Więcej kultury

Więcej kultury

W dniu 3 kwietnia odbyło się posiedzenie komisji kultury z przedstawicielami CAL, MOK, Biblioteki Miejskiej i stowarzyszeń. Głównym tematem była reaktywacja Galerii Format o której mówił mgr historii sztuki Mariusz Jończy, który od lat współpracuje ze Zbigniewem Belowskim.

Mariusz Jończy opowiedział zebranym historię swojej, najpierw przygody, a później już pracy zawodowej związanej z kulturą. Najpierw uczestnik zajęć artystycznych w domu kultury, później także pracownik tej instytucji.

W Formacie przepracowałem 10 miesięcy – mówił Mariusz Jończy. – Później kilkakrotnie brałem udział w różnych przedsięwzięciach wystawienniczych, które miały tam miejsce. Miałem dwie wystawy indywidualne, uczestniczyłem w kilku Formatowaniach prowadzonych przez Tomka Wróblewskiego. Nie jestem osobą, która mogłaby narzekać na brak kontaktów ze sztuką (…). O co mi chodzi? Masz tego dużo w Radomiu, jeździsz po Polsce, czasem za granice, o co w tym wszystkim chodzi? Istnienie Galerii Format było zjawiskiem kulturotwórczym w tym mieście na bardzo poważną skalę (…). Prowadziłem przez jakiś czas tę galerię i pamiętam co tam robiliśmy i co tam się działo, i mam świadomość, że jej obecność w Pionkach przekazała wielu ludziom bardzo dużo pozytywnych emocji. Co tu dużo mówić, gdybym nie związał się w odpowiednim momencie z domem kultury, gdybym tam nie uczestniczył w różnych działaniach, to pewnie dzisiaj bym tutaj przed wami nie stał, bo nie byłbym tym kim jestem. Należę do grupy wielu wychowanków domu kultury, którzy w dziedzinie sztuki, została następnie wyedukowana i w niej do dzisiejszego dnia się sprawdza, i w tym świecie uczestniczy. Chciałbym was przekonać do tego żeby przekazać pieniądze o których jest mowa na to żeby dokonać reaktywacji tej galerii, tego ważnego miejsca na planie mapy kulturalnej naszego miasta. Nie jest ważne gdzie ona będzie się znajdować i jaki ona ma kształt, to co jest ważne dla galerii, to jest jej bezpieczeństwo, czyli spełnienie podstawowych zasad bezpieczeństwa dzieł, które tam się znajdują (…). Elektrownia jest w stanie przetransferować te dzieła (przyp. red. znajdujące się w depozycie MCSW oraz własność), no oczywiście nie na stałe, ale na pewno po to żeby je zaprezentować w Pionkach. Z tego (przyp. red. dzieł z zasobów MCSW Elektrownia) można zrobić kilka tysięcy wystaw, więc jeszcze wiele, wiele pokoleń w Pionkach mogłoby mieć satysfakcję kontemplując zbiory tylko i wyłącznie radomskie. Ale musicie wiedzieć, że w stosunku do tego co działo się w Formacie, my byliśmy wtedy juniorami, dyrektor Belowski miał większe doświadczenie, ja byłem początkującym powiedzmy fanem, nie miałem pojęcia jak to się robi, po omacku próbowałem coś kombinować. Dzisiaj jesteśmy już praktykami, którzy mają w Polsce tzw. dojścia czy kontakty zarówno z setkami artystów indywidualnych, jak i z dziesiątkami galerii.

Najważniejsze jest zabezpieczenie galerii, bo jak mówił Mariusz Jończy, ani kolekcjonerzy prywatni, ani galerie nie wypożyczą swoich zbiorów bez gwarancji, że wrócą do nich w nienaruszonym stanie. Jeśli warunki bezpieczeństwa zostaną spełnione, daje to podstawę do rozpoczęcia poszukiwań eksponatów.

