Żółć przewodniczącego aż się wylewa

Żółć przewodniczącego aż się wylewa

Wojciech Maślanek jest zagorzałym przeciwnikiem Roberta Kowalczyka, o czym nie daje zapomnieć przy żadnej okazji. Ataki zwane „personalnymi wycieczkami” są już stałym elementem każdego spotkania. Zarzuty o brak kultury, nawet chamstwo, wylewająca się frustracja, apele o zachowaniu spokoju i recepty oraz rady, to standardowe „miłe i sympatyczne” słowa, które panowie kierują pod swoimi adresami. Radny Maślanek kieruje oskarżenia, a burmistrz Kowalczyk reaguje uśmiechem i żartem, co doprowadza do jeszcze większego zaognienia. Jak mawia radny, to „poziom chamstwa”, a w odpowiedzi słyszy, że „trudno zachować kulturę, jak się ma przed sobą taką sztukę”.

Podziały w miejskiej radzie widać tak wyraźnie, że już nikt nie ma wątpliwości, iż kampania wyborcza do samorządu przybierze jeszcze ostrzejszy charakter niż dotychczas. Próby dyskredytacji, głosowanie „przeciwko głupocie”, „porażające” zarządzanie miastem i „katastrofalny” stan finansów miasta, to zwroty na które już mało kto zwraca uwagę, gdyż spowszedniały na tyle, że nie robią wrażenia na tych, którzy faktycznie interesują się sprawami samorządu.

W 2018 r. Wojciech Maślanek rekomendował Roberta Kowalczyka jako najlepszego kandydata na fotel burmistrza. Sam startował do rady miasta z tzw. drużyny Kowalczyka, został przewodniczącym rady miasta i przez chwilę można było sądzić, że w mieście Pionki zapanuje spokój. Nic bardziej mylnego, gdyż rozeszły się drogi burmistrza i przewodniczącego, a rozpoczęła wojenka polityczna. Radny Zbigniew Belowski uchylił rąbka tajemnicy, co mogło być przyczyną nagłego rozpadu świetnie zapowiadającej się współpracy.

Panie przewodniczący, zwracam się teraz szczególnie do pana – mówił w dniu 28 grudnia radny Belowski używając marchewki jako symbolu korzyści, zgodnie ze słowami Tomasza Łyżwy, że burmistrz jednym daje marchewkę, a innych okłada kijem. –  Na prośbę tu o to tego pana burmistrza dostał pan, nie od kogo innego, tylko ode mnie największą marchew jaką mógł pan dostać w tej kadencji. To dzięki mojemu głosowi został pan przewodniczącym rady miasta w Pionkach, czego dzisiaj ogromnie żałuję, ale z tego co wiem pana marchewka była jeszcze za mała, chciał pan jeszcze więcej tej marchewki, czyli zostać wiceburmistrzem. Jak widać się nie udało i ta żółć wylewa się z pana już całą kadencję. Życzę smacznego.

Przypomnijmy – radny Maślanek konkurował o funkcję przewodniczącego z radnym Łyżwą. Wybór wygrał stosunkiem głosów 8:7 i już wiadomo, kto oddał ten decydujący głos. W minionej kadencji „żółć” do burmistrza wylewała się ze strony radnego Maślanka – tak przynajmniej publicznie, na sesji mówił Romuald Zawodnik, i spowodowana była faktem, że Wojciech Maślanek po wyborach (przed zaprzysiężeniem) usłyszał na spotkaniu w Krakowie (miejscu zamieszkania byłego burmistrza), gdzie nowo wybrany radny udał się z wizytą, że nie będzie „nominowany na fotel przewodniczącego”. Ta kadencja „zalewana jest żółcią” po utracie kolejnego fotela – tym razem wiceburmistrza. I analizując przebieg tej kadencji można pokusić się o przypuszczenie, że radny Belowski trafił w 10-tkę. W grudniu 2018 r. Robert Kowalczyk odwołał poprzednią wiceburmistrz ze stanowiska, w lutym utworzyło się tzw. Porozumienie, czyli koalicja radnych przeciwko złym decyzjom burmistrza Kowalczyka, a sam Wojciech Maślanek mówił wówczas, że cyt.: „porozumienie powstawało powoli, kształtowało się w oparciu o zbieżne poglądy na wiele spraw dotyczących miasta”. Owo „powoli” trwało krótko, bo burmistrz i radni zostali zaprzysiężeni 19 listopada 2018 r. i wówczas radny Maślanek został wybrany na przewodniczącego. Z początkiem stycznia 2019 r. stanowisko wiceburmistrz objęła Kamila Kaczorowska, a 5 tygodni później „powoli” powstała grupa „Porozumienie”, o której dziś nie ma nawet śladu, choć podział nadal trwa. Ale to tylko luźna sugestia, każdy powinien wyciągnąć własne wnioski.

