Pionki, choć w archiwach dokumentów nie ma umowy zbycia, kupna czy przekazania, choć jest dokument Warunki przyłączenia do sieci. Przedstawiciele PWWKC mówią, że nie posiadają żadnego dokumentu mówiącego o tym, że przyłącze należy do nich, a w roku 1997 r. sieć wodociągowa w mieście Pionki należała do syndyka ZTS Pronit. Właściciel przedsiębiorstwa podnosi w swoim piśmie, że sytuacja zmieniła się na jego niekorzyść, a spółka Soudal pismem z 11 maja 2020 r.  zawiadomiła PWKC o „zamiarze likwidacji wodociągu służącego do zasilenia przedsiębiorstwa na odcinku przebiegającym obecnie przez własność Soudal”. Przedsiębiorca wyjaśnił, że o zagrożeniu w odcięciu wody zawiadomił burmistrza miasta 23.07.2020, jak i PWKC. Jednak należy dodać, że to właśnie spółka PWKC powiadomiła przedsiębiorcę, że nowy właściciel działek przez które przebiega przyłącze, chce jego likwidacji. W dalszej części przedsiębiorca podnosił, że zgodnie z ustawą zadaniem własnym gminy jest zaopatrzenie w wodę. I PWKC realizuje to zadanie poprzez sieć wodociągową do której każdy właściciel nieruchomości, na własny koszt doprowadza przyłącze. Przedsiębiorca uważa, że gmina miasta Pionki sprzedając działki firmie Soudal nie podjęła żadnych działań prawnych, ani faktycznych w kierunku utrzymania technicznej możliwości wykonywania ciążącego na niej obowiązku dostawy wody do nieruchomości przedsiębiorcy. Gmina jednak realizuje swój obowiązek, bo nie likwiduje sieci, zlikwidowane ma zostać przyłącze do sieci, które przebiega przez nieruchomość nie należącą do przedsiębiorcy, który nie posiada aktu służebności dla swojego przyłącza. Przedsiębiorca podnosi, że likwidacja przyłącza skutkująca brakiem dostępu do wody spowoduje zamknięcie zakładu produkcyjnego. Zapowiedział, że będzie wnosił do sądu o wypłatę odszkodowania za wyrządzoną szkodę poprzez bezprawne wstrzymania dostaw wody. Uważa również, że gmina podejmując decyzję o sprzedaży działek firmie Soudal powinna podjąć działania zmierzające do zabezpieczenia przyłącza wodociągowego do jego zakładu. Burmistrz poinformował w lipcu 2020 r. spółkę PWKC o zamiarze sprzedaży drugiej z działek, ale jak twierdzi przedsiębiorca, nie wystąpił o zabezpieczenie dostaw wody. Z wypowiedzi prezesa PWKC wynika, że przyłącze w całości należy do przedsiębiorcy i to on powinien zapewnić sobie możliwość dostarczenia wody z sieci. PWKC zgodnie z prawem nie może dokonywać przyłączy do sieci na własny koszt, o czym przedsiębiorca doskonale wie, gdyż sam podniósł ten argument, jednocześnie wyjaśniając, że wybudował przyłącze do sieci wodociągowej w 1997 r. na własny koszt, a teraz nie z własnej winy zostanie bez wody. PWKC poinformowało go, że przyłącze nie należy do spółki, więc nie mogą podjąć żadnych działań w tym zakresie, a już tym bardziej wybudować przyłącza do nieruchomości, bo naruszyliby zapisy ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę.

Przedsiębiorca odniósł się również do sprzedaży działki firmie Soudal, gdyż jak uważa, miasto bezprawnie działkę sprzedało, bo rada miasta w sierpniu 2019 r. podjęła uchwałę o zmianie w planie zagospodarowania przestrzennego z działki przemysłowej na zieleń nieurządzoną, choć nie zostały zabezpieczone środki w budżecie na zmianę planu zagospodarowania. Samo podjęcie uchwały w tej sprawie bez zabezpieczenia finansowego nie skutkuje zmianą planu zagospodarowania, o czym radnych poinformował burmistrz podczas sesji w czerwcu 2020 r., kiedy to radna Grzywacz zarzuciła, że burmistrz nie wykonuje wszystkich uchwał podjętych przez radę miasta. Burmistrzowi nie wolno jednak samodzielnie podejmować decyzji o wydatkowaniu środków z budżetu na zmianę planu zagospodarowania, więc działka, pomimo podjętej uchwały, nadal pozostaje działką przemysłową. Przedsiębiorca twierdzi, że miasto celowo ukryło przy sprzedaży, że w gruncie przebiega przyłącze wodociągowe i rozporządza mieniem na szkodę gminy i spółki PWKC.

Właściciel przedsiębiorstwa mówił radnym, że działa na rynku pionkowskim od 47 lat, płaci tutaj podatki i nigdy z niczego nie korzystał, a wiele dla miasta i mieszkańców zrobił.

– To przykre jest, że kupuje obcokrajowiec za 10 zł czy za 14, a ja wszędzie gdzie kupowałem jeden zakład, drugi przetargi wszystko. Musiałem wyłożyć pieniądze. Ciężko pracować. Wtedy, kiedy ten rurociąg prowadziłem, to ja mówię szczerze, tragedia była, to nie było pieniędzy. Zrobiłem, miałem pozwolenie i na kanalizację, nie robiłem, bo nie miałem pieniędzy, bo prywatnemu nikt nie pomógł, bo prywaciarz (…). Ja chciałem po sobie coś zostawić. Już jestem zmęczony. Mam ileś ludzi, wiem że muszę ZUS zapłacić, pensja pierwszy u mnie, spytajcie nawet najgorszego, który nieraz za alkohol zwalniałem, wyrzucałem i spytajcie czy kiedyś jeden dzień była opóźniona wypłata czy ZUS był nieopłacony. I to jest przykre, że ja w tym urzędzie robiąc tyle, chcąc pomóc, to mnie się teraz jak śmiecia traktuje, bo komunizm doprowadził do ruiny, młodzi jesteście niektórzy i nie wiecie, że na kartki buty trzeba było kupić, jedzenie trzeba było kupić. Gdzie ten system zdał egzamin? Żyje jeszcze pan, który był dyrektorem i uczył mnie w przyzakładówce. Nigdy nie chodziłem na 1 maja, bo to mi się nie podobało i karany byłem za to. Krótko. Ale tu chciałem przekazać córce wszystkie dokumenty, co ona tam po prostu też prowadzi, bo jest tak jak jest. Ja nie mogę sobie zatrudnić iluś ludzi, prawników w firmie, bo wtedy trzeba by zlikwidować wszystko. Ratuję się dotąd dokąd mogę, teraz nie będą chcieli, nie będą prowadzili. Ja nie załatwiałem pracy swoim dzieciom, bo pracę to mają u mnie.