W Pionkach środowisko odbiorców sztuki funkcjonuje troszkę, moim zdaniem w sposób uśpiony. Pamiętam wernisaże w galerii Format na które przychodziły setki osób. (…). Od zawsze mieszkam w Pionkach, teraz tak się zdarzyło, że przy ul. Chemicznej. Po mojej stronie nie ma chodnika i muszę powiedzieć, że jestem z tego zadowolony, bo nie muszę go odśnieżać. Nie jestem zadowolony ze zniszczonej ulicy, chociaż powiedziałbym szczerze, że wolałbym żeby była jeszcze bardziej zniszczona, bo wówczas samochody jeździłyby wolniej nie wyrządzając krzywdy zwierzętom, nie hałasowałyby w domu. Natomiast w przypadku, gdyby ktoś mnie zapytał czy ja chcę właśnie polepszoną ulicę, czy chodnik, to ja bym powiedział właśnie, że ja chcę tą galerię. Obserwuję to co dzieje się na obradach rady miasta, no i wiem, że doprowadzili państwo do tego, że nie ma funduszu na reklamę miasta. Zapewniam was, że te pieniądze zainwestowane w reaktywację galerii Format będą najlepszą promocją. Jeżeli będą w tej galerii pojawiały się dobre wystawy niewykluczone, że wówczas lokalni biznesmeni będą chcieli w tym wszystkim uczestniczyć wspierając to finansowo. Jeżeli galeria będzie wydawała jakieś druki, które później wysyłane są w Polskę, na nich będą mogły znajdować się podziękowania czy jakieś znaki rozpoznawcze firm, które uczestniczyłyby w procesie realizacji wystaw. Nam chodzi o to żeby w mieście szeroko pojęta kultura podnosiła się, a nie obniżała. Sztuka współczesna nie jest zjawiskiem, które jest czytelne i przyjmowalne przez każdego odbiorcę ot tak, po prostu. Wiadomo, że szeroko pojęty odbiorca, myślę tu o mieszkańcach naszego miasta, woli brać udział w festynach na których podawana jest propozycja niższego progu intelektualnego, ale nie znaczy to, że my musimy podporządkowywać się tylko takiej tendencji. Jeżeli zaniedbamy kwestię kształcenia, doskonalenia, wychowywania przez sztukę wysoką, to doprowadzimy, moim zdaniem, do totalnej degrengolady intelektualnej, a przecież nikomu z nas na tym nie zależy.

Mówił również o tym, że jest przekonany, że reaktywacja galerii i dzieła w niej prezentowane pozwolą wychować lepszego mieszkańca, który nie tylko zwracać będzie uwagę na wybitne dzieła sztuki, ale będzie ten wrażliwy na to, co otacza go dookoła, np. połamane ławki w parku, drzewa, zaśmiecone miasto. Jest przerażony tym, że mieszkańcy Pionek tak bardzo naciskają na radnych czy burmistrza, dopominając się uprzątnięcia miasta, gdy tymczasem sami przecież to miasto zaśmiecają.

Być może udałoby nam się wychować powoli inne społeczeństwo.

Kamil Panufnik odczytał informację od Julii Czuraj, córki artysty z Pionek Jerzego Czuraja, która idzie w ślady ojca i jest studentką wydziału sztuki, w sprawie reaktywacji galerii jako miejsca, którego po prostu w Pionkach brakuje żeby mieszkańcy mogli się ukulturalniać, bo jedyną rozrywką jest przechadzka do supermarketu. O wiele bardziej fascynująca jest przechadzka do galerii sztuki. Julia pisała o tym, że wyjazd np. osób starszych do galerii do innego miasta, mogłoby być dla nich niekomfortowe, a w Pionkach przydałoby się miejsce, które sprawiłoby żeby młodzi, wrażliwi ludzie, chcieli w nim zostać. Chce również walczyć o rozwój Pionek i jej zdaniem sztuka będzie najlepszym początkiem do rozwoju, tym bardziej, że są tu osoby, które chciałyby się tym zająć i zapewne znajdą się również osoby, które będą chciały z tej szansy skorzystać.

Marta Kwapisiewiecz, dyrektor Biblioteki Miejskiej mówiła o tym w jak złym stanie technicznym jest główny budynek biblioteki, który w latach 70-tych był najładniejszym i najnowocześniejszym miejscem czytelnictwa w okolicy. Dziś biblioteka, od lat pomijana w dofinansowaniu, nie jest już obiektem, którym można się pochwalić, choć księgozbiór ma imponujący i korzysta z niego 2 311 czytelników.