Panie radny Belowski, chociażbym nie chciał, to muszę teraz, w tej chwili odnieść się. Wie pan, co do pana akurat hipokryzji w tej, w tym momencie i tego jednego głosu tzw. złotego, złotego – odparł Wojciech Maślanek, a Zbigniew Belowski wtrącił, by nie używał słów, których znaczenia nie zna. – Po prostu ja powiem skromnie w tej chwili, nie wierzę panu akurat tu w pana, pana zapewnienia i gwarantuję panu, że nie chciałby pan usłyszeć tego, co na wprost siedzący pan burmistrz Robert, wtedy kandydat Robert Kowalczyk o panu jak się wypowiadał. Naprawdę. Tak, że skończmy ten temat proszę pana i proszę skończyć z hipokryzją.

– Ale proszę nie kłamać. Proszę spokojnie. Uspokoić się albo łyknąć coś na uspokojenie – zwrócił się do radnego Maślanka burmistrz. Przewodniczący w nerwowych momentach zaleca na uspokojenie przerwę w obradach, dla swoich adwersarzy nawet wówczas, gdy ktoś zawraca mu po prostu uwagę, bo radny Maślanek nie znosi niestety krytyki pod swoim adresem, jakiejkolwiek.

Konflikt zaostrzył się, gdy rozpoczęto temat braku wypłaty diet dla radnych miejskich. Przewodniczący rady poinformował wszystkich, że „w trosce o stan finansów miasta” zwrócił się do Regionalnej Izby Obrachunkowej o wyjaśnienia oraz kontrolę.

Pani skarbnik dwukrotnie, szanowni państwo jeszcze raz to zacytuję, na pytanie niedotyczące wynagrodzeń pracowników urzędu miasta Pionki, odpowiedziała dwukrotnie „zbieram pieniądze na wynagrodzenia dla pracowników”, dla pracowników – zarzucał Wojciech Maślanek, choć nie powiedział jak brzmiało pytanie skierowane do skarbnik miasta. A chodziło właśnie o zapytanie radnych o niewypłacone diety za listopad i stąd odpowiedź skarbnik, że zbiera pieniądze w budżecie na zabezpieczenie wynagrodzeń dla pracowników do końca roku budżetowego z powodu konieczności zapłaty tych zobowiązań, którymi radni nie chcą zaprzątać sobie głowy od 3 listopada uznając, że „jak trwoga, jak trzeba uprzątnąć budżet”, to do radnych. A przecież to nie nikt inny jak właśnie radni, co wielokrotnie podkreśla przecież przewodniczący Maślanek, że to rada jest organem uchwałodawczym, a więc decyduje w formie uchwał o kształcie budżetu. Organ wykonawczy, czyli burmistrz ma jedynie wykonać to, co rada uchwaliła. A co zrobić, gdy rada uchwalić nie chce? Trzeba płacić bieżące faktury, żeby nie obciążać dodatkowo budżetu miasta odsetkami i liczyć na cud, że radni tym razem sesji nie zbojkotują i może nawet wyrażą zgodę by można było zapłacić rachunki za prąd w mieście. – To jest rzecz no katastroficzna, straszna. Proszę państwa, to my w budżecie, w uchwale budżetowej przyjmujemy kwoty, kiedy to kierownicy wydziałów, jednostek składają propozycje do organu wykonawczego i rada miasta przyjmuje uchwałę budżetową, najważniejszy dokument, a pan burmistrz Kowalczyk depcze ten dokument? I jak trwoga to rada miasta, musimy, no musimy, musimy wyjść z tego. No, panie burmistrzu jeszcze tu się nam pan popłacze, bo różne tu już mieliśmy zachowania, np. pani skarbnik. No nie chciałbym, żeby one po prostu się powtórzyły.

I to był moment, w którym Robert Kowalczyk nie wytrzymał i powiedział do radnego: „proszę się zachowywać kulturalnie, a nie jak zwykły cham”. Na takie słowa przewodniczący rady ogłosił „10 minut przerwy, niech pan ochłonie, bo w tej chwili pan, pokazał pan swoje, swoją postawę i chamskie zachowanie”.

