Zamknięte cmentarze. Mieszkańcy szturmem ruszyli na groby bliskich

Zamknięte cmentarze. Mieszkańcy szturmem ruszyli na groby bliskich

W piątek po południu premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że w najbliższych dniach cmentarze będą całkowicie zamknięte. Głęboko zakorzeniona tradycja związana z obchodami dnia Wszystkich Świętych oraz Zaduszek została odłożona na lepszy czas, czas po pandemii.

Od kilku tygodniu wszyscy zadawali sobie pytanie czy z powodu wzrostu liczby zakażonych nie będzie obostrzeń związanych z odwiedzaniem cmentarzy. Politycy apelowali żeby nie odkładać odwiedzin na grobach bliskich na ostatnią chwilę. Wiele osób dostosowało się do wytycznych, ale nikt nie spodziewał się, że w piątkowe popołudnie wprowadzony zostanie całkowity zakaz odwiedzin nekropolii, z wyjątkiem pochówku.

I choć faktycznie większość mieszkańców odwiedziła cmentarze w tym, a nawet minionym tygodniu, to jednak komunikat premiera wywołał popłoch. Ustawione na grobach bliskich znicze miały zapłonąć w ten weekend o dogodnej porze, ale słysząc, że od soboty nikt nie będzie mógł wejść na cmentarz, ludzie ruszyli by zdążyć przed północą.

Na Cmentarzu Nowym w Pionkach przed konferencją premiera tłumów nie było, choć niemal w każdym zakątku cmentarza ktoś się kręcił. Po godzinie 17-tej cmentarz zaroił się od ludzi, którzy obarczeni wiązankami, zniczami i środkami czystości ruszyli na groby bliskich. Nawet tylko po to, by zapalić rozstawione już wcześniej znicze.

Niby wszyscy zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji jaką niesie ze sobą pandemią, jednak od wieków kultywowana tradycja odwiedzenia grobów bliskich i czuwania przy grobie w ten wyjątkowy czas, jest dla wielu silniejsza od strachu przez zakażaniem. Wydanie decyzji „w ostatniej chwili” o zamknięciu nekropolii przyczyniło się do zwiększonego ruchu na cmentarzach i skupiania ludzi bez zachowania dystansu społecznego w ciasnych alejkach między grobami.

Przeczytaj również

Komentarze