Zawsze od lat o to zabiegam i przypominam, ale zawsze są w mieście sprawy ważniejsze typu sport, chodniki, oczyszczalnie, różne inne sprawy – mówiła dyrektor. – Zawsze na tą bibliotekę nie starczało pieniędzy. I to nie jest kwestia remontu, bo remont to byśmy przez jakiś czas tam zrobili, to jest kwestia tego rodzaju, że biblioteka jest zbyt mała. Mamy ok. 50 tys. książek i przybywa. Prowadzimy różne działania. Naprawdę w ostatnich latach staramy się być w tym XXI wieku, szereg konkursów, Noc Bibliotek, Narodowe Czytanie. W filii biblioteki przy ul. Leśnej mamy taką galeryjkę, nazywa się Wolumin i my tu żadną konkurencją nie jesteśmy, ale mamy taki cel żeby prezentować prace naszych pionkowskich twórców, żeby ludzie, którzy przychodzą wypożyczyć książkę zerknęli na ścianę, obcowali z tą sztuką (…). Chcieliśmy otrzymać te 30 tys. zł nie tylko na czytelnie czy biblioteki plenerowe. Ja mam naprawdę bardzo kreatywnych pracowników i wszystkie bardzo się starają żeby uatrakcyjnić naszą ofertę, żeby przyciągnąć ludzi, dzieci szczególnie. I w zeszłym roku tak sobie postawiliśmy taką budkę drewnianą z napisem Biblioteczka nad stawem. Ludzie przychodzą poopalać się czy z dziećmi, naprawdę sięgali po te książki, bo wielu brakowało, ale dochodziły jakieś inne, bo ktoś dołożył i chcieliśmy to kontynuować tak już z prawdziwego zdarzenia, no żeby to jakoś wyglądało. Nie dacie tych pieniędzy, to nie będzie tych bibliotek plenerowych. Ale my chcieliśmy również, bo tak jak mówię, trzeba dopieścić czytelników, urządzamy różne konkursy czytelnicze, plastyczne, chcieliśmy zaoferować, przyciągnąć, no może takim, bo jest to pospolite, ale może jakimś gadżetem na którym byłoby logo biblioteki i logo miasta, więc również promowalibyśmy to miasto. Chcieliśmy, myśleliśmy, że uda się ściągnąć jakiegoś poczytnego pisarza. Za te spotkania autorskie trzeba płacić i to naprawdę niemałe pieniądze.

Kamil Panufnik przypomniał wszystkim, że jeden ze złożonych na ostatniej sesji wniosków dotyczył wykreślenia kwoty 30 tys. zł przeznaczonej na dotację dla biblioteki przeznaczonej na promowanie czytelnictwa wśród dzieci, młodzieży i dorosłych oraz urządzenie plenerowych czytelni.

Wniosek złożył pan radny Grzegorz Wąsik – mówił przewodniczący komisji kultury.

Marcin Alot, dyrektor Centrum Aktywności Lokalnej poinformował, że CAL nie jest ośrodkiem kultury, ale został powołany do życia jako jednostka organizacyjna Urzędu Miasta w 2013 r.

Formalnie jesteśmy urzędem, a pracujemy jak instytucja kultury (…). W CAL w tej chwili pracuje 12 osób, nie jest to dużo, powiedziałbym, że jest to bardzo mało, korzystamy z pomocy różnych stażystów, różnych projektów gdzie kto inny płaci za tych ludzi, którzy u nas pracują. Pracownicy CAL zarabiają naprawdę bardzo mało, wiem że na mieście mówi się, że dużo ale to nieprawda, bo na kasie w Lidlu świeży pracownik na pewno zarobi więcej niż czysta pensja instruktora w CAL. Dlatego walczę i będę walczył o ich godne warunki pracy, szczególnie o uposażenie. Stąd kwota, którą rada miasta planuje przeznaczyć na przejęcie przez CAL obowiązków wydziału promocji, czyli 200 tys. zł. Ta kwota powinna być podzielona co najmniej na dwie części nierówne, bo ok. 155 tys. zł przypadnie na wynagrodzenia dla pracowników, przy czym zaznaczę nie tylko dla pracowników CAL, bo tutaj trzeba oczywiście uruchomić Kurier, zatrudnić te osoby w Kurierze, z pewnością zatrudnić dodatkową osobę do obsługi organizacji pozarządowych dlatego, że jedna, która tam pracuje, to jest zdecydowanie za mało.

Dyrektor CAL wspomniał, że dotacją 200 tys. zł jest wyliczona na podstawie kosztów tegorocznych, czyli na okres 9 miesięcy. W przyszłym roku będzie potrzebna większa kwota. W tej chwili Marcin Alot prowadzi negocjacje z pracownikami w celu przejęcia dodatkowych zadań jakie spadły na nich po likwidacji wydziału promocji w urzędzie. Chciałby aby radni przychylnie podeszli do przydzielenia środków finansowych dla CAL, bo obowiązków nagle przybyło, ale bez dodatkowego wynagrodzenia.