Córka właściciela przedsiębiorstwa dodała, że w maju wpłynęło do nich pismo z PWKC informujące, że mają zawnioskować do spółki o wydanie warunków na przyłączenie wody do firmy, które to przyłączenie posiadają od ponad 20 lat.

Zrobiliśmy to przyłączenie w 1997 r. kiedy to kupowaliśmy ten teren. Nie było wtedy przyłączenia wodnego, ani kanalizacyjnego. Wykonaliśmy to wtedy na swój koszt. Zaskoczyła nas ta informacja, ponieważ tak jak mówię, przyłączenie mieliśmy, więc dlaczego mamy wnioskować o jakieś nowe warunki i nowe przyłączenie, skoro już je posiadamy. Tata był tutaj u pana Pyryta, znaczy najpierw w urzędzie miasta, w urzędzie miasta pani Zygadło powiedziała, że ona nic nie wie na ten temat. Ona nawet nie wie, że jest jakiś wodociąg na działce, która została obecnie sprzedana. Potem tata był u pana Pyryta, pan Pyryt też nie wiedział o co chodzi za bardzo, nie miał dokumentów, nie miał dokumentacji na ten wodociąg, więc w dalszej kolejności, ponieważ groziło nam odcięcie wody, grozi nam nadal 1 września, tak napisał Soudal, że 1 września odcina nam wodę, więc napisaliśmy do burmistrza pismo, wyjaśniliśmy okoliczności. W 97 r. to przyłącze było budowane i z mocy prawa wówczas obowiązującego, to przyłącze przeszło na mienie gminy. Wysłaliśmy też pismo do PWKC, to już było kolejne pismo, dostaliśmy odpowiedź, że przyłącze, zacytowana została definicja przyłącza, właściwie taka analiza co to jest sieć wodociągowa, co to jest przyłącze. Dostaliśmy takie wyjaśnienie, że to przyłącze należy do nas, ponieważ zbudowaliśmy na własny koszt i wg przepisów z 2001 r. przyłącze należy do odbiorcy wody, do tego, który wybudował. Tylko, że to są przepisy z 2001 r. Zarówno ustawa o zaopatrzeniu w wodę to definiuje z 2001 r., jak później uściślenie terminu przyłącza z 14 stycznia 2002 r. został sprecyzowany i faktycznie od tego momentu jest tak, że jeżeli odbiorca chce się przyłączyć do sieci, to buduje to przyłączenie i to przyłączenie należy do niego, należy do niego konserwacja, należy do niego utrzymanie, natomiast my wybudowaliśmy przyłącze w 97 r. i z mocy wówczas obowiązującego prawa ono przeszło na mienie gminy (…) – wyjaśniała radnym córka właściciela firmy. – Gdzie nie rozmawiałam na temat tego naszego przyłącza, to wszędzie słyszałam, że my nie zabezpieczyliśmy swoich interesów. Bo powinniśmy uzyskać służebność przesyłu. I teraz nie wiem na ile, bo skoro pan podpisuje (prezes Pyryt), z całym szacunkiem, kto może uzyskać służebność przesyłu. Czy odbiorca prywatny może w ogóle wnioskować o służebność przesyłu? – zacytowany przez córkę właściciela art. 306 KC mówi, że służebność przesyłu może ustanowiona tylko dla przedsiębiorstwa. – Natomiast ja wszędzie słyszałam, że skoro sobie pani nie ustanowiła służebności przesyłu, to jest to pani wina i musi sobie pani wybudować nowe przyłącze (…). Nie widzę podstaw żebym ja musiała tutaj o cokolwiek prosić, bo to powinno być załatwione przez PWKC i przez gminę też, bo gmina sprzedawała działkę i powinna wiedzieć z czym, jakie tam są urządzenia, do czego one prowadzą, do kogo. Gdyby tam byli zasilani mieszkańcy, to też od tak by się pozbyła tego wodociągu? I stwierdziła, przepraszam bardzo, róbcie sobie co chcecie? No nie nam tym to polega. PWKC cały czas ma możliwość wystąpienia do sądu o ustanowienie służebności przesyłu, bo tak jak mówię, tylko to może zrobić przedsiębiorstwo, ja tego zrobić nie mogę. Natomiast PWKC ma taką możliwość, jeżeli Soudal się nie zgadza dobrowolnie, występujecie do sądu. To jest krótka procedura i niedroga. Nie wiem dlaczego PWKC woli żeby pan W. wybudował sobie drugie przyłącze niż pójść do sądu i zawnioskować o ustalenie służebności. Nie wiem dlaczego w taki sposób traktuje się przedsiębiorcę, który od 50 lat płaci w tym mieście podatki.

Córka właściciela nie wie jak PWKC chce realizować zapisy umowy o dostawie wody, skoro Soudal stwierdza, że 1 września zlikwiduje przyłącze do firmy pana W.

Przyglądam się sytuacji, słucham i po prostu robię oczy duże – jako kolejny w dyskusji głos zabrał radny Krzysztof Bińkowski, zanim do sprawy odnieśli się przedstawiciele PWKC, czyli druga strona. – Wiem, że będą to oglądać i czytać mieszkańcy, myślę, że mogą nie rozumieć pewnych rzeczy, które tu padają w stwierdzeniach, ale ja postaram się ująć to w najprostszy sposób jak to widzę. Tak na zdrowy, chłopski rozum, pozwoliłem sobie nawet tutaj swoją myśl przełożyć, że dla mnie osobiście ta sytuacja jest naprawdę chora. Dziwię się bardzo, że PWKC w ogóle takimi decyzjami, pismami naraża miasto przede wszystkim na sprawy jakieś sądowe, a siebie w tym momencie na śmieszność w swoim funkcjonowaniu, ponieważ w sytuacji w której prawo stanowi jasno, na korzyść państwa W. Tutaj, powinniśmy ten spór rozwiązać w jakiś polubowny sposób, a nie wykazywać ewidentną niechęć PWKC w tej sytuacji, bo z mojego odbioru, mówię tylko za siebie, tak to widzę. I na koniec chciałbym „przypomnąć”, bo jest tutaj pan prezes, PWKC jest spółką działającą na rzecz mieszkańców, a nie czyjąś prywatną firmą, która będzie myślała tylko o własnym interesie. Ja znam również pana Krzysztofa, bo współpracował, byłem również i w tamtej radzie, wiem również ile zrobił w tym mieście, ile by na pewno jeszcze chciał zrobić, bo jest takim lokalnym patriotą. Spotykamy się w bardzo dużym gremium, sprawa nabiera wydźwięku dużego, a naprawdę można było, tak uważam, można było tą sprawę załatwić w innym gronie: pan burmistrz, pan Krzysztof i PWKC. Dlatego bardzo jestem zdziwiony i mam nadzieję, że PWKC stanie na wysokości swojego zadania i zachowa się tak, jak powinno.