Chciałem się odnieść do tych słów, które tutaj pan przewodniczący rady w stosunku do mnie zawarł, takie miłe, sympatyczne, więc chcę żebyśmy sobie tutaj coś wyjaśnili. Na pewno przez takiego człowieka jak pan, panie radny Maślanek nie przyjdzie mi i nie przyszło mi płakać. Zdarzyło mi się jako facetowi płakać w życiu… – głos po przerwie zabrał burmistrz, ale przerwał mu przewodniczący: „proszę nie, proszę wycieczek nie, proszę pana personalnych, proszę nie robić”, choć „wycieczki personalne” rozpoczął przecież on sam, a skoro „była jedna wycieczka, to możemy i pojechać na drugą” uznał Robert Kowalczyk, który zawsze staje w obronie swoich pracowników.

Nie, pan pokazał swoje chamstwo już, już przed przerwą – próbował przerwać burmistrzowi radny Maślanek, ale bezskutecznie.

To, że nie szanuje pan ludzi, to pokazuje pan od początku. Nie byłoby mojej reakcji, gdyby znowu pan nie zaatakował pani skarbnik. A to, że pani skarbnik jest kobietą drobną, spokojną, grzeczną, to nie jest powód, żeby pan ją bezwzględnie, bez szacunku atakował, bo to nie przystoi facetowi. Wie pan ja na koniec, to chcę panu powiedzieć jedną rzecz, jestem w ogóle fanem takiego jednego filmu „Daleko od szosy”, gdzie tam bohater mówi, że trudno zachować kulturę, jak się ma taką sztukę przed sobą. Dziękuję bardzo.

– No nie będę tego chamstwa komentował – skwitował radny Maślanek, choć serial „Daleko od szosy” nie jest chamską produkcją, a Leszek, główny bohater takimi słowami odpowiedział na prymitywne zaczepki.

– W trybie pilnym uważam, że rada miasta powinna zmienić sobie przewodniczącego, po dzisiejszym dniu co do tego nie mam cienia wątpliwości – ocenił Zbigniew Belowski. – Chcę panu powiedzieć, że sposób i metoda jaką rozmawia pan z burmistrzem miasta jest upokarzający dla mnie, jako radnego. To co pan wyprawia, szczególnie dzisiaj… – i znów przewodniczący zarządził przerwę „na uspokojenie”. – Niech mnie pan posłucha i zacznie funkcjonować jak cywilizowany człowiek, a nie gbur.

– Pan radny Belowski chce zabierać głos i mi morały prawi, no. Ja nie potrzebuję morałów tutaj, bo pan nie jest w stanie mi nic zaproponować (…). Ja proszę, że, że proszę państwa, prosiłem na początku tej sesji, najważniejszej dla rady, dla rady gminy o kulturę, spokój, powagę i merytoryczne dyskusje. Naprawdę nigdy potem, po najbardziej drastyczny czy drastyczną, nie drastyczny paragraf nie sięgałem, ale obserwując marszałka sejmu, nie zmuszajcie mnie, żeby po prostu sięgnął po tak drastyczny środek, włącznie z wykluczeniem radnego z obrad.

Tyle, że przewodniczący nie chce wykluczać z obrad za niestosowne zachowanie wszystkich, tylko tych, którzy są z przeciwnego obozu. O kulturę nawołuje głównie do radnego Belowskiego i burmistrza, choć mógłby i do innych, ale na bezpardonowe ataki na swoich przeciwników politycznych pozwala każdemu, a i sam od nich nie stroni. Powagi i merytorycznych dyskusji czasem próżno szukać na sesjach, a nawet komisjach, zupełnie jakby wszyscy byli już mocno zmęczeni tą wydłużoną kadencją i skupili się jedynie na wyczekiwaniu na ogłoszenie terminu wyborów samorządowych. Wówczas mieszkańcy ocenią, startujących w wyborach, także za dotychczasową działalność na rzecz miasta oraz wymierne efekty widoczne dla każdego. I warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy te wszystkie ataki i zaczepki wnoszą cokolwiek pozytywnego do życia miasta i jakie pozytywne skutki dają w ostateczności mieszkańcom? Pionki zmieniły się zauważalnie, ale czy na skutek wiecznie trwającej „wojenki” i wyszukiwaniu pretekstów do niezliczonych ataków, czy raczej dlatego, że inni wolą pracować na rzecz poprawy funkcjonalności tego miasta?

Przeczytaj również

Komentarze