W Miejskim Ośrodku Kultury jest zatrudnionych w tej chwili 13 osób – mówił p.o. dyrektora Ryszard Dybiński. – Ale etatowo, to jest niecałe 11 osób, ponieważ jest to ½ etatu, ¾ etatu, są też zatrudnione osoby z niepełnosprawnością tzw., że nie mogą pracować w pełnym wymiarze godzin, nie mogą też wykonywać niektórych czynności. Jednak staramy się zapewnić państwu jak najlepsze wykorzystanie MOK czy wszelakiej działalności. Natomiast na poprzedniej komisji składałem taki wniosek, projekt zadaszenia itd. Nie mogłem wtedy za wiele powiedzieć, bo potrzeby dofinansowania są dużo, dużo większe – i wspomniał o mechanizmie kurtyn, który faktycznie nie działa prawidłowo. Sam teren zielony wokół budynku również wymaga pielęgnacji, a MOK nie dysponuje nawet kosiarką. Pożyczali w zeszłym roku, ale niestety uległa awarii i MOK musiał zwrócić za nią pieniądze. – Nie mamy np. drukarki laserowej, a gdzie tych plakatów drukowanie, ulotek, dyplomów jest codziennością. Korzystamy z jakiś zamienników, co jest nie na miejscu. Spotkałem się też z tym przy objęciu stanowiska, że dwa stanowiska pracownicze nie były wyposażone w komputery. Po prostu taka, nie wiem czy to z powodu braku tych funduszy, ludzie pracowali na własnym sprzęcie, co jest oczywiście też niedopuszczalne, tak? Pracodawca powinien zapewnić odpowiednie warunki pracownikom tworząc stanowisko. Ostatnio w MOK odbył się audyt, który na samym początku stwierdził, że brak jest oczywiście informatyka i serwera do gromadzenia danych. Sekcje taneczne, muzyczne, rytmiczne są niedoposażone w sprzęt nagłaśniający, a z tym idąc, to się nie mieści w głowie po prostu jak można pracować ukrywając faktycznie te nasze potrzeby, bo ciągle się mówi, że są inne potrzeby. Oczywiście, pieniądze są potrzebne na wszystko, ale na tą kulturę też nie można ich żałować i trzeba chyba, i tu apel do radnych, każdemu coś przeznaczyć tak żebyśmy w tym mieście żyli godnie i to miasto żeby kwitło, promowało się, tworzyło się coś nowego, tak? W związku ze świadczeniem byłej pani dyrektor, bo ona w dalszym ciągu pobiera i w związku z tym mamy kolejną dziurę budżetową, którą musimy łatać.

Mówił o tym, że w MOK, CAL czy Bibliotece Miejskiej można wystawiać dzieła mniej cenne, lokalne, które nie wymagają zabezpieczenia. Wspomniał o wyjazdach dzieci z sekcji tanecznych, które chcą jeździć, uczestniczyć w zawodach i promować miasto w Polsce i MOK boryka się z dofinansowaniem autobusu, bo nie ma na to pieniędzy.

Przewodniczący Rady Rodziców KICK Pionki, Tomasz Sąpór wspomniał o tym, że od kilku lat organizuje wyjazdy dzieciom na zawody i często bywało tak, że rodzice płacili za transport z własnych pieniędzy.

Nie wyobrażam sobie żeby płacić, skoro dzieci promują nasze miasto na różnych mistrzostwach na terenie całej Polski, żebyśmy my, rodzice musieli z własnych pieniędzy dopłacać do transportu. Wielokrotnie tak się zdarzało i teraz też nie ma pieniędzy na wyjazd dzieci do Zielonej Góry i borykamy się z opłaceniem busa żeby dzieci mogły rozwijać swoje talenty. Chciałbym na to też zwrócić uwagę i jako rodzic prosić komisję o jakąś dotację przynajmniej na te transporty, bo wiemy też, że dzieci występują w strojach, te stroje są bardzo drogie. Dwa rodzaje strojów: jeden do tańca szybkiego, drugi do tańca wolnego, to wszystko my musimy zapłacić z własnej kieszeni.