Radny Dawid Jaroszek zwrócił się do Krzysztofa Bińkowskiego, że dziwi mu się, jako radnemu drugiej kadencji, że wypowiedział się już za PWKC zanim wysłuchał wyjaśnień drugiej strony, bo funkcjonuje coś takiego, że najpierw wypowiada się strona A, później strona B, a dopiero inni wypowiadają swoje zdanie. Krzysztof Bińkowski stwierdził, że pozwoli sobie nie komentować słów „kolegi radnego, niedoświadczonego”.

Bo widzisz Dawid, ty się dziwisz, że ja jestem drugą kadencję. Ja tylko spuentuję to, bo nie chcę komentować twojej wypowiedzi, dziwię się Dawid, że jesteś pierwszą kadencję, ale ja naprawdę nie będę określał twoich zachowań.

Właściciel firmy ponownie zabrał głos, że od lat prowadzi przedsiębiorstwo, 300 tys. zł płaci podatku od baz, które posiada. Nie został zwolniony z żadnego podatku, ale nie ma pretensji do miasta, bo może inni przedsiębiorcy są w gorszej sytuacji finansowej, ale twierdzi, że powinna być „wywieszka, których przedsiębiorców miasto z podatku zwalnia”.

– Tylko niech to będzie porządek, a nie przekupywanie za cukierka, za dwa metry kostki czy coś – mówił przedsiębiorca do radnych. – To jest skandal co tu się dzieje. Zobaczcie, najlepiej powiększyć trzeba, skrzydło dobudować jeszcze do tego urzędu, bo już się samochody nie mieszczą, to jest tragedia.

Przewodnicząca komisji infrastruktury po 30 minutach trwania dyskusji dopuściła do głosu prezesa PWKC, który wyjaśnił, że 20 maja spółka wysłała pismo do przedsiębiorcy, w którym zawarła sugestię jak rozwiązać problem, a nie nakazywała budowy nowego przyłącza. Dodał, że PWKC otrzymało wniosek od Soudal o wydanie warunków na przyłącze i jednocześnie informację, że Soudal zlikwiduje istniejące na swojej działce przyłącze wodociągowe.

Jak tylko się dowiedzieliśmy, to chcieliśmy jak najwcześniej dać znać żebyście państwo mogli coś z tym zrobić – wyjaśniał Robert Pyryt. – Natomiast cała ta dyskusja i ta sprawa, moim zdaniem jest niezrozumiała dla większości państwa, bo trzeba by tu zacząć od definicji co to jest przyłącze i co to jest sieć wodociągowa (…) Przyłącze, krótko mówiąc, to jest taka rura, którą płynie woda wyłącznie do jednego odbiorcy. Jeżeli tych odbiorców jest więcej, to już jest sieć wodociągowa. I za sieć wodociągową, zgodnie z ustawą o zbiorowym zaopatrzeniu wodę, odpowiada przedsiębiorstwo wodociągowe (…) i ponieważ jest właścicielem tej sieci również może ustanawiać służebność przesyłu czy wnioskować o ustanowienie służebności przesyłu jeżeli taka konieczność występuje. Natomiast przyłącze, zgodnie z art. 15 ust. 2 – realizacją budowy przyłączy do sieci oraz studni wodomierzowej (…) zapewnia na własny koszt osoba ubiegającą się o przyłączenie nieruchomości do sieci. Co to oznacza? Wszyscy mieszkańcy, firmy z naszego miasta i nie tylko, w całej Polsce tak jest robione, że jeżeli ktoś chce się przyłączyć do sieci wodociągowej składa wniosek o wydanie warunków o przyłączenie do sieci wodociągowej. Przedsiębiorstwo wodociągowe udziela takich warunków jeżeli oczywiście istnieje techniczna możliwość i od tego momentu to jest wyłączna inicjatywa odbiorcy, bo sam musi przygotować wniosek, projekt, sam musi zadbać o wszelkie sprawy z tym związane. My w tamtym roku mieliśmy ok. 60 takich wniosków i wszyscy ci składający wniosek budują przyłącza za własne pieniądze. Tak jest w prawie, my nie możemy w to inwestować. W warunkach, które udzielamy, piszemy: wszelkie ustalenia natury prawnej odnośnie gruntu przez który przebiegać będą przyłącza leżą po stronie inwestora, łącznie z ustaleniem służebności przesyłu. W przypadku przebiegu trasy przyłącza przez działkę osoby trzeciej należy uzyskać zgodę właściciela potwierdzoną notarialnie. Jeżeli nie ma zgody właściciela gruntu poświadczonej notarialnie, to mogą się zdarzyć takie przypadki, że komuś przez ileś lat nie przeszkadza, że leży w jego gruncie przyłącze, a potem z jakiegoś powodu zmienia zdanie i jest problem, bo jeżeli mamy wpisane w księdze wieczystej, że to urządzenia tam ma być, to wtedy nie ma możliwości nam cokolwiek z tym zrobić.

Prezes dodał, że owszem, przedsiębiorstwo wodociągowe może występować o służebność przesyłu, jak mówiła córka właściciela zakładu, któremu grozi odcięcie wody, ale tylko dla tych sieci, których jest właścicielem. PWKC nie może więc wystąpić o służebność dla przyłącza, ponieważ nie jest jego właścicielem. Prezes Pyryt odszukał w archiwum dokumenty dotyczące spornego przyłącza i znalazł się projekt techniczny z 1997 r. w którym zawarte są warunki techniczne przyłącza (wydane przez Miejski Zakład Usług Komunalnych), jakie zostało wykonane.