Na sesji padło stwierdzenie, że MOK dostał w tym roku o 100 tys. zł większy budżet niż w roku ubiegłym i związane było to z obchodami 100 rocznicy Odzyskania Niepodległości.

Owszem, mieliśmy zwiększoną dotację o te pieniążki, ale to nie było na działania przy Niepodległej – mówiła główna księgowa MOK. – To były pieniądze na naszą działalność, ale nasza działalność to nie tylko organizowanie imprez, to są też pensje pracowników. Niestety jak chcemy zatrudniać ludzi, trzeba im zapłacić. Pieniądze w kulturze zawsze były małe i pracownicy nigdy nie zarabiali dużo. Musieliśmy etaty pozwiększać, pozatrudniać nowych ludzi żeby było kim pracować. To jest takie sprostowanie odnośnie tego, że to było na Niepodległą.

Włodzimierz Szałabaj poinformował zebranych, że w 2017 roku burmistrz Zawodnik wydał na promocję miasta 935 878 zł, a rok później 604 041 zł.

Skoro nie docierało to do ośrodków kultury i stowarzyszeń, to wynikało to tylko chyba ze złej dysproporcji, że wam nawet brakowało pieniędzy na transport – mówił radny Szałabaj.

Jednym z punktów uchwały budżetowej, która została wycofana przez burmistrza na sesji, był również ten dotyczący przeznaczenia 75 tys. zł na remont pomieszczeń w bloku przy Alejach Lipowych 12 na potrzeby Klubu Seniora.

Jak wiemy seniorzy, stowarzyszenia, to też szeroko rozumiana kultura i dlatego pozwoliłem sobie tutaj zaprosić ludzi związanych z tym środowiskiem – mówił przewodniczący komisji radny Panufnik.

Ryszard Brodowski, przedstawiciel stowarzyszenia Złota Jesień, poinformował burmistrza, że na adaptację lokalu przy Alejach Lipowych wcale nie trzeba szukać pieniędzy wyłącznie w budżecie miasta. Jest jeszcze czas, do 9 kwietnia aby złożyć wniosek o dofinansowanie w kwocie 100 tys. zł na utworzenie Domu Dziennego Pobytu Seniora.

Wiem, że biblioteka potrzebuje pieniędzy, ale szukajmy tych pieniędzy poza miastem – zachęcał pan Ryszard, który sam pisze wnioski o różnego rodzaju dofinansowania na działalność seniorów ze swojego stowarzyszenia i właśnie zakończył etap pozyskiwania środków na wyposażenie klubu seniora jaki ma powstać na Alejach Lipowych.

Danuta Woźniak, przewodnicząca koła Pionki Polskiego Związku Emerytów i Rencistów mówiła, że w październiku zeszłego roku koło liczyło 50 członków, a na dzień dzisiejszy jest ich około 100. To głównie ludzie, którzy nie chcą siedzieć samotnie i nieefektywnie w swoich domach i przychodzą do klubu, który wymaga pilnego remontu, szczególnie toalety. Nie rozumie dlaczego radni przedłożyli wyższość infrastruktury nad potrzeby licznej grupy emerytów i rencistów, i o tę kwestię dopytywała radnego Tomasza Łyżwę.

Maria Popławska, prowadząca UTW przy MOK wspomniała o pilnej potrzebie dofinansowania kwotą 1500 zł zakupu głośnika, żeby seniorzy mogli podczas prób wykorzystywać mikrofony. Prosiła także o zadaszenie tarasu MOK z uwagi na organizowane imprezy plenerowe.

Jest jeszcze temat powołania Rady Seniorów – mówiła pani Maria. – To od was zależy żeby poprzeć wniosek o jej utworzenie. To byłby taki organ opiniotwórczy.

Dyskusja radnych

To miała być dyskusja wszystkich radnych ze wszystkich komisji. Troszeczkę nam się skład radnych zmienił – mówił Kamil Panufnik. – Ja tylko celem informacyjnym jeszcze raz chciałem głośno i wyraźnie powiedzieć, moim celem nie było tutaj obrażenie poszczególnych radnych tych, których wymieniłem z nazwiska celem pokazania, że nie uczestniczą w życiu kulturalnym tego miasta, natomiast chciałem to tylko i wyłącznie dlatego zwrócić na to uwagę ponieważ najgłośniejszy głos w sprawie kultury brały osoby, które faktycznie w życiu kulturalnym, moim skromnym zdaniem, uczestniczą w stopniu bardzo ograniczonym.

Na początku chciałbym powiedzieć, że jest to posiedzenie komisji kultury, a pan przewodniczący na początku popełnił takie faux pas i dlatego może niektórzy radni stąd powychodzili – głos zabrał Tomasz Łyżwa, który wrócił na obrady komisji. – Seniorzy chcą budynku do własnej dyspozycji i powiem szczerze, to nie była kontrowersyjna pozycja i myślę, że to zostałoby uchwalone, czyli pieniądze na remont w budynku Aleje Lipowe 12. Chciałbym przypomnieć, że pieniądze dla CAL, my widzimy, że są to zasadne potrzeby tylko, że pan burmistrz wycofał tę uchwałę i jest pewne opóźnienie. Z 22 propozycji w uchwale mogło zostać przegłosowane co najmniej 18-19, do pozostałych moglibyśmy wrócić w późniejszym terminie, do tych kontrowersyjnych. Powiem tak, pan burmistrz na początku powiedział mnie osobiście, ale nie tylko mnie, że w tym roku budżetowym nie mamy pieniędzy na żadne inwestycje. I powiem szczerze, że pan burmistrz wpadł troszeczkę w swoją pułapkę w jaką wpadł w tej chwili rząd (…). Po 2 miesiącach mamy kilka propozycji do budżetu i nie mamy pieniędzy w budżecie jakiś nowych. Mieszkańcy coraz częściej do mnie dzwonią „no panie Tomaszu, mówił pan, że w tym roku nie ma pieniędzy na chodniki, na ulice, na inne rzeczy, a tutaj będziemy budować blok, będziemy inwestować w kulturę, no co jest?”. Szykują się mieszkańcy i będą przychodzić ze swoimi propozycjami, bo wiecie państwo, że potrzeby są bardzo duże. Mówię o infrastrukturze, bo nie ujmując nikomu, mieszkańcy jako ogół płacą podatki dla miasta, ale nie wszyscy korzystają z kultury. Ja tu nie jestem przeciwnikiem kultury, żeby to wykluczyć, ale nie wszyscy korzystają z kultury, ale wszyscy korzystają z infrastruktury, bo muszą po prostu chodzić po chodnikach, bo muszą dojechać do swojej posesji, poruszać się po mieście, mieć dostęp do wody. To jest artykuł pierwszej potrzeby z którego muszą skorzystać. Moja propozycja jest taka, że może w przyszłym budżecie byśmy procentowo ustalili wydatki na poszczególne zadania, mówię o kulturze, sporcie itd. i tak je procentowo realizowali. Nie możemy proszę państwa, bo tak jak każdy w rodzinie, ojciec ma jakiś budżet i nie może przeznaczać wszystkiego na kulturę dla dzieci, a nie dbać o sprawy bieżące, takie najpotrzebniejsze. Także musimy określić jakieś proporcje. Powiem tak, jestem za seniorami, bo aktywizowanie seniorów jest bardzo ważne. Takie Dzienne Domy Pobytu Seniora powinny być, bo w innych miastach tak się dzieje i są na to pieniądze, żeby ich aktywizować i za tym jestem, i to mogło być uchwalone, ale pan burmistrz wycofał tę uchwałę. Przed komisją myśmy sobie pewne rzeczy powiedzieli i myślę, że ta współpraca pomiędzy burmistrzem a radnymi będzie lepsza po tym naszym spotkaniu.

Radny Stanisław Pacan wspomniał, że obracamy się w pewnej określonej finansowej rzeczywistości i wiele organizacji czy instytucji całkiem nieźle funkcjonuje na terenie Pionek z pieniędzy pochodzących z budżetu miasta.

Musimy się z tym pogodzić, że nie rzucimy raptem jednego dnia pieniędzy żeby wzbić się na wyższy poziom. Owszem, będziemy się nad tym stopniowo zastanawiać i na ile nam pozwolą środki finansowe. I w takich kategoriach musimy rozważać funkcjonowanie całego naszego miasta.

Wspomniał również o budżecie MOK, do którego radni w chwili podjęcia mieli się nie dotykać, bo burmistrz zaproponował, że porozmawiają o nim zaraz na początku roku kalendarzowego.