Nie mamy żadnych dokumentów świadczących o tym żebyśmy my byli jego właścicielem – mówił Robert Pyryt. – Nie znam również żadnych przepisów prawnych żeby to z automatu przechodziło do urzędu – i przywołał przykłady wielu takich sytuacji w Pionkach, gdzie przyłącza przechodziły przez działki sąsiadujące i nikomu to nie przeszkadzało przez lata, aż do jakiegoś momentu np. sprzedaży działki i nowy właściciel wnioskował o likwidację rur w swoim gruncie. Czasem sąsiedzi pokłócili się o błahostkę i nie chcieli już udostępniać gruntu pod przyłącze i bez aktu notarialnego sprawa była przegrana, bo jedynie notarialnie poświadczony dokument o służebności przesyłu jest wiążący, a w przypadku omawianego sporu pomiędzy firmą pan W. a PWKC czy miasta, takiego dokumentu nie ma. Jest tylko słowo, że wybudowane przed 2002 r. przyłącza przechodzą z automatu na własność gminy. – Jeżeli to nie byłoby przyłącze, tylko sieć, czyli rura prowadząca co najmniej do dwóch odbiorców, to jak najbardziej my wtedy wkraczamy – twierdził prezes PWKC. – Jeżeli to jest przyłącze, nie jesteśmy właścicielem tego przyłącza i tu nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Również nie jesteśmy w stanie sfinansować nowego przyłącza, bo tak jest napisane w ustawie. Mamy także takie przypadki, że choć z przyłączem wszystko jest ok, jest akt notarialny, to właściciel wnioskuje o nowe warunki dla kolejnego przyłącza, bo chce sobie poprowadzić swoje.

Dariusz Dolega zwrócił uwagę na fakt, że każdego roku ok. 60 osób zwraca się do PWKC z wnioskiem o możliwość wykonania przyłącza do swojej nieruchomości i ponoszą koszty jego wybudowania. Pytał czy radni chcą żeby PWKC zwróciło pieniądze wszystkim mieszkańcom za poniesione koszty, czy wybiórczo tylko niektórym, bo miasto powinno wszystkich traktować równo.

Córka właściciela ponownie podkreśliła, że już raz ponieśli koszty budowy przyłącza i mają mieć zapewnioną dostawę wody. Pytała czy jest jeszcze taki przypadek w mieście, że ktoś pomimo tego, że ma swoje przyłącze, musi wybudować drugie, ale o tym chwilę wcześniej mówił prezes Pyryt.

Państwo mają nam zapewnić dostawę wody, więc jak państwo chcecie to zrobić skoro z dniem 1 września Soudal nam odcina wodociąg? – pytała przedstawicieli PWKC.

Im dłużej trwała dyskusja, tym bardziej emocje brały górę. Strony nie mogły dojść do porozumienia, a sala obrad przypominała salę sądową, gdzie sędziami mieli być radni, którzy podzieli się na tych rozumiejących roszczenia przedsiębiorcy oraz tych, którzy nie rozumieją dlaczego przedsiębiorca dopiero w ostatniej chwili zwrócił się do nich po pomoc, skoro już od maja wiedział, że Soudal wystąpiło do PWKC z zamiarem likwidacji istniejącego w ich gruncie przyłącza. Dowiedzieli się, że córka właściciela „nie będzie pytała Soudal dlaczego chcą im odciąć wodę”. Z odpowiedzi jakich udzielała wynikało, że w żaden sposób nie próbowano skontaktować się z sąsiadującą przez płot firmą Soudal by porozumieć się w kwestii przyłącza. Nikt nie wie czy Soudalowi przeszkadza w inwestycji całe przyłącze, czy być może tylko kawałek, który można byłoby przesunąć niewielkim kosztem.

Zobaczcie, wybudowałem dom spokojnej starości, to mi nie dali gazu. Przecież miałem dokumentację, wszystko. Za co urzędnik odpowiada? – kontynuował przedsiębiorca i stwierdził, że sytuacja z przyłączem wody, to wyłącznie wina burmistrza Kowalczyka i pani Zygadło, której tłumaczył, że będzie musiał wszystko robić na nowo, znów ponosić koszty, a przyłącze nadal nie będzie jego własnością.

Pomiędzy stronami toczyła się dyskusja czym jest służebność przesyłu i kto może o nią wystąpić. PWKC twierdzi, że ten, kto chce przyłączyć się do sieci, natomiast strona przeciwna, że zgodnie z kodeksem cywilnym może to zrobić gazownia, elektrownia czy przedsiębiorstwo kanalizacyjne, bo one przesyłają coś do odbiorcy. Córka właściciela cytowała nawet wyrok Sądu Najwyższego dotyczącego definicji przyłącza, zanim prawnie zaczęła funkcjonować (wyrok z dnia 20 sierpnia 1965 roku, III CR 161/65), że przyłącze od zaworu głównego za wodomierzem do rurociągu ulicznego stanowi własność dostawcy wody, czyli w tym przypadku PWKC, z czym nie zgadzali się przedstawiciele spółki.

Radna Grzywacz przypomniała wszystkim okoliczności sprzedaży działki firmie Soudal pomimo sprzeciwu części radnych oraz mieszkańców, a także odczytała zarządzenie dotyczące ogłoszenia przetargu ustnego nieograniczonego wraz ze specyfikacją. Dyskusja na ten temat rozgorzała na nowo i jedyny wniosek jaki można sformułować, to taki, że gdyby działka nie została sprzedana, to dziś przedsiębiorca nie miałby problemów z dostawą wody.

W cytowanym przez radną Grzywacz opisie działki, figuruje zapis, który świadczy o tym, że miasto „potrafiło zapewnić interes przepompowni ścieków, natomiast nie potrafiło zapewnić tym państwu tego przyłącza”. Jednak w odczytywanym opisie radna przeczytała, że dla przyłącza kanalizacyjnego dla przepompowni ścieków istnieje służebność przesyłu, której nie ma jeśli chodzi o przyłącze firmy pana W., bo o tym mówiła córka przedsiębiorcy stwierdzając, że nie mogli o taką służebność wystąpić, czyli zwrócić się do właściciela gruntu przez który przebiega rura o zgodę potwierdzoną aktem notarialnym.

Podjęta przez radę uchwała o zmianie przeznaczenia spornej działki nie została wykonana. Pan burmistrz oczywiście nie przyszedł dzisiaj na naszą komisję. Jest mi bardzo przykro o tym mówić – dopowiedziała radna Grzywacz, a radny Szałabaj wyjaśnił, że burmistrz jest akurat w Warszawie by podpisać dla miasta umowę o dofinansowanie inwestycji z budżetu województwa mazowieckiego.

Chciałbym ustalić kilka faktów, bo dochodzimy do pewnych wniosków i jakby agresja tutaj następuje – głos w dyskusji zabrał Tomasz Łyżwa. – Jeśli pan Krzysztof wykonywał w 97 r. przyłącze, rozumiem, że to przyłącze, które pan wykonywał nie było tylko na pańskiej działce, ale przechodziło przez działkę miasta. Czy w tym momencie miał pan zgodę od miasta żeby to przyłącze wykonać? Miał pan zgodę i teraz co następuje, po 23 latach miasto zbywa tą działkę i do tej pory nie było problemu, bo przyłącze było, korzystał pan z wody itd. Zbywa tą działkę i ja, przynajmniej według mojej wiedzy, powinno zabezpieczyć pańskie interesy i przy sprzedaży tej działki, no która się odbyła już nie będę dyskutował czy zgodnie z prawem, czy niezgodnie z prawem, nie będę wchodził w to, ale zapewnić, jakby zadbać o pańskie interesy na to przyłącze, ustanowić służebność lub w inny sposób, albo dogadać się powiedzmy z kupującym, że on po prostu nie zlikwiduje tego przyłącza, bo to się w tej chwili dzieje, że on chce „te” przyłącze zlikwidować, no nie wiem z jakich względów, nie pasuje mu i wtedy pan zostaje bez wody (…). Jeśli była zgoda, działka należała do urzędu miasta, no to miasto powinno zapewnić, bo ja rozumiem, że jeśli pana byłaby działka i to przyłącze w całości na pana działce, no to jest pańskie przyłącze, pan za to odpowiada itd., ale część tego przyłącza, przynajmniej część przechodziło przez działkę miejską do tej pory, no i, ale pan miał zgodę na wybudowanie i jak pani tutaj też powiedziała, przekazał to przyłącze no jakby do sieci, no tutaj no kwestie może problematyczne czy to jest sieć, czy to jest tylko przyłącze, ale część tego przyłącza już było na pańskiej działce. No i teraz jest właśnie problem. Ja widzę takie rozwiązanie, skoro już ta działka została sprzedana i nie została zapewniona służebność dla tego przyłącza, no nie wiem, no pan burmistrz sprzedał działkę, powinien jakoś może wpłynąć na nowych właścicieli działki żeby, no nie wiem, no nie wiem co to jest za kolizja, żeby no po prostu nie likwidowali tego przyłącza. Albo, no skoro kupili, to powiedzmy no nie wiem, wybudowali nowe, ominęli tam jeśli im koliduje. No bo pan ma to przyłącze, już raz pan to wykonał, no i logiczne jest pańskie tłumaczenie, że dlaczego ma pan drugi raz robić sobie przyłącze i jeszcze raz za to zapłacić, bo to nie stało się z pańskiej winy, no wina jest tutaj, no kwestia sprzedaży działki i niezabezpieczenia interesu no i miasta, i pana, tak?

Właściciel firmy podziękował radnemu Łyżwie za zrozumienie i dodał, że dokąd tak może być, że sprzedaje się działki obcokrajowcowi.

Niech ktoś pojedzie do Belgi i kupi, i buduje coś – mówił pan W.

Członek zarządu PWKC podsumował dyskusję opartą o cytowane wyroki sądów, o wiedzę własną radnych, stwierdzeniem, że w tej sytuacji najlepszym wyjściem byłoby poproszenie o niezależną opinię prawną w tej materii. Radna Grzywacz stwierdziła, że czasu jest niewiele, bo tylko do 1 września (komisja odbyła się 27 sierpnia), a radny Łyżwa dodał, że sprawa jest pilna i nie można czekać, bo opinia prawna może być za jakiś czas.

Ale my jako przedsiębiorstwo co mamy z tym wspólnego? – pytał Dariusz Dolega. – Przepis mówi jasno: my nie możemy wybudować przyłącza, bo byśmy złamali przepisy prawa. Czy państwo chcą nas nakłonić żebyśmy złamali przepisy prawa? Art. 15 ust. 2 mówi, że koszt przyłącza ponosi odbiorca.

Kto pana zmusza do budowy przyłącza? No kto pana zmusza? – dopytywała córka właściciela firmy. – Ono istnieje.

Radny Grzegorz Wąsik zaproponował wszystkim zebranym, aby pod egidą rady miasta odbyło się spotkanie stron w celu polubownego rozstrzygnięcia sprawy, czyli burmistrza, PWKC, pana W. i przedstawiciela czy prawnika firmy Soudal w celu ustalenia dlaczego wystąpiła konieczność rozebrania tego przyłącza, czy istnieje jakaś możliwość przełożenia przyłącza.

Trzeba zorganizować spotkanie żeby te 4 strony się porozumiały, bo czas goni, a my jako rada, jako komisja nie jesteśmy tutaj w stanie niczego zablokować w tym momencie – argumentował radny Wąsik. – Trzeba tę sprawę rozpatrywać w dwóch płaszczyznach. Jedna to jest płaszczyzna prawna i nikt tutaj z nas siedzących nie jest prawnikiem. Ja nie znam tych przepisów z 97 r., z 2001 r. czy faktycznie to przyłącze na podstawie tych przepisów stało się własnością PWKC, gminy czy prawnego poprzednika PWKC (…). Należałoby wyjść od 97 r. i ustalić czy rzeczywiście były takie przepisy, że właścicielem tego przyłącza stał się ten, który był właścicielem całej sieci. Jeżeli tak, to na tej podstawie, domniemam  tylko, można byłoby wystąpić o służebność przesyłu dla pana W. Ale ja nie jestem prawnikiem, nie mamy tutaj żadnej pomocy prawnej, rozmawiamy sobie ot tak (…). My w tej chwili tego nie rozstrzygniemy, to są sprawy dla sądu i nikt chyba nie chce żeby to trafiało do jakiegokolwiek sądu, bo to wiadomym jest, że sprawa będzie się ciągnęła nie wiadomo ile (…). Soudal stwierdził, że odcina wodę, ale my wszyscy nie wiemy z jakiej przyczyny, bo może się okazać, że im np. w jednym miejscu to przeszkadza i wystarcza tylko niewielka inwestycja, i można ten wodociąg utrzymać w tej działce. To należałoby wyjaśnić, ale żeby to wyjaśnić to trzeba ze sobą rozmawiać i muszą rozmawiać te 4 strony, a nie my, jako rada miasta, bo my w tym momencie pełnimy rolę sądu, a ja żadnym sędzią nie jestem i nie mam żadnego wykształcenia prawniczego.