Przyjmijmy go z takim dobrodziejstwem jaki jest, będziemy w styczniu o nim rozmawiać. No do tej pory żeśmy o budżecie nie rozmawiali, jako tym, który był zrobiony, ja nie mówię o tych nowych propozycjach, i do tej pory żeśmy nie porozmawiali o tym dlaczego w budżecie MOK w porównaniu do roku 2018 zwiększono środki o 100 tys. zł. A w tej chwili w uchwale jest wzrost o kolejne 100 tys. zł. W ciągu jednego roku wzrost o 30% finansów dla jednej instytucji z budżetu miasta (…). Musimy się obracać w pewnych realiach, a takie inwestycje możemy planować w nowym budżecie na następny rok.

Pan nie może teraz ludzi zostawić z przekonaniem, że burmistrz na sesję wniósł nierealne rzeczy czy z sufitu, tak? – odniósł się do wypowiedzi Stanisława Pacana Robert Kowalczyk. – To były przemyślane zwiększenia budżetowe, nie wzięły się z żadnego kredytu, wzięły się z wolnych środków, które miasto wypracowało i uważałem, że ważną rzeczą jest biblioteka, ważną rzeczą jest MOK, ważną rzeczą jest CAL, ale również ważną rzeczą jest infrastruktura, bo dołożyliśmy ponad 300 tysięcy na remonty chodników i ulic.

Na jednej szali 150 metrów chodnika, a na drugiej szali instytucja, która może przynieść dużo pożytku – wtrącił Mariusz Jończy, a burmistrz dorzucił, że samo utrzymanie pustego pomieszczenia po aptece to rocznie koszt ok. 13 tys. zł i tylko raz miasto wyremontuje pomieszczenie dla seniorów oraz taras w MOK i więcej tego robić nie będzie.

Zbigniew Belowski przyznał, że pieniądze są potrzebne wszystkim.

Jeżeli jest pewna grupa radnych, która jest zdecydowanie przeciwna inwestycjom w kulturze i jest ich więcej, to choćbyśmy się zaprosili, to nic z tego nie będzie. Słyszmy natomiast głosy z zewnątrz, że są potrzebny w różnych płaszczyznach i ja to rozumiem. Sam wspomagałem seniorów i sam wspomagałem różnego rodzaju stowarzyszenia, sam woziłem dzieci swoim samochodem za granicę na Boogie Woogie. Ale jeżeli jest wybrany burmistrz i jest wybrana rada, i burmistrz jako jedyny podmiot upoważniony składa wniosek budżetowy do rady, który ten wniosek jest różnorodny, urozmaicony i składający się z różnych aspektów życia, i nie z długu. Jest jeden kontrowersyjny temat, to jest kwestia budowy bloku komunalnego, bo to wymaga potężnej inwestycji i zadłużenia się (…). Jeżeli burmistrz miasta otrzymuje więcej głosów niż wszyscy radni zsumowani razem, to można powiedzieć matematyka też się liczy. Nie dość, że ma prawo zgłosić propozycję, a z tej propozycji słyszymy „a jakbyśmy powyrzucali to czy to”. Burmistrz przedstawia pewną określoną makatkę, ofertę wyhaftowana według swojego własnego pomysłu, bo ma to prawo, a niektórzy radni chcą „a to tu wyrwę nitkę, tu wyrwę nitkę”, makatka się rozpadnie. Dlaczego walczę o sprawy kultury? Mogę powiedzieć wprost – bo się na tym znam, bo pracuję wyłącznie w tej branży od ponad 30 lat.

Radny Belowski zaproponował, aby w jednym roku wyłożyć 1 mln zł na działania związane z kulturą żeby poprawić stan instytucji, ale do tego pomysłu wolałby żeby burmistrz sam przekonał pozostałych radnych, bo jak twierdzi, jego argumenty do nich nie trafiają.

Jeżeli słyszę na sesji, że kultura jest wydumana, kulturę zostawmy sobie na później są ważniejsze sprawy, bezcelowe są pieniądze na bibliotekę, najpierw kosze potem kultura, to otwiera mi się nóż w kieszeni – mówił Kamil Panufnik. – Panie Tomaszu, zwrócił mi pan uwagę, że na początku popełniłem faux pas, to pozwolę sobie powiedzieć, że zostawiam to pod decyzję mieszkańców i uważam, że ani kultura, ani infrastruktura nie są bardziej ważne, są tak samo ważne, natomiast kultura nie może być pominięta i zepchnięta gdzieś na bok.