Stanisław Pacan stwierdził, że radni nie muszą pytać, bo oni tej działki nie sprzedawali, bo wbrew woli radnych sprzedał ją burmistrz. Wydaje mu się, że cały problem jest w tym, że sprzedaż tej działki oraz spisanie umowy odbyło się „niechlujnie”, bo jak można było sprzedać coś, co na tej działce się znajduje i jest niezbędna dla innych podmiotów. Ale o tym również godzinę wcześniej mówił prezes Pyryt omawiając różne przypadki w naszym mieście, m.in. taki, że pomimo istniejącego przesyłu w czyimś gruncie, zmienia się właściciel działki, który nie chce żadnych rur na swoim terenie pomimo iż ma świadomość, że jest to jedyne przyłącze wody do czyjejś nieruchomości, ale z uwagi na brak aktu notarialnego o służebności, nie wiąże go żadne umocowanie prawne. Radny Pacan uważa, że można przyjąć, że przyłącza wybudowane przed 2001 r. miasto honoruje i prawo jakie było, choć nikt nie był w stanie w trakcie trwania komisji stwierdzić czy faktycznie prawo stanowiło tak, jak mówiła córka właściciela firmy. Wzywał do społecznej empatii, bo chodzi o właściciela firmy, który zatrudnia ludzi i płaci w mieście podatki. Radny dziwi się jednak, że do tej pory strony sporu nie miały okazji spotkać się by porozmawiać i poszukać rozwiązania całej sytuacji.

Nie jesteśmy sądem – dodał Piotr Nowak. – Jestem zdziwiony w ogóle tą całą sytuacją, że doszło do takiej sytuacji. Z wypowiedzi panów wynika, że to przyłącze zostało wykonane zgodnie z dokumentacją, zgodnie z pozwoleniem i były uzyskane zgody na poprowadzenie tego przyłącza do tej działki, tak? A wtedy to miasto decydowało, bo nie było jeszcze takiego podmiotu gospodarczego, który zajmował się tym, tylko to było w gestii samego funkcjonowania miasta i miasto nie musiało nawet, nie jestem prawnikiem i nie chcę się wypowiadać na ten temat, ale wyrażając zgodę poprzez jakąś tam jednostkę, nie musiała być wyrażana zgoda na piśmie, bo jednostka działała w imieniu miasta. Następna sprawa, to jest taka, że oczywiście zmieniło się prawo budowlane czy prawo o przesyle, czy prawo o zaopatrzeniu w wodę. To ja dam taki przykład. Nowe prawo budowlane mówi, że wszystkie budynki powyżej 5 kondygnacji powinny mieć windę, a wybudowane w poprzednich latach to co? Mamy dobudować windy?

Odnośnie praw jakie nabył pan Krzysztof W. w 1997, to nad czym tu dyskutować? – pytał Wojciech Maślanek. – Jest ciągłość władzy. Burmistrz ówczesny wydaje zgodę, jest wszystko zgodnie z prawem wykonane, pozwolenia, jest nieprzerwana dostawa wody do tego momentu, do momentu kiedy to kolejny burmistrz sprzedaje działkę. Ja tu nawet burmistrza jako organu wykonawczego nie winię, winię urzędnika, który przygotowywał dane do aktu notarialnego. To urzędnik musi sprawdzić co tam na danej działce się znajduje, czy to nie będzie właśnie zagrażało interesom innych mieszkańców czy też firm u nas działających (…). To urzędnik z wydziału mienia komunalnego ponosi tu odpowiedzialność, odpowiedzialność i moim zdaniem powinien tutaj ponieść odpowiedzialność, że po prostu dopuścił do takich zapisów, w moim przekonaniu skandalicznych w akcie notarialnym, gdzie nie zostały zabezpieczone, szanowni państwo, ten człowiek, właściciel firmy wykonał już, to co pan prezes mówił, wydają zgodę, ponosi osoba starająca się zgodnie z warunkami wykonać pewne, pewną część nakładów ponosi, prawda żeby uzyskać to przyłącze i mieć tą wodę (…). Dlaczego pan W. skierował domniemam do rady miasta, bo sprawa się ciągnie już od maja (…) i chyba pan burmistrz, ja oczywiście nie czytałem korespondencji, no odpisał w sposób niezadowalający czy niezabezpieczający interes firmy pana Krzysztofa i ci państwo zwrócili się do rady miasta. Rada miasta nie jest sądem, ja tutaj też, też to chcę podkreślić, ale rada miasta jako organ kolegialny rozpatruje i reprezentuje mieszkańców. Wszystkie sprawy. Z każdą sprawą każdy mieszkaniec może się zwrócić do rady miasta. Moim zdaniem komisja w dniu dzisiejszym również powinna przyjąć, nie podejmować broń Boże, bo my nie mamy żadnej jakby prawnej mocy, żadnych decyzji, ale zaopiniować czy przyjąć stanowisko powinna komisja w dniu dzisiejszym. Natomiast jeszcze raz chcę pokreślić, moim zdaniem wszystko, wszystko tu przedstawione jeżeli chodzi o tą dokumentację, którą to, i te informacje, które usłyszałem, moim zdaniem od strony prawnej i od strony takiej można powiedzieć ludzkiej, ludzkiej naprawdę moim zdaniem tutaj argumenty są za panem Krzysztofem, bo my musimy podejść do tego po ludzku, po ludzku i jeżeli właściciel, firma Soudal uprze się, bo może jako nowy właściciel mając akty, akt, że ona nie chce tego wodociągu i odcina, czyli, czyli po prostu pozbawia, pozbawia pana Krzysztofa, firmę pana Krzysztofa wody, to moim zdaniem miasto, czyli pan burmistrz powinien podjąć decyzję żeby to przyłącze i tą wodę doprowadzić do firmy pana Krzysztofa na koszt miasta. Innej tu możliwości nie ma.

Czyli jednym słowem przewodniczący rady miasta chce by burmistrz złamał prawo i niezgodnie z obwiązującymi przepisami dokonał budowy przyłącza do nieruchomości prywatnego przedsiębiorcy na koszt wszystkich mieszkańców. Nasuwa się pytanie w czyim interesie radny działa. Miasta czy może prywatnej firmy?   

To byłoby naruszenie dyscypliny finansów publicznych – stwierdził Dariusz Dolega, były przewodniczący rady miasta, ale w odpowiedzi usłyszał, że w poprzedniej kadencji miasto zmusiło PWKC do wykonania saunarium na stadionie i przyłączy kanalizacyjnych przy ul. Zwycięstwa.

Radny Paweł Kobylas stwierdził, że posiedzenie trwa 2 godziny i przez ten czas jest wyłącznie przerzucanie się argumentami i licytowanie kto ma rację. Przedsiębiorcę interesuje tylko dostęp do wody, by firma mogła funkcjonować i zdaniem radnego obie firmy powinny się ze sobą porozumieć, czyli pan Krzysztof i Soudal, a nie roztrząsać kto i kiedy zawinił.

Nie wierzę, że firma Soudal jest taką firmą, która robi wszystko na złość, bo to nie jest firma konkurencyjna, która koliduje z firmą pana W. – mówił radny Kobylas. – Trzeba rozmawiać z Soudalem żeby przesunąć ten wodociąg i nie pchać się w wydatki na nowe przyłącze, tylko zrobić to za 5, 10 tysięcy i skończyć problem. Miesiącami będzie trwało uzyskanie wszystkich pozwoleń, a kto zapłaci za przestój firmy? Będzie miasto odpowiadało, bo to się skończy w sądzie.

Zapytałem na początku komisji pani przewodniczącej czy będziemy w dniu dzisiejszym rozpatrywać sprawę – mówił Dawid Jaroszek. – Nie wiem czy wszyscy zdajemy sobie sprawę co znaczy słowo rozpatrywać, bo według mojej oceny i słownika, to znaczy analizować, poddawać ocenie, wydawać wyrok. Jaki my do tej pory wydaliśmy wyrok? Jaką my w tym momencie wydaliśmy ocenę? Żadną. Kolega Paweł i kolega Grzegorz po półtorej godzinie powiedzieli, że my w żadnym stopniu nie jesteśmy stroną w zaistniałym konflikcie. Nawet za dużo powiedziałem, że to jest konflikt, jest to rzecz, która powinna być polubownie rozwiązana pomiędzy państwem W., którzy mają problem, Soudalem i panem burmistrzem. Zastanawiającym jest jeszcze jeden fakt. Tu państwo kilkakrotnie poruszali temat sprzedaży działki. Pojawia się w tym całym wątku wody sprzedaż działki, poprawna, niepoprawna. Pojawia się jeszcze jeden wątek, szanowni państwo mówią o tym, że pozostało jeszcze kilka dni do odcięcia wody, Z tego co pamiętam, pierwsze pisma były kierowane od maja. Zastanawia mnie następny fakt, mnie osobiście prywatnie jako zwykłego Jaroszka, nie radnego, dlaczego od tego czasu państwo, jedna i druga strona, nie spotkali się? Takie mam troszkę wrażenie, że tutaj ktoś bardzo mocno państwa naprowadzał na stronę rady miasta i kierunkowania tej sprawy żebyśmy się tu znaleźli, gdzie się dzisiaj znaleźliśmy. I teraz moja odpowiedź, pani Magdo, panie Krzysztofie, my dzisiaj w żaden sposób państwu nie pomogliśmy. Nie pomogliśmy i nie pomożemy dlatego, że tak na dobrą sprawę tylko i wyłącznie państwo między sobą mogą znaleźć tą nić porozumienia.

Radny wyjaśnił również, że od momentu pojawienia się pierwszego pisma już dawno temat byłby rozwiązany. Dawid Jaroszek zwrócił się przy okazji do Wojciecha Maślanka o zastosowanie art. 65 KPA – jeżeli organ administracji publicznej, do którego podanie wniesiono, jest niewłaściwy w sprawie, niezwłocznie przekazuje je do organu właściwego, zawiadamiając jednocześnie o tym wnoszącego podanie. Zawiadomienie o przekazaniu powinno zawierać uzasadnienie.

Panie, panie, panie radny Jaroszek ile ja razy mam powtarzać, na takie prywatne wycieczki zapraszam do biura rady miasta. Naprawdę proszę, proszę szanować gości naprawdę – odpowiedział Wojciech Maślanek. – Zapraszam, biuro rady miasta Pionki.

Michał Golbert dopowiedział, że spółka PWKC jest po to żeby mieszkańcom pomagać i w żadnym wypadku nie jest wrogiem pana Krzysztofa. Przedsiębiorca spotykał się z zarządem PWKC w tym temacie i przedstawiał swoje argumenty przy jednoczesnym argumentowaniu przez PWKC.

Pomijam wątek spornej działki, która została sprzedana. Zanim została sprzedana, to przyłącze przechodziło przez działkę (inną) Soudal? – pytał Michał Golbert i usłyszał, że tak, wcześniej miasto sprzedało firmie Soudal inną działkę przez którą również przechodziło przyłącze do działki pana Krzysztofa. – Dla mnie ta sporna działka, o której teraz mówimy, że to się stało dlatego, że ta działka została sprzedana, to powiem tak, dla mnie gdyby w tamtym okresie Soudal chciał zlikwidować to przyłącze, to też by to zrobił.

To dlaczego teraz chce? – pytał członka zarządu PWKC radny Tomasz Łyżwa, ale pytanie powinno być raczej skierowane do firmy Soudal, która chce likwidacji przyłącza na swoim terenie. Michał Golbert zapytał czy państwu W. nie przyszło przez myśl, by porozmawiać z sąsiadami na temat przyczyny likwidacji przyłącza. Dodał również, że PWKC kieruje się przepisami prawa i nie chce postępować tak, jak to miało miejsce w poprzedniej kadencji.

Włodzimierz Szałabaj chciał wiedzieć o ile metrów trzeba przesunąć rurociąg żeby Soudal nie musiał likwidować rury na swojej działce, odcinając państwu W. wodę do firmy.

O ile metrów trzeba przesunąć żeby zadowolić Soudal, to ja nie wiem – odpowiedziała córka właściciela firmy. – Przez tyle lat Soudalowi nie przeszkadzało przyłącze na pierwszej działce, gdzie 90% tego przyłącza jest wybudowane i to nie przeszkadzało i nie mieliśmy żadnego problemu, natomiast teraz, przy sprzedaży tej działki, gdzie to jest tylko cypelek i teraz robi się problem i się chce zlikwidować całe przyłącze. W lipcu Soudal bezpośrednio do nas napisał, że 1 września zlikwidowany zostanie rurociąg przebiegający przez ich działki. Ja nie wiem jak chce, jak sobie życzy Soudal, gdzie to ma być przesunięte, w jakich metrach, czy sobie życzy, czy sobie nie życzy, nie wiem nic. Ja dostałam pierwszą informację z PWKC, potem dostałam informację z Soudala, że zostanie zlikwidowany z dniem 1 września, a do mnie pretensje, że ja nie wiem, nie chodzę na kolanach i nie proszę żeby tego nie robić. Ja uważam, że to co wybudowaliśmy należy do PWKC i PWKC, i gmina Pionki powinny się o to zatroszczyć i zwrócić się też do Soudala, bo to nie jest tylko nasz interes, to jest też interes gminy, bo jeżeli zostanie nam odcięta woda, to my pójdziemy do sądu. Pójdziemy do sądu po odszkodowanie, bo nie będziemy mogli prowadzić firmy. Nie będziemy budować nowego przyłącza. My je mamy i nie będziemy budować nowego. Trudno, może trzeba będzie zlikwidować firmę, może właśnie o to chodzi? (…)

Pani Magda powiedziała również, że brała udział w spotkaniu w urzędzie jako osoba prywatna przeciwko sprzedaży działki firmie Soudal i nie wie, czy to przypadkiem teraz nie jest zemsta, że wypowiadała się w tym temacie. Ma wrażenie, że tak.