Wybrani zostaliśmy na pięcioletnią kadencję i burmistrz ma takie prawo żeby proponować nam pewne rzeczy, ale jeśli taka propozycja nie spotka się z akceptacją w radzie miasta, w większości tej rady, no to ona nie przechodzi – mówił Tomasz Łyżwa. – To jest matematyka i to jest logika też. Jednego radnego wybrali mieszkańcy i ten mandat jest tak samo ważny jak ma 200 głosów z tym mandatem burmistrza, który ma 4500 (…). Moi wyborcy na mnie głosowali, bo w tym okręgu infrastruktura leży. To oni będą mi zarzucali, że „ty głosowałeś za kulturą, a my nie mamy jak dojechać do swoich posesji, to jest dla nas najważniejsze”. Radny jest niezawisły i jakby pan burmistrz swoimi argumentami nas przekonał, że to jest potrzebne itd., ale tu nie było akceptacji większości rady do niektórych pomysłów. Z tych 22 punktów, 3 może 4 nie miało akceptacji, a reszta mogła być przegłosowana nawet 2 miesiące temu.

Panie Łyżwa, powiedzmy to otwartym tekstem, przychodząc na ostatnią sesję mieliście utkany swój dywanik, który polegał na tym, że macie wyciąć konkretne sprawy – odpowiedział radny Belowski. – I wycinane były wszystkie sprawy związane z kulturą. Po kolei. Wypowiedź radnego Wąsika, wypowiedź radnego Abramowicza i przygotowane następne, bo to jest żadna tajemnica i było ustalone. Dlatego poprosiłem pana przewodniczącego komisji kultury żebyśmy o tych sprawach porozmawiali na wspólnej komisji, która się niestety rozsypała, nie wiem czy były podstawy do tego żeby się rozsypała, myślę, że nie i po to zaprosiłem ludzi, którzy są z tym tematem związani żeby pewne rzeczy powiedzieć otwarcie.

I rozpoczęła się wymiana zdań pomiędzy Belowskim, a Łyżwą na temat spotkań grup radnych. Zbigniew Belowski twierdzi, że to nieprawda iż w poprzedniej kadencji brał udział w takich spotkaniach, a Tomasz Łyżwa, że radni mają prawo spotkać się by wymienić poglądy na sprawy miasta.

Na komisji zaproponowałem kompromis i wyłączenie bloku – mówił Robert Kowalczyk. – Nie zgodziliście się z tym, bo chcieliście wyłączać wszystko, tak? Jestem zupełnie przeciwny procentowemu podziałowi środkowi, bo uważam, że przed nami bardzo poważne zadanie, duże, budowa bibloteki lub stworzenie takiego miejsca, które zaadoptujemy naprawdę na prawdziwą miejską, wielofunkcyjną biblotekę. To znaczy, że co? Że na resztę już nie damy, na nic więcej nie damy? Nie. Skupmy się na ważnych rzeczach, które są potrzebne w mieście ludziom. Ja wiem, że są potrzebne chodniki i drogi, i zwiększyliśmy o 300 tys. na to wydatki, ale również zwiększyliśmy wydatki na kulturę. I chcę powiedzieć, że jeżeli chodzi o kulturę, to tak naprawdę wiele z tych rzeczy to wydatki jednorazowo. Galeria Format jednorazowy wydatek, po prostu remont pomieszczeń i koniec, zamykamy sprawę (…). Zamykamy pewne rzeczy i jedziemy dalej, tak? A tutaj w ogóle nie możemy zamknąć pewnych spraw (…). Nas musi być stać na to żeby dać na kulturę i nas musi być stać żeby dać i na szpital. My mamy pieniądze tylko proszę mi dać nimi gospodarować.

Radny Łyżwa mówił także o ulicach, które są doraźnie wyrównywane i miasto co roku przeznacza na to dużo środków, ale efekty tych napraw cieszą przez krótki czas i może warto opracować plan budowy ulic, a nie tylko wyrównywania dróg gruntowych.

Mariusz Jończy na koniec wspomniał lata 80-te i ówczesną działalność domu kultury z nieporównywalnie bogatszą ofertą niż dzisiaj, ale wtedy dom kultury rządził się zupełnie innymi prawami, do Pionek przyjeżdżały gwiazdy estrady i miasto było w fazie rozkwitu. I jak ostatnio wspomniał nawet burmistrz – wtedy wybudowano w naszym mieście 30 bloków.

fot. Ishwar

Przeczytaj również

Komentarze