Dużo zadziało się przez ten rok w stosunku do naszej firmy, nie do mnie jako osoby prywatnej, ale w stosunku do naszej firmy, takich które z całą pewnością pozwalają mi powiedzieć, że jesteśmy uważani teraz w urzędzie, i te słowa też padły, dochodzą do nas te słowa, że jesteśmy persona non grata, że pan W. nie będzie robił żądnych inwestycji w mieście, i to są słowa pana burmistrza. Nie wiem na ile to jest konsekwencją, ale podejrzewam, że tak, właśnie tego, że wówczas wyraziłam swoje zdanie o sprzedaży działki. A to jest temat dosyć palący i teraz ponosimy tego konsekwencje. Nie wiem czy chodzi o to żeby zlikwidować tą firmę i może odkupi Soudal ponieważ ma problemy z tymi działkami, chciało dwie, dostało jedną. Może akurat będzie teren żeby Soudal mógł przejąć, żeby wybudować, dobudować fabrykę, wybudować porządne magazyny. Może o to chodzi. Nigdy nas tak nie traktowano, jak teraz w urzędzie. Mamy duże problemy. Mamy z ulicą Fabryczną bardzo duże problemy. Nie dostaliśmy referencji. To jest zupełnie inna sprawa. My byśmy chcieli się też wypowiedzieć w tej kwestii (…). Soudal nic nam nie powiedział. Wysłał tylko do nas pismo, że nam odcina 1 września. Dlaczego ja mam dopytywać? Dlaczego Soudal się do mnie nie zgłosił?

Grzegorz Wąsik stwierdził, że taka dyskusja nie ma sensu, bo ona nie prowadzi do żadnych konstruktywnych wniosków. Złożył wniosek formalny o zorganizowanie spotkania stron pod egidą rady miasta, konkretna rozmowa, z prawnikiem, który będzie na bieżąco wyjaśniał kwestie prawne. Inaczej do żadnego porozumienia i konkretnych wniosków na posiedzeniu komisji nikt nie dojdzie.

My jako komisja, ja jako przewodnicząca w tym momencie stawiam wniosek o zapewnienie nieprzerwanej dostawy wody zgodnie z aktualną umową dla ZTB – stwierdziła radna Grzywacz, choć radni nie mają żadnej mocy prawnej by spełnić treść wniosku. Jeszcze przed głosowaniem wyłączyła z głosowania radnego Dawida Jaroszka. – Ponieważ on pracuje w spółce miejskiej.

Dariusz Dolega odpowiedział radnej Grzywacz, że to nie jest interes prywatny radnego Jaroszka i poprosił o umocowanie prawne takiej decyzji oraz o określenie kto jest adresatem złożonego wniosku, bo wniosek kieruje się do kogoś, kto go będzie mógł zrealizować. Na co rada Grzywacz odpowiedziała, że kieruje go do członków komisji infrastruktury. A wyłączenie z głosowania radnego Jaroszka podyktowane jest konfliktem interesów.

Do członków komisji – potwierdził przewodniczący rady Wojciech Maślanek.

I członkowie komisji mają zapewnić, że woda nie będzie odcięta? – dopytywał Dariusz Dolega, ale radna Grzywacz stwierdziła, że to jest wniosek komisji. – Ja tylko ostrzegałem żeby państwo nie popełnili faux pas.

Zwracam się do członków komisji – głos zabrał Dawid Jaroszek. – Przemyślcie państwo prerogatywy rady miasta i nas jako radnych. Tylko tyle.

Po krótkiej przerwie przewodnicząca komisji infrastruktury radna Wioletta Grzywacz odczytała nową treść wniosku, który zaproponowała wcześniej: „komisja gospodarki, gminy i infrastruktury zobowiązuje przewodniczącego rady miasta o wystąpienie do burmistrza miasta Pionki o interwencję w sprawie zapewnienia nieprzerwanej dostawy wody zgodnie z aktualną umową o zapotrzebowanie w wodę dla ZTB do czasu rozstrzygnięcia sporu” i poprosiła już wszystkich członków komisji o przejęcie wniosku. Grzywacz, Kobylas, Maślanek i Łyżwa byli za przyjęciem wniosku, od głosu wstrzymał się radny Jaroszek, a Grzegorz Wąsik nie brał udziału w głosowaniu.

Włodzimierz Szałabaj dopytywał właścicieli firmy czy od maja prowadzili jakąkolwiek mediację z firmą Soudal, czy tylko „przepychali się” dokumentami.

Nie ja likwiduję przyłącze, tylko ma zamiar zrobić to Soudal. Dlaczego pan nie zapytał czy Soudal próbował z nami rozmawiać? Dlaczego pan pyta czy my rozmawialiśmy z Soudalem, a nie czy Soudal z nami rozmawiał? – pytaniem na pytanie odpowiedziała córka właściciela. – Odpowiem tak, nie rozmawiał. Soudal nie zwrócił się do nas tylko do PWKC (…). My, jeżeli 1 września nie będziemy mieli wody, to trudno, to leżymy, że tak powiem kolokwialnie. Zakładamy sprawę w sądzie o odszkodowanie za to, że nie możemy prowadzić działalności. I tyle.

Wniosek radnego Grzegorz Wąsika o mediację przyjęli radni: Maślanek, Łyżwa, Kobylas i Wąsik, od głosu wstrzymali się Jaroszek i Grzywacz.

W sumie posiedzenie komisji trwało blisko 3 godziny i właściwie nie rozwiązało żadnego problemu, ale przynajmniej pojawił się zaczątek do rozmów pomiędzy stronami – byle z pozytywnym zakończeniem.

Przeczytaj również

Komentarze